Monthly Archives: Luty 2011

Stambuł – jak zostać Europejską Stolicą Kultury

Dokładnie pięć lat temu czekano na rozstrzygnięcie rywalizacji o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury na rok 2010. Dziś już wiadomo, że tytuł w roku 2016 przypadnie jednemu z polskich miast. Pięć lat temu obowiązywały inne zasady. Konkurowały ze sobą dwie stolice z różnych państw. Rywalizacja toczyła się zaciekle z jeszcze jednego powodu – był to ostatni raz, gdy o miano Europejskiej Stolicy Kultury mogły ubiegać się miasta spoza Unii Europejskiej. Ostatnią szansę chciały wykorzystać zarówno Kijów, jak i Stambuł. Wygrał ten drugi.

Odwiedziliśmy Stambuł pod koniec lutego tego roku. Poprzedni raz byliśmy w nim dwa miesiące przed nadaniem tytułu ESK w 2010 roku. Co wydarzyło się przez dwanaście miesięcy, gdy miasto było Europejską Stolicą Kultury? Czy wykorzystało swoją szansę? I jaka powinna z tego płynąć nauka dla polskich miast ubiegających się o tytuł?

Polskie miasta ścigają się na projekty organizowane zazwyczaj przez nie same. Stambuł zadziałał zupełnie inaczej. Kultura została tam przekazana w ręce organizacji pozarządowych. Agencja, która koordynowała wszystkie działania zebrała szerokie grono teoretyków i praktyków. Wśród jej ekspertów znaleźli się specjaliści od każdej z gałęzi kultury, od sztuk pięknych, po komercyjne imprezy masowe.

Stambuł nie ma problemu z brakiem turystów. Co roku odwiedza go około 7-8 milionów osób z całego świata. Zwabieni delikatnym powiewem orientu, historią potężnego Konstantynopola, z grubsza prawdziwym przekonaniem, że miasto jest mostem łączącym Azję z Europą. Jednak dla Stambułu takie skojarzenie to za mało. Przy okazji ESK władze chciały przeprowadzić rebranding marki Stambuł i na stałe skojarzyć je z kulturą.

Ekonomiczny kryzys zastopował ambitne plany. Fundusze miejskie na ESK obcięto, wielkiej hali koncertowej nie postawiono, organizacje zrzeszone w koalicji budującej stambulskie wydarzenia ESK, zaczęły się wykruszać.

A jednak nie można mówić o klapie. Odbyło się mniej wydarzeń niż planowano, lecz oczy prywatnych inwestorów kultury zwróciły się na miasto. W ostatnich trzech latach liczba prywatnych galerii sztuki niemal się podwoiła. Swoje oddziały zaczęły otwierać instytucje z Niemiec i Wielkiej Brytanii. Stambulski rynek sztuki staje się coraz ważniejszy w niezależnym obiegu. Od chwili, gdy Stambuł zaczął starania o tytuł ESK znacznie rozrósł się też rynek importowanych wydarzeń muzycznych. W siłę rośnie International Istanbul Biennial. Wydarzenie przez kilka swoich edycji nie było szczególnie zauważane. Dopiero w 2009 roku, przy okazji jedenastej odsłony zyskało na znaczeniu. O nadchodzącej, tegorocznej edycji, już dziś sporo się mówi. Istanbul Modern, galeria w stylu londyńskiej Tate, jest coraz ważniejszą dla Europy placówką.

To tylko kilka przykładów. Uczestnicząc w codziennych stambulskich wydarzeniach kulturalnych (dziesiątki koncertów, wystaw, spotkań) trudno uwierzyć, że jakiekolwiek polskie miasto może dorównać dawnemu Konstantynopolowi. Ale nie to niepokoi najbardziej. Żadne z polskich miast nie opracowało tak spójnej koncepcji jak Stambuł. A skoro tam perfekcyjny mechanizm nie do końca zadziałał, to jak ma zadziałać mechanizm, którego de facto nie ma? Stambuł obronił się, bo i bez starań o ESK jego rynek kulturalny rozwijał się w niebywałym tempie.

Warszawa, Wrocław czy Gdańsk nie będą miały zapewne w roku 2016 tak silnych i licznych instytucji kultury, jak tureckie miasto. Stambuł na co dzień jest europejską stolicą kultury (a na pewno jedną z trzech, obok Berlina i Londynu). To kosmopolityczne miasto, w którym ścierają się, konkurują i kooperują artyści z całego świata. A co my mamy dziś do zaoferowania? Na razie niewiele. Aplikacje pełne haseł i obietnic oraz stos organizowanych na szybko wydarzeń. Bez wątpienia szefom miejskich biur pracujących nad strategiami ESK, przydałaby się podróż nad Bosfor i poważne przemyślenie sprawy. Bo zyskać tytuł, to jedno, a naprawdę na niego zasłużyć, to coś zupełnie innego.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Kultura: badanie vs. fakty

Niczym fala biblijnego potopu przetoczyła się wczoraj przez media informacja, że 3/4 Polaków w ogóle nie interesuje się kulturą. Mamy kolejny powód, aby narzekać na intelektualną ignorancję narodu. Czy jednak na pewno? Wyniki badania przeprowadzonego przez  ARC Rynek i Opinia dziwią o tyle, że twarde dane mówiące o naszym zainteresowaniu kulturą pozwalają na wyciągnięcie odmiennych wniosków.

Z sondażu wynika, że jedynie 28 proc. rodaków wykazuje jakiekolwiek zainteresowanie kulturą, a tylko 0,1 proc. badanych uważa się za bardzo zainteresowanych kulturą. Tyle samo osób przyznaje się do bardzo dużej wiedzy na temat kultury. O tym, że o kulturze wie bardzo mało mówi 63,3 proc. osób niezainteresowanych kulturą wyższą. ARC Rynek i Opinia twierdzi, że zainteresowanie Polaków kulturą zmniejsza się. Jednak opublikowane przed tygodniem wyniki czytelnictwa mówią o jego wzroście. W zeszłym roku wrosła również sprzedaż książek. Prężnie rozwija się rynek e-booków, które w połączeniu z książkami na iPada bardzo powiększają właśnie krąg odbiorców kultury. Inne dane jasno wskazują na to, że Polacy częściej chodzą do kina i wypożyczają więcej książek z bibliotek. Ponadto rośnie lista festiwali muzycznych. Tak samo wartość rynku sztuki. W samej Warszawie w ubiegłym roku otworzyły się dwa prywatne teatry. Ostatni rok to również oszałamiająca kariera przemysłów kultury.

Aleksandra Brzozowska, badaczka z ARC Rynek i Opinia stwierdza także, że obchody Roku Chopinowskiego i działania związane ze staraniami o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku nie przekładają się na wzrost zainteresowania kulturą wśród Polaków. Jednak miesiąc wcześniej ARC opublikował wyniki sondażu, które bezpośrednio zaprzeczają tej tezie. Wynika z nich, że 3/4 polskich internautów w wieku 20-60 lat wie, że Fryderyk Chopin był patronem ubiegłego roku a 78 proc. uznało, że dzięki działaniom promocyjnym związanym z obchodami Roku Chopinowskiego zwiększyła się wiedza Polaków i obcokrajowców na temat życia, twórczości i miejsca pochodzenia artysty.

W świetle pozostałych badań i sondaży trudno traktować wyniki otrzymane przez ARC Rynek i Opinię jako miarodajne. Można je za to uznać za sprzeczne z uzyskanymi wcześniej przez tę samą instytucję.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Cenzorzy z Facebooka

Social media miały być oazą demokracji i liberalizmu. Wielokrotnie podkreśla się rolę jaką odegrały w wydarzeniach natury społeczno-politycznej, choćby w komunikowaniu się uczestników protestów w Egipcie i Tunezji. Wydawałoby się, że social media są wolnym od cenzury środkiem przekazu. Nic bardziej mylnego. Wolność kończy się w nich tam, gdzie zaczyna się sztuka.

Cenzorzy z Facebooka ostro zabrali się za nieobyczajne według nich dzieła. Ich purytanizm nie jest dziś już śmieszny czy kuriozalny, staje się niebezpieczny. Kopenhaski artysta Frode Steinicke postanowił umieścić na swoim profilu zdjęcie „Pochodzenia świata” Gustava Courbeta. Dzieło znajduje się w jednym z najważniejszych galerii Francji, paryskim Musee d’Orsay. Na obrazie widać nagą kobietę, jej twarz jest zasłonięta, a na pierwszym planie ukazuje się łono sportretowanej. Wielkie dzieło realizmu według administratorów Facebooka złamało standardy przyzwoitości. Obraz z 1866 roku stał się w 2011 roku zbyt odważny.


Na reakcję twórców nie trzeba było długo czekać. Stanęli murem za Frode Steinicke i tym samym wolnością sztuki w internecie. Pisarz Luc Wouters postanowił zaprotestować zamieniając swoje profilowe zdjęcie na reprodukcję „Pogodzenia świata”. Co na to Facebook? Zablokował konto Woutersa.

W połowie lutego amerykańska prasa donosiła o sprawie New York Academy of Art. Uczelnia otrzymała informację, że zamieszczone przez nią materiały naruszają zasady regulaminu i powinny zostać usunięte. Poszło o obraz Stevena Assaela, malarza i wykładowcy New York Academy of Art. Praca przedstawia kobietę z odsłoniętymi piersiami. Uczelnia postanowiła walczyć. I wygrała. Gęsto musiał tłumaczyć się rzecznik Facebooka, który dowodził, że chodzi o zwykłą pomyłkę człowieka. Problem w tym, że pomyłek tego typu jest więcej.

„Female Figure, Pregnant” Daniela Spricka, malarza z Glenwood Springs w stanie Kolorado zostało uznane za nieobyczajne w zeszłym roku. To olejny portret nagiej kobiety. Żadna pornografia, zwykły akt. Sprick stwierdził, że z Facebookiem walczyć mu się nie chce i galerię swoich prac przeniósł na www.openmuseum.org. Artyści nigdy nie przepadali za cenzorami. I chyba czas, żeby Mark Zuckerberg i jego podwładni sobie to uświadomili.

3 Komentarze

Filed under Uncategorized

Telewizyjni ignoranci

Jerzy Nowosielski, jeden z najwybitniejszych polskich malarzy XX wieku nie żyje. Artysta zmarł wczoraj. I wczoraj też polskie stacje telewizyjne udowodniły jak wielkimi są ignorantami.

Informacja o śmierci Nowosielskiego obiegła wszystkie agencje i serwisy internetowe. Ale już w „Faktach” stacji TVN informacji tej nie podano. Tak samo jak w „Wydarzeniach” Polsatu, „Wiadomościach” TVP 1 i „Panoramie” TVP 2. Mowa oczywiście o głównych i tym samym najdłuższych wydaniach. Widać ich wydawcy doszli do wniosku, że widza taka informacja nie zainteresuje. Istnieje też inna opcja – wydawcy i reporterzy nie mają pojęcia kim był Nowosielski.

Mają pojęcie za to tak zwani przeciętni Polacy. To jedno z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk rodzimych twórców. Setki razy wystawiany w galeriach, reprodukowany nawet w postaci plakatów dodawanych do gazet, udzielający mądrych wywiadów, Nowosielski był gwiazdą. Na niejednym facebookowym profilu pojawiły się więc głosy – zdziwienia i oburzenia – dotyczące zachowania polskich  telewizji. Bo o ile da się jeszcze przejść obojętnie wobec ignorowania przez polskie stacje kultury na co dzień, o tyle w przypadku takich wydarzeń, jak śmierć wielkiego malarza, już nie.

A jeśli telewizje nie chcą rozstać się z widzem, który pragnie czegoś więcej niż taniej rozrywki (a taki jest bardziej atrakcyjny dla wymagającego reklamodawcy), powinny się wreszcie obudzić. Internet nie śpi. Kultura jest non-stop obecna w tradycyjnych portalach i social media. Cały czas ma się nieźle w prasie drukowanej. Kultura poradzi sobie bez telewizji. Telewizja bez kultury już nie.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Policzyć kulturę

Wreszcie. Dłużej już tak się pracować nie dało. W końcu instytucje kultury, urzędnicy, sponsorzy i wszystkie osoby związane z kulturą, dostaną niezbędne narzędzie do obsługi tej dziedziny. Powołany właśnie Międzyresortowy Zespół ds. Statystyki Kultury taką szansę daje. To jedna z najbardziej oczekiwanych instytucji w kraju.

W pracach Międzyresortowego Zespołu ds. Statystyki Kultury uczestniczą przedstawiciele MKiDN, GUS oraz Obserwatorium Kultury, które działa przy Narodowym Centrum Kultury. Zespół zajął się stworzeniem nowych narzędzi, które pozwolą lepiej monitorować sektor kultury oraz tworzyć prognozy jego rozwoju.

Brak poważnych statystyk i wyliczeń dotyczących kultury i jej konsumpcji był widoczny od lat. Bardzo mocno potwierdził to „Raport ostanie kultury” przygotowany na Kongres w 2009 roku. Powolne zrywanie z rozwiązaniami znanymi z ekonomii rozdzielczo-nakazowej, systematycznie wymuszało posługiwanie coraz bardziej szczegółowymi wyliczeniami i danymi. Sponsorzy wymagali konkretnych danych. Urzędnicy kultury musieli zacząć się rozliczać z wydawanych pieniędzy i pokazać wymierne efekty swej pracy. Cały czas brakowało stosownych wyliczeń. A przecież rozwiązania rynkowe wymagają poważnych argumentów.

Ośrodek Statystyki Kultury w Krakowie, jako część GUS, zaczyna powoli je dostarczać. W końcu dostrzeżono, że kultura to część gospodarki. Nie jest studnią bez dna, w którą leje się strumienie pieniędzy, bez generowania stopy zwrotu. Kultura to nowe miejsca pracy, innowacyjne technologie, wpływ na atrakcyjność turystyczną miejsc. Dlatego jak każda inna gałąź gospodarki zasługuje na dokładną analizę z wykorzystaniem adekwatnych narzędzi. W końcu nadarza się taka sytuacja. Będziemy wiedzieć ile osób chodzi do konkretnej galerii, jaką część PKB stanowi kultura, ile inwestują w nią sponsorzy, jaką stopę zysku generuje.

2 Komentarze

Filed under Uncategorized

Kulturalne Davos we Wrocławiu

Znamy już szczegóły dotyczące wydarzeń i gości jesiennego Europejskiego Kongresu Kultury. Pierwsze zapowiedzi były szumne. We Wrocławiu mieli się pojawić m.in. noblista Orhan Pamuk, architektka Zaha Hadid i reżyser Lars von Trier. Dziś już wiemy, że żadne z nich na Kongres nie dotrze. Czy przez to wrocławska impreza będzie uboższa? Niekoniecznie.

Trudno nie przypomnieć, że podobne wydarzenie już kiedyś miało miejsce we Wrocławiu. W 1948 roku na Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju przyjechało kilkuset artystów, pisarzy i filozofów. Najlepiej pamiętana jest dziś wizyta Pabla Picassa, ale przecież we Wrocławiu debatowali także mi.in. Julian Huxley, Louis Aragon, Bertolt Brecht, Feliks Topolski i Max Frisch. Kongres miał być kulturalnym zbliżeniem z Zachodem niestety okazał się narzędziem w rękach propagandy. Po wystąpieniu radzieckiego pisarza Aleksandra Fadiejewa stwierdzającego „Gdyby szakale mogły nauczyć się pisać na maszynie, a hieny umiały się posługiwać wiecznym piórem, na pewno stworzyłyby coś podobnego do książek Millerów, Eliotów, Malraux i innych Sartre’ów”, część zagranicznych gości opuściła Kongres.

Propagandy już dawno nie ma, więc o wybuch podobnego skandalu nie ma się co obawiać. Trudno jednak stwierdzić jaką rolę ma odegrać Kongres. Czy będzie to jedynie spotkanie towarzyskie elity? Czy może bardziej będzie przypominało Światowe Forum Ekonomiczne w Davos, tyle że dla kultury? Gdyby faktycznie wybrano wariant drugi, to Europejski Kongres Kultury mógłby stać się wydarzeniem o wielkim i bezprecedensowym znaczeniu.

Wśród gości znajdzie się m.in. Amos Oz, Brian Eno, Umberto Eco, Dubravka Ugrešić, Wiktor Jerofiejew, Oliviero Toscani, Zbigniew Libera i Mirosław Bałka. Będą debatować o wolności i cenzurze, relacjach między kulturą, ekonomią i władzą, lobbingu kulturalnym, nowych media i ich wpływie na kulturę, cyfryzacji i kwestii praw autorskich. Debata polityczna ma się na Kongresie przeplatać z intelektualną i artystyczną.

Program oparty został na czterech filarach: spotkanie ministrów kultury, panele dyskusyjne, debaty najważniejszych urzędników europejskich z przedstawicielami organizacji pozarządowych i wydarzenia artystyczne. Całości ma patronować Zygmunt Bauman, który specjalnie na Kongres pisze książkę na temat ewolucji kultury europejskiej i scenariuszy jej rozwoju.

W ramach kongresu planowane są dziesiątki wydarzeń artystycznych. Dość wymienić kilka: widowisko przygotowane przez Groupe F, jeden z najsłynniejszych teatrów pirotechnicznych na świecie, dwa koncerty muzyki Krzysztofa Pendereckiego, ze specjalnym programem przyjedzie Brian Eno, a Krystian Lupa przygotowuje spektakl według sztuki Doroty Masłowskiej. Oprócz tego odbędzie się szereg wystaw, koncertów, spektakli i spotkań. Wszystkie wydarzenia Kongresu będą transmitowane w internecie.

Całość będzie kosztowała 13 mln. złotych. Pieniądze da Ministerstwo Kultury, miasto Wrocław oraz sponsorzy prywatni. W 1948 wydano 700 mln ówczesnych złotych. Ale tylko część poszło na Kongres. Za resztę opłacono m.in.  zasadzenie 100 tys. kwiatów i dwie tony ziaren trawy. Choć ze spotkania Picassa z polskimi intelektualistami nic nie wynikło, Wrocław tamtego lata podobno wyładniał.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Nowa jakość w galerii

Czytanie oraz toaleta mają długą wspólną tradycję. Postanowił ją wykorzystać włoski artysta, kontrowersyjny Maurizio Catellan. Przygotował magazyn „Toilet Paper”, bo jak twierdzi „prędzej czy później wszystkie gazety kończą w toalecie”.

Drugi numer magazynu został zaprezentowany kilka dni temu w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej. To pismo unikatowe w kilku wymiarach. Tekst został w „Toilet Paper” zastąpiony przez zdjęcie. Rola fotografii w magazynach o sztuce zawsze był wielka. Tym razem jednak tworzy zupełnie nową jakość. W piśmie nie ma ani jednego słowa. Nie licząc długiej listy nazwisk jego współtwórców.

Kolejne novum, to zbudowanie pomostu pomiędzy fotografią komercyjną i artystyczną. Autorem zdjęć jest Pierpaolo Ferrari specjalizujący się w fotografii reklamowej. Nike, Audi, Mercedes, Samsung, Campari, MTV to tylko niektóre marki, przy których kampaniach pracował. Robił zdjęcia wielu gwiazdom, w tym Dodzie. Wynikiem współpracy Catellana i Ferrari są obrazy, które istnieją w głowie każdego z nas. I dlatego posłużenie się tymi samymi środkami, co w reklamie wydaje się uzasadnione. „Toilet Paper” ma być prztyczkiem w nos dla poważnych krytyków sztuki i wydawców ambitnych magazynów o sztuce.

W końcu sama prezentacja „Toilet Paper” w CSW wprowadza nową jakość w świat polskich galerii sztuki. Transmisję wydarzenia można było oglądać na żywo na stronie magazynu Obieg.pl. Tym samym oficjalnie zainaugurowano działalność Obieg TV. Choć nagrania na stronie internetowej możemy już oglądać od jakiegoś czasu.

Przy okazji pojawienia się Catellana w Warszawie bodaj po raz pierwszy w Polsce zastosowano tak wiele ciekawych lub nowych rozwiązań na polu działalności związanej ze sztuką. Pozostaje mieć nadzieję, że nie będzie to jednorazowy wyskok.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized