Monthly Archives: Listopad 2014

Boski PR – jak promować wiarę

Pierwszy raz od 30 lat odsetek osób uczestniczących w niedzielnych mszach świętych spadł poniżej 40 procent – podał w lipcu Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego. We wrześniu CBOS opublikował badania, z których wynika, że w porównaniu do 2013 roku o 5 procent zwiększył się odsetek Polaków krytycznie oceniających działalność kościoła (teraz wynosi 34 proc.). Powszechnie uważa się, że postępująca laicyzacja Polaków to efekt bogacącego się społeczeństwa i globalizacji. Z podobnymi problemami muszą mierzyć się organizacje religijne na całym świecie. Niektóre z nich, by zatrzymać odpływ wiernych i przyciągnąć nowych, sięgają po narzędzia PR-owe i reklamowe. W końcu – sugerując się książką Bruno Ballardiniego – to Kościół wymyślił marketing*.

Najciekawszy i najbardziej dynamiczny pod tym względem jest rynek amerykański. Strony internetowe ze Stanów Zjednoczonych przepełnione są instrukcjami dotyczącymi boskiego marketingu – od wzorów parafialnych newsletterów, do porad sugerujących w jakiej rubryce lokalnej gazety umieścić reklamę niedzielnego nabożeństwa. „Po co umieszczać reklamę w dziale »wiara«, do którego zaglądają ludzie, którzy już przychodzą na twoje nabożeństwa? Wykup moduł w dziale »rozrywka« i powtórz go czterokrotnie. Sprawdź jaki przyniósł efekt” – radzi portal churchmarketingsucks.com. „Reklama nie zmienia rzeczywistości. Reklama nie nawraca ludzi. Reklama nie doprowadza do rozwoju osobistego i nie zastąpi relacji międzyludzkich. Ale może tworzyć klimat do wzrostu, budować morale, przyciągać nowych odwiedzających i kształtować podejście społeczności do twojego kościoła” – głosi thegoodbookblog.com. W kraju, w którym Kościół Scjentologiczny za jednominutową reklamę w czasie Super Bowl płaci 6 milionów dolarów, tego typu porady nie dziwią. Swoją drogą, reklamy Kościoła Scjentologicznego nie należą do najbardziej subtelnych czy oryginalnych. Są jednak organizacje religijne, które stawiają na bardziej niestandardowe narzędzia i kampanie.

Spot Kościoła Scjentologicznego wyemitowany w trakcie SuperBowl 2014, czyli finału rozgrywek futbolu amerykańskiego z najdroższym pasmem reklamowym w roku

„Jeśli nie rozpoznasz problemu, nie możesz go rozwiązać. Jeśli nikt nie powie ci, że masz szpinak między zębami, jak możesz go usunąć?” – tłumaczył w jednym z wywiadów Stephen B. Allen, dyrektor zarządzający ds. nawróceń odpowiedzialny za jedną z największych religijnych kampanii wizerunkowych w historii. W 2009 roku wysocy przedstawiciele Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (potocznie nazywani mormonami) uznali, że warto walczyć z czymś, co nazwali „problemem percepcyjnym”. Do rozwiązania wizerunkowego problemu mormonów zostały zatrudnione dwie prestiżowe agencje – Ogilvy & Mather oraz Hall & Partners. Badania potwierdziły to, co oczywiste: główne skojarzenia amerykańskiego społeczeństwa z mormonami są negatywne. Kościół uznawany był w 2009 roku za: sekciarski (39 proc. badanych), kontrolujący (38 proc.), konserwatywny (38 proc.), tajemniczy i skryty (28 proc.), antygejowski, seksistowski i dziwny (odpowiednio 24 proc., 20 proc. i 20 proc.). Okazało się również, że respondenci nie byli zainteresowani zmianą swoich poglądów – jedynie 3 procent badanych chciało dowiedzieć się czegoś więcej o Kościele Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, co plasowało mormonów na drugim od końca miejscu (gorzej w badaniu wypadli tylko Świadkowie Jehowy). Autorzy kampanii postawili na komunikowanie trzech głównych wartości – indywidualizmu (respondenci mieli przekonanie, że doktryna kościoła jest mu przeciwna), rodziny (rodzinność to jedyna pozytywna cecha, z którą kojarzyli się mormoni – jako rodzinnych określiło ich 44 procent badanych) oraz służby. Zadecydowano, że strona mormon.org będzie komunikowała pierwszą z nich, w trakcie gdy pozostałe dwie zostaną obsłużone przez osobne projekty.

Jeden z niemal dwustu filmów zrealizowanych w ramach kampanii „I am Mormon”

Kampania „I’m Mormon” rozpoczęła się w 2011 roku i trwa do dzisiaj. Strategia polega na – cytując oficjalne dokumenty kampanii – „utworzeniu jak największej ilości materiałów wideo wysokiej jakości prezentujących życiorysy poszczególnych wiernych”. Oprócz filmów strona mormon.org jest ciągle wzbogacana przez profile wiernych, którzy opisują swoje życie i odpowiadają na pytania. Również wierni z osobna odpowiadają na pytania w sekcji FAQ. „Jestem mormonem, doktorem i ojcem”, „jestem mormonką, nauczycielką i matką”, „jestem mormonką, architektką i uczę się cierpliwości”, „jestem mormonem, piłkarzem i człowiekiem, który dostał drugą szansę” – głoszą tytuły filmów. To, co szczególnie imponuje w przedsięwzięciu mormonów, to skala. Po pierwsze, w ramach kampanii powstało już ponad 175 filmów. Po drugie, kampania osiągnęła ogromny zasięg dzięki budżetowi, który na dziś liczony jest już w dziesiątkach milionów dolarów. Kampania objęła telewizje, przystanki autobusowe i taksówki, a także najważniejszy reklamowy punkt Stanów Zjednoczonych – Times Square.

Efekty? W ciągu dwunastu miesięcy na mormon.org ponad milion użytkowników skorzystało z indywidualnego czatu z wiernymi, po dwóch latach trwania kampanii procent osób chcących dowiedzieć się czegoś więcej o mormonach w grupie najbardziej nieufnych wzrósł z 3 do 13 procent, a pozytywna ocena religii wzrosła o 10 punktów. Specjaliści chwalili konsekwencję twórców, a jednocześnie umiejętność dostosowania się do bieżących wydarzeń. Kiedy na Broadway’u z wielkim sukcesem zadebiutował napisany przez twórców „South Parku” musical „Book of Mormon”, kościół wykupił stałe reklamy w okolicach teatru z podpisem „Spodobał ci się musical? Dowiedz się o nas więcej!” (to samo zrobił też w Londynie, gdy musical doczekał się swojej brytyjskiej wersji). Gdy w 2012 Mitt Romney kandydował na prezydenta (jest mormonem), na mormon.org została uruchomiona specjalna podstrona odpowiadająca na pytania odnośnie wpływu wiary kandydata na przebieg ewentualnej prezydentury. Eksperci od mediów społecznościowych zachwycili się za to szczególną cierpliwością wiernych w odpisywaniu nawet na najbardziej absurdalne pytania zadawane w trakcie czatów – szczególnie w momencie gdy strona przeżyła atak użytkowników artoftrolling.com. „Niektóre z tych dzieciaków to naprawdę niezłe żartownisie. A my lubimy dobre żarty” – komentował ataki dyrektor kampanii, przekonując, że sporo rozmów przechodzi w dyskusje o wierze, kiedy pomysły na trolling się kończą. „I’m Mormon” trwa w najlepsze, twórcy – w związku z efektami – nie planują jak na razie końca. Ostatnio ogłosili, że w nowych filmach z serii nacisk będzie przesuwany z historii jednostek w stronę dylematów egzystencjalnych i dogmatów wiary.

Mormon-ad-billboard

Kampania „I’m Mormon” na Times Square w Nowym Jorku

Co jednak gdy kościół nie ma wielomilionowego budżetu na długofalowe działania? I tutaj znajdą się interesujące przykłady. „Kościół NorthRidge jest dla HIPOKRYTÓW”, „Kościół NorthRdige jest dla KŁAMCÓW”, „Kościół NorthRidge jest dla PRZEGRANYCH” – takie billboardy mogli w 2010 roku zobaczyć mieszkańcy południowego Michigan. Kampania to nic innego jak inicjatywa samego kościoła, a tak właściwie – jego charyzmatycznego pastora, Brada Powella, autora branżowego bestsellera „Change Your Church for Good”. Billboardowa akcja – jak można było się domyślać – wzbudziła kontrowersje w lokalnych mediach, a także w samej społeczności NorthRidge. „Kiedy zajmujesz się posługą, zaczynasz rozumieć że istnieje fałszywy obraz kościoła. Wydaje się, że kościół jest przepełniony ludźmi, którzy uważają, że są lepsi niż inni. Wydaje się, że ludzie uczęszczający do kościoła sądzą, że niepraktykujący są gorsi. Prawda jest taka, że wszyscy jesteśmy tacy sami. I ci wewnątrz, i ci na zewnątrz, my też jesteśmy przegranymi, kłamcami, hipokrytami” – komentował kampanię Powell.

northridge-church-ad

Jeden z billboardów kampanii kościoła NorthRidge

Kampania odsyłała do specjalnej strony, z której odwiedzający mogli dowiedzieć się więcej o kościele i odwiedzić bezpośrednio stronę NorthRidge. Oprócz 9 billboardów, kampania była przedłużona również na media społecznościowe i reklamy w komunikacji miejskiej. Sam Powell przez ponad dwa tygodnie zajmował się wyłącznie odbieraniem telefonów i odpisywaniem na maile. Wierni NorthRidge zasypali komentarzami stronę kościoła – „jeszcze nigdy tylu znajomych nie zapytało mnie o kościół, do którego chodzę”, „mój syn zapytał mnie dlaczego chodzimy do kościoła dla kłamców, dosyć długo musiałam się zastanawiać jak mu to wytłumaczyć, ale dziękuję, było warto” – pisali. Nie zabrakło też negatywnych opinii, również wśród wiernych. W ostateczności Powell przyznał, że jest zadowolony z efektów. „Chodziło o to, by spowodować dialog. I to się udało” – mówił. Kampania wygenerowała ponad 100 publikacji w mediach prasowych, radiowych i telewizyjnych. W kolejne setki szły posty w mediach społecznościowych, w tym całe artykuły poświęcone refleksjom dotyczących kampanii na blogach. NorhtRidge kontynuuje działalność dla „nowoczesnych chrześcijan”. Kościół odwiedza tygodniowo około 20 tysięcy wiernych.

„Tak naprawdę wiara to lifestyle oparty na bardzo silnych fundamentach” – czytamy na blogu Mateusza Ochmana, autora strony zatytułowanej „Bóg, honor & rock ‚n’ roll”. No właśnie, a gdyby tak promować wiarę i kościół bardziej… lifestylowo?Niekwestionowanym mistrzem tego typu promocji jest Hillsong Church czyli australijski megakościół, który na dzień dzisiejszy posiada już placówki między innymi w Los Angeles, Londynie, Moskwie, Kijowie, Nowym Jorku, Paryżu, Barcelonie i Kopenhadze. „Msza to impreza, na którą jesteś zawsze zaproszony” – głosi powitanie na stronie głównej kościoła w RPA. „Nasze serca lśnią światłem Jezusa mocniej niż jakiekolwiek wielkie światła tego miasta” – czytamy na stronie filii w Los Angeles. „Kościół powinien być jak dom. Chcemy żebyś czuł się u nas jak wśród najbliższej rodziny i został z nami na lunch i kawę po nabożeństwie” – głosi strona świątyni hiszpańskiej. Oto właśnie mistrzowie kościelnego marketingu, dostosowujący przekaz do odbiorcy.

HillSong1

Wybrane ilustracje i zdjęcia z mediów społecznościowych kościoła Hillsong

Na czym polega fenomen Hillsong? W jego działaniach imponuje absolutnie wszystko. Po pierwsze – estetyka stron internetowych i wszelkich możliwych kanałów społecznościowych. Na zdjęciach widzimy uśmiechniętych ludzi spowitych obowiązkowo instagramowym filtrem, młodych brodaczy-hipsterów, modne babcie, jowialnych dziadków. Wchodząc po raz pierwszy na stronę londyńskiego oddziału Hillsong – hillsong.com/london, trudno nawet domyślić się, że chodzi o kościół. W tle imponująca panorama Londynu, następne zdjęcie przedstawia dzieci praktycznie wyjęte z katalogu marki odzieżowej, jako ostatnich widzimy rodziców ubranych według najnowszych nonszalanckich trendów. Idźmy dalej. Okazuje się, że Hillsong operuje trzema zespołami muzycznymi – Hillsong Worship, Hillsong Young and Free i Hillsong United, z czego ten trzeci ma na koncie czternaście albumów, kilkanaście piosenek na australijskich listach przebojów, pierwsze miejsce na liście American Billboard Christian Songs chart, ponad 300 tysięcy osób followujących zespół na Instagramie i 5 milionów polubień na Facebooku.

HillSong2

Wybrane ilustracje i zdjęcia z mediów społecznościowych kościoła Hillsong

Jeśli raz wejdzie się w świat Hillsong, na kilka godzin można zagłębić się w niezwykłą ilość produkowanego przez kościół contentu – oczywiście dostosowanego do współczesnego odbiorcy. Na blogu jednego z członków zespołu znajdziemy np. „99 powodów, żebyś w tym tygodniu poszedł do kościoła” czy „10 rzeczy, jakich nauczyłam się o kierowaniu nabożeństwem” (składnia doskonale znana młodym ludziom z opiniotwórczego portalu BuzzFeed). Najciekawsze artykuły z blogów wszystkich prominentnych członków kościoła można znaleźć na specjalnej stronie Hillsong Colected, a także zamówić miesięcznego newslettera z najciekawszymi artykułami. Memy i cytaty z Biblii i pastorów Hillsong opatrzone są klimatycznymi zdjęciami zachodów słońca w wielkich metropoliach, a ostatnio w związku z nowym albumem Hillsong United została uruchomiona kampania hashtagowa #noothername, która pojawiła się również – tak jak kampania mormonów – na Times Square.

Także w polskim Kościele możemy zauważyć próby lifestylowego podejścia do wiary. Boskie memy produkuje np. fanpage „Bez imprimatur”, a Opactwo Tynieckie proponuje do sprzedawanych książek zakładki z napisem „Keep calm and Ora et labora”. Choć lifestylowcy nie rzadko krytykowani są za spłycanie wiary, trudno nie przypomnieć sobie, że misją kościoła zawsze było i pozostanie docieranie ze swoją dobrą nowiną tam, gdzie to tylko możliwe. Organizacje religijne i kościoły biorą w końcu udział w tym samym wyścigu o uwagę ludzi co komercyjne marki. Widać, że ci, którzy wkładają pracę w promocję, zbierają plony. Czy to etyczne lub czy to wypada – każdy kościół i każdy wierny odpowie na to pytanie sam.

[MM]

*Bruno Ballardini, „Jezus – i biel stanie się jeszcze bielsza. Jak Kościół wymyślił marketing”

2 komentarze

Filed under Uncategorized

Mobile w muzeum przyszłości – kolejny krok

Jeszcze do niedawna wiele muzealnych placówek za punkt honoru stawiało sobie posiadanie własnej aplikacji mobilnej. Na szczęście muzealnicy przekonują się, że aplikacje to nie wszystko. Że solidny pakiet cyfrowych usług, rozbudowana infrastruktura mobilna oraz dobrze zaprojektowane i responsywne strony www przystosowane do wyświetlania na ekranach wszystkich dostępnych urządzeń mobilnych to klucz do sukcesu. W erze mobilnej liczą się też oryginalne pomysły wzbogacające muzealną ofertę i angażujące widzów, dla których tablet czy smartfon to przedłużenie zmysłów – dotyku, słuchu, wzroku. Bo jak mówił przed rokiem w wywiadzie dla muzealnictwo.com Peter Gorgels, Digital Communication Manager w holenderskim Rijksmuseum: „Muzeum powinno zbudować dobrą cyfrową infrastrukturę – na niej można dalej budować, co tylko się chce. Należy pomyśleć o publiczności i o tym, jakie technologiczne trendy – mające sens w kontekście danego muzeum – teraz panują. Nie należy próbować robić wszystkiego naraz, w jednym momencie. Liczy się to, co pokocha 80 procent publiczności”.

Urządzenia mobilne, telefon komórkowy czy tablet, stanowią dziś kombinację wielu wynalazków, które na przestrzeni ostatniego stulecia zrewolucjonizowały takie dziedziny, jak komunikacja, przepływ informacji, rozrywka czy edukacja. Jasper Visser – twórca bloga themuseumofthefuture.com, specjalista od definiowania i wprowadzania zmian oraz innowacji w kulturze, sztuce i muzealnictwie ery cyfrowej – twierdzi, że te instytucje, które w obliczu społecznych i technologicznych zmian ostatnich dziesięcioleci nie poniosły porażki i dostosowały się nowych realiów, w kolejnych dziesięcioleciach będą stały przed szeregiem wyzwań, warunkujących ich „być albo nie być”. Ci, którzy nie dostosują się do dynamiki zmian z pewnością wkrótce zmuszeni będą zakończyć działalność. Muzea, które wciąż kojarzą się z instytucjami „z innej epoki” stają więc przez zadaniem, które polega nie na tym, by utrzymać bezpieczne status quo, ale na budowaniu nowoczesnego wizerunku i oferty w oparciu o permanentny kontakt i interakcję z publicznością. Muzeum musi stać się instytucją social, zarówno w sensie społecznym, jak i technologicznym.

Prześledziliśmy dokonania trzech instytucji, które w tej dziedzinie są w swojej branży pionierami. I doskonale opanowały trudną sztukę traktowania mobilnej usługi nie w kategoriach jednorazowego produktu, ale narzędzia służącego do budowania szerokiego, kompletnego i komplementarnego zestawu usług. Opartego na solidnym researchu i badaniach dotyczących zachowań oraz preferencji publiczności, dostosowanego do jej potrzeb. Instytucje te bezustannie poszukują innowacyjnych dróg do poprawienia jakości komunikacji i interakcji między muzeum, jego ofertą, zbiorami i zasobami, a publicznością.

RIJKSMUSEUM i RIJKSSTUDIO

Od czasu hucznego otwarcia (w kwietniu 2013) po 10-letniej remontowej przerwie, Rijksmuseum bije rekordy popularności. Pod koniec 2013 roku miało na koncie już 2,5 miliona zwiedzających i mogło się poszczycić jedną z najznakomitszych oraz najmocniej angażujących publiczność stron internetowych w muzealnym świecie. „Wierzymy w siłę arcydzieł zebranych w naszej kolekcji. Wierzymy też, że należą do naszego wspólnego dziedzictwa i że w każdym z nas drzemie artysta”. Taka myśl przyświecała szefowi kolekcji Rijksmuseum Taco Dibbitsowi, który wprowadzał na muzealny rynek rewolucyjny produkt – Rijksstudio. Rijksstudio wystartowało dokładnie dwa lata temu, pod koniec października 2012 roku. To innowacyjna strona www (responsywna i działająca na urządzeniach mobilnych dokładnie tak jak aplikacja), za pośrednictwem której muzeum bezpłatnie udostępnia przeglądającym www ogromną część swojej kolekcji. Łącznie ponad 150 tysięcy zdjęć wysokiej rozdzielczości, które można oglądać „na zoomie” z dokładnością do najdrobniejszego szczegółu. Każdy z użytkowników Rijksstudio może założyć na stronie własny profil – przypominający profile na Pinterest. Przeglądane zdjęcia kolekcji – obrazów, przedmiotów codziennego użytki, rycin i grafik – można poddawać przeróżnym zabiegom. Wycinać ulubione elementy, robić kolaże i pobierać na dysk, drukować i produkować w dowolnej formie – samodzielnie robić pocztówki, nadruki na koszulkach, etui na telefon czy tablet. W trakcie zwiedzania muzeum można zaś za pomocą specjalnej aplikacji oznaczać wybrane dzieła i zapamiętywać je jako „ulubione” na własnym profilu.

Muzeum zaprosiło w ten sposób swoją publiczność do interakcji. I spotkało się ze znakomitym przyjęciem – zarówno ze strony zwiedzających jego stacjonarną, jak i wirtualną odsłonę. Statystyki mówią same za siebie. Przez pierwsze trzy miesiące funkcjonowania Rijksstudio założono 32 tysiące profili, pobrano ponad 110 tysięcy zdjęć, a liczba odwiedzających stronę wzrosła o 35 procent. Co ciekawe, zwiększył się też czas spędzany przez indywidualnych użytkowników na stronie www – przed uruchomieniem Rijksstudio wizyta na www trwała średnio 3 minuty, po uruchomieniu – już 10 minut. Szczególnie upodobali sobie stronę użytkownicy iPadów – oni spędzali na stronie najwięcej czasu, średnio 19 minut. Łącznie, po uruchomieniu nowej strony www liczba użytkowników przeglądających ją na urządzeniach mobilnych wzrosła o 90 procent. Absolutnym hitem okazało się nawiązanie współpracy między Rijksstudio a platformą Etsy (od lutego 2014). Muzeum zachęcało projektantów skupionych wokół platformy do twórczego przetwarzania motywów z udostępnionych w Rijksstudio dzieł. I tak powstała np. kolekcja bielizny z elementami dekoracyjnymi z XVII-wiecznych obrazów, obuwie, biżuteria i ubrania oraz ceramika wykorzystująca motywy z muzealnych eksponatów. W przedsięwzięciu nie chodziło o to, by muzeum zarabiało na udostępnianiu praw do wykorzystania dzieł, ale o to by poprzez upowszechnianie zbiorów poszerzać grono odbiorców sztuki i zachęcić ich do odwiedzenia placówki.

IMPERIAL WAR MUSEUM I CENTENARY CONNECTIONS

2014 rok to szczególny czas kiedy w całej Europie galerie, muzea i instytucje zajmujące się historią oraz kulturą, na swój sposób upamiętniały wybuch I wojny światowej. Z inicjatywy Imperial War Museum North w Manchesterze (jednego z pięciu oddziałów Imperial War Museum) doszło do zawiązania współpracy między 26 galeriami, muzeami, bibliotekami i instytucjami ulokowanym na terenie hrabstwa Greater Manchester. Współpraca ta miała na celu udostępnienie szerokiej publiczności, zasobów – archiwów, opowieści, artefaktów – dzięki którym współcześni odbiorcy mogli lepiej doświadczyć czym była I wojna światowa oraz przekonać się, w jaki sposób odcisnęła swoje piętno na mieszkańcach i terenach należących do hrabstwa. Taka była idea Centenary Connections – aplikacji i strony www, największego tego rodzaju projektu muzealnego w Wielkiej Brytanii. Jej twórcy zebrali setki tysięcy danych wyciągniętych z archiwów lokalnych instytucji i przekształcili je w cyfrową podróż po hrabstwie Greater Manchester szlakiem wojennych tropów, pamiątek, wspomnień, listów, zdjęć i fragmentów pamiętników.

blogcc

Korzystając ze strony oraz aplikacji i wybierając na nich konkretną zakładkę (np. Zwierzęta, Linia frontu, Medycyna) można poznać np. historie związane z medycyną w służbie wojny – z ludźmi i miejscami, które służyły pomocą rannym żołnierzom i cywilom w poszczególnych regionach hrabstwa. Można również poznać losy lokalnych bohaterów walczących na froncie. Ciekawostką są np. opowieści o kilkudziesięciu z 16 milionów zwierząt – psów przewodników, wielbłądów, koni – które pełniły służbę podczas wojny. Oczywiście poszczególne historie i obiekty pochodzą ze zbiorów różnych instytucji, dzięki czemu odbiorcy mogą – idąc tropem interesujących ich treści – wybrać instytucję, która ma ich zdaniem najciekawszą, najbardziej kompletną ofertę. Mogą też podzielić się swoimi odkryciami i najciekawszymi historiami z gronem przyjaciół oraz followersów w mediach społecznościowych. Wreszcie, mogą korzystać z aplikacji, jak z klasycznego przewodnika, z którym będą zwiedzać Greater Manchester. Zalogowani użytkownicy mogą stworzyć i przechować na swoich profilach zarówno najciekawsze ścieżki, którymi podążali śladem I wojny światowej, jak również rzeczy, które odkryli dzięki aplikacji. Tym sposobem projekt Centenary Connections połączył potencjał oraz zasoby wielu instytucji i pomógł stworzyć wokół nich społeczność użytkowników zafascynowanych historią.

CLEVELAND MUSEUM OF ART i ARTLENS

ArtLens to inicjatywa amerykańskiego Cleveland Museum of Art, która ma na celu zbudowanie za pomocą nowoczesnych technologii swoistego pomostu między publicznością, a ofertą i zasobami instytucji. Zastosowana technologia – choć efektowna i ultranowoczesna – służy przede wszystkim wytworzeniu określonej interakcji między zwiedzającymi, a zgromadzonymi w muzeum zbiorami. Już pierwszy kontakt z muzeum jest nie lada atrakcją dla publiczności. Słynna Gallery One stanowi preludium do zwiedzania całej ekspozycji. To połączenie sztuki i technologii, które ma zainspirować widzów do wybrania własnego indywidualnego sposobu poznawania muzealnej kolekcji i odkrywania jej skarbów – dzieł Picassa, Rodina czy Chucka Close. Służą temu m.in. interaktywne zabawy, poznawanie faktów związanych z powstawaniem dzieł sztuki, ich pochodzeniem i technikami produkcji. Centralnym punktem galerii jest gigantyczny dotykowy ekran z zamontowanymi stacjami dokującymi, do których podłączyć można iPady z zainstalowaną aplikacją ArtLens. Na ekranie Collection Wall wyświetlają się ponad 4 tysiące obiektów należących do muzealnej kolekcji. Każdy ze zwiedzających może na tym ekranie stworzyć i wyświetlić listę dzieł według słów kluczy, haseł i według nich stworzyć swoją prywatną kolekcję ulubionych muzealnych obiektów.

Zapisując tę autorską kolekcję na iPadzie (własnym lub wypożyczonym z muzeum) wyposażonym w ArtLens stworzyć możemy indywidualną ścieżkę zwiedzania śladem ulubionych prac. Możemy ją udostępnić innym zwiedzającym, możemy też skorzystać z gotowych ścieżek kuratorskich lub ścieżek „zszerowanych” przez innych muzealnych gości. Ipadowa aplikacja daje dostęp do ponad 9 godzin materiałów multimedialnych, wideo, treści audioguide’owych i dodatkowych informacji o muzeum oraz kolekcji. Co więcej, stanowi nieocenioną pomoc, źródło wiedzy i rozrywki zarówno przed, w trakcie, jak i po wizycie w muzeum. Na terenie ekspozycji zwiedzający mogą wykorzystać różne użyteczności oferowane przez aplikację – mają możliwość skanowania dzieł sztuki by uzyskać informacje o tym jak powstawały, o czym opowiadają, poznać sekrety sportretowanych osób, przedmiotów, historii. Ponadto, ulokowane na terenie ekspozycji ekrany pozwalają na „zeskanowanie” mimiki twarzy, gestów i póz osób zwiedzających i dopasowanie ich do konkretnych prac z muzealnych zbiorów.

[KSz]

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized