Tag Archives: wirtualne muzea

Mobile w muzeum przyszłości – kolejny krok

Jeszcze do niedawna wiele muzealnych placówek za punkt honoru stawiało sobie posiadanie własnej aplikacji mobilnej. Na szczęście muzealnicy przekonują się, że aplikacje to nie wszystko. Że solidny pakiet cyfrowych usług, rozbudowana infrastruktura mobilna oraz dobrze zaprojektowane i responsywne strony www przystosowane do wyświetlania na ekranach wszystkich dostępnych urządzeń mobilnych to klucz do sukcesu. W erze mobilnej liczą się też oryginalne pomysły wzbogacające muzealną ofertę i angażujące widzów, dla których tablet czy smartfon to przedłużenie zmysłów – dotyku, słuchu, wzroku. Bo jak mówił przed rokiem w wywiadzie dla muzealnictwo.com Peter Gorgels, Digital Communication Manager w holenderskim Rijksmuseum: „Muzeum powinno zbudować dobrą cyfrową infrastrukturę – na niej można dalej budować, co tylko się chce. Należy pomyśleć o publiczności i o tym, jakie technologiczne trendy – mające sens w kontekście danego muzeum – teraz panują. Nie należy próbować robić wszystkiego naraz, w jednym momencie. Liczy się to, co pokocha 80 procent publiczności”.

Urządzenia mobilne, telefon komórkowy czy tablet, stanowią dziś kombinację wielu wynalazków, które na przestrzeni ostatniego stulecia zrewolucjonizowały takie dziedziny, jak komunikacja, przepływ informacji, rozrywka czy edukacja. Jasper Visser – twórca bloga themuseumofthefuture.com, specjalista od definiowania i wprowadzania zmian oraz innowacji w kulturze, sztuce i muzealnictwie ery cyfrowej – twierdzi, że te instytucje, które w obliczu społecznych i technologicznych zmian ostatnich dziesięcioleci nie poniosły porażki i dostosowały się nowych realiów, w kolejnych dziesięcioleciach będą stały przed szeregiem wyzwań, warunkujących ich „być albo nie być”. Ci, którzy nie dostosują się do dynamiki zmian z pewnością wkrótce zmuszeni będą zakończyć działalność. Muzea, które wciąż kojarzą się z instytucjami „z innej epoki” stają więc przez zadaniem, które polega nie na tym, by utrzymać bezpieczne status quo, ale na budowaniu nowoczesnego wizerunku i oferty w oparciu o permanentny kontakt i interakcję z publicznością. Muzeum musi stać się instytucją social, zarówno w sensie społecznym, jak i technologicznym.

Prześledziliśmy dokonania trzech instytucji, które w tej dziedzinie są w swojej branży pionierami. I doskonale opanowały trudną sztukę traktowania mobilnej usługi nie w kategoriach jednorazowego produktu, ale narzędzia służącego do budowania szerokiego, kompletnego i komplementarnego zestawu usług. Opartego na solidnym researchu i badaniach dotyczących zachowań oraz preferencji publiczności, dostosowanego do jej potrzeb. Instytucje te bezustannie poszukują innowacyjnych dróg do poprawienia jakości komunikacji i interakcji między muzeum, jego ofertą, zbiorami i zasobami, a publicznością.

RIJKSMUSEUM i RIJKSSTUDIO

Od czasu hucznego otwarcia (w kwietniu 2013) po 10-letniej remontowej przerwie, Rijksmuseum bije rekordy popularności. Pod koniec 2013 roku miało na koncie już 2,5 miliona zwiedzających i mogło się poszczycić jedną z najznakomitszych oraz najmocniej angażujących publiczność stron internetowych w muzealnym świecie. „Wierzymy w siłę arcydzieł zebranych w naszej kolekcji. Wierzymy też, że należą do naszego wspólnego dziedzictwa i że w każdym z nas drzemie artysta”. Taka myśl przyświecała szefowi kolekcji Rijksmuseum Taco Dibbitsowi, który wprowadzał na muzealny rynek rewolucyjny produkt – Rijksstudio. Rijksstudio wystartowało dokładnie dwa lata temu, pod koniec października 2012 roku. To innowacyjna strona www (responsywna i działająca na urządzeniach mobilnych dokładnie tak jak aplikacja), za pośrednictwem której muzeum bezpłatnie udostępnia przeglądającym www ogromną część swojej kolekcji. Łącznie ponad 150 tysięcy zdjęć wysokiej rozdzielczości, które można oglądać „na zoomie” z dokładnością do najdrobniejszego szczegółu. Każdy z użytkowników Rijksstudio może założyć na stronie własny profil – przypominający profile na Pinterest. Przeglądane zdjęcia kolekcji – obrazów, przedmiotów codziennego użytki, rycin i grafik – można poddawać przeróżnym zabiegom. Wycinać ulubione elementy, robić kolaże i pobierać na dysk, drukować i produkować w dowolnej formie – samodzielnie robić pocztówki, nadruki na koszulkach, etui na telefon czy tablet. W trakcie zwiedzania muzeum można zaś za pomocą specjalnej aplikacji oznaczać wybrane dzieła i zapamiętywać je jako „ulubione” na własnym profilu.

Muzeum zaprosiło w ten sposób swoją publiczność do interakcji. I spotkało się ze znakomitym przyjęciem – zarówno ze strony zwiedzających jego stacjonarną, jak i wirtualną odsłonę. Statystyki mówią same za siebie. Przez pierwsze trzy miesiące funkcjonowania Rijksstudio założono 32 tysiące profili, pobrano ponad 110 tysięcy zdjęć, a liczba odwiedzających stronę wzrosła o 35 procent. Co ciekawe, zwiększył się też czas spędzany przez indywidualnych użytkowników na stronie www – przed uruchomieniem Rijksstudio wizyta na www trwała średnio 3 minuty, po uruchomieniu – już 10 minut. Szczególnie upodobali sobie stronę użytkownicy iPadów – oni spędzali na stronie najwięcej czasu, średnio 19 minut. Łącznie, po uruchomieniu nowej strony www liczba użytkowników przeglądających ją na urządzeniach mobilnych wzrosła o 90 procent. Absolutnym hitem okazało się nawiązanie współpracy między Rijksstudio a platformą Etsy (od lutego 2014). Muzeum zachęcało projektantów skupionych wokół platformy do twórczego przetwarzania motywów z udostępnionych w Rijksstudio dzieł. I tak powstała np. kolekcja bielizny z elementami dekoracyjnymi z XVII-wiecznych obrazów, obuwie, biżuteria i ubrania oraz ceramika wykorzystująca motywy z muzealnych eksponatów. W przedsięwzięciu nie chodziło o to, by muzeum zarabiało na udostępnianiu praw do wykorzystania dzieł, ale o to by poprzez upowszechnianie zbiorów poszerzać grono odbiorców sztuki i zachęcić ich do odwiedzenia placówki.

IMPERIAL WAR MUSEUM I CENTENARY CONNECTIONS

2014 rok to szczególny czas kiedy w całej Europie galerie, muzea i instytucje zajmujące się historią oraz kulturą, na swój sposób upamiętniały wybuch I wojny światowej. Z inicjatywy Imperial War Museum North w Manchesterze (jednego z pięciu oddziałów Imperial War Museum) doszło do zawiązania współpracy między 26 galeriami, muzeami, bibliotekami i instytucjami ulokowanym na terenie hrabstwa Greater Manchester. Współpraca ta miała na celu udostępnienie szerokiej publiczności, zasobów – archiwów, opowieści, artefaktów – dzięki którym współcześni odbiorcy mogli lepiej doświadczyć czym była I wojna światowa oraz przekonać się, w jaki sposób odcisnęła swoje piętno na mieszkańcach i terenach należących do hrabstwa. Taka była idea Centenary Connections – aplikacji i strony www, największego tego rodzaju projektu muzealnego w Wielkiej Brytanii. Jej twórcy zebrali setki tysięcy danych wyciągniętych z archiwów lokalnych instytucji i przekształcili je w cyfrową podróż po hrabstwie Greater Manchester szlakiem wojennych tropów, pamiątek, wspomnień, listów, zdjęć i fragmentów pamiętników.

blogcc

Korzystając ze strony oraz aplikacji i wybierając na nich konkretną zakładkę (np. Zwierzęta, Linia frontu, Medycyna) można poznać np. historie związane z medycyną w służbie wojny – z ludźmi i miejscami, które służyły pomocą rannym żołnierzom i cywilom w poszczególnych regionach hrabstwa. Można również poznać losy lokalnych bohaterów walczących na froncie. Ciekawostką są np. opowieści o kilkudziesięciu z 16 milionów zwierząt – psów przewodników, wielbłądów, koni – które pełniły służbę podczas wojny. Oczywiście poszczególne historie i obiekty pochodzą ze zbiorów różnych instytucji, dzięki czemu odbiorcy mogą – idąc tropem interesujących ich treści – wybrać instytucję, która ma ich zdaniem najciekawszą, najbardziej kompletną ofertę. Mogą też podzielić się swoimi odkryciami i najciekawszymi historiami z gronem przyjaciół oraz followersów w mediach społecznościowych. Wreszcie, mogą korzystać z aplikacji, jak z klasycznego przewodnika, z którym będą zwiedzać Greater Manchester. Zalogowani użytkownicy mogą stworzyć i przechować na swoich profilach zarówno najciekawsze ścieżki, którymi podążali śladem I wojny światowej, jak również rzeczy, które odkryli dzięki aplikacji. Tym sposobem projekt Centenary Connections połączył potencjał oraz zasoby wielu instytucji i pomógł stworzyć wokół nich społeczność użytkowników zafascynowanych historią.

CLEVELAND MUSEUM OF ART i ARTLENS

ArtLens to inicjatywa amerykańskiego Cleveland Museum of Art, która ma na celu zbudowanie za pomocą nowoczesnych technologii swoistego pomostu między publicznością, a ofertą i zasobami instytucji. Zastosowana technologia – choć efektowna i ultranowoczesna – służy przede wszystkim wytworzeniu określonej interakcji między zwiedzającymi, a zgromadzonymi w muzeum zbiorami. Już pierwszy kontakt z muzeum jest nie lada atrakcją dla publiczności. Słynna Gallery One stanowi preludium do zwiedzania całej ekspozycji. To połączenie sztuki i technologii, które ma zainspirować widzów do wybrania własnego indywidualnego sposobu poznawania muzealnej kolekcji i odkrywania jej skarbów – dzieł Picassa, Rodina czy Chucka Close. Służą temu m.in. interaktywne zabawy, poznawanie faktów związanych z powstawaniem dzieł sztuki, ich pochodzeniem i technikami produkcji. Centralnym punktem galerii jest gigantyczny dotykowy ekran z zamontowanymi stacjami dokującymi, do których podłączyć można iPady z zainstalowaną aplikacją ArtLens. Na ekranie Collection Wall wyświetlają się ponad 4 tysiące obiektów należących do muzealnej kolekcji. Każdy ze zwiedzających może na tym ekranie stworzyć i wyświetlić listę dzieł według słów kluczy, haseł i według nich stworzyć swoją prywatną kolekcję ulubionych muzealnych obiektów.

Zapisując tę autorską kolekcję na iPadzie (własnym lub wypożyczonym z muzeum) wyposażonym w ArtLens stworzyć możemy indywidualną ścieżkę zwiedzania śladem ulubionych prac. Możemy ją udostępnić innym zwiedzającym, możemy też skorzystać z gotowych ścieżek kuratorskich lub ścieżek „zszerowanych” przez innych muzealnych gości. Ipadowa aplikacja daje dostęp do ponad 9 godzin materiałów multimedialnych, wideo, treści audioguide’owych i dodatkowych informacji o muzeum oraz kolekcji. Co więcej, stanowi nieocenioną pomoc, źródło wiedzy i rozrywki zarówno przed, w trakcie, jak i po wizycie w muzeum. Na terenie ekspozycji zwiedzający mogą wykorzystać różne użyteczności oferowane przez aplikację – mają możliwość skanowania dzieł sztuki by uzyskać informacje o tym jak powstawały, o czym opowiadają, poznać sekrety sportretowanych osób, przedmiotów, historii. Ponadto, ulokowane na terenie ekspozycji ekrany pozwalają na „zeskanowanie” mimiki twarzy, gestów i póz osób zwiedzających i dopasowanie ich do konkretnych prac z muzealnych zbiorów.

[KSz]

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Wirtualna rzeczywistość instytucji kultury

Robert Kuśmirowski na wystawie w Arsenale Sztuki w Poznaniu przedstawił dosyć kontrowersyjną koncepcję Muzeum Sztuki Zdeponowanej. Artysta gromadzi prace twórców, następnie pali je i kataloguje. Złożone do urn, opisane i sfotografowane obiekty można było oglądać latem w poznańskiej galerii. Kuśmirowski swój eksperyment określał jako “prowadzenie usług publicznych na rzecz sztuki, polegające na uruchomieniu kompleksowego recyclingu w zakresie likwidacji i komasowania sztuki z prac niechcianych i nikomu niepotrzebnych”. Sam poddaje temu zabiegowi swoje dzieła i zachęca do niego innych twórców. Artysta swoim projektem nawiązuje do głośnych haseł futurystów (“spalić muzea”), które były wyrazem niechęci wobec mieszczańskiej, elitarnej koncepcji organizacji życia artystycznego. Projekt Kuśmirowskiego to dosyć upiorna wizja przyszłości instytucji kultury. Jednak, czy wirtualne kolekcje to faktycznie koniec muzeów?


Muzea coraz częściej promują się poprzez aplikacje na smartfony. Jedną z najbardziej znanych jest MoMA App. Dzięki niej nie tylko dowiemy się co aktualnie dzieje się w muzeum. W ramach aplikacji dostępne są też ścieżki dźwiękowe z głosem przewodnika, który oprowadza nas po wystawach. Swoje aplikacje mają też Muzea Watykańskie, czy Luwr. Wiele galerii i zbiorów muzealnych można oglądać dzięki Google Art Project, który działa na zasadzie StreetView. Holenderskie Rijksmuseum przenosi właśnie swoje zbiory do sieci. 125 tysięcy obiektów będzie można oglądać on-line w Rijks Studio. Na iTunes znajdziemy wiele edukacyjnych aplikacji z informacjami o artystach, obrazach i quizami. Miłośnicy sztuki doczekali się nawet swojej platformy społecznościowej. Jest nią ArtStack, czyli portal gdzie podobnie jak na Facebooku udostępniamy zdjęcia, w tym przypadku dzieł sztuki. Tutaj każdy może być kolekcjonerem (wirtualnym). Na rynku polskim niewiele instytucji zaistniało w świecie wirtualnym. W tym roku powstała firma, która zajmuje się nowymi technologiami dla muzeów i instytucji kultury – Moiseum. Na koncie ma już dwie aplikacje: DailyArt oraz “My Warsaw-Warszawa jest moja”. Ta druga podobna jest do brytyjskiej “Streetmusuem” zaprojektowanej dla Museum of London. Dzięki technologii Rozszerzonej Rzeczywistości użytkownicy polskiej aplikacji mogą przenieść się do Warszawy lat 30 i 40.


Z jednej strony wirtualna przestrzeń to doskonałe i najbardziej naturalne miejsce dla sztuki nowych mediów. Internet jako medium materializuje to co niematerialne, stwarza lepsze możliwości dla prezentacji np. video artu, czy sztuki interaktywnej. Z drugiej strony, wirtualne muzea to możliwość upowszechniania szerszej publiczności klasycznej sztuki. Twórcy Tokio University Digital Museum wyróżniają muzeum cyfrowe i wirtualne. Muzeum wirtualne gromadzi i prezentuje sztukę, natomiast digitalne jest połączeniem realnej instytucji z cyfrowymi możliwościami.


Poza ułatwieniami i nowymi możliwościami jakie oferują wirtualne instytucje kultury, posiadają one swoje wady. Zaczynają podlegać zasadom takim jak rozrywka, czyli np. “klikalności”. Z drugiej strony, kultura i sztuka nie mogą rozwijać się z dala od konsumpcjonizmu i mechanizmów rynkowych. Odrzucenie realiów rynkowych wydaje się też po prostu dosyć naiwną postawą. Pascal Gielen, socjolog sztuki podczas wykładu “Instytucje artystyczne w płaskim świecie”, który odbył się w maju w CSW przedstawił swoją wizję m.in. muzeów w czasach neoliberalizmu. Jego zdaniem, jednym ze sposób na rozwijanie sztuki w obecnych realiach jest udostępnianie jej coraz większej liczbie odbiorców, np. poprzez internet. Marcin Wilkowski, który prowadzi portal historiaimedia.org pisze: “Zwrot cyfrowy oznacza przesunięcie głównego celu edukacji historycznej z wiedzy na relacje z przeszłością oraz akcentuje możliwość ich inspirowania i rozwijania za pomocą narzędzi i zasobów cyfrowych. W żaden sposób nie deprecjonuje druku ani spotkań w fizycznej przestrzeni klasy, siedziby koła historycznego, biblioteki czy muzeum. Nie utożsamia informacji z wiedzą i szanuje podstawowy autorytet instytucji ją wytwarzających. Cyfrowość nie jest tu celem samym w sobie.”

[KP]

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized