Tag Archives: festiwal

Dzieci mile widziane – o korzyściach prorodzinnej polityki festiwali

Strefy dziecięce na polskich festiwalach muzycznych to nowość, która nie przyjęła się jeszcze na wszystkich z największych imprez. A jak przekonują organizatorzy festiwali ten zdawać by się mogło drobny szczegół to rozwiązanie pomocne w budowie wizerunku festiwalu, jego promocji i w końcu także sprzyjające wzrostowi frekwencji. Ankiety wysłaliśmy do kilkunastu organizatorów, odpowiedzi przyszły od Off Festivalu, Taurona Nowa Muzyka oraz Reggaelandu, czyli liderów w swoich kategoriach. Aby odnieść polskie doświadczenia do tych zachodnich przepytaliśmy także twórców hiszpańskiego Primavera Sound Festival, jednego z największych festiwali muzyki alternatywnej na świecie.

Wszyscy ankietowani zgodnie stwierdzili, że stwarzają możliwość udziału w imprezie osobom posiadającym małe dzieci, rodzinom, samotnym matkom i ojcom. Dzięki strefom dla dzieci podnosi się także średni wiek uczestników festiwali. Zaczynają na nie przyjeżdżać osoby, które z kultury poza domem korzystają rzadziej właśnie ze względu na konieczność zajmowania się dziećmi i cały czas małej otwartości polskich instytucji kultury na rodziny. W końcu gros polskich festiwali odbywa się w miastach poniżej pół miliona mieszkańców, czyli takich, w których dostęp do kultury dla rodzin jest jeszcze bardziej ograniczony niż w Warszawie, Krakowie czy Trójmieście. Festiwal ze strefą dziecięcą staje się więc unikalną szansą na uczestnictwo w kulturze. To główne korzyści dla odbiorcy. Zysk festiwali jest jednak znacznie większy.

blog.reggaeland

Strefa dziecięca na festiwalu Reggaeland fot. Piotr Terebiński/mat. pras.

-Strefa dla dzieci to wartość dodana dla festiwalu zarówno jeśli idzie o poszerzenie oferty, jak i jakość imprezy. Stwarza poczucie dojrzałości wydarzenia i zwiększa poczucie bezpieczeństwa uczestników – stwierdzają organizatorzy Primavery. Dodają, że strefa dziecięca hiszpańskiej imprezy przyciąga osoby, które nie uczestniczą w innych wydarzeniach tego typu. – Reggaeland odbywa się od 2006 roku. Ludzie, którzy przyjeżdżali na festiwal jako 18- czy 20-latkowie dziś mają 25 lat lub więcej. Mają już często rodziny i dzieci. Chcemy aby przyjeżdżali nadal i dlatego stwarzamy warunki dla nich. Jeśli na festiwalu jest taka strefa chętniej przyjeżdża dojrzała publiczność, w festiwalu uczestniczy też dzięki temu więcej mieszkańców miasta – tłumaczy Radosław Malinowski, zastępca dyrektora Płockiego Ośrodka Kultury i Sztuki, organizator największego festiwalu reggae w Polsce – Reggaelandu.

Większość organizatorów podkreśla, że taka inwestycja się opłaca, bo jeśli nawet nie zwraca się bezpośrednio, to pomaga lepiej promować wydarzenie, szerzej docierać do publiczności. – Istnienie strefy dziecięcej przekazuje pozytywny obraz wydarzenia do grup, które dość często z racji posiadania małego potomstwa zostają wykluczone przez organizatorów lub same popadają w stagnację kulturalną i społeczną – mówią organizatorzy festiwalu Tauron Nowa Muzyka. Twórcy Reggaelandu wyliczyli, że dzięki wprowadzonej w tym roku strefie dziecięcej liczba doniesień medialnych wrosła o kilka procent. – Zauważyliśmy, że bardzo dużo mediów, szczególnie nie zainteresowanych muzyką reggae, mówiło w tym roku po raz pierwszy o festiwalu właśnie ze względu na strefę dziecięcą i inne udogodnienia. Dzięki otwarciu na rodziny można na przykład zaistnieć w mediach parentingowych – podkreśla Radosław Malinowski. Podobnie sprawę widzą organizatorzy Primavery, którzy z jednej strony strefę dziecięcą promują razem z festiwalem, z drugiej traktują ją jako sposób dotarcia do mediów o tematyce familijnej oraz edukacyjnej. Zwracają uwagę, że dobrze zorganizowana strefa dziecięca pozwala lepiej odróżnić się od innych festiwali. Tego rodzaju aktywność zawsze będzie odebrana pozytywnie i zawsze zostanie zauważona.

 Żaden z organizatorów nie przelicza więc funkcjonowania strefy dla dzieci bezpośrednio na ilość sprzedanych biletów. Primavera szacuje, że podczas ostatniej edycji pojawiło się około 200 rodzin z dziećmi (czyli ponad 600 osób). Artur Rojek, twórca i dyrektor Off Festivalu mówi, że w strefie dziecięcej czas spędziło kilkadziesiąt rodzin. Organizatorzy Tauron Nowa Muzyka mówią o podobnej liczbie. Przez strefę dziecięcą Reggaelandu w ciągu dwóch dni przewinęło się około 150 dzieci. Także ze względu na niską cenę karnetów i darmowy wstęp dla dzieci.

blog.off 

Strefa dziecięca na Off Festivalu fot. mat. pras.

Organizatorzy zwracają też uwagę, że strefa dla dzieci musi oferować więcej niż tradycyjny plac zabaw dla dzieci. – Nasza strefa nie jest jedynie ogródkiem z huśtawką. Do jej organizacji zaprosiliśmy dziewczyny z grupy Dada, które od kilku lat zajmują się organizacją warsztatów artystycznych dla dzieci w Katowicach i Gliwicach. Taki charakter miała też nasza strefa, którą nazwaliśmy Piaskoffnicą. Dzieci przez trzy kolejne dni mogły wziąć udział w warsztatach konstruktorskich wykonując latawce; warsztatach designerskich, tworząc torebki, saszetki z banerów, siatek reklamowych i innych poprodukcyjnych odpadów oraz warsztatach plastycznych wykonując Sekretnik na festiwalowe skarby, czyli sprytne schowki na znaleziska – tłumaczy Artur Rojek. Organizatorzy festiwalu Tauron Nowa Muzyka chcą, aby ich inicjatywa była połączeniem profesjonalnej opieki z możliwością obecności rodziców – animatorzy pozwalają rodzicom brać udział w koncertach jednak nie zamykają się na interakcję dziecko-rodzic. Drugim elementem jest bezpieczeństwo i izolacja dzieci od hałasu i tłumów z jednoczesną bliską odległością od scen i stref gastronomicznej oraz chill-out. Dzięki czemu dzieci nie cierpią a rodzice mogą w każdej chwili sprawdzić jak bawi się ich pociecha. – Chcemy żeby nie było to tylko miejsce gdzie dziecko może się bawić, ale też gdzie może dowiedzieć się czegoś na temat festiwalu, kultury jamajskiej. Dostosowujemy atrakcje do wieku dziecka. Na przykład małe dzieci malują używając jamajskich barw a zamiast płótna mają do dyspozycji wielkie gipsowe lwy, które są w logo Reggaelandu – tłumaczy Radosław Malinowski.

 I choć sam o tym nie mówi widać, że festiwal stawia na wychowanie przyszłego odbiorcy. Podobnie jak inne imprezy. Strefy dziecięce pozwalają na przekazanie wartości, jakie niesie ze sobą festiwal. Gdy młody człowiek dorośnie z dużym prawdopodobieństwem będzie szukał doświadczeń znanych mu z dziecięcych lat. Jeśli więc nie da się przeliczyć inwestycji w strefę dla dzieci na czysty zysk, będzie to można zrobić za kilkanaście lat.

 [PK]

Reklamy

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Koniec festiwalomanii?

Organizator kultowego Glastonbury Festival ogłosił niedawno, że zamierza swoją imprezę prowadzić przez zaledwie kilka kolejnych lat. Potem Glasto zniknie na zawsze. Zniknie, bo organizowanie tak wielkiej imprezy staje się coraz mniej opłacalne. Podobne opinie słychać nie tylko z Wielkiej Brytanii. Także węgierski Sziget (nawet większy od Glasto, bo co roku odwiedza go ponad 300 tys. osób) niedawno stanął także przed groźbą likwidacji. Gigantem zachwiały mniejsze niż spodziewane przychody z biletów i ograniczone dofinansowanie z miejskiej kasy Budapesztu.

Wielkie festiwale, to giganci na glinianych nogach. Gdy słabnie gospodarcza koniunktura jednocześnie odpływają komercyjni sponsorzy, publiczni donatorzy i widzowie. Wszyscy wydatki na kulturę tną na jednym z pierwszych miejsc. Jak zauważa organizator Glastonbury publiczność czuje przesyt festiwalową formą prezentacji muzyki, a do pogorszenia sytuacji przyczynia się także osiągająca monstrualne rozmiary licytacja festiwali o największe gwiazdy.

Zdawać by się mogło pozornie, że sytuacja w Polsce wygląda dużo lepiej. Faktycznie jest dobrze tylko pod jednym względem, przesyt nie jest jeszcze tak duży, jak na Zachodzie. Jednak porażka Roxy Festival pokazuje, że i u nas rynek jest coraz bardziej nasycony. Organizatorzy Roxy zadbali o świetną promocję. Ale i tak musieli przenieść swoją imprezę z amfiteatru w Parku Sowińskiego do dużo mniejszej Stodoły (oficjalnie z powodów technicznych). W końcowej fazie bilety sprzedawali za połowę ceny, ale nawet dzięki temu nie uzyskali frekwencyjnego sukcesu.

Na drugim biegunie mamy wprawdzie Open’era z 85 tys. widzów, jednak to tylko pozornie dobra wiadomość. Gdyńskiemu festiwalowi trudno będzie przebić tegoroczną frekwencję uzyskaną głównie dzięki zaproszeniu Prince’a. Oczywiście pozostaje jeszcze sporo gwiazd z najwyższej półki, ale ich udział w festiwalach, to tylko doraźne ratowanie sytuacji. Jak zresztą zauważa organizator Glasto dość ryzykowne z biznesowego punktu widzenia. Jedna droga gwiazda, która się nie sprzeda może rozłożyć cały festiwal.

Koniec festiwalomanii wydaje się więc nieunikniony. Moda na wielkie imprezy się kończy, bilans ekonomiczny jest coraz mniej korzystny dla organizatorów. Wydaje się, że tym razem przetrwają nie najwięksi, a ci, którzy mają na siebie pomysł. Także w Polsce najlepiej rozwijają się nie komercyjne imprezy w stylu Selectora czy Coke Live (zresztą organizowane przez tę sama firmę, co Open’er), a imprezy trafiające do konkretnej i wiernej grupy odbiorców, jak prezentujący muzykę spod znaku indie Off Festival, elektroniczny Audioriver czy audiowizualny Free Form.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Otoczeni designem

Rozmawiamy z Protem Haładajem, pomysłodawcą i szefem festiwalu Warsaw Design Week, którego druga edycja odbędzie się w dniach 27 maja – 5 czerwca.

Czy Warszawa ma w najbliższym czasie szansę na tytuł World Design Capitol?

Myślę, że nie w bieżącej dekadzie.

Co musielibyśmy zrobić, żeby go otrzymać?

Musimy dojrzeć. Percepcyjnie, wizerunkowo, społecznie. Nadrobić zaległości w wielu warstwach konstrukcji miasta i świadomości. Z doświadczeń zagranicznych wynika, że takie konkursy dla miast jednoczą środowiska w drodze do celu, a nie w drodze do funduszy, które ten cel mają sfinansować.

Jakie korzyści płyną z takiego tytułu?

Każdy taki tytuł to wielka promocja, wspólny cel, satysfakcja dla tych, którzy pomogli w jego osiągnięciu, ale też odpowiedzialność. Utytułowanych obserwuje zdecydowanie większa część świata niż zwykle.

W Łodzi mamy International Design Festival, w Gdyni – Design Days. Po co kolejna tego typu impreza w postaci Warsaw Design Week?

Aby być dokładnym warto wspomnieć o Arena Design w Poznaniu, Design Attack w Krakowie czy Design Silesia na Śląsku. Design jest wszędzie. Wszędzie warto go promować, a zwłaszcza w stolicy. Analizy wykazały, że w Warszawie istniała nisza w tej branży. Staram się ją zapełnić rozwijając Warsaw Design Week.

Czym Warsaw Design Week różni się od innych imprez związanych z designem?

Każdy z festiwali ma w sobie coś wyjątkowego. Projekt mojego autorstwa jest niezależny, nie wspiera go żadna duża instytucja lub miasto, ale odbywa się w stolicy europejskiej, najbliżej geometrycznego środka Europy. Zdaję sobie jednak sprawę, że zbudowanie wydarzenia, które będzie można porównywać z konkurencją, to zadanie na 3 kolejne lata. Jestem na początku drogi, więc wolałbym uniknąć porównań. Poza tym nasuwa się pytanie, czy za te trzy lata Warsaw Design Week ma być zestawiany z polskimi imprezami, czy raczej z tymi odbywającymi się w innych stolicach.

Czy jednak Polacy nie kojarzą designu wyłącznie z Ikeą, czy to nie wszystko, co na ten temat wiedzą?

Którzy Polacy? Nie chcę się wypowiadać za cały naród, ale wiem, że Ikea jest postrzegana zupełnie inaczej w Warszawie i Łodzi. Ikea jest liderem designu w branży meblarskiej w segmencie masowym, promuje projektantów jako autorów konkretnych mebli. Niemniej sądzę, że design w Polsce kojarzony jest z czymś bardziej ekskluzywnym niż Ikea. Czymś na granicy użytkowości i sztuki. Kanapa za 8 tys. euro nabiera znamion rzeźby. Ważniejsze niż funkcjonalność staje się jej samo posiadanie.

Jak zatem przekonać ludzi, że design jest nierozerwalnie związany z codziennością?

Edukować. Pokazywać, że wszystko w około jest zaprojektowane. Lepiej lub gorzej, ale jest. Dobry design to ulepszanie tej otaczającej nas rzeczywistości. Jednocześnie jest narzędziem, które pozwala na indywidualizację.

Nas najbardziej interesuje jeden z bloków Warsaw Design Week – design dla biznesu. Jaką rolę ma spełniać?

W tym roku będzie to seria mini konferencji tematycznych przedstawiających design w aspekcie biznesowym. 6 do 8 prezentacji i wieczorny, niezobowiązujący networking. Przygotowujemy także warsztaty. Design dla biznesu to tylko kontekst, bowiem design jako zjawisko jednocześnie dotyka biznes jak i konsumenta. Wszystko dzieje się w połączonych naczyniach. Zagadnienia istotne dla sfery biznesowej, po nieznacznej zmianie formy, można przedstawiać konsumentom.

Czym różni się blok od realizowanego przez Instytut Wzornictwa Przemysłowego programu „Zaprojektuj swój zysk”?

„Zaprojektuj swój zysk” to duży program, skupiający wiele płaszczyzn działalności IWP. W jego ramach odbywają się szkolenia, publikacje, spotkania konferencyjne. Do tego dochodzi temat funduszy unijnych. Wszystko to długotrwale dedykowane przedsiębiorcom. Trudno to porównywać do festiwalu trwającego 10 dni. Oczywiście plany rozwoju WDW przybierają podobny kierunek, ale w tak krótkim czasie nie uda nam się skondensować nawet części działalności IWP.

5 Komentarzy

Filed under Uncategorized