Monthly Archives: Lipiec 2011

Koniec festiwalomanii?

Organizator kultowego Glastonbury Festival ogłosił niedawno, że zamierza swoją imprezę prowadzić przez zaledwie kilka kolejnych lat. Potem Glasto zniknie na zawsze. Zniknie, bo organizowanie tak wielkiej imprezy staje się coraz mniej opłacalne. Podobne opinie słychać nie tylko z Wielkiej Brytanii. Także węgierski Sziget (nawet większy od Glasto, bo co roku odwiedza go ponad 300 tys. osób) niedawno stanął także przed groźbą likwidacji. Gigantem zachwiały mniejsze niż spodziewane przychody z biletów i ograniczone dofinansowanie z miejskiej kasy Budapesztu.

Wielkie festiwale, to giganci na glinianych nogach. Gdy słabnie gospodarcza koniunktura jednocześnie odpływają komercyjni sponsorzy, publiczni donatorzy i widzowie. Wszyscy wydatki na kulturę tną na jednym z pierwszych miejsc. Jak zauważa organizator Glastonbury publiczność czuje przesyt festiwalową formą prezentacji muzyki, a do pogorszenia sytuacji przyczynia się także osiągająca monstrualne rozmiary licytacja festiwali o największe gwiazdy.

Zdawać by się mogło pozornie, że sytuacja w Polsce wygląda dużo lepiej. Faktycznie jest dobrze tylko pod jednym względem, przesyt nie jest jeszcze tak duży, jak na Zachodzie. Jednak porażka Roxy Festival pokazuje, że i u nas rynek jest coraz bardziej nasycony. Organizatorzy Roxy zadbali o świetną promocję. Ale i tak musieli przenieść swoją imprezę z amfiteatru w Parku Sowińskiego do dużo mniejszej Stodoły (oficjalnie z powodów technicznych). W końcowej fazie bilety sprzedawali za połowę ceny, ale nawet dzięki temu nie uzyskali frekwencyjnego sukcesu.

Na drugim biegunie mamy wprawdzie Open’era z 85 tys. widzów, jednak to tylko pozornie dobra wiadomość. Gdyńskiemu festiwalowi trudno będzie przebić tegoroczną frekwencję uzyskaną głównie dzięki zaproszeniu Prince’a. Oczywiście pozostaje jeszcze sporo gwiazd z najwyższej półki, ale ich udział w festiwalach, to tylko doraźne ratowanie sytuacji. Jak zresztą zauważa organizator Glasto dość ryzykowne z biznesowego punktu widzenia. Jedna droga gwiazda, która się nie sprzeda może rozłożyć cały festiwal.

Koniec festiwalomanii wydaje się więc nieunikniony. Moda na wielkie imprezy się kończy, bilans ekonomiczny jest coraz mniej korzystny dla organizatorów. Wydaje się, że tym razem przetrwają nie najwięksi, a ci, którzy mają na siebie pomysł. Także w Polsce najlepiej rozwijają się nie komercyjne imprezy w stylu Selectora czy Coke Live (zresztą organizowane przez tę sama firmę, co Open’er), a imprezy trafiające do konkretnej i wiernej grupy odbiorców, jak prezentujący muzykę spod znaku indie Off Festival, elektroniczny Audioriver czy audiowizualny Free Form.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized