Tag Archives: kultura i biznes

Baśń o 177 prywatnych muzeach – kultura, biznes i filantropia w Turcji

Gdy spojrzy się w encyklopedyczne biografie największych tureckich biznesmenów przy niemal połowie nazwisk pojawia się podobna formułka: „przedsiębiorca, filantrop, kolekcjoner sztuki”. Gdy zajrzy się do statystyk muzealnych tureckiego Ministerstwa Kultury i Turystyki można w nich wyczytać, że podlega mu 99 państwowych muzeów, natomiast tych, które mu nie podlegają – niezależnych finansowo i administracyjnie jest aż 177. Nie uwzględniając prywatnych kolekcji sztuki, których rok temu naliczono 1204. Ten turecki fenomen jest tym większy, że rozpoczął się niedawno, zaledwie trzy dekady temu, a dziś osiągnął niespotykane na świecie rozmiary. Ważne, że nie chodzi wyłącznie o ilość, ale także, a nawet przede wszystkim, poziom prywatnych instytucji sztuki. Duża cześć prywatnych muzeów to instytucje na najwyższym światowym poziomie, z którymi współpracę chętnie podejmują Tate czy Luwr.

sakip

Jedna z licznych wycieczek szkolnych w Sakip Sabancı Müzesi, fot. Business & Culture

Gdyby porównać historię polskiego i tureckiego muzealnictwa, to należałoby powiedzieć, że to drugie niemal jej nie ma. W 1920 roku w Turcji funkcjonowały raptem cztery muzea: Asar-ı Atika Müzesi (Muzeum Archeologiczne), Evkaf-ı Islamiye Müzesi (Muzeum Islamskie), Askerî Müze (Muzeum Militarne) oraz Müze-i Humayun (Muzeum Imperium Ottomańskiego). Trzy pierwsze działały w Stambule, czwarte miało oddziały w kilku anatolijskich miejscowościach. Żadne nie było muzeum sztuki sensu stricto, choć w każdym można było znaleźć jej elementy. Tureckie muzealnictwo narodziło się dopiero za czasów Atatürka, wraz z powołaniem do życia Republiki. Druga ważna fala nadeszła dla niego w latach 80, gdy po raz pierwszy właściciele wielkich holdingów, ale i mniejsi przedsiębiorcy, zaczęli otwierać własne muzea.

sandberk

Sadberk Hanım Müzesi, fot. Sadberk Hanım Müzesi/Vehbi Koç Foundation

Sadberk Hanım Müzesi było pierwsze. Zostało założone przez Vehbiego Koça, najbogatszego ówcześnie Turka. W ottomańskiej willi nad Bosforem znalazły się imponujące zbiory anatolijskiej sztuki, antyków, dzieł stworzonych nawet sześc tysięcy lat przed Chrystusem. Do dziś bardzo wpływowa rodzina Koç podejmuje wiele działań związanych z kulturą. Jednak to pierwsze dało przykład setkom innych tureckich przedsiębiorców. Mimo globalnego kryzysu, który uderzył także w założone w Turcji – dziś już międzynarodowe firmy – dynamika tworzenia prywatnych muzeów nie maleje. W 2009 roku w Stambule funkcjonowało 40 prywatnych muzeów, w roku 2013 – 43, w Ankarze liczba wzrosła z 31 do 34, w Izmirze z 8 do 11. Oficjalne statystyki Ministerstwa Kultury i Turystki podają, że w ciągu ostatnich trzech lat Turcy pozyskali z zagranicy 4138 dzieł sztuki.

Imponuje nie tylko skala zaangażowania sektora prywatnego we wspieranie sztuki, ale też sposób działania prywatnych instytucji. Wiele z nich zyskało międzynarodową sławę i liczną publiczność. To właśnie prywatna instytucja jest dziś najchętniej odwiedzanym tureckim muzeum. Yerebatan Sarnıcı czyli Cysterna Bazyliki to największa ze starożytnych cystern położonych w podziemiach miasta. W roku 2012 muzeum odwiedziło ponad 1,8 miliona osób. Prywatne muzea sztuki pozostają w tyle, ale i tak notują bardziej niż przyzwoite wyniki. Istanbul Modern to drugie w kraju najchętniej odwiedzane prywatne muzeum. Przyciągnęło ponad 665 tys. odwiedzających, z czego turyści stanowią według różnych szacunków od 30 do 50 procent. Wynik blednie przy liczbie odwiedzających Tate Modern (ponad 5 milionów rocznie). Jednak w porównaniu z muzeami i galeriami sztuki w Polsce robi już wrażenie. Wiodące stołeczne instytucje sztuki współczesnej rocznie odwiedza 200-300 tysięcy osób. Kolejne na tureckim podium znalazły się Miniaturk z ponad 530 tysiącami odwiedzających rocznie, Somuncu Baba Müzesi z 485 tysiącami oraz Sakip Sabanci Müzesi z 253 tysiącami.

IstanbulModern

Istanbul Modern i okolice dawnej przemysłowej dzielnicy, fot. DJ Hoogerdijk/Flickr.com (CC BY-ND 2.0)

Warto jednak wrócić do Istanbul Modern, które choć założone dopiero w 2004 roku zyskało już niemałą światową sławę. Położone w dawnych dokach nad Bosforem przyczyniło się znacznie nie tylko do popularyzacji sztuki współczesnej, ale i kulturalnego rozkręcenia podupadłej dzielnicy Karaköy. Równie ciekawa co historia instytucji jest też opowieść o rodzinie, która powołała ją do życia. Na pomysł założenia Istanbul Modern wpadło trzecie pokolenie biznesowego klanu założonego przez Süleymana Ferit Eczacıbaşıego, zdolnego farmaceutę-przedsiębiorcę. Jego syn Nejat F. Eczacıbaşı w 1954 został współfundatorem Wydziału Biznesu na Uniwersytecie Stambulskim, pełnił funkcję pierwszego prezydenta Turkish Educational Foundation, założył Istanbul Foundation for Culture and the Arts oraz Dr. Nejat F. Eczacıbaşı Foundation. Ostatnia skupiała się na stypendiach dla utalentowanych muzyków, filmowców i artystów oraz sponsorowaniu publicznych szkół oraz instytutów naukowych. Holding rodziny Eczacıbaşı działa w kilkudziesięciu branżach, produkuje m.in. sprzęt sanitarny, leki i oprogramowanie, sprzedaje ubezpieczenia i mieszkania, inwestuje w nowe technologie. Niemal w każdej poświęconej doktorowi Nejatowi nocie biograficznej można przeczytać, że często powtarzał swoim rozmówcom: „Sens życia można najlepiej zrozumieć za pomocą sztuki. Wartości, które najbardziej wywyższają ludzkość to kultura i sztuka”. Istanbul Modern posiada dużą kolekcję sztuki współczesnej z Turcji i regionu. Jej kolejne odsłony można oglądać w części przestrzeni wystawowych. Organizuje też wiele wystaw czasowych. Aktualnie można oglądać ekspozycję poświęconą najnowszej sztuce z Turcji i regionów sąsiedzkich – Bałkanów, Kaukazu i Bliskiego Wschodu.

pera

Pera Müzesi, fot. Luna/Flickr.com (CC BY-SA 3.0)

Skąd bierze się fenomen zainteresowania tureckiego biznesu sztuką próbuje tłumaczyć w najnowszym numerze kwartalnika „Herito” Özalp Birol, dyrektor jednej z najważniejszych w kraju prywatnych organizacji zajmujących się sztuką – Suna and İnan Kıraç Foundation. – Są niezwykle świadomi znaczenia znaczenia i prestiżu – zarówno w kręgach międzynarodowych, jak i w samej Turcji – wynikających z posiadania znaczącej kolekcji dzieł sztuki i otwarcia kompetentnej instytucji z niej związanej. (…) Z zadowoleniem zauważamy, że z każdym dniem prestiżowe instytucje ze świata biznesu kładą większy nacisk na kulturę i wydarzenia artystyczne, podejmując coraz cenniejsze inicjatywy i przydzielając środki na ich wdrożenie – tłumaczy Birol. Zanim został szefem założonej w 2003 roku Suna and İnan Kıraç Foundation przez wiele lat zajmował się sprzedażą i marketingiem, a później także zarządzaniem komercyjnymi markami, pracował m.in. dla Unilever, Nestle i grupy finansowej Yapı Kredi. Fundacja, którą kieruje podejmuje wiele działań z zakresu kultury i nauki. Sfinalizowała powstanie w Stambule wspólnego instytutu badawczego uniwersytetów Harvarda i Boğaziçi, doprowadziła do zdigitalizowania 20 tysięcy cennych ottomańskich manuskryptów.

Ale perłą w koronie Suna and İnan Kıraç Foundation jest Pera Müzesi. Założona w 2005 roku instytucja mieści się w dawnym hotelu Bristol, imponującym budynku w dzielnicy Beyoğlu. W stałej kolekcji znajduje się starożytna anatolijska sztuka, orientalne malarstwo XVII, XVIII i XIX wieku oraz ottomańska i turecka ceramika. Wszystkie prace pochodzą z bogatej, liczącej ponad 20 tysięcy obiektów kolekcji Suny Kıraç (jest córką Vehbiego Koça) i jej męża. Muzeum organizuje też ekspozycje artystów współczesnych, w tym roku m.in. Stephena Chambersa oraz Andy’ego Warhola. Posiada też bogaty program filmowy, nie tylko związany ze sztuką. Wystawy czasowe potrafi odwiedzić nawet 150 tysięcy osób w czasie ich 3-4 miesięcznego trwania. Özalp Birol zwraca uwagę, że muzeum szczególny nacisk kładzie na edukację młodego odbiorcy. Pera Müzesi codziennie odwiedzają dwie zorganizowane grupy szkolne, co daje rocznie 8-10 tysięcy osób. Wstęp dla nich jest darmowy, w przypadku weekendowych zajęć edukacyjnych dla rodzin opłata jest symboliczna i ma pokryć jedynie koszt materiałów wykorzystanych w trakcie warsztatów.

Sakip2

Sakip Sabancı Müzesi, zabytkowa część kompleksu muzealnego, fot. Business & Culture

Mówiąc o prywatnych tureckich instytucjach sztuki trudno nie wspomnieć o Sakip Sabancı Müzesi. Urodzony w rodzinie handlarzy bawełną Sakip Sabancı uchodził za najbarwniejszą i najbardziej lubianą postać tureckiego biznesu ostatnich dekad. Sprowadził nad Bosfor wiele międzynarodowych marek, m.in. sieć Hilton, BNP Paribas i Carrefoura. Sabancı Holding (na tureckich ulicach trudno nie zauważyć przy logotypach wielu globalnych marek charakterystycznych liter „SA” umieszczonych w dwóch niebieskich kołach) to ponad sześćdziesiąt różnych firm. Sabancı mawiał, że jest zły, gdy nazywa się go tylko bogatym, jest szczęśliwy ze swojej hojności. W 1974 roku powstała Sabancı Foundation utrzymująca do dziś ponad 120 ośrodków zdrowia, szkół i centrów kultury. W 1999 roku biznesmen założył Uniwersytet Sabancı. W końcu, dwa lata przed śmiercią, powołał do życia Sakıp Sabancı Müzesi. Na jego stałą kolekcję składa się unikatowy zbiór dawnej sztuki regionu, według wielu najcenniejszy na świecie – 320 ottomańskich i tureckich obrazów oraz ponad 400 przykładów ottomańskiej kaligrafii. Ale w muzeum regularnie odbywają się też wystawy czasowe. Aktualnie trwa „600th Anniversary of Turkish – Polish Relations”. W tym roku można było zobaczyć złożoną z kilkudziesięciu prac ekspozycję dzieł wybitnego brytyjsko-indyjskiego rzeźbiarza Anisha Kapoora. W poprzednich latach Sakıp Sabancı Müzesi gościło imponujące wystawy Picassa, Rodina, Beuysa, Daliego i Rembrandta. Muzeum ściąga do siebie ekspozycje z Victoria and Albert Museum czy Luwru, Przy okazji prowadzi jedną z najlepszych w mieście restauracji, którą dowodzi Peter Gordon, znany nowozelandzki szef kuchni. Placówkę odwiedza rocznie ponad 250 tysięcy osób, znajduje się ono na osiemnastym miejscu najchętniej odwiedzanych muzeów w Turcji. Mimo że wymaga od zwiedzającego nawet godzinnej podróży z centrum miasta – położone jest w urokliwej willi w odległej od śródmieścia, zielonej dzielnicy Emirgan.

Turecki przykład obala często przywoływany w Polsce argument, że na wsparcie prywatnych firm kultura nie może liczyć, ponieważ kraj nad Wisłą, to nie Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone, gdzie tradycje filantropii czy sponsoringu są dużo dłuższe, a społeczeństwa bardziej wyedukowane kulturalnie. Turcja to przykład, że sztuka w prywatnych rękach może przyczynić się do rozwoju całego społeczeństwa. I nie tylko. – Wzrost liczby muzeów finansowanych z prywatnych środków, ich interesujące wystawy i towarzyszące im kulturalne czy artystyczne wydarzenia wpłynęły na państwowe muzea i władze. Rozważają one wystawiane swoich cennych kolekcji z zastosowaniem nowoczesnych metod ekspozycyjnych, aby zwiększyć zainteresowanie i liczbę odwiedzających – zauważa Özalp Birol.

[MF]

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Kultura i biznes – punkty zapalne

Nie zawsze relacje na linii biznes-kultura układają się wzorcowo. Ba, w polskich warunkach dość często można mówić o sytuacjach patologicznych. Opowiedział o nich wczoraj (21 listopada) na wykładzie „Niebezpieczne związki biznesu ze sztuką” zorganizowanym przez Galerię 2.0 doktor Mikołaj Iwański, ekonomista i filozof zajmujący się rynkiem sztuki. Choć nie ze wszystkimi postawionymi przez niego tezami można się zgadzać, warto przytoczyć najciekawsze i najważniejsze z nich. Według Iwańskiego istnieją cztery główne punkty zapalne na styku biznesu i kultury: kultura sponsoringu, gentryfikacja, festiwalizacja oraz implementowanie wzorców zarządzania znanych w biznesie do kultury.

Iwański słusznie podjął się obalenia mitu, że sponsoring może utrzymywać kulturę. Przywołał model brytyjski, przez wiele osób zajmujących się na poważnie związkami kultury i biznesu uznawany za wzorcowy. Nawet na Wyspach nie udało się zrealizować założenia, że koszty funkcjonowania instytucji kultury można podzielić na trzy równe części między państwo, komercyjne firmy i działalność własną. Około 50 procent kosztów pokrywa dziś w przypadku brytyjskich instytucji dotacja publiczna,  20-30 procent sponsoring prywatny, a resztę wpływy z biletów, praw oraz działalności komercyjnej instytucji. Gdy mit został już obalony warto zastanowić się gdzie kryją się największe zagrożenia dotyczące sponsoringu kultury. I tu Iwański podał przykłady wad finansowania prywatnego, z którymi trudno się zgodzić. Zanegował sam fakt dodawania nazwy firmy sponsora do tytułu wydarzenia, tak samo jak organizowania dizajnerskiej zabawy z produktami sponsora na jednym z artystycznych festiwali. Tymi przykładami niejako jednak zaprzeczył własnym słowom, według których sponsoring to transakcja między stronami. Jeśli się dogadały, należy założyć, że czerpią z tego obopólne korzyści. Inna sprawa, gdy  sponsoring prowadzi do wmanipulowania twórców w działania wątpliwe zarówno z punktu widzenia etycznego, jak i artystycznego. W czasie gdy firma deweloperska Griffin wypowiedziała umowę najmu pawilonu dawnej Emilii Muzeum Sztuki Nowoczesnej, artyści wzięli udział w Griffin Art Space na terenie dawnej Hali Koszyki. Według Iwańskiego zostali potraktowani instrumentalnie, co bez wątpienia nie jest dobrą praktyką na styku kultury i biznesu.

Kolejnym punktem zapalnym ma być festiwalizacja. Eventy biorą górę nad sukcesywnym budowaniem jakości kultury. Festiwale organizowane w dużej mierze przez prywatne firmy czerpią garściami z budżetów zadłużonych często samorządów. Zamiast kultury otrzymujemy festyny służące z jednej strony konkretnym przedsiębiorcom, z drugiej budowaniu kapitału politycznego prezydentów miast. Z tezą trudno nie zgodzić się patrząc na dziesiątki wydarzeń w całej Polsce, które choć potrafią kosztować fortunę nie są ani sukcesem artystycznym, ani też frekwencyjnym. Z drugiej strony festiwale nie mają być tylko wydarzeniem kulturalnym, o czym Iwański nie wspomniał podczas wykładu. Niejednokrotnie stanowią narzędzie promocji miast i regionów. Gdynia stała się atrakcyjna dla młodych Polaków dzięki Open’erowi, Płock dzięki festiwalom Audioriver i Reggaeland, Kraków zbudował kilka silnych wizerunkowo i turystycznie marek od Off Plus Camery poczynając, a na Unsound kończąc. Problem w tym, że samorządy nie sprawują zazwyczaj żadnego nadzoru nad prywatnymi przedsięwzięciami finansowanymi z publicznych pieniędzy. Rzadko organizator musi rzetelnie rozliczyć się z faktycznej liczby widzów, wizerunkowego zysku wydarzenia dla miasta czy realnej liczby turystów.

fot. http://www.galeriadwazero.blogspot.com

Chwaliszewo w Poznaniu stało się miejscem głośnej akcji Kontener Art. Do rewitalizowanej dzielnicy wprowadzono artystów. Miasto wsparło projekt sumą pół miliona złotych. I w tym problem widzi Iwański. Prywatny deweloper chce podnieść wartość inwestycji za pomocą działań związanych ze sztuką, a za działania płaci samorząd. Problem ma jednak swoje rozwinięcie. To gentryfikacja, do której bez refleksji przyczyniają się artyści. Podczas wykładu jako negatywny przykład postawiono warszawskie Soho Factory. Miejsce, w którym – według Iwańskiego – sztuka jest traktowana przedmiotowo, a praktycznie żaden z projektów nie jest skierowany do mieszkańców. Wszystko to sprowadza się do gentryfikacji. Artyści wchodzą w zaniedbaną przestrzeń, poprawiają jej wizerunek nie zwracając często uwagi na potrzeby lokalnej społeczności. Miejsce zyskuje na wartości, dotychczasowi mieszkańcy zostają wysiedleni lub po prostu nie stać ich na pozostanie w „artystycznej dzielnicy”. Wtedy i artyści przestają być potrzebni. Trwały zysk z relacji przyda się wyłącznie biznesowi.

Ostatnim punktem zapalnym, o którym mówił Iwański jest implementowanie zarządzania biznesowego do kultury. To problem młody, który dopiero kiełkuje. Jednak podczas wykładu padł jeden bardzo interesujący przykład. Szczecińska Trafostacja Sztuki miała być nowym dystryktem sztuki w Szczecinie. Na mocy nowych przepisów pozwalających oddawać całe instytucje kultury w zarządzanie zewnętrznym podmiotom rozpisano przetarg nieograniczony. Wzięły w nim udział dwa podmioty – Stowarzyszenie Zachęta Sztuki Współczesnej ze Szczecina i prywatna poznańska spółka Baltic Contemporary. W komisji przetargowej nie znalazł się ani jeden przedstawiciel świata sztuki. Cena stanowiła 30 procent oceny, wartość merytoryczna ofert 70 procent. Wygrała Baltic Contemporary z ofertą 700 tysięcy złotych za zarządzanie obiektem. Zachęta popełniła błąd podając cenę za całość działań. Problem pojawił się według Iwańskiego w momencie, gdy na jaw wyszło, że spółka nie dysponuje zapleczem merytorycznym pozwalającym na zarządzanie kulturalnym obiektem, instytucje, które miały być jej partnerami nie słyszały o Baltic Contemporary, a firma została założona raptem trzy miesiące przed ogłoszeniem przetargu. O ile dobrze zrozumiałem intencje Iwańskiego, nie jest jego zamiarem krytyka przeszczepiania na grunt kultury modeli zarządzania znanych z biznesu. Przykład z Trafostacją pokazuje jednak, że nie da się ich przenieść w skali jeden do jednego.

Zdefiniowanie punktów zapalnych doprowadziło do sformułowania kilku postulatów mających przeciwdziałać patologiom: wprowadzenie katalogu dobrych praktyk w relacjach między kulturą i biznesem, pozyskanie wsparcia mediów mainstreamowych, wsparcie ze strony instytucji centralnych, silna tożsamość ludzi kultury, świadomość transakcyjnego charakteru relacji między kulturą i biznesem. I o ile nie ze wszystkimi tezami, nie z każdym słowem krytyki wypowiedzianym przez Iwańskiego – który zresztą mniej przychylnie wypowiadał się o ludziach biznesu niż kultury – można przyklasnąć, o tyle pod puentującymi wykład postulatami należy się bez wątpienia podpisać.

[MF]

22 komentarze

Filed under Uncategorized

Pożyczka dla kultury

Pod koniec maja w Wielkiej Brytanii ruszył program Creative Industry Finance. Zarządzany przez Arts Council England fundusz to kolejny pomysł na finansowanie kultury w czasach kryzysu. Na razie funkcjonuje jedynie w Londynie. Po rocznym okresie pilotażowym zapadnie decyzja czy oferta ma zostać przedłużona i rozszerzona o inne miasta oraz regiony.

Program ma na celu wsparcie małych i średnich przedsiębiorstw działających w obszarze kultury oraz przemysłów kreatywnych. Ale nie tylko. Ma także w wymienionej grupie poprawić umiejętność przekładania kultury na komercyjny zysk. Przewidziano dwa rodzaje wsparcia – porady i ćwiczenia z biznesowym doradcą lub możliwość pożyczki, której suma nie może przekraczać 25 tys. funtów.

Model z pozoru jest podobny do znanych w Polsce unijnych dotacji, o które mogą starać się także firmy sektora kreatywnego. Przy czym dotacje unijne wydają się być atrakcyjniejsze finansowo, bowiem są bezzwrotne, natomiast Brytyjczycy muszą oddać całość pieniędzy wraz z 10 proc. odsetek. Creative Industry Finance ma jednak istotną zaletę – firmy działające w obrębie kultury nie muszą tak jak w Polsce konkurować o dotacje z wielu różnych programów z przedsiębiorstwami z wielu innych dziedzin. Muszą za to istnieć co najmniej sześć miesięcy. Przyznając unijne dotacje często wyklucza się podmioty działające rok, czy dwa, a preferuje nowo powstałe, które zazwyczaj utrzymują się na rynku bardzo krótko. Brytyjczycy chcą więc zapewnić kulturalnym przedsiębiorcom rozwój, wspierać pomysły, które przeszły już półroczną próbę funkcjonowania na rynku. Oprocentowana pożyczka ma także prowadzić do zwrotu funduszy do funduszu Creative Industry Finance, co z kolei – w każdym razie w teorii – doprowadzi do tego, że poza początkowym wkładem program będzie się finansował samodzielnie i działał przez długie lata.

Do programu dopuszczono także prowadzących jednoosobowe firmy artystów. Słusznie zakazano użycia funduszy na spłatę długów, czy pokrywanie już istniejących wydatków. Terminy spłat pożyczki będą ustalane indywidualnie i rozłożone na rok, dwa lub trzy lata. Przy kwocie 10 tys. funtów miesięczna rata przy założeniu trzyletniej spłaty wyniesie 322 funty. Program powstał dzięki współpracy Arts Council z kilkoma instytucjami – wspierającą rozwój przedsiębiorczości organizacją East London Small Business Centre, zarządzającą muzycznymi prawami autorskimi UK Music i wspierającemu rozwój nowoczesnego rzemiosła Crafts Council. Czy  Creative Industry Finance odniesie sukces, okaże się za dwanaście miesięcy.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized