Tag Archives: media społecznościowe

Minimum formy, maksimum efektu – Tumblr w promocji sztuki

Zdaniem ekspertów firmy badawczej Millward Brown dominującym trendem medialnym w 2014 roku będzie – zgodnie z postępującą od lat modą – format mikro. Materiał ma być krótki, treściwy, wyrazisty i multiplikowany na wielu platformach. Najbardziej pożądane będą formy wizualne – zdjęcia i mikrowideo. Przeciętny odbiorca decyduje o atrakcyjności danej w treści w przeciągu 1/20 sekundy, a materiał przykuwa jego uwagę na niewiele dłużej. Największą liczbę „klików” zgarną zatem ci, którzy będę w stanie zainteresować użytkownika poświęcającego na przeglądanie strumienia nowości z internetu jednorazowo zaledwie kilka minut, cudem wyjętych z napiętego harmonogramu codziennych działań. Minimalizm, wizualność i dostępność danej treści na wielu ekranach – oto czego oczekuje dzisiejszy odbiorca. Na gruncie tym wzrasta popularność platform mikroblogowych takich jak Twitter czy Tumblr. „Followersów” i chętnych do „szerowania” zyskują teksty nie dłuższe niż SMS, krótkie nagrania i pojedyncze fotografie.

Tumblr (2)

Tumblr

Założony w 2007 roku przed Davida Karpa Tumblr szybko zdobył sobie popularność, w rankingach plasując się na wysokim miejscu, tuż za Pinterestem, a przed Instagramem. W maju ubiegłego roku został wykupiony przez Yahoo!, co spotkało się z krótkim protestem użytkowników. Obecnie na Tumblerze znajduje się ponad 150 milionów blogów (dane z końca 2013 roku). Zdecydowana większość użytkowników tej platformy to ludzie bardzo młodzi (13-24 lat). Na uwagę zasługuje fakt, że osoby korzystające z Tumblera są wyjątkowo do tego medium przywiązane, spędzają na nim dużo więcej czasu niż użytkownicy Facebooka czy Twittera. Najpopularniejsze formy udostępniania treści na Tublerze to zdjęcia oraz mikroanimacje w postaci GIFów.

Sposobów na wykorzystanie Tumblera w sztuce jest kilka, w zależności od oczekiwanego efektu. Zawsze jednak celem będzie stworzenie wizualnej sieci stymulującej do działania i jednoczącej użytkowników. Najsłynniejszym i odnoszącym najbardziej spektakularne sukcesy kanałem w kategorii „sztuka” na Tumblerze jest blog Museum of Modern Art w Nowym Jorku. W celu pozyskania kolejnej grupy odbiorców MoMA zdecydowało się na jednoznaczne dopasowanie bloga do gustu nastoletniej publiczności – tak, aby nie było wątpliwości, że to platforma silnie stargetowana, dedykowana konkretnemu użytkownikowi, nie zaś pośrednia forma, której egzystencja dowodzi jedynie znajomości aktualnych trendów w social media. Celem, jaki przyświecał twórcom kampanii promocyjnej na Tumblerze, było nie tyle przyciągnięcie młodzieży do fizycznie istniejącego budynku muzeum, co raczej stworzenie wirtualnej sieci jednoczącej i angażującej użytkowników. MoMA Teens to nie miejsce, w którym można po prostu zamieszczać zdjęcia, ale społeczność, z którą odbiorca może się identyfikować, dzięki której może aktywnie uczestniczyć w życiu kulturalnym.

MOMATEENS

MoMA Teens

Sposobem na osiągnięcie autentyczności było pozyskanie twórców treści wprost z grupy docelowej. Tylko nastolatek wie, co naprawdę kręci ludzi w jego wieku – to banalne na pozór założenie stało się kluczem do sukcesu. Jednym z aktywnych „content creatorów” jest dziewiętnastolatka, Alya Albert, zaangażowana w pracę dla MoMA już od dwóch lat. Tumblr był medium, w którym czuła się swobodnie, dlatego rozpoczęcie blogowania dla MoMA nie wymagało przygotowania, stanowiło rodzaj naturalnego przejścia od prywatnej strony do strony instytucji kulturalnej. MoMA Teens przykuwa uwagę jaskrawymi kolorami i wyrazistą grafiką. Strona dzieli się na kilka kategorii: blog, na który składają się posty z zabawnymi obrazkami, oryginalnymi grafikami i GIFami oraz ogłoszeniami o wystawach i inicjatywach podejmowanych przez muzeum; galerię, w której zamieszone są zdjęcia dokumentujące udział młodych ludzi w organizowanych przez MoMA akcjach oraz zakładkę „kursy” pozwalającą na zapoznanie się z aktualną ofertą warsztatów dla nastolatków. Kontent jest starannie dobrany – na czasie, zabawny, ale wciąż nawiązujący do sztuki współczesnej. MoMA udało się uniknąć dwóch poważnych zagrożeń: stworzenia kolejnej strony reklamowej oraz przekształcenia strony w przeciętnego bloga z „klikalną”, ale miałką zawartością. Tumblr zyskał sporą liczbę polubień, jednak dla twórców z pewnością ważniejszy jest fakt, że blog stał się medium rzeczywiście angażującym młodych ludzi w działalność związaną ze sztuką, zyskał status wirtualnej przestrzeni szerzącej idee, z którymi można się utożsamiać.

Tumblr może być także wykorzystywany jako miejsce, gdzie można pokazać te fragmenty kolekcji, które nie weszły w skład oficjalnej wystawy. Treść bloga jest czymś dodatkowym, bonusem dedykowanym osobom, dla których sama wystawa czy zbiór to za mało. Keith Haring Foundation wykorzystało ten pomysł przy okazji wystawy poświęconej pamiętnikom Haringa w Brooklyn Museum. Skany stron, których nie pokazano w gablotach, pojawiały się stopniowo na Tumblerze. Rzecz świetna dla fascynatów – dzienniki można było spokojnie przeczytać, poświęcić im więcej uwagi niż podczas zwiedzania muzeum. Funkcją takiego bloga jest raczej zwiększanie i podtrzymywanie zainteresowania u miłośników Haringa niż pozyskiwanie rzeszy „followersów”. To strategia zupełnie inna niż obrana przez MoMA, mniej spektakularna, ale na swój sposób skuteczna. Wystawa zyskuje na wielkości, staje się elementem ogromnej całości, buduje się wokół niej napięcie dzięki stopniowemu prezentowaniu nowych treści. Tumblr Fundacji Haringa to kolejny przykład bardzo przemyślanej strategii doboru kontentu do ściśle określonej grupy odbiorców.

Keith (2)

Keith Haring Foundation

San Francisco Museum of Modern Art obrało sobie jako cel zaktywizowanie odbiorców. Jednak nie zwykłej młodzieży, lecz kreatywnych, młodych artystów, którzy marzą o zaprezentowaniu swojej twórczości. W każdy piątek na Tumblerze SFMoMa pojawia się dzieło początkującego twórcy. Swoje prace może przesłać każdy za pomocą prostego formularza na stronie. Prezentowane są oczywiście tylko wybrane działa, co podnosi rangę tych, którym się udało. Przesłane prace zebrane są w osobnej zakładce, co wyróżnia je spośród innych materiałów zamieszczonych na Tumblerze. Dzięki tej strategii muzeum może w prosty sposób wspierać mniej znanych artystów, dać im szansę na wyjście z cienia, jednocześnie zaś staje się atrakcyjne dla grupy odbiorców, dla której „piątkowe posty” zyskały status stałego punktu tygodnia. Prosty, niewymagający wielkich nakładów finansowych, pomysł na przywiązanie do bloga stałej grupy fanów.

SFMOMA (2)

SFMoMa

Tumblr daje spore możliwości prezentowania obrazu, to z pewnością medium, które ma szansę stać się jednym z istotnych narzędzi promocji sztuki w obszarze social media. Sprawa nie jest jednak oczywista, a sama regularność w zamieszczaniu treści nie skutkuje. Tumblr wymaga wyraźnego pomysłu, precyzyjnie dopasowanego do grupy odbiorców. Liczy się tu wiele aspektów: odpowiedni dobór treści, podział strony, jej projekt graficzny, autentyczność komunikatu itp. Najważniejsze jednak, by Tumblr był pomyślany jako forma dodatkowych działań, coś zupełnie osobnego, co będzie łączyło się z daną instytucją, ale nie ograniczy się do zwykłej prezentacji. Sztuka zmaga się obecnie z problemem „nieklikalności”. Portale internetowe rezygnują z promowania treści związanych ze sztuką. Z kolei eksperckie posty na blogach, opisy na stronach internetowych czy pieczołowicie uszeregowane zdjęcia znikają w otchłani Internetu. Tumblr jest minimalistyczny, dlatego daje szansę przebicia. Ale odpowiednie wykorzystanie jego potencjału wcale nie jest takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. Stworzenie profilu zabiera mniej niż minutę, będzie to jednak czas bezpowrotnie stracony, jeśli potraktuje się go jako wariację na temat Instagrama czy Twittera.

[DB]

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Getty Museum – czyli jak być skutecznym w social media

Nie przez przypadek co jakiś czas piszemy o funkcjonowaniu instytucji kultury w mediach społecznościowych. Polskie przykłady to wciąż głównie przypadki beznadziejne. Instytucje boją się mediów społecznościowych lub utożsamiają je z Facebookiem. Ich aktywność na najpopularniejszym portalu społecznościowym sprowadza się do publikacji suchych informacji lub wręcz przeciwnie tzw. „LOL kontentu”. Potem wystarczy włączyć promocję postu, pojawia się kilkanaście lajków i kilkudziesięciu nowych fanów. Problem w tym, że nie osiąga się dzięki takiej aktywności niemal żadnego przełożenia na liczbę realnych odbiorców. Nie tylko brak inicjowanych przez instytucje kultury kampanii w mediach społecznościowych, ale też solidnej codziennej aktywności. Jak prowadzić ją dobrze najpełniej pokazuje chyba przykład J. Paul Getty Museum oraz powiązanych z nim fundacji i instytutu badawczego powołanych dzięki zmarłemu przed ponad trzema dekadami amerykańskiemu miliarderowi i filantropowi.

gett
Profil Getty Museum na artbabble.com

Wchodząc na stronę internetową instytucji nie zobaczymy odnośników do Facebooka, czy Twittera. Nie, na pierwszy rzut oka. Trzeba rozejrzeć się po stronie, by w górnym rogu odnaleźć dyskretnie zachęcający napis: „Connect with Us”. Jeśli wystarczająco zachęcony internauta kliknie nań przed jego oczyma pojawią się linki odsyłające do prawie wszystkich wpływowych mediów społecznościowych. Jest Facebook i Twitter, Flickr i Pinterest. Jest nawet Tumbler i blog pod tytułem „The Iris” oraz link do branżowego portalu artbabble.com. Dzieci mogą zajrzeć do muzeum za pomocą whyville.net. Jest to edukacyjna platforma, która oferuje swoim użytkownikom m.in. dostęp do wirtualnego świata, kreowanie własnych postaci i czatowanie. Pod logotypem YouTube widnieją linki do prowadzonych przez muzeum kanałów, a zwolennicy tradycyjnej komunikacji mogą dopisać się do listy mailingowej. Cały ten wysyp możliwości na pierwszy rzut oka może wydawać się chaotyczny. Bywa, że instytucje zakładają profile na wielu platformach społecznościowych, ale nie wszystkie prowadzone są odpowiednio i nie wszystkie daję wymierne rezultaty. W przypadku muzeum Gettyego pracownicy zadbali, by wykorzystywane przez nich media należycie spełniały swoje role. Przykładem tego może być Twitter i ponad 435 000 jego użytkowników obserwujących muzeum, albo strona na Facebooku z ponad 155 000 fanów. W końcu rekordowy Pinterest, dzięki któremu Muzeum zgromadziło ponad 1 127 000 obserwatorów.

Skuteczność komunikacji w przypadku J. Paul Getty Museum opiera się m.in. na zrozumieniu istoty mediów społecznościowych, polegającej na potrzebie przynależności i interakcji. Nie są one wykorzystywane, jak to się dzieje w przypadku wielu podobnych instytucji, do prezentowania zwyczajnych treści reklamowych. Dzięki interaktywnym kampaniom odbiorcy wnoszą własny wkład w życie Muzeum. Mogą w twórczy sposób zaistnieć i poczuć się częścią grupy. Doskonałym tego przykładem jest przeprowadzona za pośrednictwem Facebooka, Twittera, bloga i na końcu YouTuba akcja skoncentrowana wokół arcydzieła Jana Vermeera „Kobieta w błękitnej sukni”. Odbiorcy zostali poproszeni o napisanie swojej wersji rozpoczęcia tajemniczego listu, który kobieta z obrazu trzyma w dłoniach. Reakcja była natychmiastowa i w odpowiedzi muzeum otrzymało ponad 200 tekstów. Niektóre były śmieszne, inne poważne i głębokie. Wybrane fragmenty, przeczytane przez lektora, zabrzmiały w krótkim filmie wideo zamieszczonym na oficjalnym kanale muzeum na YouTubie. Getty Social, czyli południowo-kalifornijski kulturalny tweetup to kolejna inicjatywa, która powstała za pośrednictwem mediów społecznościowych. Miłośnicy sztuki, którzy poznali się w internecie postanowili spotkać się w realu. Muzeum szybko podchwyciło temat, a oddolna inicjatywa zaowocowała zorganizowaniem całodniowej imprezy. Na miejscu uczestników przywitali pomysłodawcy, którzy stanęli na czele czterech grup. Każda z nich penetrowała Muzeum robiąc zdjęcia, kręcąc i udostępniając wideo oraz tworząc wpisy. Wszystkie materiały zostały odpowiednio otagowane (#GettySocial) trafiły do różnych kanałów social media.

gett2
The Iris

Jedną z najmocniejszych aktywności muzeum Getty Museum jest blog „The Iris”. Jego autorzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że pozbawione ludzkiej twarzy, zimne komunikaty są nieatrakcyjne. Muzeum to nie tylko budynek i eksponaty, ale również ludzie. To oni odpowiadają za treść ekspozycji, organizują kulturalne wydarzenia, nadają kierunek. Stanowią cenny kapitał, który również podlega ekspozycji, tyle że w internecie. Blog muzeum pisany jest bowiem przez jego pracowników. Czytając go, dowiemy się nad czym obecnie pracują, zobaczymy filmy i zdjęcia przedstawiające ich liczne i różnorodne działania. Możemy komentować zamieszczane przez nich teksty i spodziewać się odpowiedzi. To właśnie indywidualne historie pracowników i naukowców, oraz ich zaangażowanie sprawiają, że muzeum Getty’ego staje się żywe i atrakcyjne także w mediach społecznościowych. Ponadto „The Iris” funkcjonuje jak tematyczny portal internetowy. Prawie co drugi dzień pojawia się na nim nowy wpis. Tematyka bloga obejmuje niemal całą działalność związaną z funduszem powierniczym Getty’ego. Pisząc o blogowej aktywności muzeum należy również wspomnieć o thegetty.tumblr.com, czyli jego profilu na mikroblogowej platformie Tumblr. Jest on zdominowany przez zdjęcia eksponatów i ich krótkie opisy. W pewnym sensie to lżejsza wersja „The Iris”. Zupełnie inna treść udostępniana przez Getty Musem na platformie Tumblr świadczy o tym, że aktywność instytucji w sieci jest dokładnie przemyślana. Taka polityka różnorodności sposobów komunikacji pozwala zgromadzić dużo więcej różniących się od siebie preferencjami odbiorców.

Na koniec warto też wspomnieć o tegorocznej akcji „Getty Voices”. Jej celem jest wtajemniczenie internautów w to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami instytucji. Co tydzień inny członek społeczności zawodowo związanej z Muzeum staje się jego głosem w mediach społecznościowych. W ten sposób eksperci dzielą się z internautami swoją wiedzą i doświadczeniem, publikują swoje przemyślenia i odpowiadają na pytania. Muzeum przestaje kojarzyć się z martwymi przedmiotami, a interakcja z autorami wpisów buduje emocjonalne przywiązanie do marki. W ten sposób Getty Museum świetnie definiuje sposób, w jaki instytucje kultury powinny korzystać z mediów społecznościowych.

[MP]

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Krytyka blogera

Komputery miały zniszczyć tradycyjne książki. Rzeczywistość okazuje się inna. Komputery zostały zaprzęgnięte do promocji książek. Z ciekawym pomysłem wyszło wydawnictwo W.A.B. Do promocji swojej najnowsze pozycji zaprosiło blogerów, którzy piszą o książkach.

Artur Kurasiński i Barbara Belt będą pomagać w promocji książki Bena Mezricha „Miliarderzy z przypadku”. Książka nie jest przypadkowa, bo traktuje o początkach Facebooka. Opowiada o kontrowersyjnych relacjach między Markiem Zuckerbergiem a pozostałymi współzałożycielami tego serwisu. Trudno nie wykorzystać współczesnych narzędzi do promowania takiej literatury. Wydawnictwo W.A.B. wytycza nowy szlak, przy promocji książek.

Niestety literackim blogerom można wiele zarzucić. Już z samej definicji wynika, że bloger nie  jest krytykiem literackim. Jego teksty w znakomitej większości są słabsze językowo i edytorsko od tekstów zawodowców. Często blogi kuleją także pod względem merytorycznym. Ich autorzy ograniczają się zwykle do wrzucenia książki do worka z napisem: fajne lub niefajne. Brakuje tam rzeczowej analizy, nawiązań do historii literatury, fachowej wiedzy. Ponadto blogerzy są uzależnieni od wydawcy. Krytyczne recenzje zdarzają się bardzo rzadko. Czy dlatego, że wszystkie książki są świetne i godne polecenia? Nic bardziej mylnego. Dziennikarz jest niezależny i może pisać co mu się podoba. To truizm, ale wciąż jeszcze tak jest. Bloger paradoksalnie nie może sobie pozwolić na taką postawę, bo zostanie odcięty od źródła książek. Dlatego najczęściej wszystko mu się podoba i każdą książkę chwali.

Czy to oznacza, że wydawnictwa nie powinny sięgać po blogerów? Ależ nie. Należy mieć tylko świadomość, że to narzędzie, które oprócz swoich zalet ma też wady. Należy pochwalić W.A.B. za pomysł. Efektem współpracy z blogerami są wideo recenzje oraz konkursy na blogach, w których do wygrania są egzemplarze powieści „Miliarderzy z przypadku”. A dziś na stronie serwisu audioteka.pl odbędzie się dyskusja poświęcona charakterystyce współczesnego biznesu internetowego.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Facebook od kultury

1 grudnia ruszył serwis www.mapakultury.pl będący wspólnym dziełem Narodowego Centrum Kultury oraz Centrum Edukacji Obywatelskiej. Minister kultury Bogdan Zdrojewski na konferencji prasowej inaugurującej działalność serwisu powiedział:

„Portal jest skierowany do wszystkich, którzy chcą nie tylko biernie odbierać to, co kultura im daje, ale chcą też aktywnie w niej uczestniczyć poprzez wpisy, uzupełnienia, własne informacje. (…) Ten portal to taki Facebook dotyczący kultury.”

Serwis ma funkcjonować jak portal społecznościowy z możliwością dodawania przez wszystkich wydarzeń, recenzji i komentarzy. Co ciekawe każdy wpis będzie sprawdzany przez redakcję portalu, żeby – jak wynika z wyjaśnień ministra – uniknąć błędów spowodowanych niekompetencją zbyt młodych użytkowników. Serwis jest ukierunkowany na kulturę lokalną – wpisy osób z różnych miejsc w całej Polsce mają stworzyć kulturalną mapę Polski. Oprócz informacji o wydarzeniach w serwisie pojawią się biografie ludzi kultury, dokumentacja miejsc wartych odwiedzenia oraz opisy lokalnych obyczajów i tradycji, legendy, miejskie i ludowe opowieści, a nawet anegdoty. Na razie projekt zbiera gratulacje od internautów i doczekał się 1250 fanów na facebooku, co jak na ponad 2 miesiące działalności (strona na facebooku ruszyła wcześniej niż sama „Mapa kultury”, bo pod koniec października) nie jest jakąś oszałamiającą liczbą. Niemniej sam serwis jest ciekawą inicjatywą i ma szansę stać się cennym źródłem informacji o tym, co się w polskiej kulturze dzieje. Choć równie dobrze może zamienić się w informacyjne wysypisko, gdzie trudno będzie znaleźć coś naprawdę wartościowego.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized