Monthly Archives: Marzec 2015

Z PR-em wśród zwierząt – 5 metod na promocję zoo

Od czasu, kiedy w 1906 roku stałą częścią ekspozycji nowojorskiego zoo była klatka z Pigmejem, sporo się zmieniło. Dziś wizerunkowa sytuacja ogrodów zoologicznych jest ambiwalentna. Z jednej strony wysoka świadomość społeczna przekłada się na podejrzliwość szerokiej publiki wobec instytucji, której formuła nie uległa większym zmianom od XIX wieku. Z drugiej – zwierzęta to przecież gwiazdy social media, a zoo zdaje się idealną fabryką społecznościowych treści. Jak skutecznie przekonać do wizyty w zoo dzisiejszą publikę? Jak sprawić, żeby internetowi wyjadacze, którzy wszystko już widzieli, chcieli do zoo wracać?

Opowiadaj historie

Egzotyczne zwierzęta ciągle są wielką atrakcją ogrodów zoologicznych, ale jedynym, co może sprawić, że goście będą zoo odwiedzać regularnie, są emocje. A żeby wywołać w gościach głębsze uczucia, niezbędne są historie. To rolą gospodarzy zoo jest narracja – zwierzęta same o sobie nie opowiedzą, a goście, stojąc maksymalnie po kilka minut przy każdym stanowisku, zarejestrują tylko drobny fragment z życia danego stworzenia. Przeważnie, powiedzmy szczerze, mało istotny.

Poznajcie Palomę. Jej ulubioną przekąską jest hibiskus

Dzięki mediom społecznościowym zoo mogą praktycznie na żywo dzielić się interesującymi wydarzeniami z życia swoich podopiecznych. Przyjrzyjmy się doskonale prowadzonej facebookowej tablicy zoo w San Diego. Mała panda stawia pierwsze kroki – 4141 polubień, 185 komentarzy, 894 udostępnienia. Ruuxa, gepardzi osesek bawi się ze szczeniakiem Rhodesian Ridgeback (afrykański pies na lwy) – 5312 polubień, 261 komentarzy, 1560 udostępnień. Urodził się nowy leniwiec (zdjęcia!) – 6765 polubień, 253 komentarze, 918 udostępnień. Mama panda Bai Yun ma dziś wizytę u dentysty. Słonica azjatycka i słonica afrykańska zakolegowały się przy śniadaniu. Blue, niedźwiadek z problemami kręgosłupa wywołanymi przez kłusowników, na nowo uczy się chodzić.

Urocze, śmieszne, dramatyczne – wszystkie te historie przekazują fakty z życia zwierząt w taki sposób, aby goście mogli się z nimi utożsamiać. Idealna wizyta w zoo powoduje dziś na zmianę ekscytację (wywołaną obcowaniem z groźnymi, dziwnymi, nieznanymi gatunkami) i poczucie bliskości (powodowane wizytą u dobrze znanych nam zwierząt, pupili, do których odczuwamy sympatię).

Angażuj

Nic tak nie mówi «ogarnąłem się» jak olbrzymi, mięciutki karaluch nazwany od imienia twojego byłego/byłej”. Z okazji tegorocznych walentynek zoo w San Francisco wprowadziło możliwość adoptowania karaczana madagaskarskiego (potrafi syczeć) lub włochatego skorpiona. Paskudy dołączyły tym samym m.in. do zebry, czerwonej pandy, lwa, kozy, śnieżnego leoparda i nizinnego goryla – zwierząt, nad którymi można w ogrodzie objąć płatną kuratelę. W ramach wirtualnej adopcji oferowane są specjalne świadczenia: certyfikat, pluszowa replika zwierzęcia, zdjęcie pupila, opaska darczyńcy czy vipowskie wejściówki. W ten pomysłowy sposób zoo zachęca do składania darowizn, a jednocześnie angażuje gości, którzy przestają czuć się w ogrodzie turystami, a zaczynają go współtworzyć. To doskonała metoda, żeby zachęcić do regularnych odwiedzin.

San_Diego_Zoo_entrance_elephant

Wejście do zoo w San Diego, fot. Wikipedia

W styczniu tego roku na swoim blogu zoo w San Diego opublikowało fotoreportaż z badania białej kobry złapanej na przedmieściach. Gdy okazało się, że zwierzę zostanie w ogrodzie na stałe, instytucja ogłosiła za pomocą wszystkich swoich mediów społecznościowych konkurs na miano dla węża. Na zwycięskie imię „Adhira” głosowało 4685 osób, czyli 11 procent uczestniczących. O kolejnych etapach akcji informowała praktycznie cała lokalna prasa.

Wykorzystuj media społecznościowe

Wielkookie lemury, kichające pandy i małe słoniki. Niezdarne pingwiny, tygrysiątka lizane przez tygrysice, leniwce będące leniwcami. Te zwierzęta zbierają tysiące lajków i setki komentarzy w każdych warunkach, nie ma więc powodu, dla którego nie miałoby dziać się to na profilu twojego zoo.

Tymczasem w Polsce: ani jedno nasze zoo nie ma oficjalnego konta na Instagramie. Wśród najważniejszych ogrodów zoologicznych na świecie nacisk na wizualne media społecznościowe jest standardem. Na początku 2014 roku waszyngtońskie zoo Smithsonian wystartowało ze swoim instagramowym kontem prezentując „selfie” autorstwa małej pandy. W tym samym poście instytucja zachęcała do wzięcia w pierwszym na świecie zoologicznym Instameet, specjalnym wydarzeniu zorganizowanym dla użytkowników Instagrama zainteresowanych wspólnym fotografowaniem (sprawdźcie tag #zoomeet). 30 uczestników mogło fotografować zwierzęta z naprawdę bliska.

Zoologiczne Instameet w CNN

Nie tylko najsłodsze ze zwierząt cieszą się społecznościowym powodzeniem. Kobra z zoo na nowojorskim Bronksie została właśnie nominowana do Shorty Awards, czyli Oscarów Twittera rozdawanych od 7 lat. Gadzie konto to prawdziwy majstersztyk. Obserwujący? 169 tys. Lokalizacja? „Jestem w zoo na Bronxie. Póki co”. Wąż twittuje o sprawach bieżących, zaczepia Samuela L. Jacksona, droczy się z Nicki Minaj. Chce zjeść praktycznie wszystko, co się rusza.

Twórz przeżycia

Oferta specjalna nowoczesnego zoo to nie tylko warsztaty edukacyjne i dobrze znane nam z polskich ogrodów karmienia fok oraz pingwinów, ale i wszelkie formy zaglądania za kulisy, wchodzenie do miejsc na co dzień niedostępnych. Interaktywne, angażujące widza przygody uatrakcyjniają ofertę zoo w dobie, gdy świetnej jakości nagranie wideo praktycznie każdego żyjącego stworzenia dostępne jest w sieci. Fajne wydarzenia wspomagają też proces budowania wizerunku ogrodu jako miejsca otwartego, przyjaznego i przejrzystego. Im mocniejsze przeżycie, tym większa szansa na częste wspominanie go przez uczestnika, a tym samym na rekomendację zoo w gronie znajomych, czy to w realu, czy na tablicy jednego z mediów społecznościowych. Jak pomysłowo zaplanowane doświadczenia wyglądają w praktyce?

W zoo w San Diego można powitać dzień śniadaniem z pandami. Korzystający z oferty w spokoju oglądają cały ogród zanim wypełnią go tłumy. Udział w wydarzeniu pozwala obserwować, jak zwierzęta budzą się do życia. Dla wszystkich tych, którzy do rannych ptaszków nie należą, a mimo tego spragnieni są specjalnych wrażeń, powstała oferta nocowania w zoo. W cenie – podawanie zwierzakom kolacji i wieczorna zabawa. A na koniec nocowanie pod własnym śpiworem, w spartańskich warunkach, ale za to w niezwykłym otoczeniu. Ponoć spać można na tyle blisko zwierząt, że do snu kołysze ich chrapanie. Taką opcję zapewnia ogród w Wellington. Australijskie zoo specjalizuje się także w „bliskich spotkaniach”. W trakcie nietypowych oprowadzań widzowie zapoznają się dokładnie z konkretnymi gatunkami zwierząt. Pod bacznym nadzorem wykwalifikowanych opiekunów można podać rękę lemurowi i pogłaskać lwa.

Komentarz ZooGirl101: „Miesiąc temu byłam na Bliskich Spotkaniach z Surykatkami i była to jedna z najwspanialszych rzeczy, jakich kiedykolwiek doświadczyłam”

Tych, którzy nie potrzebują do szczęścia tak mocnych wrażeń przyciągną do ogrodów zoologicznych bardziej klasyczne, edukacyjne wydarzenia. Berlińskie zoo za dodatkową opłatą kontaktuje gości z dozorcą wybranego zwierzęcia, który szczegółowo opowiada o trybie życia pupila. Ogród na nowojorskim Bronksie oferuje uczniom warsztat twórczego pisania, w trakcie którego tworzy się ody do żab i opisuje ptaki. W Bazylei można z kolei posłuchać wykładu o homoseksualizmie w królestwie zwierząt. Właściwie standardem są już organizowane przez ogrody zoologiczne imprezy urodzinowe i firmowe. ZOO w San Diego ma w ofercie nawet wesela i niepowtarzalną bar micwę.

Pokazuj, że wiesz, co robisz

Zoo to miejsce, w którym trzyma się w zamknięciu ulubieńców całej ludzkości. Wystarczy zdarty fragment futra, osowiały niedźwiedź (szczególnie ten, któremu wybrano imię w drodze konkursu) albo brzydko pachnąca klatka i potencjalny kryzys wizerunkowy gotowy. Choćby te przykre sytuacje nie wynikały z niekompetencji personelu, a z tego prostego faktu, że w zoo mieszkają żyjące stworzenia, wina i tak spadnie na ludzkich gospodarzy.

Goście ogrodu muszą wiedzieć 0 tym, że zoo prowadzone jest przez specjalistów, a zwierzaki są w dobrych rękach. Jak im to uzmysłowić? Na przykład publikując eksperckie treści. Akwarium Pacyfiku w kalifornijskim Long Beach od stycznia 2013 roku prowadzi podcast dostępny na ich stronie oraz poprzez iTunes. Zoo z San Diego regularnie aktualizuje swojego bloga, a właściwie kilkanaście blogów: osobny o ptakach, osobny o słoniach, osobny o małpach, itd. Zoo w Edynburgu na swoim youtube’owym kanale prowadzi osobne działy „za kulisami” i „konserwacja i badania”, w których pokazuje pracę personelu. Podobnie Columbus Zoo w amerykańskim Powell – dyrektor tego ogrodu, Tom Stalf, w serii krótkich wideo fascynująco opowiada o mieszkańcach zoo oraz najciekawszych zajęciach pracowników. Co istotne, wszystkie te materiały zrealizowane są w sposób atrakcyjny i nie tylko budują wizerunek profesjonalistów, ale przyciągają na kanały społecznościowe zoo nową publikę.

[SzL]

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Słowo ma siłę – co poezja daje promocji i co promocja może dać poezji

Poeta Robert Graves powiedział kiedyś: „Nie zarabia się pieniędzy na poezji, ale nie ma również żadnej poezji w zarabianiu pieniędzy”. Biorąc pod uwagę współczesny rynek wydawniczy i znikomą rolę, jaką odgrywa w nim poezja, można przyznać mu rację – trudno jest z sukcesem sprzedać poezję, a raczej niemożliwe, aby uczynić z niej bestseller. Problem ten dotyczy zwłaszcza młodych poetów. Na listach najlepiej sprzedających się tomów królują wciąż znane od lat nazwiska poetów-legend – Bestsellerem Empiku 2014 została bezkonkurencyjna Wisława Szymborska, a na amerykańskim Amazonie panuje Mary Oliver. Wydawcy – zarówno polscy, jak i zagraniczni rzadko angażują się w promocję tomików poetyckich, nie dostrzegając w nich sprzedażowego potencjału. A jednak poezja jest ważnym elementem wielu akcji promocyjnych. Jako najbardziej skupiony na formie rodzaj literacki i najtrudniej przyswajalna dla przeciętnego odbiorcy forma sztuki słowa poezja w promocji pełni bardzo ważną funkcję – ma nobilitować. Gdy środkiem przekazu w kampanii promocyjnej ma stać się słowo, co może skuteczniej wzmocnić ten przekaz niż właśnie wiersz, w którym każdy wyraz ma niebagatelne znaczenie? Fakt ten dostrzegli zarówno marketingowcy tworzący reklamy, jak i pomysłodawcy kampanii społecznych.

