Monthly Archives: Kwiecień 2012

USA: biznes + kultura

Raz na jakiś czas pada w Polsce pomysł, aby wprowadzić amerykański model finansowania kultury oparty na prywatnym sponsoringu. Ostatnio także w Wielkiej Brytanii, której rząd drastycznie obciął wydatki na kulturę, pojawiają się podobne głosy. Problem w tym, że choć w obu wypadkach partnerstwo biznesu i kultury należy rozwijać, to próba przeniesienia na europejski grunt systemu amerykańskiego jest z gruntu skazana na porażkę.

Według oficjalnych danych kultura w Stanach Zjednoczonych jest finansowana tylko w 40 procentach z pieniędzy poszczególnych stanów i rządu federalnego. Reszta pochodzi od prywatnych bądź korporacyjnych sponsorów. Dla większości Amerykanów to nie dowód na niedostateczne zaangażowanie państwa w kulturę, lecz potwierdzenie siły wolnego rynku także w obrębie kultury. Słynny ekonomista Milton Friedman opisał w książce „Wolny wybór” przypadek Chicago końca XIX wieku. Wtedy w mieście powstały Instytut Sztuki, Biblioteka Newberry, Chicagowska Orkiestra Symfoniczna, Uniwersytet Chicagowski, Muzeum Historii Naturalnej, Biblioteka Crerara. Większość z nich została stworzona, a później także prowadzona za prywatne pieniądze.


Fundacja Solomona R. Guggenheima działa od 1937 roku. Na zdjęciu nowojorskie Guggenheim Museum powstałe w 1959 roku, fot. wikipedia.org.

Jednak już na początku XIX wieku budowano kulturalne instytucje w podobny sposób. Amerykańskim elitom zależało na dogonieniu Europy we wszystkich możliwych sferach, stąd ich szczodrość dla muzeów, bibliotek czy uniwersytetów. Kolejna fala prywatnych środków dla kultury w Stanach Zjednoczonych trafiła po II wojnie światowej. András Szántó w opublikowanym dwa lata temu na łamach „The Art Newspaper” artykule zauważa, że inwestycje miały związek rywalizacją ze Związkiem Radzieckim na wszystkich polach, od przestrzeni kosmicznej, przez sport, po kulturę właśnie. „Skoro sowieci mieli Balet Bolszoj, to Fundacja Forda musiała założyć City Ballet” – pisze Szántó.

To nie jedynie powody tak dużego zainteresowania kulturą w Stanach Zjednoczonych przez prywatnych sponsorów. Kultura jest tam (czego cały czas nie można powiedzieć o Polsce) silnie związana z rozwojem społeczności lokalnej. Dlatego większość pieniędzy trafia bezpośrednio do regionu, w którym fundator prowadzi swoją działalność. Mało prawdopodobne, aby przedsiębiorca ze wschodniego wybrzeża wspierał muzeum z Los Angeles. Lokalni przedsiębiorcy traktują kulturę jako rodzaj współzawodnictwa, tak samo jak właściciele klubów baseballowych swoje drużyny. Programy sponsoringowe mają więc giganci jak Chase czy American Express, ale aż 69 proc. prywatnych pieniędzy pochodzi od firm z zyskiem poniżej 1 miliona dolarów rocznie.


fot. partnershipmovement.org

Wszystko to sprawia, że amerykański model sponsoringu kultury nie mógłby się przyjąć w Polsce, ani nawet Wielkiej Brytanii. To system wynikający z konkretnych historycznych uwarunkowań. Co nie znaczy, że nie powinniśmy bliżej przyjrzeć się niektórym rozwiązaniom ze Stanów Zjednoczonych. Choćby organizacji Americans for the Arts założonej już w 1960 roku (wtedy nazywała się Community Arts Councils). Przez ponad pół wieku działalności zamiast konkurować z podobnymi podmiotami łączyła się z nimi tworząc w efekcie najsilniejszą w Stanach Zjednoczonych, jeśli nawet nie na świecie, grupę prywatnych sponsorów kultury, fundacji i instytucji kulturalnych. W 1967 roku przyłączył się do niej nawet Business Committee for the Arts miliardera i filantropa Davida Rockefellera.

Dziś Americans for the Art mają 150 tys. członków i prowadzą kilkanaście programów związanych z kulturą, poczynając od doradztwa, przez edukację, lobbing na rzecz kultury, po zdobywanie prywatnych środków. Jednym ze stałych programów jest The pARTnership Movement  pozwalający na łatwą i szybką budowę więzi między biznesem i kulturą. The pARTnership Movement zajmuje się indywidualnym pozyskiwaniem prywatnych środków na konkretne przedsięwzięcia, ale też pozwala dzięki platformie internetowej na szybkie i łatwe znalezienie inicjatyw, które poszukują sponsora. Jednak nie wszędzie i za wszelką cenę. Tak, jak całe  Americans for the Art, tak i ta inicjatywa jest powołana dla łączenia konkretnych, pasujących do siebie przedsięwzięć. Zgodnie z przekonaniem, że przedsiębiorca powinien nie tylko wkładać w kulturę pieniądze, ale i się w nią angażować, czuć projekt, który sponsoruje, mieć świadomość współtworzenia go. I akurat ten element amerykańskiego systemu sponsoringu kultury przydałoby się faktycznie przenieść do Polski.

Reklamy

4 Komentarze

Filed under Uncategorized

Speed konsultacje – dowiedz się jak wypromować design

Nawet najlepiej zaprojektowany produkt, nawet najbardziej innowacyjne rozwiązania można wyrzucić do kosza, jeśli nie dowie się o nim jak najwięcej osób. Niektórzy zapominają się o tej prostej zasadzie. Inni nie wiedzą, jak to zrobić. Dotyczy to zarówno początkujących dizajnerów, istniejących wiele lat pracowni projektowych, dużych firm sprzedających designerskie produkty, a także podmiotów i instytucji organizujących wydarzenia związane z tą dziedziną.

Stowarzyszenie Design It Poland oraz Business & Culture zapraszają na Speed konsultacje. Odbędą się one podczas targów About Design w dniach 11-13 maja w Gdańsku. Podczas bezpłatnych konsultacji każdy zainteresowany będzie mógł się dowiedzieć jak wypromować swoje projekty, studio, markę, nazwisko, instytucję, gotowe produkty. Sprawdzić, czy jego dotychczasowa strategia jest odpowiednia. Eksperci podpowiedzą mu jak ją zmodyfikować, jak skutecznie dotrzeć do mediów i biznesowych partnerów. Ocenią identyfikację wizualną, stronę internetową i podejmowane działania. Podpowiedzą jak działać z tradycyjnymi mediami i w social media.

Każdy kto zdecyduje się skorzystać ze Speed konsultacji ma 60 minut na rozmowy z ekspertami – 20 na ocenę strategii promocyjnej, 20 minut na ocenę identyfikacji wizualnej oraz 20 na rozmowę o wdrażaniu produktów do produkcji. To od niego zależy jak wykorzysta ten czas.

Podczas targów About Design od piątku do niedzielnego wczesnego popołudnia dostępni będą eksperci:

Kuba Borkowski – założyciel Design It Poland,
Dawid Szkiełka – założyciel Design It Poland
Pola Olędzka – specjalistka z Design It Poland
Katarzyna Grabowska – specjalistka PR z agencji Business & Culture
Max Fuzowski – założyciel Business & Culture
Mirosław Popławski – założyciel Design Consulting
Varvara Frol – projektantka i stylistka
David Zalesky – specjalista od identyfikacji wizualnej, dizajner, scenograf

Trzy najciekawsze projekty, które będą konsultować eksperci zostaną opisane przez magazyn Purpose.

Speed konsultacje są bezpłatne. Są też szybkie. Można po prostu przyjść na nasze stoisko, można zadzwonić: 505-062-049, albo wysłać maila: speedkonsultacje@businessandculture.pl.

Speed konsultacje, 11-13 maja, Gdańsk, targi About Design, www.aboutdesign.com.pl

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Metro + sztuka

Niezbyt urodziwy pawilon informacyjny powstającej drugiej linii warszawskiego metra stoi w miejscu, gdzie według pierwotnego planu powinna już trwać budowa Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Choć metro też opóźnione jego powstanie jest pewne. Co innego z MSN. Nie wiadomo, czy doczeka się gmachu według projektu Christiana Kereza na Placu Defilad. Także niedawne plany przeniesienia do pawilonu Emilii stanęły pod znakiem zapytania. Ale skoro druga linia metra ruszy na pewno, może warto aby władze Warszawy zajęły się tematem sztuki w jego kontekście.

Choć mieliśmy już w metrze czasowe ekspozycje, murale, performance, nigdy nie stało się miejscem kojarzonym ze sztuką. Warto spojrzeć w stronę Londynu, który temat opracował perfekcyjnie. Okładkę mapy londyńskiego metra aktualnie zdobi praca Yayoi Kusamy. Charakterystyczne kropki zaprojektowane przez jedną z najsłynniejszych japońskich artystek pojawiły się na milionach map, po które codziennie sięgają dziesiątki tysięcy osób. Wcześniej dla londyńskiego metra projektowali Eva Rothschild, Paul Noble, Gary Hume i kilku innych artystów. A to tylko część projektu „Art on the Underground”, który trwa nieprzerwanie od 2000 roku. W zeszłym roku można było obejrzeć wszystkie z zaprojektowanych do tej pory okładek na wystawie zorganizowanej na stacji Piccadilly Circus. Od czerwca tego roku znajdziemy je na wystawie „Mind the Map: Inspiring Art Design and Cartography” w London Transport Museum.

Za to już w maju ruszy projekt przygotowany przez reżysera Tima Newtona oraz współczesnego artystę Patricka Brilla lepiej znanego pod pseudonimem Bob and Roberta Smith. Na stacji metra Stratford będzie można zobaczyć reprodukcje prac Brilla oraz film opowiadający historię fikcyjnego spotkania ojca nowożytnego ruchu olimpijskiego Pierre’a de Coubertina oraz niemieckiej filozof Hanny Arendt. Spotykają się na stacji Loughton i zakochują się w sobie. Awangardowy film to połączenie niemego romansu z opowieścią o dzielnicy Stratford i historią londyńskiej sztuki początków XX wieku.

Z kolei francuski konceptualista Daniel Buren przygotowuje stałą ekspozycję dla stacji Tottenham Court Road. Właśnie trwa przebudowa tej jednej z najruchliwszych stacji londyńskiego metra. Codziennie odwiedza ją 200 tys osób. Buren na zlecenie londyńskiego metra tworzy instalację, która będzie ciągnęła się od wejścia aż na perony. – To bardzo ekscytujące pracować z jednym z najwspanialszych światowych artystów, znanym ze swoich głośnych instalacji. To coś, co poprawi wygląd nowej hali biletowej na tej kluczowej stacji, ale też da zwykle bardzo spieszącym się podróżnym szansę na chwilę zadumy – mówi Tamsin Dillon, szefowa „Art on the Underground”, wcześniej niezależna kuratorka, absolwentka Royal College of Art. Tottenham Court Road to stacja, która ma zresztą szczęście do artystów. W 1984 roku jej część została pokryta mozaikami projektu szkockiego rzeźbiarza Eduardo Paolozzi. Otwarcie nowej części zaplanowano na 2016 rok.

Dwa tygodnie temu instalacja Alice Channer została umieszczona wzdłuż schodów ruchomych stacji Noting Hill Gate, a prace Anny Barham pojawiły się na stacji White City. I nie są to byle jakie wystawy. Często zupełnie na poważnie recenzują je najważniejsze brytyjskie media. Ukazała się także książka poświęcona tematowi „Platform for Art: Art on the Underground”. Może warto ją podrzucić na biurka zarządzających warszawskim metrem.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Jak wypromować muzeum

Nie powiemy jak wypromować każde muzeum. Przedstawiamy studium najlepszych kampanii z ostatnich lat. Zarówno reklamowych, wykorzystujących social media, jak i opartych na twarzach celebrytów. Wszystko co łączy projekty, to nie tylko ich niezwykła skuteczność, ale też niewielkie nakłady finansowe przeznaczone na działania.

1. Start zwany też launch. Moment, który może zdecydować o przyszłym sukcesie lub porażce instytucji. W Polsce w niewielu wypadkach możemy mówić o prawdziwej, mocnej kampanii promującej start nowego muzeum. Na co najmniej kilkanaście poważnych otwarć jedyna kampania promocyjna, która mogłaby się zapisać na kartach marketingu i PR-u to otwarcie Centrum Nauki Kopernik w Warszawie.

Najlepszy bodaj wzorzec ze świata ostatnich lat to kampania dla nowojorskiego New Museum. Instytucja istniała od 1977 roku, trzydzieści lat później otrzymała zupełnie nowy gmach pozwalający rozwinąć jej skrzydła. Najpierw powstał logotyp, genialny w swej prostocie oparty na charakterystycznej bryle muzeum. I to on stał się podstawą dla całej kampanii. Zaczął pojawiać się w przestrzeni Nowego Jorku. Powoli zaczął zakrywać billboard Calvina Kleina, plakaty iPoda, reklamy na autobusach, w metrze robił wyrwy w kafelkach, a na ulicach przybierał postać roweru, a okładka „New Yorkera” stała się okładką New Museum.

Gmach New Museum oraz jedna z reklam, fot. http://www.pleaseenjoy.com oraz Moritz Schmaltz/CC BY-SA 2.0

Budżet określono mianem „ograniczony”. Postawiono na komunikowanie nazwy, budynku i adresu opierając się na iście streetartowskich pomysłach. Kampania trwała dwa miesiące, cztery tygodnie przed otwarciem i cztery po otwarciu. Dotarła do około 3 milionów ludzi, z których każda zobaczyła reklamę średnio szesnaście razy. Przez pierwszych trzydzieści godzin New Museum było otwarte non-stop, wstęp był za darmo. Wynik kampanii był imponujący. Liczba odwiedzających wzrosła o 600 procent, liczba kart członkowskich wzrosła o 400 procent. Przed podobnym wyzwaniem staje dziś Muzeum Narodowe w Warszawie. Ma już nową identyfikację wizualną, która wywołała głównie pozytywne komentarze.

2. Twarz. Urzędnik, czy to dyrektor muzeum czy jego rzecznik prasowy, to nie zawsze najlepszy materiał na twarz muzeum. Lepsza jest gwiazda. Oczywiście odpowiednio dobrana do profilu instytucji, wiarygodna, wzbudzająca zaufanie wśród grupy docelowej. Rozwój Tank Museum (Muzeum Czołgów) w brytyjskim Dorset kosztował 16 milionów funtów. Wraz z uruchomieniem nowej ekspozycji na stanowisku rzecznika prasowego zatrudniono Jamesa May’a dobrze znanego fanom motoryzacji. To jeden z trzech prowadzących kultowy program „Top Gear” w BBC. May zagrał w reklamówkach, brał udział w spotkaniach dla mediów i publiczności. W roku kampanii liczba widzów była największa w historii Tank Museum, a wpływy z biletów wzrosły o 35 procent.  James May nie pasowałby oczywiście do muzeum sztuki.

Stephen Fry na stronie Royal Academy of Arts, fot. http://www.royalacademy.org.uk

Londyńska Royal Academy of Arts wykorzystuje postać Stephena Fry’a. To popularny angielski komik i aktor, ale też pisarz oraz niebywały erudyta. Fry promuje muzeum na swojej stronie internetowej, na Twitterze (ma ponad cztery miliony followersów), opisuje jego wystawy i już w samym muzeum z ekranów zachęca do odwiedzin oraz wsparcia finansowego.

Gwiazdy wykorzystuje także regularnie kijowskie Pinchuk Art Centre. Jego twarzą stało się dwóch artystów i zarazem celebrytów, Jeff Koons oraz Damien Hirst. Ich nazwiska zapewniły instytucji światowy rozgłos. Zasiadają w jury powołanej przez nią Future Generation Art Prize, regularnie pojawiają się na wernisażach, wspominają w wywiadach dla wpływowych mediów. Są także wykorzystywani w reklamówkach.

3. Social media. Tate to jedna z najlepiej rozpoznawalnych marek związanych ze sztuką na świecie. Rocznie odwiedza ją siedem milionów osób. Dużo? Dla dyrekcji Tate to było zbyt mało. Dlatego na stanowisku dyrektora odpowiedzialnego za  media i publiczność zatrudniono Marca Sandsa, byłego szefa marketingu „Guardiana”. Miał ściągnąć do galerii (głównie Tate Modern) nowych, wcześniej nie odwiedzających ich widzów. Sam postawił przed sobą jeszcze jedno zadanie – wyjść z marką Tate do publiczności zamiast tylko namawiać ją do odwiedzin. Za jego kadencji Tate przybywa na Facebooku średnio 10 tys. fanów miesięcznie, dziś ma ich 360 tys. Liczba followersów na Twitterze rośnie jeszcze szybciej – 100 tys. w ciągu półrocza. Dziś to już ponad 600 tys. osób.

Tate na Twitterze, fot. http://www.twitter.com/tate

Sands wyprowadził media społecznościowe Tate z poziomu informacji na poziom rozmowy. Zmienił też myślenie o sposobie komunikacji, pojawiło się sporo lżejszych tematów, pokazujących, że Tate też ma do siebie dystans. Na Facebooku potrafi pojawić się więc amatorskie zdjęcie przedstawiające widok na plaże z okien Tate St. Ives. Co tydzień publikowana jest prognoza pogody zilustrowana jednym z dzieł z kolekcji, a informacje o sztuce zostały powiązane z interesującymi wszystkich wydarzeniami (np. pytanie o ulubioną artystkę umieszczone na Facebooku w dzień kobiet skomentowało ponad czterysta osób). Sands wykonał jeszcze jeden przełomowy krok – namówił Nicholasa Serotę, szefa Tate do blogowania, podobnie kuratorów wystaw. Sprawił, że nie tylko publiczność przestała bać się elitarnej Tate, ale i pracownicy muzeum przestali obawiać się kontaktu z publicznością.

2 Komentarze

Filed under Uncategorized

Innowacje w kulturze – dwie drogi finansowania

Mimo wdrożenia w Polsce wielu programów unijnych nie zyskały na nich przedsiębiorstwa działające w obszarze kultury. Owszem, za unijne pieniądze powstają muzea oraz inne placówki, ale cały czas istnieje duży problem z finansowym wsparciem rozwoju przedsiębiorstw i organizacji działających w obszarze kultury. Program Innowacyjna Gospodarka wydaje się idealny dla firm funkcjonujących w obrębie przemysłów kreatywnych, a nawet ściśle rozumianej kultury. Jednak przeglądając listy firm, które otrzymały z niego dofinansowanie najbardziej kulturalnymi okazują się sklepy z rękodziełem. Dlaczego? O tym za chwilę. Na początek jednak dwa modele finansowania innowacji w kulturze znane na Zachodzie.

fot. http://www.fundit.ie

Pierwszy to crowdfunding – internetowa zbiórka pieniędzy od osób prywatnych – który jest pojęciem dobrze znanym także w Polsce. Teoretycznie, bo praktycznie crowdfunding w naszym kraju działać nie może. W zeszłym roku przekonał się o tym Projektstarter.pl, który został poinformowany przez MSWiA, że jego aktywność byłaby nielegalna. Zjawisko najlepiej rozwija się w Stanach Zjednoczonych, ale ostatnio także Europa dostrzegła w nim duży potencjał. Kilka dni temu irlandzka platforma Fund It ogłosiła podsumowanie swojej dotychczasowej działalności. Założona została przed rokiem przez organizację Business To Arts zajmującą się łączeniem artystów oraz podmiotów zajmujących się sztuką z biznesem. W ciągu dwunastu miesięcy działalności zebrała ponad pół miliona euro. Dofinansowane zostały 143 projekty. Średnio sumą niemal 4 tys. euro każdy. Tylko 10 proc. projektów nie znalazło dofinansowania, a średnia wpłata wynosiła ponad 50 euro.

W wywiadzie dla „The Irish Times” przedstawiciele Business To Arts przyznali, że samo przedsięwzięcie nie jest jeszcze rentowne, utrzymuje się z prowizji wynoszącej 5 procent przekazanych funduszy. Jednocześnie uważają, że sukces Fund It powinien w Irlandii na nowo otworzyć dyskusję o sposobie finansowania kultury i roli jaką ma w nim odegrać partnerstwo publiczno-prywatne.


fot. http://www.nestea.org.uk

Drugi model finansowania innowacji w kulturze pochodzi z Wielkiej Brytanii, a jest nim niedawno powołany do życia The Digital Research & Development Fund for Arts and Culture. To niejako odpowiedź na rządowe projekty wspierające inwestycje w biznesie, które opierają się na preferencyjnych podatkowych stawkach i kosztują państwo miliard funtów rocznie. Powołany wspólnie przez Nesta, Arts Council England i Arts and Humanities Research Council program dysponuje pieniędzmi nieporównywalnie mniejszymi, bo 24 milionami funtów. Pieniądze zostaną wydane na niemal czterysta innowacyjnych przedsięwzięć z dziedziny kultury. Choć źródło finansowania i skala jest zupełnie inna niż w przypadku Fund It, sam mechanizm działania wcale nie jest bardzo różny. Kryteria naboru były wyjątkowo jasne. Dofinansowanie należało się przedsięwzięciom, które wprowadzają nowe drogi dotarcia do publiczności i/lub nowe modele biznesowe w kulturze, budowane w oparciu o partnerstwo między zgłaszającym i dostawcą technologii. Zgłaszający musieli także zmieścić się w co najmniej jednej ze wskazanych kategorii (np. edukacja i nauka).

Wróćmy do funkcjonującego w Polsce Programu Innowacyjna Gospodarka. Przygotowaliśmy jasny pomysł na budowę biznesu na pograniczu kultury, internetu, świadczenia usług, ale także sprzedaży. Pracownicy dwóch punktów konsultacyjnych w stolicy (oba finansowane z unijnych pieniędzy) byli zdziwieni, że kultura może chcieć być innowacyjna. Właściwie samo słowo kultura sprawiało, że konsultanci przestawali interesować się sprawą. Podrzucali za to bezcenne rady: „proszę poszukać w Google”, „proszę udać się do Punktu Kontaktowego Kultura dla fundacji”, „no gdyby państwo chcieli założyć sklep internetowy to by było innowacyjne”. Jak zapisaliśmy w tytule: drogi dla finansowania innowacji w kulturze są dwie. Szkoda, że jedna jest w Polsce nielegalna, a druga długo chyba jeszcze nie znajdzie urzędniczego zrozumienia.

3 Komentarze

Filed under Uncategorized

Dziesięć księgowych i nikogo od promocji

Jak wyglądają działania public relations w publicznych instytucjach kultury? Bardzo często pojęcie PR-u jest w nich nieobecne. Jedna osoba służy za specjalistę PR, rzecznika prasowego, prowadzącego konta w serwisach społecznościowych, a także sprawuje inne organizacyjne funkcje. Znamy instytucje kulturalne z ponad pięćdziesięcioma pracownikami, wśród których nie ma miejsca na ani jednego specjalistę od komunikacji. Znamy galerie, gdzie na dziesięciu kuratorów, dziesięciu pracowników technicznych i dziesięć etatów administracyjnych przypada jeden specjalista PR. Jeśli więc kiedykolwiek zastanawialiście się dlaczego ciekawe wydarzenia nie obijają się w mediach, a na świetnych wystawach, koncertach czy imprezach plenerowych brakuje publiczności, to właśnie otrzymujecie odpowiedź.

Skoro starcza pieniędzy na inne etaty, problem musi być bardziej złożony. Musi wynikać z braku wiedzy lub zwykłej nieumiejętności dostosowania się do rynkowych warunków, które panują także w kulturze od przeszło dwudziestu lat. Najczęściej jednak bierze się z braku przekonania, że skuteczne działania public relations przynoszą konkretny zysk. Zaniedbania w tej materii mogą mieć drastyczne konsekwencje. Upadłe niedawno jedno z najznakomitszych polskich wydawnictw miało świetnych autorów, ładne książki, ale nie potrafiło ich sprzedać, bo zabrakło mu promocji. Niejeden dyrektor teatru został odwołany nie za kiepski repertuar, ale pustki na widowniach. Pewien festiwal w centralnej Polsce przejęła konkurencja, bo miasto nie potrafiło znieść, że dokłada do imprezy, o której nie mówi się w mediach. To przykłady negatywne. A co pozytywnego niesie PR dla publicznych instytucji kultury?

1. Przekłada się na zysk. Proponujemy symulację. Dość znaną państwową galerię odwiedza miesięcznie 9 tys. osób. Wstęp kosztuje od 10 do 15 zł. Za wyjściową sumę przyjmijmy niższą z nich, bowiem część widzów przyjdzie do galerii jedynie w dzień, kiedy nie są pobierane opłaty. Załóżmy pesymistycznie, że działania public relations przyniosą skromny wynik stu odwiedzających każdego dnia więcej. Miesięcznie da to 2,5 tys. osób, rocznie 30 tys. A ten wynik oznacza 300 tysięcy złotych w kasie instytucji w skali roku. Niedużo, ale suma nie tylko pokryje koszty działań public relations, pozwoli na zrobienie co najmniej jednej przyzwoitej wystawy, ale i przełoży się na kolejne elementy naszej układanki.

2. Gwarantuje bezpieczeństwo finansowe. Warto zwrócić uwagę, które instytucje straciły dużą część finansowania z budżetów miejskich czy samorządowych. Zazwyczaj te, które miały problemy z komunikacją, szeroką obecnością w mediach, a co za tym idzie liczbą widzów czy odwiedzających. Z kolei instytucje, o których mówiło się sporo, mające tzw. dobry PR nie muszą nawet w czasach kryzysu narzekać na obcinanie dofinansowania. Niektóre zresztą zyskały dodatkowe pieniądze.

3. Możliwość pozyskania dodatkowych środków od komercyjnych sponsorów. Pozytywny wizerunek medialny, duża liczba publikacji oraz liczba doniesień medialnych to jedne z najlepszych argumentów dla mecenasów kultury i sztuki. Komercyjne firmy, nawet te z zacięciem filantropijnym, liczą na konkretny marketingowy zysk. Nawet skupiając się na budowie wizerunku muszą zwracać uwagę na liczbę osób, do których dotrze komunikat. Wybiorą te instytucje, które zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio za pomocą mediów docierają do jak największej grupy osób.

4. Dotacje od publiczności. Instytucja, która dba nie tylko o PR, ale także dobry wizerunek, przywiązanie odbiorcy, może liczyć na większe dotacje od odwiedzających. Konieczne jest jednak stworzenie skutecznych i łatwych systemów dotacji. Świetny przykład dają brytyjskie muzea i galerie. W przypadku wielu z nich system składa się z kilku elementów: tradycyjnych skrzynek-skarbonek, promocji dobrowolnego zakupu droższego o 10-20 proc. biletu, łatwego systemu dotacji online, promocji stałych programów dla małych, prywatnych sponsorów.

5. Możliwość wprowadzenia nowych projektów, kart lojalnościowych, płatnych spotkań, abonamentów, sprzedaży gadżetów. Lista może być bardzo długa.

6. Lepszą realizację misji. Niemal każda państwowa, miejska czy samorządowa instytucja wymienia wśród głównych celów swojego działania szerzenie kultury oraz edukację. Misji tej nie da się realizować zza murów instytucji. Działania public relations to nie tylko narzędzie mające przełożyć się na ekonomiczny zysk i wizerunek. To dziś podstawa w realizacji podstawowych zadań instytucji kultury. I jeśli nawet nie potrafią one spojrzeć na PR przez pryzmat pięciu pierwszych punktów, powinny sobie uświadomić chociaż, jego wartość dla czystej kultury.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized