Tag Archives: sponsoring

Liban – między wojną, sztuką i biznesem

Pogrążony w wojnie domowej do początku lat 90., okupowany przez syryjskie wojska jeszcze dekadę temu, cały czas pozostający miejscem, gdzie ścierają się sunniccy i szyiccy radykałowie. Liban mimo swojej burzliwej historii, skomplikowanej teraźniejszości i niepewnej przyszłości jest dziś najciekawszym miejscem na kulturalnej mapie Bliskiego Wschodu. W dużej mierze dzięki współpracy biznesu z sektorem kultury. Państwo, przed którym cały czas stoi wyzwanie modernizacji kraju i jego obrony, nie traktuje kultury priorytetowo. Liban nie ma petrodolarów jak Katar czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, które może inwestować w szybki rozwój nowych instytucji, czy edukacji kulturalnej. Posiada za to odpowiedzialnych milionerów.

beirutExhibition

Beirut Exhibition Center, fot. Business & Culture

Sztandarowym przykładem może być sposób, w jaki zrealizowano odbudowę zniszczonego podczas wojny domowej, a także późniejszego konfliktu z Izraelem, centrum Bejrutu. Odpowiedzialną za odbudowę uczyniono spółkę Solidere. Została założona w 1994 roku przez ówczesnego premiera, a zarazem głowę jednej z najbogatszych rodzin Libanu, Rafika Haririego (rok później zginął w zamachu bombowym). Solidere planując budowę nowego centrum miasta postawiło nie tylko na budynki biurowe, handlowe i mieszkalne, ale także na sztukę. Z inicjatywy Solidere powstało Beirut Exhibition Center. Pierwsza duża przestrzeń wystawiennicza w centrum miasta, która w dalszym ciągu jest utrzymywana ze środków spółki oraz innych komercyjnych sponsorów. Aktualnie w BEC trwa wystawa włoskiego malarza, rzeźbiarza i akcjonisty Michelangelo Pistoletto. Prywatni donatorzy wyłożyli na nią 150 tys. dolarów. Beirut Exhibition Center chętnie współpracuje z mniejszymi, lokalnymi galeriami. Jest nie tylko przestrzenią, lecz także prężnie działającą instytucją. Niejako konkurencją dla BEC jest Beirut Art Center. Prywatna, lecz misyjna galeria sztuki. Także BAC utrzymuje się dzięki środkom od libańskich przedsiębiorców. Od kilku lat nie było w BAC wystawy, która nie miałaby kilku prywatnych, lokalnych sponsorów. To m.in. ubezpieczyciel Libano-Suisse, sieć centrów handlowych ABC, Bank Audi i firma Aïshti.

aisti

Makieta muzeum Aïshti Foundation, fot. Aïshti Foundation

Ta ostatnia jest zresztą bodaj najciekawszym przykładem rozwoju kultury przez biznes w Libanie. Nie tylko w zakresie sponsoringu wydarzeń związanych z kulturą i sztuką. Aïshti to istniejące od 1989 roku dom handlowy i sieć butików oferujące produkty ekskluzywnych marek, takich jak Miu Miu, Prada, Yves Saint Laurent, Dior czy Burberry. Aïshti posiada również SPA, salon fryzjerski, restauracje, własny magazyn o modzie „A” oraz fundację. I to właśnie ta ostatnia związana jest ze sztuką. The Aïshti Foundation została powołana do życia przez właściciela brandu, Tony’ego Salame w 2005 roku. Jej celem od samego początku istnienia było definiowanie sztuki współczesnej, od designu poprzez performance do architektury. Za zadanie stawia sobie też wspieranie kultury libańskiej i prezentowanie jej nie tylko w kraju, ale na całym świecie. The Aïshti Foundation posiada stale powiększającą się kolekcję, którą tworzy osobiście Tony Salame. To około 1200 prac – obrazów, grafik, rysunków, rzeźb, sztuki video i nowych mediów artystów lokalnych oraz zagranicznych, m.in. Pawła Althamera czy Marii Lassnig. O wartości kolekcji Aïshti Foundation świadczą nie tylko nazwiska czy jej rozmiar, ale również lista muzeów i galerii, które wypożyczały jej obiekty. Znajdziemy na niej nowojorskie MoMA, Muzeum Guggenheima, wiedeński MUMOK, a także Luwr czy Ermitaż. Aïshti Foundation buduje właśnie miejsce dla swojej kolekcji. Będzie to największe muzeum sztuki współczesnej w Libanie i zapewne jedno z ciekawszych na całym Bliskim Wschodzie. Autorem projektu muzeum Fundacji Aïshti w Bejrucie jest utytułowany brytyjski architekt David Adjaye.

AUB Byblos Bank art gallery opening-20052013 (11)_015504

Otwarcie  AUB Byblos Bank Art Gallery, fot. Byblos Bank

W Libanie istnieje również silny trend angażowania się w sztukę lokalnych banków. Co nietypowe konkurencyjne instytucje finansowe potrafią wspierać to samo wydarzenie. Najlepiej widać to na Beirut Art Fair, targach sztuki, które istnieją wyłącznie dzięki prywatnemu sponsoringowi. Od pierwszej edycji targi sponsoruje BankMed. Diala Choucair, dyrektor sprzedaży banku, podkreśla: „To coś więcej niż sponsoring, to narodowe działanie”. Z kolei BLC Bank we współpracy z Beirut Art Fair stworzył platformę do promocji libańskiego dizajnu. Byblos Bank wraz z Beirut Art Fair powołał do życia Byblos Bank Award Photography. Nagroda jest tylko jednym z elementów misyjnej działalności banku. W 2013 roku powstała AUB Byblos Bank Art Gallery. W galerii położonej na terenie kampusu Uniwersytetu Amerykańskiego w Bejrucie prezentuje się wystawy stałe i czasowe poświęcone przede wszystkim sztuce współczesnej. Byblos Bank był jednym z pierwszych, który wsparł Uniwersytet w realizacji tej wizji angażując się w tworzenie instytucji już na początku, w 2009 roku. Widać zatem, że nie było to spontaniczne, jednorazowe działanie, a długoterminowy proces doskonale wpisujący się w wizję banku. Semaan Bassil, wiceprezes i dyrektor generalny Grupy Byblos Banku podkreślał: „To eksperymentalne działanie ma być wsparciem dla libańskich artystów i wzmocnić sztukę w jej różnych formach. Widzimy, że ludzka kreatywność i innowacyjność jest bardzo niedocenianym zasobem gospodarczym, który tworzy miejsca pracy, przynosi przychody zarówno bezpośrednie i pośrednie, a przede wszystkim zachowuje wyjątkowość naszej kultury dla przyszłych pokoleń”. Podczas Beirut Art Fair można także zauważyć logotyp Banku Audi, największej krajowej instytucji finansowej. Wspiera on wybrane prywatne galerie. Posiada także własną kolekcję dzieł sztuki, którą można oglądać w wybranych oddziałach. To prace m.in. Édouarda Vuillarda, Bernarda Buffeta, Jacquesa Villona, Lucasa Cranacha Starszego, Jana van Goyena i Pietera Brueghela. Targom towarzyszy jeszcze jedno wydarzenie organizowane dzięki lokalnemu biznesowi – Beirut Art Week. To seria wystaw, spotkań, pokazów i debat rozgrywająca się w przestrzeni publicznej i galeriach Bejrutu. Sponsorowane zresztą przez wspomnianą już firmę Solidere i organizowane przy udziale Aïshti Foundation.

To tylko kilka z wielu obszarów, na których w Libanie spotyka się biznes z kulturą. W końcu także koncerty muzyczne, multidyscyplinarne festiwale oraz przedstawienia teatralne odbywają się dzięki wielkiej skali zaangażowania prywatnych sponsorów i filantropów. Najważniejsze jest jednak, że libański model znacząco różni się od zachodniego. Tu nie chodzi o korzyści promocyjne – zbyt mało osób uczestniczy nadal w kulturze w Libanie. Banki, firmy ubezpieczeniowe, właściciele ekskluzywnych marek wydają się zdawać sobie sprawę, że inwestując w rozwój kultury, inwestują w rozwój społeczeństwa. I wiedzą, że jeśli oni tego nie zrobią, to nie znajdzie się nikt, kto ich zastąpi.

[AM]

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Książka + Prada + Costa + Baileys czyli dlaczego markom literatura się opłaca

Jedna z największych sieci kawiarnianych, jeden z największych producentów towarów luksusowych, fundusz inwestycyjny, wytwórca soczewek kontaktowych i producent popularnego likieru – łączy ich traktowanie literatury, jako dobra, które warto wspierać, ale też z którego można mieć konkretne korzyści promocyjne. Niemal każda ważniejsza nagroda literacka na świecie posiada komercyjnego sponsora, często tytularnego. W Polsce nie ma go żadna. To o tyle dziwne, że – jak pokazują badania Biblioteki Narodowej – czytają konsumenci idealni: osoby dobrze sytuowane, najczęściej z wyższym wykształceniem, mieszkańcy wielkich miast, specjaliści i kierownicy, prywatni przedsiębiorcy, a także uczniowie i studenci. Eksperci powtarzają, że Polacy mało czytają, ale cały czas czyta kilkanaście milionów, regularnie (ponad sześć książek w roku) niemal pięć milionów. To potężna grupa, do której marki komercyjne mogłyby dotrzeć. Dlaczego nie chcą? Dlaczego nie spojrzą na zagraniczne przykłady?

W 1996 roku powstała Women’s Prize for Fiction. To jedna z najważniejszych (jeśli nie najważniejsza) nagroda literacka przyznawana kobietom, niezależnie od ich obywatelstwa, za powieść opublikowaną w języku angielskim w Wielkiej Brytanii. Do 2012 związany z nią był koncern telekomunikacyjny Orange, firma najlepiej znana z zaangażowania w sponsoring związany z filmem. Zresztą właśnie chęcią skupienia się na branży filmowej francuski koncern tłumaczył rozstanie z Women’s Prize for Fiction. Trudno się temu ruchowi dziwić. Masowe usługi telekomunikacyjne i ściśle sprofilowana nagroda literacka nie do końca szły w parze. Women’s Prize for Fiction tylko rok pozostawała bez sponsora. W tym roku jej tytularnym sponsorem został producent likieru Baileys.

akcjaThisBook

Akcja #ThisBook na Twitterze

To mariaż idealny. Baileys to alkohol kierowany do kobiet. Kate Mosse pisarka i jedna z założycielek nagrody wskazuje na idealne dopasowanie, ponieważ obie marki – Baileys i Women’s Prize for Fiction doceniają kobiety. Pisarka Jenny Colgan podkreślała, że Baileys zmiękcza wizerunek nagrody. Baileys współpracę z nagrodą rozpoczął mocnym wejściem w media społecznościowe uruchamiając akcję #ThisBook w maju tego roku. Kampania miała wskazać, która z książek napisanych przez kobietę ma największy wpływ na czytelników. Tysiące czytelników wzięło udział w akcji na Twitterze wskazując ważne dla nich książki i autorki hasztagiem #ThisBook. Profil nagrody śledzi dziś aż 25 tys. osób. Dwadzieścia zwyciężczyń ogłoszono 29 lipca. Wśród nich znalazły się m.in. Doris Lessing, J.K Rowling, Jane Austen czy Sylvia Plath. Baileys Women’s Prize for Fiction, to zresztą kontynuacja przemyślanej strategii sponsoringowej grupy Diageo, do której należy marka likieru. Diageo wśród swoich produktów posiada m.in. Gin Gordon, który współsponsorował Nagrodę Turnera czy szampana Moët, sponsora Moët British Independent Film Awards.

Diageo w swoich działaniach sponsoringowych nie stawia na wizerunek grupy, lecz na promocję konkretnych produktów. Tym samym tropem poszła też spółka Withbread. W latach 1971-2006 przyznawano Whitbread Book Awards (do roku 1983 jako Whitbread Literary Awards). Nagroda miała charakter bardziej masowy, popularny niż elitarna Man Booker Prize (wspieranej zresztą przez firmę inwestycyjną Man Group). Przyznawana była zarówno za wysoką wartość literacką, jak i za przyjemność czytania, książkom, które są skierowane do szerokiego odbiorcy. Ale mało kto kojarzył nagrodę z zarządzanym przez firmę, znanym na całym świecie, sieciowym biznesem.

Costa Book Awards 2013

Tym biznesem jest sprzedaż kawy pod marką Costa (druga największa sieć kawiarni na świecie). „Istnieje naturalny związek pomiędzy książkami i czytelnictwem a rosnącą w Wielkiej Brytanii kulturą picia kawy” – tłumaczył John Derkach, dyrektor zarządzający Costa Coffee. „Trudno byłoby nie odnaleźć związku między kawą i czytaniem. Wystarczy się rozejrzeć” – dodawał Bud McLintock, dyrektor nagrody. I tak w 2006 roku Whitbread Book Awards stała się Costa Coffee Awards. Od tego momentu nazwa sieci pojawia się corocznie w tysiącach medialnych doniesień (nie tylko w Wielkiej Brytanii, bo nagroda jest dobrze rozpoznawalna na świecie) i na okładkach nominowanych książek. Costa chwali się nią także w swoich kawiarniach.

Mariaże marek komercyjnych z literaturą nie zawsze są tak naturalne, jak w przypadku Baileysa i Costy. Czasem bywają dość egzotyczne. W 2007 roku trzyletni kontrakt dotyczący sponsoringu tytularnego National Book Awards podpisał producent czekolady Galaxy. Marka mocno wchodziła zresztą w literaturę w ogóle – wspierała też (i nadal wspiera) akcję Quick Read, która ma na celu rozpowszechnianie czytelnictwa. W 2010 roku Galaxy odnowiła kontrakt z National Book Awards na nowych zasadach. Jak się okazało nie służących ani nagrodzie, ani sponsorowi. Od wydawców nominowanych do Galaxy National Book Awards oczekiwano opłaty na cele marketingowe. Postanowiono też wykorzystać celebrytów do nagłośnienia nagrody, podkreślając, że pisarze nie zawsze są osobami medialnymi, a literatura potrzebuje takiego wsparcia. Momentem kulminacyjnym była gala z wręczenia nagród relacjonowana przez telewizję, wzorowana na Oscarach. Próba wpisania w literatury w taki kontekst nie powiodła się, działanie obniżyło rangę nagrody i gdy w 2012 roku kontrakt sponsorski wygasł, Galaxy już go nie przedłużało.

nat

Logo Specsavers National Book Awards

Szybko jednak znalazła się inna, bardziej rozumiejąca literaturę, komercyjna firma. Sponsorem tytularnym National Book Awards została marka Specsavers, która w chwili przejęcia wspierała już inną literacką nagrodę (Specsavers Crime Thriller Awards). Specsaver to oceniana jako godna zaufania i szanowana firma specjalizująca się w optyce, okularach, soczewkach kontaktowych i aparatach słuchowych. To właśnie widzenie stanowiło pomost pomiędzy nagrodą a produktem. Dyrektor marketingu Specsaver podkreśla, że nie chodzi tylko o sponsoring i promocję, ale też popularyzację czytelnictwa w punktach usługowo-handlowych sieci.

Trend promowania przez literaturę nie omija też towarów luksusowych, choć tutaj – z naturalnych przyczyn – nie można mówić o klasycznym sponsoringu. Prada we współpracy z włoskim wydawcą Giangiacomo Feltrinelli Editore powołała do życia własną nagrodę Prada Journal. Dzięki partnerstwu jednego z największych włoskich domów mody i jednego z największych wydawnictw książkowych, stworzono szansę na publikację książki młodym twórcom. Pierwsza edycja Prada Journal odbyła się w ubiegłym roku. Koncentrowała się na otaczającym świecie oraz życiu codziennym. Do konkursu zgłosiło się ponad 1300 osób, przysyłając prace w ponad trzydziestu językach. Książki pięciu osób, finalistów pierwszej edycji Prada Journal, zostały wydane w formie e-booka.

Prada_journal (2)

Prada Journal w mediach społecznościowych

Tegorocznym wyzwaniem jest wrażliwość na zmiany, które nas czekają. Młodzi twórcy muszą zmierzyć się z pytaniami: „Jakie są oznaki zmieniającego się świata? Jakie sytuacje możemy przewidzieć?”. Od uczestników oczekuje się świeżego spojrzenia na otoczenie. I właśnie spojrzenie jest słowem kluczowym. Umiejętność obserwacji, oceny i refleksji ma zasadnicze znaczenie dla każdego pisarza. Punktem wyjścia do książki są okulary z kolekcji Prada Journal, które zaprojektowano specjalnie na potrzeby konkursu.

W końcu także same marki wydawnicze stają się sponsorami nagród literackich. Brytyjska Folio Prize dedykowana jest pisarzom z całego świata, którzy opublikowali książkę w Wielkiej Brytanii w języku angielskim, niezależenie od formy i gatunku. Początkowo nazywała się po prostu Literature Prize. Pod nową nazwą funkcjonuje od 2014 roku. Zwycięzca otrzymuje 40 tys. funtów. Oceny książek dokonuje jury nazywane akademią, w skład którego wchodzi aż sto osób. Wśród nich twórcy wyjątkowo ważni i utytułowani, m.in. Margaret Atwood, Peter Carey, A.S. Byatt oraz J.M. Coetzee. Widać, że organizatorzy chcą, aby Folio Prize stało się drugim literackim Noblem. Jej twórcy tłumaczą, że chcą zastąpić Man Booker Prize, która według nich się skomercjalizowała.

folio

George Saunders odbiera Folio Prize, fot. thefolioprize.com

Ale i ta nagroda (po części) służy sponsorowi. Jest nim wydawca specjalnych, pięknie ilustrowanych wydań literatury klasycznej, Folio Society. Również tutaj współpraca wydaje się być bardzo przemyślana – prestiżowa nagroda, której celem jest uczczenie fikcji literackiej oraz wydawnictwo z długą tradycją w tworzeniu książek dla pokoleń. „Z niczego nie możemy być bardziej zadowoleni niż ze współpracy z Folio Society. Naszą wspólną ambicją jest stworzenie tak wielu wspaniałych książek jak wielu jest czytelników. Czekamy na długą i owocną współpracę” – mówi założyciel Folio Prize, Andrew Kidd. Krótka zapewne nie będzie, bo nagroda szybko zyskała spore uznanie. A zysk dla sponsora jest oczywisty, bowiem – tutaj powtórzymy – czytają konsumenci idealni: osoby dobrze sytuowane, najczęściej z wyższym wykształcenie, mieszkańcy wielkich miast, specjaliści i kierownicy, prywatni przedsiębiorcy, a także uczniowie i studenci.

[AM]

2 Komentarze

Filed under Uncategorized

Biznes i kultura – niebezpieczne związki

Mecenat kultury – zjawisko znane od wieków i od wieków też cenione. Zarówno przez instytucje kultury, jak i jej konsumentów. Co jednak powinno się zrobić, gdy mecenas popada w tarapaty, kiedy firma hojnie dotująca kulturę musi zmierzyć się z wizerunkowym kryzysem, medialną nagonką czy faktycznymi przewinami? Czy instytucja kultury powinna odrzucić pieniądze? A może wręcz odwrotnie, wtedy właśnie powinna solidarnie stanąć za donatorem? Ostatnie lata pełne były głośnych spraw, w których kultura musiała dokonywać tego typu wyborów. Przyglądamy się kilku z nich.
BP
Logo BP oblane melasą, która swoim kolorem i konsystencją przypomina ropę, fot. Sophie Molins/Flickr.com

Współpraca londyńskiej Tate Gallery i jego sponsora, koncernu paliwowego BP przez wiele lat układała się wzorcowo. Do czasu. Wszystko zmieniło się, gdy w marcu 2010 roku nastąpił wybuch na platformie Deepwater Horizon. W wyniku zajścia do Zatoki Meksykańskiej wyciekło prawie pięć milionów baryłek ropy. Była to największa katastrofa ekologiczna w Stanach Zjednoczonych. To zdarzenie odbiło się niekorzystnie na giełdowej wartości spółki, ale też na wizerunku firmy. Fala krytyki dosięgnęła w końcu także Tate, które od ponad dwudziestu lat było dofinansowywane przez koncern. Krótko po wycieku ropy w muzeum odbywało się przyjęcie, na którym przedstawiciele galerii mieli podziękować BP za wieloletnie wsparcie. Nietrudno się spodziewać, że wobec wydarzeń z Zatoki Meksykańskiej składanie hołdów BP wzbudziło spore oburzenie. W efekcie impreza została zakłócona przez protestujących, a prawie dwustu przedstawicieli świata sztuki podpisało się pod opublikowanym w dzienniku „Guardian” listem, który wyrażał niechęć wobec sponsora. Zdaniem jego autorów mecenat BP miał tylko odwrócić uwagę od szkód, jakie swoim działaniem wyrządzała firma.

Jednak pismo było dopiero początkiem. Do protestów dołączyli ekolodzy. Zorganizowali akcję, podczas której z puszek z logotypami BP wylewali na schody galerii melasę, czyli ciecz, która swoim kolorem i konsystencją przypomina ropę. Inna ich inicjatywa miała miejsce w Turbine Hall. Zieloni przywiązali wtedy martwe ryby do czarnych balonów z helem. Protesty artystów i ekologów silnie oddziaływały na opinię publiczną. Zebrano osiem tysięcy podpisów od miłośników i stałych bywalców galerii, którzy wyrazili swoją niechęć wobec BP. W tej sytuacji dyrektor instytucji zmuszony był wstrzymać współpracę ze sponsorem. Podobnie zrobiły British Museum National Portrait Galery, Royal Opera House. Instytucje bez większego rozgłosu wznowiły współpracę pod koniec 2011 roku. Od koncernu paliwowego dostały na kolejne pięć lat 10 milionów funtów.
Vodafone
Członkowie UK Uncut protestujący pod sklepem Vodafone, fot. Jonathandeamer/Wikipedia.org

BP to nie jedyna firma, która wspiera działania Tate. Latem 2011 roku instytucja ogłosiła, że będzie współpracować z operatorem telefonii komórkowej Vodafone. Na brytyjskim portalu spoonfed.co.uk pojawił się komentarz, że muzeum samo prosi o się o kłopoty. Krótko przed podpisaniem umowy z Tate wybuchła afera dotycząca operatora. Okazało się, że Vodafone nie płacił podatków i jest winien państwu 6 milionów funtów. Choć ostatecznie Urząd Podatkowy i Celny Jej Królewskiej Mości darował firmie przewinę, nie obyło się bez protestów. Tym razem krytyka pojawiła się głównie w internecie. Organizacja UK Uncut, która działa przeciwko omijaniu przez firmy podatków, dokonała aktu sabotażu i zakłóciła internetową Tate Debate sponsorowaną przez Vodafone.

Tate było więc wierne swoim sponsorom, a nawet wspierało ich w kryzysie. Inaczej niż prywatna, mniejsza londyńska Cynthia Corbett Gallery. Miała ona zorganizować konkurs Trafigura Prize. Sponsorem tytularnym nagrody został międzynarodowy koncern handlujący ropą i metalami. Na krótko przed samym konkursem do mediów wyciekły informacje o tym, że Trafigura wylewała toksyczne odpady u zachodnich wybrzeży Afryki. Władze firmy utrzymywały, że substancja chemiczna zrzucona ze statku była niegroźna. „Guardian” za to donosił, że w wyniku skażenia środowiska siarkowodorem zmarło piętnaście osób, niemal siedemdziesiąt trafiło do szpitala, a ponad sto tysięcy znalazło się pod stałą obserwacją lekarzy. Organizator konkursu, Cynthia Corbett Gallery zdecydował się pozbyć sponsora, a nazwę konkursu zmienić na Young Masters Art Prize. Z kolei słynna kolekcjonerka, Anita Zabludowcz od wielu lat miewa problemy z marszandami. Niektórzy regularnie odmawiają współpracy z nią ze względu na fakt, że finansowo wspiera ją teść, założyciel Soltam System, firmy zbrojeniowej, która zaopatruje w broń i amunicję m.in. izraelskie wojsko.

Wizerunkowe problemy ze swoimi sponsorami mają nie tylko instytucje, ale i twórcy. Poeci Alice Oswald i John Kinsella otrzymali nagrodę im. TS Eliota, jednak postanowili się jej zrzec (mieli dostać po piętnaście tysięcy funtów). Wyróżnienie ufundowała bowiem Aurum Funds, firma zajmująca się funduszami hedgingowymi, kojarzonymi ze spekulacjami i uważanymi za jedno ze źródeł kryzysu finansowego. Oswald stwierdził, że poezja powinna kwestionować taką działalność, a nie się pod nią podpisywać. Kilka lat wcześniej nagrodę literacką im. Johna Llewellyna Rhysa odrzucił Hari Kunzru. Brytyjski pisarz stwierdził, że akceptując to wyróżnienie poparłby sponsora, którym była wtedy konserwatywna (a jego zdaniem wprost ksenofobiczna) gazeta „The Mail on Sunday”.

Wbrew obiegowej opinii umowy sponsorskie w ramach CCR (Corporate Cultural Responsibility) generują problemy i ryzyka nie tylko dla tych, którzy wykładają swoje pieniądze. Równie wiele (a może i więcej) do stracenia mają także ci, którzy marką sponsora firmują swoją kulturalną działalność. W niektórych sytuacjach problemy lub błędy donatora przekładają się także na pogorszenie wizerunku sponsorowanej instytucji. Jak pokazują wymienione przykłady, nie tylko firma musi trafnie dobrać beneficjenta, ale także instytucja kultury powinna dobrze wyselekcjonować sponsora. Na dużych pieniądzach może bowiem czasem całkiem sporo stracić.

P.S.

O niebezpiecznych związkach między kulturą i biznesem pisaliśmy już na naszym blogu relacjonując poświęcone im spotkanie z doktorem Mikołajem Iwańskim.

[KP]

1 komentarz

Filed under Uncategorized