Philadelphia Streets Department przeprowadził kampanię pod nazwą „Unlittter us”. Akcja miała za zadanie propagować dbanie o przestrzeń publiczną, szczególnie pod względem prawidłowej utylizacji i segregacji odpadów. Prosto mówiąc, chodziło o to, by nie zaśmiecać chodników i ulic. Temat, wydawać by się mogło, mało poetycki. A jednak w kreacji outdoorowej zdecydowano się wykorzystać wiersze. Utwory o dość prostym przesłaniu (metafora miasta jako żywego piękna, ziemi obiecanej, odbicia tego, kim są mieszkańcy) i rytmicznej formie zostały umieszczone na billboardach obok ciemnego zdjęcia człowieka z profilu i widocznego w tle korytarza metra. Zderzenie pospolitej twarzy i dość obskurnego miejsca z przekazem wyrażonym w poezji miało na celu przede wszystkim podkreślenie, że temat w istocie nie jest tak banalny. Miasto, ulice, chodniki i korytarze mogą być postrzegane jako piękne, poetyckie, jeśli tylko bardziej o nie zadbać. Wiersze z plakatów miały ukazywać, jak łatwo można „odczarować” zaniedbaną przestrzeń – podobnie jak łatwym jest „zaczarowanie” języka, jeśli tylko przyda mu się inną, bardziej artystyczną formę.

unlitterus

Z kolei „Poetry on the Move” to kampania promująca brytyjski Juice Festival (festiwal artystyczny przeznaczony dla dzieci i młodzieży, zachęcający uczestników do podejmowania twórczej aktywności w zakresie sztuk plastycznych, ale także tworzenia tekstów, również poezji) z 2011 roku. W projekcie wykorzystano wiersze napisane przez dzieci w wieku od 8 do 14 lat, ich tematyka miała dotyczyć olimpiady i sportu. Dzieci zostały sfotografowane w dynamicznych pozach. Twórcy wykorzystali tu zestawienie sztuki słowa ze sportową dyscypliną. Kampania ta miała nie tylko promować samo wydarzenie, ale przede wszystkim ukazywać aktywność artystyczną (poetycką) jako tak samo naturalną i potrzebną dziecku jak fizyczna.

Kolejnym przykładem wykorzystania poezji w projektach o znaczeniu społecznym jest indyjska kampania na rzecz zapobiegania przemocy wobec kobiet z 2013 roku – „Man Against Rape and Discrimination”. Jedna z przeprowadzonych wtedy akcji wiązała się z wierszem napisanym specjalnie na tę okazję przez poetę Javeda Akhtara. Utwór został przetłumaczony na kilka indyjskich języków. Wersję w marathi recytował słynny indyjski krykiecista, Sachin Tendulkar, a telugu gwiazdor Tollywoodu, Maheś Babu. Głównym symbolem akcji były wąsy, z którymi fotografowali się wszyscy popierający jej postulaty. Wykorzystanie wiersza było dodatkowym elementem. Utwór stanowiący definicję prawdziwego mężczyzny stał się niejako hymnem całej akcji, motywem przewodnim. Forma taka nawiązywała oczywiście mocno do indyjskiej tradycji, w której ściśle sformalizowane teksty odgrywały o wiele większą rolę niż w kulturze europejskiej. Ważny był także fakt, że zaangażowano gwiazdy z dwóch najbardziej uwielbianych przez Hindusów światów: przemysłu filmowego i sportu narodowego – krykieta. Ponownie zatem – nieco paradoksalnie – poezja została wykorzystana jako głos ludu, głos sprzeciwu i wezwanie do zmiany. Analogiczna zależność miała miejsce również w Jemenie, gdzie w 2012 na 63. ścianach Sany pojawiło się graffiti z zacytowanymi słowami znanych postaci świata kultury i nauki, w większości byli to poeci różnych narodowości, których łączyło jedno – humanitaryzm.

marathi-poem-by-sachin-tendulkar-for-farhan-akhtars-mard

Poezja użyta w kampaniach społecznych ma zatem kilka celów: podnosi rangę wydarzenia, ukazuje jego związek z dorobkiem kulturowym, podkreśla najważniejsze aspekty, nadaje słowom moc, dzięki niej przesłanie silniej zapada w pamięć. Twórcy takich kampanii, choć nie jest to ich nadrzędnym celem, promują również czytanie i tworzenie poezji jako takiej – przez ukazanie jej jako języka zdolnego opisywać rzeczywistość, a nawet jako nieodzowny element codziennego życia. Osiągają w ten sposób pośrednio efekt do jakiego dążą artyści tacy jak Robert Montgomery (jego instalacje miały włączać teksty poetyckie do przestrzeni miejskiej) oraz pomysłodawcy kampanii popularyzujących utwory poetyckie w miejscach publicznych, np. środkach komunikacji (kampania British Council z 2012 roku – „Poems on the Undergroung”).

Poezja była też wielokrotnie wykorzystywana w kampaniach promocyjnych dużych marek. Wiele lat temu zrobili to m.in. McDonald’s i Prudetnial. Spośród nowszych akcji posługujących się takim elementem warto przytoczyć dwie: Apple i Tesco. Doskonale przemyślana kampania promująca najnowszy model iPada Air oparta została na cytacie z filmu „Stowarzyszenie umarłych poetów”: „What your verse will be?”. Główny pomysł zasadzał się na stworzeniu następującego ciągu skojarzeń: poezja jest głosem ludzkości, w niej wyraża się wielość i różnorodność ludzkich osobowości, ich pasja i wkład w istnienie świata – tworzenie „własnego wersu” to uczestniczenie w globalnym święcie ludzkości, kreowanie siebie i czegoś, co sprawia, że warto żyć – to osiągnięcia ludzkiego ducha są najważniejsze, ale choć technologia sama w sobie nie wystarcza, może być pomocna w dążeniu do piękniejszych celów – iPad Air jako narzędzie do tworzenia „własnego wersu”. Kampania jest pochwałą poezji jako sposobu wyrażania się pragnień ludzkości, przy jednoczesnym subtelnym ukazaniu niezbędnej roli technologii w tym podniosłym procesie. Film promujący kampanię ukazuje ludzi z różnych stron świata, tworzących sztukę, podróżujących, odkrywających, poszukujących, do wszystkich swoich zadań wykorzystujących nowy model iPada. Towarzyszy im głos Robina Williamsa i słynna kwestia z filmu o umarłych poetach. Uzupełnieniem jest strona internetowa pokazująca historie konkretnych ludzki (muzyków, choreografów, podróżników, sportowców). Wspaniale opracowane graficznie przykłady prezentują nie tylko dokonania poszczególnych osób – ich wersy wpisane do historii ludzkości – ale przede wszystkim konkretny sposób, w jaki wykorzystują oni iPada do realizowania swoich pasji. Ciężar komunikacyjny został położony na elementy podniosłe – poezja, piękno, marzenia, pasja. Sam produkt pojawia się niejako z boku, ale jednak dobitnie. Poetyckie porównania w tej kampanii nobilitują produkt. Apple sprzedaje swoje urządzenie, sprzedając hołd dla osiągnięć ludzkości. Nawet najbanalniejsze użycie iPada zdaje się aktem poetyckim, czymś wielkim i doniosłym, a wszyscy jego użytkownicy – poetami.

Wcześniejsza kampania Apple’a również nawiązywała do formy poetyckiej. Dość długi slogan prezentujący sposób, w jaki projektowane są urządzenia marki Apple (z myślą o odbiorcach, o tym, jacy są, czego pragną, co podziwiają) został zapisany na podobieństwo wiersza. Twórcom zależało na podkreśleniu artyzmu i indywidualizmu: forma poetycka równa się artystycznemu wyglądowi produktów, a osobistość kreacji poety i subiektywizm odczuwania oznaczać ma produkt zaprojektowany, by sprostać indywidualnym potrzebom.

apple_2-2

Znamienne jest, że zarówno w kampanii Apple’a, jak i Tesco pojawiło się to samo zdanie: „This is this”. W obu przypadkach odnosiło się ono do osiągnięć pracowników firmy, którzy dążą do ciągłych ulepszeń swoich usług. Kampania Tesco opierała się na bilbordach i reklamach, w którzy również użyto sloganów formą przypominających lirykę. Zadaniem kampanii było ratowanie wizerunku firmy, który został mocno nadszarpnięty przez serię „wpadek”. Użycie poezji i oparcie kampanii wyłącznie na słowie miało dobitnie pokazać klientom, że firma traktuje swoją zmianę poważnie. Ucieka się do sztuki słowa, by podkreślić wagę przekazu – „To jest to. Zmieniamy się”.

Poezja użyta pośrednio lub bezpośrednio w reklamie nadaje promowanym produktom czy akcjom charakter zdarzeń o znaczeniu uniwersalnym. Sprzedaż lub zachęta do określonego działania pod płaszczem metafory jest zabiegiem nie tylko skutecznym, ale również pozostawiającym miłe przeświadczenie brania udziału w czymś wyjątkowym. Chyba, że mamy do czynienia z celowo ironiczną promocją w stylu pewnej restauracji z Edynburga, która w zamian za krótki wiersz dotyczący jej menu, oferowała 50 funtów rabatu. Poezja do steka? Czemu nie.

Opinie poetów co do wykorzystywania wierszy w reklamie są podzielone. Część z nich uważa, że to degradacja sztuki, dla innych to po prostu forma jej popularyzacji. -Populizm jest dobry. Im więcej słowo znaczy dla ludzi, tym lepiej – podkreśla Nick Toczek, autor wiersza wykorzystanego w kampanii Prudential. -Wiersz, który napisałem w celach reklamowych, jest najbardziej rozpoznawalnym ze wszystkich moich utworów. Zareklamował również mnie – dodaje. Poezja traktowana bywa jako ogólne dobro ludzkości, synonim sztuki i piękna. Te dość romantyczne wyobrażenia są nadal żywe w opinii publicznej. Wynika z nich fakt, że poezja rzadko bywa postrzegana jako produkt, który należy zareklamować. Funkcjonuje częściej po drugiej stronie – jako wartość sama w sobie, która może swoim zbawiennym wpływem podzielić się z produktem. Ma to z pewnością swoje dobre strony – efektem ubocznym takich akcji jest również promocja sztuki pisania wierszy. Jednak jest to działanie zbyt pośrednie, aby można było je uznać za wystarczające. Rynek gotowy na przyjęcie tomów wierszy jest mały, ale szanse na jego zwiększenie istnieją, a raczej istniałyby, gdy spróbować zaryzykować potraktowanie dzieł młodych poetów tak, jak traktuje się powieści – jako produkt. Może czas spróbować odwrócić zależność i spróbować wzmocnić chęć sięgnięcia po wiersze przy pomocy atrakcyjnej promocji i eventów.

[DB]

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Kultura reaguje czyli real time marketing

Żyjemy w czasach instant. Wszystko jest natychmiastowe – wiedza, którą czerpiemy z Google, kontakt ze znajomymi i wszelkie informacje, które do nas docierają. Na tę natychmiastowość musi reagować bardzo szybko również rynek. Real time marketing jest działaniem tak powszechnym, że trudno sobie wyobrazić, że narodził się dopiero w latach 90. Z dnia na dzień odgrywa coraz większą rolę w działaniach marketerów. Jak w wyścigu na najlepszą kreację real time marketingową wypada kultura? Z jednej strony mocno inspiruje, szczególnie popkultura – filmy, seriale, widowiska. Z drugiej – instytucje czy firmy zajmujące się kulturą nieśmiało dają znać o sobie odbiorcom, starając się reagować na bieżące wydarzenia. Kultura nie tworzy na tyle spektakularnych akcji, by były one chętnie odnotowywane w analizach i rankingach najlepszych akcji real time marketingowych. Ale dzieje się coraz więcej.

Oscars

Ubiegły rok zdecydowanie należał do koncernów Samsung i Apple. Wszystko to za sprawą najważniejszego wydarzenia w świecie filmu – Oscarów. Pierwsza z firm sponsorowała oskarową galę. Samsung wydał około 20 milionów dolarów, by to jego logo było widoczne podczas nocy, którą oglądają ludzie na całym świecie, a Samsung Galaxy został zręcznie wpisany w scenariusz gali. Spektakularną kulminacją tej współpracy było selfie zrobione przez prowadzącą Oscary Ellen Degeneres, na którym znalazły się największe gwiazdy kina. Zostało ono udostępnione ponad 5 milionów razy, a później wykorzystane dosłownie przez wszystkich. Setki memów, przeróbek, od Lego przez Simpsonów po świat polityki. Dla większości osób nie ma większego znaczenia jakim telefonem zostało zrobione zdjęcie, jednak branża i uważni obserwatorzy nie mogli nie zauważyć, że prawdziwym zwycięzcą Oscarów 2014 został Apple. Gdy Ellen Degeneres tylko zeszła ze sceny, na backstage’u chętnie fotografowała się swoim iPhonem. I gdy coraz więcej osób pokazywało sobie „najlepsze zdjęcie wszech czasów”, w ślad za nim zawsze podążała „wpadka” Samsunga i prowadzącej. 2015-02-24_11_40_33-hanna_zdanowska_hannazdanowska_twitter

Tegoroczna gala Oscarów przyniosła całkiem ciekawe kreacje na rodzimym rynku. A wszystko to za sprawą „Idy”. Gdy polski film otrzymał Oscara, internet oszalał. Wiele marek w swoich postach na Facebooku, gratulując i dziękując twórcom, próbowało nawiązać do swoich produktów, m.in. Tomasz Ossoliński czy Horror!Horror, których kreacje pojawiły się na czerwonym dywanie. Jednym wystarczyły subtelne odwołania, inni poszli o krok dalej tworząc mocne kreacje, czego najlepszym przykładem jest miasto Łódź, gdzie kręcony był film. Miasto współfinansowało również jego produkcję. Już kolejnego dnia po gali w Gazecie Wyborczej zamieszczona została reklama wpisująca się w kampanię „Łódź pozdrawia”. Akcja była na tyle mocna, że szybko została zauważona przez całą branżę, jako doskonały przykład real time marketingu. tesco

Real time marketing to nie tylko duże akcje, ale przede wszystkim codzienna interakcja z odbiorcą. To właśnie wtedy widać czy marka śledzi bieżące wydarzenia i czy jest tam, gdzie jej klient. Może być to np. komentarz pod postem na Facebooku czy obrazek nawiązujący do trendów. Takie nowinki wykorzystuje doskonale Tesco. Kilka lat temu był to popularny viral z ks. Natankiem. Nieemitowaną w telewizji reklamę obejrzało kilka milionów użytkowników. W ubiegłym roku była to piosenka „Chleb” muzycznego projektu Doroty Masłowskiej – Mister D. W teledysku wystąpiła Anja Rubik, a zarówno projekt, jak i teledysk wywołały spore zamieszanie. Na drugi dzień po premierze teledysku Masłowskiej, na fanpage’u Ekspertów Tesco pojawiało się zdjęcie Krysji idącej po chleb (tekst oryginału – „ja idę, on patrzy”). I choć akcja ta nie wywołała szumu, to jednak Tesco pokazało, że wie, które wydarzenia (także kulturalne) można dopasować do jego oferty i wizerunku. House_of_card_zrodlo_social360

Innym przykładem wydarzenia, na które marka musiała szybko zareagować był wyciek serialu „House of Cards”. Na dwa tygodnie przed oficjalnym rozpoczęciem trzeciego sezonu, na platformie Netflix pojawił się jego pierwszy odcinek. Pół godziny później serial został usunięty, a na Twitterze House of Cards napisało: „Tu Waszyngton. Tutaj zawsze są przecieki. Wszystkie 13 odcinków zostanie udostępnionych 27 lutego”. Zresztą wielu ekspertów podejrzewa, że ta real time marketingowa odpowiedź była efektem celowego wycieku zaplanowanego przez Netflix. Wyciek miał spowodować zainteresowanie serialem, a wtedy wystarczyło poinformować o dacie premiery. Informację udostępniło 25 tysięcy osób. Metropolitan_Museum

Wyraźnie widać, że najwięcej ruchu – inspiracji i akcji – generuje popkultura. Nie jest jednak tak, że kultura nie zabiera głosu. Nie jest po prostu na dyle donośny, by mógł zostać zauważona przez branżę. Choć i tu zdarzają się wyjątki. Portal mdgadvertising.com wśród najlepszych tweetów real time marketingowych 2014 roku wymienia ten umieszczony przez Metropolitan Museum. W minionym roku było naprawdę głośno o Kim Kardashian, a w świecie mediów zaczęło wrzeć, gdy znalazła się na okładce magazynu „Paper”. Internauci prześcigali się w pomysłach na memy i virale, a Metropolitan Museum zamieściło mocny wpis: „W Met również mamy sztukę, która może podbić internet” oraz zdjęcie rzeźby nawiązujące do sesji Kim Kardashian. Real time marketing to obszar, w którym może się jeszcze wiele wydarzyć. Tu nie da się przewidzieć sukcesu – internauci albo coś podchwycą, albo kreacja przeminie bez żadnej reakcji. Takie same szanse mają Samsung, jak i muzea. Skuteczne działanie to często nie kwestia pieniędzy, ale dobrego pomysłu i umiejętności dopasowania go do oferty marki.

[AM]

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized