Tag Archives: promocja

Boski PR – jak promować wiarę

Pierwszy raz od 30 lat odsetek osób uczestniczących w niedzielnych mszach świętych spadł poniżej 40 procent – podał w lipcu Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego. We wrześniu CBOS opublikował badania, z których wynika, że w porównaniu do 2013 roku o 5 procent zwiększył się odsetek Polaków krytycznie oceniających działalność kościoła (teraz wynosi 34 proc.). Powszechnie uważa się, że postępująca laicyzacja Polaków to efekt bogacącego się społeczeństwa i globalizacji. Z podobnymi problemami muszą mierzyć się organizacje religijne na całym świecie. Niektóre z nich, by zatrzymać odpływ wiernych i przyciągnąć nowych, sięgają po narzędzia PR-owe i reklamowe. W końcu – sugerując się książką Bruno Ballardiniego – to Kościół wymyślił marketing*.

Najciekawszy i najbardziej dynamiczny pod tym względem jest rynek amerykański. Strony internetowe ze Stanów Zjednoczonych przepełnione są instrukcjami dotyczącymi boskiego marketingu – od wzorów parafialnych newsletterów, do porad sugerujących w jakiej rubryce lokalnej gazety umieścić reklamę niedzielnego nabożeństwa. „Po co umieszczać reklamę w dziale »wiara«, do którego zaglądają ludzie, którzy już przychodzą na twoje nabożeństwa? Wykup moduł w dziale »rozrywka« i powtórz go czterokrotnie. Sprawdź jaki przyniósł efekt” – radzi portal churchmarketingsucks.com. „Reklama nie zmienia rzeczywistości. Reklama nie nawraca ludzi. Reklama nie doprowadza do rozwoju osobistego i nie zastąpi relacji międzyludzkich. Ale może tworzyć klimat do wzrostu, budować morale, przyciągać nowych odwiedzających i kształtować podejście społeczności do twojego kościoła” – głosi thegoodbookblog.com. W kraju, w którym Kościół Scjentologiczny za jednominutową reklamę w czasie Super Bowl płaci 6 milionów dolarów, tego typu porady nie dziwią. Swoją drogą, reklamy Kościoła Scjentologicznego nie należą do najbardziej subtelnych czy oryginalnych. Są jednak organizacje religijne, które stawiają na bardziej niestandardowe narzędzia i kampanie.

Spot Kościoła Scjentologicznego wyemitowany w trakcie SuperBowl 2014, czyli finału rozgrywek futbolu amerykańskiego z najdroższym pasmem reklamowym w roku

„Jeśli nie rozpoznasz problemu, nie możesz go rozwiązać. Jeśli nikt nie powie ci, że masz szpinak między zębami, jak możesz go usunąć?” – tłumaczył w jednym z wywiadów Stephen B. Allen, dyrektor zarządzający ds. nawróceń odpowiedzialny za jedną z największych religijnych kampanii wizerunkowych w historii. W 2009 roku wysocy przedstawiciele Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (potocznie nazywani mormonami) uznali, że warto walczyć z czymś, co nazwali „problemem percepcyjnym”. Do rozwiązania wizerunkowego problemu mormonów zostały zatrudnione dwie prestiżowe agencje – Ogilvy & Mather oraz Hall & Partners. Badania potwierdziły to, co oczywiste: główne skojarzenia amerykańskiego społeczeństwa z mormonami są negatywne. Kościół uznawany był w 2009 roku za: sekciarski (39 proc. badanych), kontrolujący (38 proc.), konserwatywny (38 proc.), tajemniczy i skryty (28 proc.), antygejowski, seksistowski i dziwny (odpowiednio 24 proc., 20 proc. i 20 proc.). Okazało się również, że respondenci nie byli zainteresowani zmianą swoich poglądów – jedynie 3 procent badanych chciało dowiedzieć się czegoś więcej o Kościele Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, co plasowało mormonów na drugim od końca miejscu (gorzej w badaniu wypadli tylko Świadkowie Jehowy). Autorzy kampanii postawili na komunikowanie trzech głównych wartości – indywidualizmu (respondenci mieli przekonanie, że doktryna kościoła jest mu przeciwna), rodziny (rodzinność to jedyna pozytywna cecha, z którą kojarzyli się mormoni – jako rodzinnych określiło ich 44 procent badanych) oraz służby. Zadecydowano, że strona mormon.org będzie komunikowała pierwszą z nich, w trakcie gdy pozostałe dwie zostaną obsłużone przez osobne projekty.

Jeden z niemal dwustu filmów zrealizowanych w ramach kampanii „I am Mormon”

Kampania „I’m Mormon” rozpoczęła się w 2011 roku i trwa do dzisiaj. Strategia polega na – cytując oficjalne dokumenty kampanii – „utworzeniu jak największej ilości materiałów wideo wysokiej jakości prezentujących życiorysy poszczególnych wiernych”. Oprócz filmów strona mormon.org jest ciągle wzbogacana przez profile wiernych, którzy opisują swoje życie i odpowiadają na pytania. Również wierni z osobna odpowiadają na pytania w sekcji FAQ. „Jestem mormonem, doktorem i ojcem”, „jestem mormonką, nauczycielką i matką”, „jestem mormonką, architektką i uczę się cierpliwości”, „jestem mormonem, piłkarzem i człowiekiem, który dostał drugą szansę” – głoszą tytuły filmów. To, co szczególnie imponuje w przedsięwzięciu mormonów, to skala. Po pierwsze, w ramach kampanii powstało już ponad 175 filmów. Po drugie, kampania osiągnęła ogromny zasięg dzięki budżetowi, który na dziś liczony jest już w dziesiątkach milionów dolarów. Kampania objęła telewizje, przystanki autobusowe i taksówki, a także najważniejszy reklamowy punkt Stanów Zjednoczonych – Times Square.

Efekty? W ciągu dwunastu miesięcy na mormon.org ponad milion użytkowników skorzystało z indywidualnego czatu z wiernymi, po dwóch latach trwania kampanii procent osób chcących dowiedzieć się czegoś więcej o mormonach w grupie najbardziej nieufnych wzrósł z 3 do 13 procent, a pozytywna ocena religii wzrosła o 10 punktów. Specjaliści chwalili konsekwencję twórców, a jednocześnie umiejętność dostosowania się do bieżących wydarzeń. Kiedy na Broadway’u z wielkim sukcesem zadebiutował napisany przez twórców „South Parku” musical „Book of Mormon”, kościół wykupił stałe reklamy w okolicach teatru z podpisem „Spodobał ci się musical? Dowiedz się o nas więcej!” (to samo zrobił też w Londynie, gdy musical doczekał się swojej brytyjskiej wersji). Gdy w 2012 Mitt Romney kandydował na prezydenta (jest mormonem), na mormon.org została uruchomiona specjalna podstrona odpowiadająca na pytania odnośnie wpływu wiary kandydata na przebieg ewentualnej prezydentury. Eksperci od mediów społecznościowych zachwycili się za to szczególną cierpliwością wiernych w odpisywaniu nawet na najbardziej absurdalne pytania zadawane w trakcie czatów – szczególnie w momencie gdy strona przeżyła atak użytkowników artoftrolling.com. „Niektóre z tych dzieciaków to naprawdę niezłe żartownisie. A my lubimy dobre żarty” – komentował ataki dyrektor kampanii, przekonując, że sporo rozmów przechodzi w dyskusje o wierze, kiedy pomysły na trolling się kończą. „I’m Mormon” trwa w najlepsze, twórcy – w związku z efektami – nie planują jak na razie końca. Ostatnio ogłosili, że w nowych filmach z serii nacisk będzie przesuwany z historii jednostek w stronę dylematów egzystencjalnych i dogmatów wiary.

Mormon-ad-billboard

Kampania „I’m Mormon” na Times Square w Nowym Jorku

Co jednak gdy kościół nie ma wielomilionowego budżetu na długofalowe działania? I tutaj znajdą się interesujące przykłady. „Kościół NorthRidge jest dla HIPOKRYTÓW”, „Kościół NorthRdige jest dla KŁAMCÓW”, „Kościół NorthRidge jest dla PRZEGRANYCH” – takie billboardy mogli w 2010 roku zobaczyć mieszkańcy południowego Michigan. Kampania to nic innego jak inicjatywa samego kościoła, a tak właściwie – jego charyzmatycznego pastora, Brada Powella, autora branżowego bestsellera „Change Your Church for Good”. Billboardowa akcja – jak można było się domyślać – wzbudziła kontrowersje w lokalnych mediach, a także w samej społeczności NorthRidge. „Kiedy zajmujesz się posługą, zaczynasz rozumieć że istnieje fałszywy obraz kościoła. Wydaje się, że kościół jest przepełniony ludźmi, którzy uważają, że są lepsi niż inni. Wydaje się, że ludzie uczęszczający do kościoła sądzą, że niepraktykujący są gorsi. Prawda jest taka, że wszyscy jesteśmy tacy sami. I ci wewnątrz, i ci na zewnątrz, my też jesteśmy przegranymi, kłamcami, hipokrytami” – komentował kampanię Powell.

northridge-church-ad

Jeden z billboardów kampanii kościoła NorthRidge

Kampania odsyłała do specjalnej strony, z której odwiedzający mogli dowiedzieć się więcej o kościele i odwiedzić bezpośrednio stronę NorthRidge. Oprócz 9 billboardów, kampania była przedłużona również na media społecznościowe i reklamy w komunikacji miejskiej. Sam Powell przez ponad dwa tygodnie zajmował się wyłącznie odbieraniem telefonów i odpisywaniem na maile. Wierni NorthRidge zasypali komentarzami stronę kościoła – „jeszcze nigdy tylu znajomych nie zapytało mnie o kościół, do którego chodzę”, „mój syn zapytał mnie dlaczego chodzimy do kościoła dla kłamców, dosyć długo musiałam się zastanawiać jak mu to wytłumaczyć, ale dziękuję, było warto” – pisali. Nie zabrakło też negatywnych opinii, również wśród wiernych. W ostateczności Powell przyznał, że jest zadowolony z efektów. „Chodziło o to, by spowodować dialog. I to się udało” – mówił. Kampania wygenerowała ponad 100 publikacji w mediach prasowych, radiowych i telewizyjnych. W kolejne setki szły posty w mediach społecznościowych, w tym całe artykuły poświęcone refleksjom dotyczących kampanii na blogach. NorhtRidge kontynuuje działalność dla „nowoczesnych chrześcijan”. Kościół odwiedza tygodniowo około 20 tysięcy wiernych.

„Tak naprawdę wiara to lifestyle oparty na bardzo silnych fundamentach” – czytamy na blogu Mateusza Ochmana, autora strony zatytułowanej „Bóg, honor & rock ‚n’ roll”. No właśnie, a gdyby tak promować wiarę i kościół bardziej… lifestylowo?Niekwestionowanym mistrzem tego typu promocji jest Hillsong Church czyli australijski megakościół, który na dzień dzisiejszy posiada już placówki między innymi w Los Angeles, Londynie, Moskwie, Kijowie, Nowym Jorku, Paryżu, Barcelonie i Kopenhadze. „Msza to impreza, na którą jesteś zawsze zaproszony” – głosi powitanie na stronie głównej kościoła w RPA. „Nasze serca lśnią światłem Jezusa mocniej niż jakiekolwiek wielkie światła tego miasta” – czytamy na stronie filii w Los Angeles. „Kościół powinien być jak dom. Chcemy żebyś czuł się u nas jak wśród najbliższej rodziny i został z nami na lunch i kawę po nabożeństwie” – głosi strona świątyni hiszpańskiej. Oto właśnie mistrzowie kościelnego marketingu, dostosowujący przekaz do odbiorcy.

HillSong1

Wybrane ilustracje i zdjęcia z mediów społecznościowych kościoła Hillsong

Na czym polega fenomen Hillsong? W jego działaniach imponuje absolutnie wszystko. Po pierwsze – estetyka stron internetowych i wszelkich możliwych kanałów społecznościowych. Na zdjęciach widzimy uśmiechniętych ludzi spowitych obowiązkowo instagramowym filtrem, młodych brodaczy-hipsterów, modne babcie, jowialnych dziadków. Wchodząc po raz pierwszy na stronę londyńskiego oddziału Hillsong – hillsong.com/london, trudno nawet domyślić się, że chodzi o kościół. W tle imponująca panorama Londynu, następne zdjęcie przedstawia dzieci praktycznie wyjęte z katalogu marki odzieżowej, jako ostatnich widzimy rodziców ubranych według najnowszych nonszalanckich trendów. Idźmy dalej. Okazuje się, że Hillsong operuje trzema zespołami muzycznymi – Hillsong Worship, Hillsong Young and Free i Hillsong United, z czego ten trzeci ma na koncie czternaście albumów, kilkanaście piosenek na australijskich listach przebojów, pierwsze miejsce na liście American Billboard Christian Songs chart, ponad 300 tysięcy osób followujących zespół na Instagramie i 5 milionów polubień na Facebooku.

HillSong2

Wybrane ilustracje i zdjęcia z mediów społecznościowych kościoła Hillsong

Jeśli raz wejdzie się w świat Hillsong, na kilka godzin można zagłębić się w niezwykłą ilość produkowanego przez kościół contentu – oczywiście dostosowanego do współczesnego odbiorcy. Na blogu jednego z członków zespołu znajdziemy np. „99 powodów, żebyś w tym tygodniu poszedł do kościoła” czy „10 rzeczy, jakich nauczyłam się o kierowaniu nabożeństwem” (składnia doskonale znana młodym ludziom z opiniotwórczego portalu BuzzFeed). Najciekawsze artykuły z blogów wszystkich prominentnych członków kościoła można znaleźć na specjalnej stronie Hillsong Colected, a także zamówić miesięcznego newslettera z najciekawszymi artykułami. Memy i cytaty z Biblii i pastorów Hillsong opatrzone są klimatycznymi zdjęciami zachodów słońca w wielkich metropoliach, a ostatnio w związku z nowym albumem Hillsong United została uruchomiona kampania hashtagowa #noothername, która pojawiła się również – tak jak kampania mormonów – na Times Square.

Także w polskim Kościele możemy zauważyć próby lifestylowego podejścia do wiary. Boskie memy produkuje np. fanpage „Bez imprimatur”, a Opactwo Tynieckie proponuje do sprzedawanych książek zakładki z napisem „Keep calm and Ora et labora”. Choć lifestylowcy nie rzadko krytykowani są za spłycanie wiary, trudno nie przypomnieć sobie, że misją kościoła zawsze było i pozostanie docieranie ze swoją dobrą nowiną tam, gdzie to tylko możliwe. Organizacje religijne i kościoły biorą w końcu udział w tym samym wyścigu o uwagę ludzi co komercyjne marki. Widać, że ci, którzy wkładają pracę w promocję, zbierają plony. Czy to etyczne lub czy to wypada – każdy kościół i każdy wierny odpowie na to pytanie sam.

[MM]

*Bruno Ballardini, „Jezus – i biel stanie się jeszcze bielsza. Jak Kościół wymyślił marketing”

Reklamy

2 Komentarze

Filed under Uncategorized

To be hype or anti-hype – muzyków sposoby na promocję w sieci i nie tylko

Choć dopiero listopad i jeszcze nie czas na wielkie podsumowania, to branża muzyczna z pewnością zakończy ten rok na plusie. Artyści dostarczają dowodów na to, że oswoili i opanowali internet, czyli medium, które jeszcze kilka lat temu postrzegali jako przyczynę wszelkiego zła i głębokiej zapaści w przemyśle muzycznym. Dziś jest to pole walki o rząd dusz – setek  milionów użytkowników sieci, którzy klikając „like”, generując sieciowy „buzz”, wrzucając zdjęcia „na Insta”, obserwując i komentując poczynania swoich idoli decydują o komercyjnym sukcesie wydawnictw. A serwisy społecznościowe, virale i nietuzinkowe działania guerillamarketingowe wyznaczają główne trendy oraz kanały komunikacji z potencjalnymi odbiorcami.

Już pierwsze dni 2013 roku utwierdziły nas w przekonaniu, że będzie to czas wielkich zaskoczeń na polu działań promocyjnych i marketingowych. Ich symboliczną inauguracją była równie spektakularna co nieoczekiwana jak sam album akcja promocyjna pierwszej od dekady płyty Davida Bowiego. Zainicjowano ją uruchamiając nową stronę www i wydając 8 stycznia – w dniu 66 urodzin artysty –   premierowy singiel „Where are we now”, który już w dniu rozpoczęcia sprzedażny przez iTunes trafił na pierwsze miejsca list przebojów w ośmiu krajach krajach świata. PR-owcy i marketingowcy przypuścili zmasowany atak na fanów – wraz z relaunchem bowie.com wzmożono działania na Facebooku i Twitterze, a Bowie i teledysk do premierowego singla pojawili się we wszystkich newsowych, kulturalnych i muzycznych mediach świata. Sam album „The Next Day” – zwiastowany w Nowym Jorku przez serię tajemniczych plakatów a w sieci przez viralową kampanię nawiązującą do okładki płyty – okazał się najszybciej sprzedającą się płytą pierwszego półrocza 2013, a teraz ma szansę pobić tamten sukces.

Już 5 listopada do sklepów trafi bowiem specjalne wydawnictwo „The Next Day Extra” złożone z CD z „The Next Day”, CD z dodatkowymi dziesięcioma kompozycjami oraz DVD z czterema teledyskami. Pośród nich będzie kapitalny i mroczny klip do remiksu piosenki „Love Is Lost”, który swoją premierę miał w Halloween, a jego nakręcenie domową kamerą i przy użyciu lalek z kolekcji Bowiego kosztowało artystę tylko 12,99 dolarów. Skąd to wiemy? Oczywiście z profili Bowiego w serwisach społecznościowych, które z dnia na dzień odsłaniają kolejne elementy po mistrzowsku skonstruowanej strategii promocyjnej, która pewnie spowoduje w tym roku jeszcze niejedno zaskoczenie i okołoświąteczny szał na Bowiego. Premiera teledysku do „Love Is Lost” zbiegła się zresztą z sieciowym debiutem trailera najnowszej kampanii reklamowej firmy Louis Vuitton. Kampania startuje oficjalnie 7 listopada a jej twarzą będzie rzecz jasna brytyjski muzyk.

Halloweenowa niespodzianka od Davida Bowiego

Kampania albumu „The Next Day Extra” pokrywa się z promocją Vuittona

I to nie koniec festiwalu Bowiego bowiem artysta ma także niemały udział innej genialnej akcji promocyjnej, która jest mocnym przypieczętowaniem tego roku w branży. Mowa o kampanii najnowszego krążka kanadyjskiej formacji Arcade Fire „Reflektor”. Kampania rozwijała się etapami. Pierwszy jej sygnał pojawił się w lipcu na Twitterze, gdzie zespół ujawnił datę wydania pierwszej od 3 lat płyty. Ale na dobre kampania wystartowała w sierpniu i stała się – obok głosu Bowiego brzmiącego w singlowym  „Reflektorze” –  magnesem przyciągającym publiczność. Frontman zespołu Win Butler nazwał akcję „przedziwnym projektem artystycznym”.

Wszystko zaczęło się od akcji wlepkarskiej w Berkeley i powstania gigantycznego murala na Manhattanie. W Nowym Jorku, Londynie, Berlinie i Sydney pojawiały się graffiti z charakterystycznym napisem Reflektor. Kilka dni później zastąpiły je plakaty z tym samym hasłem i adnotacją 9/9/9, która jak się potem okazało oznaczała dzień, miesiąc i godzinę premiery tytułowego singla zwiastującego płytę  „Reflektor”. Kampania chwyciła – użytkownicy serwisów społecznościowych fotografowali graffiti i plakaty, dyskutowali o ciekawej akcji, wrzucali zdjęcia miejsce, w których pojawiły się zapowiedzi krążka na swoje profile. Dociekliwi fani szybko domyślili się, że za wszystkim stoi Arcade Fire i choć muzycy tego nie komentowali, wytwórnia i managerowi milczeli  to nikt nie miał wątpliwości akcja zadziałała dokładnie tak, jak chciał Win Butler – stała się wciągającym  trailerem. Tyle, że nie filmu, a płyty.W internecie wrzało, a twórcy cierpliwie czekali na 9/9/9.

Dokładnie o godzinie 9:00 9 września do sieci trafiły dwa teledyski do premierowego singla. Pierwszy – klasyczny. Czarno-biały klip, w którym członkowie zespołu występują z charakterystycznymi gigantycznymi masko-głowami, wyreżyserowany został przez legendarnego twórcę Antona Corbijna (robił m.in. video dla Depeche Mode, Nirvany i U2). Drugi – interaktywny – był dziełem Vincenta Morisseta. Teledysk zrealizowany przy współpracy z Google umieszczony został na specjalnej stronie: justareflektor.com. Strona działa w oparciu o przeglądarkę Chrome. A kamery internetowe w komputerach lub urządzeniach mobilnych pozwalają widzom wejść do świata „Reflektora” i stać się współautorem efektów wizualnych a przez chwilę nawet aktorem w teledysku, który kręcony był na Haiti.  Kolejnym etapem kampanii było wydanie 23-minutowego filmu wyreżyserowanego przez Romana Coppolę. Film „Here Comes the Night Time”, a właściwie długi wideoklip promujący kilka utworów z płyty ukazał się dokładnie na miesiąc przed premierą krążka. Swoją premierę miał na antenie stacji NBC w popularnym programie Saturday Night Live.
blogKaro
Uruchom przeglądarkę Chrome, kliknij link justareflektor.com i zagraj w teledysku Arcade Fire.

Film jest wyjątkowy nie tylko ze względu na długość, czas i miejsce emisji oraz nazwisko reżysera, ale też na grono gwiazd, które udało się namówić by choćby na kilka sekund pojawiły się w kadrze. Obok aktorów Bena Stillera, Michaela Cery i Zacha Galifanakisa na ekranie oglądać możemy Bono, lidera zespołu U2. Klip kręcony był w Montrealu podczas koncertu zespołu. Co ciekawe, ów koncert odbył się w tajemnicy, a zapowiadały go plakaty nikomu nieznanego zespołu The Reflektors. Nagrodą dla fanów Arcade Fire, którzy zgadli kim są The Reflektors i zgodnie z życzeniem grupy założyli na koncert specjalne kostiumy, był udział w powstawaniu teledysku. Z działalności The Reflektors wiążą się zresztą kolejne zaskoczenia, które poprzedzały ukazanie się na rynku albumu „Reflektor”, m.in. organizacja koncertów-niespodzianek w Nowym Jorku. Arcade Fire wkroczyli właśnie w najważniejszy dla nich etap promocji płyty – po akcjach w serwisach społecznościowych i internecie oraz partyzanckich działaniach w przestrzeni miast przyszedł czas na bezpośredni kontakt z odbiorcami podczas trasy koncertowej.

Impreza u The Reflektors, czyli gwiazdy promują gwiazdy

Póki co, związana z wydaniem płyty kampania przyczyniła się do gigantycznego sukcesu i medialnej wszechobecności krążka, który sklepach gości od 29 października, a już zdeklasował poważną popową konkurencję (m.in. Katy Perry i gwiazdę sezonu debiutantkę Lorde). „Reflektor” momentalnie wskoczył na pierwsze miejsce UK Charts, czyli brytyjskiego zestawienia najlepiej sprzedających się płyt i jak przewidują specjaliści lada dzień wtargnie na sam szczyt listy Billboard 200 osiągając sprzedaż na poziomie 150 tys. egzemplarzy.

Pozostałe najciekawsze kampanie muzyczne roku 2013

Podchody z Cut Copy

Australijska formacja Cut Copy zaskoczyła swoich fanów nietuzinkową akcją promocyjną, związaną z premierą swojego najnowszego albumu „Free Your Mind” (premiera 5 listopada). Lipcowy etap promocji związany był z singlem „Let Me Show You”, który Australijczycy promowali podczas odbywających się w Chicago targów muzycznych CHIRP Record Fair. Artyści postawili na klasyczną promocję face-to-face pomijając internet i serwisy społecznościowe. I trafili w 10. Fani byli zachwyceni, gdy zobaczyli na targach swoich idoli obsługujących tłocznię do płyt winylowych. Muzycy na miejscu wyprodukowali limitowaną, bo liczącą zaledwie 120 kopii edycję singla. Słuchacze, którzy kupili płytę mogli liczyć także na specjalną grawerowaną na płycie dedykację.

Cut Copy dowodzą, że zarówno oldschool, jak i nowe technologie świetnie sprawdzają się w promocji

Ci, którzy nie załapali się na tę oldschoolową akcję mogli spróbować swoich sił we wrześniowej odsłonie promocji albumu „Free Your Mind”. Tym razem mieli do czynienia z kampanią mocno osadzoną w nowych technologiach. Żeby posłuchać tytułowego utworu z czwartej w dorobku zespołu płyty trzeba się było trochę natrudzić. Premierowego singla można było posłuchać namierzając specjalne billboardy ulokowane w sześciu różnych punktach na świecie – australijskiej mieścinie Moora, w Detroit i Kalifornii na terenie USA oraz w Meksyku, Chile i miasteczku Blaneau Gwent w Walii. Za pośrednictwem Facebooka fani otrzymywali od zespołu wskazówki i współrzędne Google Maps. Dzięki nim wiedzieli, gdzie szukać billboardów, przy których na urządzeniach mobilnych aktywowała się specjalna aplikacja pozwalająca na odsłuchanie premierowego utworu. Większość fanów była zachwycona taką zabawą w muzyczne podchody, część narzekała, że w dniu światowej premiery nie ma dostępu do ulubionej muzyki. Dla nich Cut Copy wyprodukowali teledysk do „Free Your Mind”, którego bohaterem jest gwiazdor serialu „True Blood” Alexander Skarsgard.

Daft Punkt podbija Spotify

Wydanie płyty „Random Access Memories” w maju 2013 było dla francuskiego elektronicznego duetu szansą na efektowny powrót na rynek po kilkuletniej przerwie. Magnesem dla fanów były nazwiska gości, których Daft Punk zaprosili do współpracy: Giorgio Moroder, Julian Casablancas i Panda Bear to tylko garstka z nich. Oczekiwania słuchaczy były ogromne nic więc dziwnego, że gdy na kilka miesięcy przed premierą krążka muzycy zamieścili w internecie okładkę płyty i kilkunastosekundową muzyczną zajawkę, ich strona www była nieosiągalna przez dobrych kilka godzin. Tak wystartowała medialna promocja albumu. Potem było już tylko lepiej. Pierwszy od ośmiu lat singiel, nagrany z Pharrellem Williamsem „Get Lucky” w dniu premiery znalazł się na pierwszym miejscu wśród utworów najchętniej streamowanych przez użytkowników serwisu Spotify. „Get Lucky” okazał się absolutnym numerem jeden spośród wszystkich utworów, jakie debiutowały na Spotify od czasu powstania serwisu w 2008 roku. Kilka minut po premierze singiel trafił na sam szczyt francuskiego iTunes Charts i 3 miejsce US iTunes Charts.

Poza kilkoma billboardami i kilkusekundowymi spotami w programie Saturday Night Live, które na początku 2013 roku reklamowały wydanie „Random Access Memories”, o płycie właściwie nie wiadomo było nic. Wykreowana przez PR-owców atmosfera napięcia i tajemnicy, jaka poprzedzała wydanie płyty doprowadzała fanów do szału. Ograniczona do publikacji kilku prasowych not komunikacja sprawiała, że związane z zespołem i wytwórnią Columbia profile w serwisach społecznościowych przeżywały oblężenie. Fani generowali niezliczone ilości postów i na własną rękę – omijając oficjalne kanały – poszukiwali i rozpowszechniali zdobyte o płycie informacje. Krążek jest na rynku od maja, a w grudniu szykuje się jego reedycja, której towarzyszyć będą specjalne wydawnictwa m.in. na winylu i nośnikach USB.

Yeezus i wysoka sztuka

Kanye West to utalentowany artysta i świetnie wypromowana marka w jednym. Mistrz autopromocji doskonale wie, jak sprzedać słuchaczom swoje muzyczne produkty. A słuchacze kupują je niemal w ciemno wiedząc, że to co West wyprodukuje ma określoną jakość, za którą warto zapłacić każde pieniądze. Dlatego właśnie Kanye mógł pozwolić sobie na obranie strategii minimum, zapewne równie kosztowej jak spektakularne kampanie kolegów po fachu, ale też bardziej intrygującej i dystyngowanej. „Promując ten album nie puszczamy singli do stacji radiowych. Nie robimy kampanii z NBA, nic z tych rzeczy. Cholera, nie zrobiliśmy nawet okładki. Tylko trochę prawdziwej muzyki” – mówił zapowiadając krążek pod mocnym i jednoznacznie kojarzącym się tytułem „Yeezus”. Westowska strategia anti-hype polegała na maksymalnym ograniczeniu informacji o planowanym wydawnictwie. Wprawdzie 1 maja raper zamieścił na swoim Twitterze enigmatyczny wpis „June Eighteen”, który pozwalał spekulować kiedy można spodziewać się jego nowego albumu, ale przez długi czas wiadomość ta nie była potwierdzona.
kanye_yeezus
Tytuł gwiazdy rapu zobowiązuje do skromności. Tak wygląda okładka płyty „Yeezus”

Dopiero na miesiąc przed premierą na oficjalnej stornie Westa pojawiła się okładka i tytuł albumu, który – co rzadko się dziś zdarza – nie był dostępny w przedsprzedaży. Wielkim zaskoczeniem była premiera klipu do zapowiadającego album utworu „New Slaves”, który w połowie maja wyświetlony został na ścianach budynków w 66 lokalizacjach na świecie. Filmy kręcone przez przypadkowych widzów, którzy dokumentowali pokazy „New Slaves” natychmiast obiegły serwisy społecznościowe i zaczęły w sieci żyć własnym viralowym życiem. A West potwierdził, że co prawda jest już gwiazdą popkultury, ale chce też dołączyć do grona twórców sztuki wysokiej, takich, jak polski artysta Krzysztof Wodiczko, który słynie z wykorzystania fasad miejskich budynków do wyświetlania wideoartowych projekcji.

[KSz]

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Dzieci mile widziane – o korzyściach prorodzinnej polityki festiwali

Strefy dziecięce na polskich festiwalach muzycznych to nowość, która nie przyjęła się jeszcze na wszystkich z największych imprez. A jak przekonują organizatorzy festiwali ten zdawać by się mogło drobny szczegół to rozwiązanie pomocne w budowie wizerunku festiwalu, jego promocji i w końcu także sprzyjające wzrostowi frekwencji. Ankiety wysłaliśmy do kilkunastu organizatorów, odpowiedzi przyszły od Off Festivalu, Taurona Nowa Muzyka oraz Reggaelandu, czyli liderów w swoich kategoriach. Aby odnieść polskie doświadczenia do tych zachodnich przepytaliśmy także twórców hiszpańskiego Primavera Sound Festival, jednego z największych festiwali muzyki alternatywnej na świecie.

Wszyscy ankietowani zgodnie stwierdzili, że stwarzają możliwość udziału w imprezie osobom posiadającym małe dzieci, rodzinom, samotnym matkom i ojcom. Dzięki strefom dla dzieci podnosi się także średni wiek uczestników festiwali. Zaczynają na nie przyjeżdżać osoby, które z kultury poza domem korzystają rzadziej właśnie ze względu na konieczność zajmowania się dziećmi i cały czas małej otwartości polskich instytucji kultury na rodziny. W końcu gros polskich festiwali odbywa się w miastach poniżej pół miliona mieszkańców, czyli takich, w których dostęp do kultury dla rodzin jest jeszcze bardziej ograniczony niż w Warszawie, Krakowie czy Trójmieście. Festiwal ze strefą dziecięcą staje się więc unikalną szansą na uczestnictwo w kulturze. To główne korzyści dla odbiorcy. Zysk festiwali jest jednak znacznie większy.

blog.reggaeland

Strefa dziecięca na festiwalu Reggaeland fot. Piotr Terebiński/mat. pras.

-Strefa dla dzieci to wartość dodana dla festiwalu zarówno jeśli idzie o poszerzenie oferty, jak i jakość imprezy. Stwarza poczucie dojrzałości wydarzenia i zwiększa poczucie bezpieczeństwa uczestników – stwierdzają organizatorzy Primavery. Dodają, że strefa dziecięca hiszpańskiej imprezy przyciąga osoby, które nie uczestniczą w innych wydarzeniach tego typu. – Reggaeland odbywa się od 2006 roku. Ludzie, którzy przyjeżdżali na festiwal jako 18- czy 20-latkowie dziś mają 25 lat lub więcej. Mają już często rodziny i dzieci. Chcemy aby przyjeżdżali nadal i dlatego stwarzamy warunki dla nich. Jeśli na festiwalu jest taka strefa chętniej przyjeżdża dojrzała publiczność, w festiwalu uczestniczy też dzięki temu więcej mieszkańców miasta – tłumaczy Radosław Malinowski, zastępca dyrektora Płockiego Ośrodka Kultury i Sztuki, organizator największego festiwalu reggae w Polsce – Reggaelandu.

Większość organizatorów podkreśla, że taka inwestycja się opłaca, bo jeśli nawet nie zwraca się bezpośrednio, to pomaga lepiej promować wydarzenie, szerzej docierać do publiczności. – Istnienie strefy dziecięcej przekazuje pozytywny obraz wydarzenia do grup, które dość często z racji posiadania małego potomstwa zostają wykluczone przez organizatorów lub same popadają w stagnację kulturalną i społeczną – mówią organizatorzy festiwalu Tauron Nowa Muzyka. Twórcy Reggaelandu wyliczyli, że dzięki wprowadzonej w tym roku strefie dziecięcej liczba doniesień medialnych wrosła o kilka procent. – Zauważyliśmy, że bardzo dużo mediów, szczególnie nie zainteresowanych muzyką reggae, mówiło w tym roku po raz pierwszy o festiwalu właśnie ze względu na strefę dziecięcą i inne udogodnienia. Dzięki otwarciu na rodziny można na przykład zaistnieć w mediach parentingowych – podkreśla Radosław Malinowski. Podobnie sprawę widzą organizatorzy Primavery, którzy z jednej strony strefę dziecięcą promują razem z festiwalem, z drugiej traktują ją jako sposób dotarcia do mediów o tematyce familijnej oraz edukacyjnej. Zwracają uwagę, że dobrze zorganizowana strefa dziecięca pozwala lepiej odróżnić się od innych festiwali. Tego rodzaju aktywność zawsze będzie odebrana pozytywnie i zawsze zostanie zauważona.

 Żaden z organizatorów nie przelicza więc funkcjonowania strefy dla dzieci bezpośrednio na ilość sprzedanych biletów. Primavera szacuje, że podczas ostatniej edycji pojawiło się około 200 rodzin z dziećmi (czyli ponad 600 osób). Artur Rojek, twórca i dyrektor Off Festivalu mówi, że w strefie dziecięcej czas spędziło kilkadziesiąt rodzin. Organizatorzy Tauron Nowa Muzyka mówią o podobnej liczbie. Przez strefę dziecięcą Reggaelandu w ciągu dwóch dni przewinęło się około 150 dzieci. Także ze względu na niską cenę karnetów i darmowy wstęp dla dzieci.

blog.off 

Strefa dziecięca na Off Festivalu fot. mat. pras.

Organizatorzy zwracają też uwagę, że strefa dla dzieci musi oferować więcej niż tradycyjny plac zabaw dla dzieci. – Nasza strefa nie jest jedynie ogródkiem z huśtawką. Do jej organizacji zaprosiliśmy dziewczyny z grupy Dada, które od kilku lat zajmują się organizacją warsztatów artystycznych dla dzieci w Katowicach i Gliwicach. Taki charakter miała też nasza strefa, którą nazwaliśmy Piaskoffnicą. Dzieci przez trzy kolejne dni mogły wziąć udział w warsztatach konstruktorskich wykonując latawce; warsztatach designerskich, tworząc torebki, saszetki z banerów, siatek reklamowych i innych poprodukcyjnych odpadów oraz warsztatach plastycznych wykonując Sekretnik na festiwalowe skarby, czyli sprytne schowki na znaleziska – tłumaczy Artur Rojek. Organizatorzy festiwalu Tauron Nowa Muzyka chcą, aby ich inicjatywa była połączeniem profesjonalnej opieki z możliwością obecności rodziców – animatorzy pozwalają rodzicom brać udział w koncertach jednak nie zamykają się na interakcję dziecko-rodzic. Drugim elementem jest bezpieczeństwo i izolacja dzieci od hałasu i tłumów z jednoczesną bliską odległością od scen i stref gastronomicznej oraz chill-out. Dzięki czemu dzieci nie cierpią a rodzice mogą w każdej chwili sprawdzić jak bawi się ich pociecha. – Chcemy żeby nie było to tylko miejsce gdzie dziecko może się bawić, ale też gdzie może dowiedzieć się czegoś na temat festiwalu, kultury jamajskiej. Dostosowujemy atrakcje do wieku dziecka. Na przykład małe dzieci malują używając jamajskich barw a zamiast płótna mają do dyspozycji wielkie gipsowe lwy, które są w logo Reggaelandu – tłumaczy Radosław Malinowski.

 I choć sam o tym nie mówi widać, że festiwal stawia na wychowanie przyszłego odbiorcy. Podobnie jak inne imprezy. Strefy dziecięce pozwalają na przekazanie wartości, jakie niesie ze sobą festiwal. Gdy młody człowiek dorośnie z dużym prawdopodobieństwem będzie szukał doświadczeń znanych mu z dziecięcych lat. Jeśli więc nie da się przeliczyć inwestycji w strefę dla dzieci na czysty zysk, będzie to można zrobić za kilkanaście lat.

 [PK]

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Pan goni panią kontra Cultural Olympiad

Gdy w maju po raz pierwszy pisaliśmy o Cultural Olympiad towarzyszącej Igrzyskom Olimpijskim roku 2012 w Londynie, mieliśmy nadzieję, że także Polska z okazji Euro będzie chciała pokazać swoje kulturalne oblicze. Dziś już wiemy, że zamiast przemyślanej strategii mamy film promocyjny, na którym – jak mawiają złośliwi – pan goni panią. Wiemy też dużo więcej na temat Cultural Olympiad i jej kulminacyjnego wydarzenia, którym ma stać się London 2012 Festival. Wraz z Igrzyskami Olimpijskimi zbliża się nie tylko – mówiąc bez cienia przesady – największe wydarzenie kulturalne roku, ale także idealny przykład jak kulturę wykorzystać w promocji miasta i kraju.

6 grudnia ogłoszono, że szefami muzycznymi ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich zostaną muzycy zespołu Underworld. Na drugim planie wieża zbudowana przez indyjsko-brytyjskiego artystę Anisha Kapoora z okazji Igrzysk Olimpijskich. Fot. LOCOG Press Office

Wśród ponad trzystu projektów znalazły się zarówno wydarzenia spektakularne, medialne, ale i mniejsze, choć wcale nie mniej interesujące. Właśnie z okazji Cultural Olymiad na teatralną scenę powróci w Londynie Cate Blanchett. Przez dwa tygodnie będzie można oglądać przedstawienie „Gross und Klein” Botho Straussa, w którym zagra główną rolę. Z kolei radio BBC 1 przygotowało serię ponad stu koncertów, na których wystąpią m.in. Leona Lewis, Tinie Tempah, Plan B oraz Florence and the Machine. Wszyscy w ciągu jednego weekendu.

Już w lutym rozpocznie się wystawa zmarłego w tym roku Luciana Freuda. Nie tylko jednego z najdroższych malarzy drugiej połowy XX wieku, ale i jednego z najwybitniejszych. Będzie można obejrzeć ponad sto jego słynnych portretów. Swoje najnowsze prace pokaże inny gigant współczesnej brytyjskiej sztuki, David Hockney. Damon Albarn, lider Blur i Gorillaz, szykuje premierę awangardowej opery. Bardzo ciekawie zapowiada się projekt StoryCloud, w ramach którego pół miliona dzieci ma dzięki wykorzystaniu nowych technologii współpracować w tworzeniu opowieści wraz z czołowymi pisarzami i ilustratorami. To tylko kilka przykładów, bo trudno wymienić choćby dziesiątą część wydarzeń. Ich pełną listę można znaleźć na stronach Cultural Olympiad i London 2012 Festival.

4 listopada – uroczyste ogłoszenie listy wydarzeń wchodzących w ramy London 2012 Festival. Fot. LOCOG Press Office

I jeszcze dwa zdania o organizatorach. Są nimi: Arts Council England, Legacy Trust UK oraz Olympic Lottery Distributor. To tak jakby w Polsce siły połączyło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, PZPN i Totalizator Sportowy. Niemożliwe? Oczywiście, że niemożliwe.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Polska promocja Bagińskiego

Kosmici nad Berlinem. W dodatku polscy. Tak nasz kraj promuje się na największych targach turystycznych na świecie, które odbywają się w Berlinie. Za pomysłem na kampanię finansowaną przez POT stoi po raz kolejny Tomasz Bagiński i Platige Image.

Autor animowanej historii Polski pokazywanej w naszym pawilonie na Expo w Szanghaju znów dostał do ręki narzędzie kreowania wyobrażeń o naszym kraju. To poprzez jego filmy obcokrajowcy będą kształtować swój obraz Polski. Lubiący patos i górnolotne słowa powiedzą, że Bagiński nosi na sobie ogromny ciężar i wielką odpowiedzialność. Mówiąc kolokwialnie, Bagiński dostaje wielką kasę na promocję Polski, ale czy dostarcza produkt odpowiedniej jakości? Na razie wywiązuje się z tego średnio. Na własne oczy widzieliśmy, że Chińczycy z polskiego pawilonu na Expo 2010 wychodzili zachwyceni technicznymi aspektami filmu pokazującego historię Polski, jednak sam przekaz był dla nich niejasny. O Polsce mówili, że to musi być interesujący kraj, ale cały czas prowadzi wojny i trudno o nim powiedzieć coś więcej.

Co zostanie po Berlinie i kolejnym filmiku? Kraj interesujący, ale zasiedlony przez kosmitów? Kampania POT i Platige Image wywołała sporo kontrowersji. Także w samym POT. A sytuację mamy tym razem wyjątkową. Jesteśmy specjalnym gościem imprezy ITB Berlin. Oczy 11 tys. wystawców ze 180 krajów będą zwrócone w naszą stronę w sposób szczególny. I tę szczególną sytuację przydałoby się wykorzystać w najlepszy sposób. Czy tak się dzieje tym razem?


Hasło przewodnie naszej kampanii brzmi: „Move Your Imagination”. Największą atrakcją będą animowane filmy i pięć kolorowych stworków nawiązujących do Urban Toys. Stworki będą nosiły imiona zaczynające się od kolejnych liter tworzących wyraz Polen. Maskotki wyjdą na ulice Berlina. 10 marca podczas ceremonii otwarcia targów zostanie wyświetlone widowisko w 3D, które zwieńczy występ taneczny uczestników programu „You Can Dance” w choreografii przygotowanej przez Agustina Egurrolę. Całość ma pokazać Polskę jako kraj różnorodności kulturowej. Czy się uda, to wątpliwe. W efekcie wychodzi bardziej różnorodność międzyplanetarna.

Czy my wciąż musimy się poruszać od ściany do ściany? Jak nie bocian, to kosmici. Czy tak trudno znaleźć odpowiedni pomysł na kampanię? I czy w czasie np. Euro 2012 też Bagiński będzie odpowiadał za promocję? W końcu ma doświadczenie i był nominowany do Oscara. Jak się okazuje to wystarczy.

TYTUŁ: Polska promocja Bagińskiego

 

Kosmici nad Berlinem. W dodatku polscy. Tak nasz kraj promuje się na największych targach turystycznych na świecie, które odbywają się w Berlinie. Za pomysłem na kampanię finansowaną przez POT stoi po raz kolejny Tomasz Bagiński i Platige Image.

 

Autor animowanej historii Polski pokazywanej w naszym pawilonie na Expo w Szanghaju znów dostał do ręki narzędzie kreowania wyobrażeń o naszym kraju. To poprzez jego filmy obcokrajowcy będą kształtować swój obraz Polski. Lubiący patos i górnolotne słowa powiedzą, że Bagiński nosi na sobie ogromny ciężar i wielką odpowiedzialność. Mówiąc kolokwialnie, Bagiński dostaje wielką kasę na promocję Polski, ale czy dostarcza produkt odpowiedniej jakości? Na razie wywiązuje się z tego średnio. Na własne oczy widzieliśmy, że Chińczycy z polskiego pawilonu na Expo 2010 wychodzili zachwyceni technicznymi aspektami filmu pokazującego historię Polski, jednak sam przekaz był dla nich niejasny. O Polsce mówili, że to musi być interesujący kraj, ale cały czas prowadzi wojny i trudno o nim powiedzieć coś więcej.

 

Co zostanie po Berlinie i kolejnym filmiku? Kraj interesujący, ale zasiedlony przez kosmitów? Kampania POT i Platige Image wywołała sporo kontrowersji. Także w samym POT. A sytuację mamy tym razem wyjątkową. Jesteśmy specjalnym gościem imprezy ITB Berlin. Oczy 11 tys. wystawców ze 180 krajów będą zwrócone w naszą stronę w sposób szczególny. I tę szczególną sytuację przydałoby się wykorzystać w najlepszy sposób. Czy tak się dzieje tym razem?

 

Hasło przewodnie naszej kampanii brzmi: „Move Your Imagination”. Największą atrakcją będą animowane filmy i pięć kolorowych stworków nawiązujących do Urban Toys. Stworki będą nosiły imiona zaczynające się od kolejnych liter tworzących wyraz Polen. Maskotki wyjdą na ulice Berlina. 10 marca podczas ceremonii otwarcia targów zostanie wyświetlone widowisko w 3D, które zwieńczy występ taneczny uczestników programu „You Can Dance” w choreografii przygotowanej przez Agustina Egurrolę. Całość ma pokazać Polskę jako kraj różnorodności kulturowej. Czy się uda, to wątpliwe. W efekcie wychodzi bardziej różnorodność międzyplanetarna.

 

Czy my wciąż musimy się poruszać od ściany do ściany? Jak nie bocian, to kosmici. Czy tak trudno znaleźć odpowiedni pomysł na kampanię? I czy w czasie np. Euro 2012 też Bagiński będzie odpowiadał za promocję? W końcu ma doświadczenie i był nominowany do Oscara. Jak się okazuje to wystarczy.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Milion książek za darmo

Wciąż nie możemy się (my Polacy) otrząsnąć po upublicznionych niedawno wynikach czytelnictwa. Choć w porównaniu z danymi sprzed dwóch lat jest lepiej, to na wszystkie strony analizujemy fakt, że w ciągu ostatniego roku 46 proc. badanych nie przeczytało żadnego tekstu dłuższego niż 3 strony. Zapewne rozpocznie się teraz wyścig na najlepszy pomysł promowania czytelnictwa. A przecież dopiero co powołaliśmy Republikę Książki, która zapowiadała intensywne działania mające czytelnictwo rozwijać. Hasło „Czytanie włącza” ma zadziałać na wyobraźnię Polaków. Na razie niestety sygnatariusze akcji nie ujawnili w jaki sposób będą włączać w narodzie chęć czytania. A przecież gotowe wzorce wystarczy podpatrzeć w innych krajach. Na przykład taka Światowa Noc Książki, podczas której zostanie rozdany milion książek. Rzecz będzie miała miejsce w Wielkiej Brytanii, a jej pomysłodawcami są… wydawcy.

„Dawcą” może zostać każdy. Wystarczy, że na stronie Worldbooknight.org wybierze jedną z 25 wytypowanych przez organizatorów książek (można wybrać m.in. Atwood, Márqueza, Yann Martela, czy Remarque’a). Wydawcy wydrukują je za darmo i 5 marca wszyscy, którzy się zgłoszą do akcji rozdadzą wybrane przez siebie książki. Łącznie milion egzemplarzy. Co ciekawe wszystko odbywa się w kraju, gdzie według jednego z sondaży 96 proc. osób zadeklarowało, że czytało coś w minionym tygodniu.

2 Komentarze

Filed under Uncategorized