Crowdfunding w kulturze – dużo więcej niż pieniądze

Crowdfunding cały czas postrzegany jest jako zbiórka pieniędzy. Jednak dla wielu projektów akcje crowdfundinowe to w dużej mierze – a czasem nawet przede wszystkim – możliwość szerokiej promocji. W Polsce najlepiej bodaj znany przykład to powrót (a następnie upadek) pisma „Secret Service”. Za granicą wiele projektów z obszaru kultury otrzymało nie tylko pieniądze, ale i duży rozgłos dzięki crowdfundigowi. Zwracamy uwagę na kilka z tych najskuteczniejszych.

Aby przeprowadzić skuteczną kampanię crowdfundingową potrzebna jest dobra promocja – najlepiej taka, którą pozwala nie tylko dotrzeć do odbiorców, ale silnie angażuje ich emocjonalnie – interesuje, intryguje, wywołuje sentyment lub wzruszenie. To ostatnie uczucie było z pewnością głównym motorem działań darczyńców, którzy wsparli projekt „Cancer sucks, Art Heals!”. Młoda kobieta podczas długiej i zakończonej śmiercią choroby swojego syna zaobserwowała, że największą ulgą w cierpieniu była dla niego sztuka. Stwierdziła, że zanim naukowcy opracują skuteczny lek na raka, mali pacjenci potrzebują innego ukojenia – sztuki. Celem zbiórki było pozyskanie funduszy na warsztaty artystyczne dla dzieci chorych na raka. Oprócz oczywistego charakteru charytatywnego akcji oraz jej wielkiej wagi społecznej o sukcesie zadecydował jeszcze inny czynnik – przede wszystkim bardzo osobista i poruszająca historia związana z inicjatorką, ale także materiał, który został zaprezentowany w celu wzmocnienia przekazu i uwiarygodniania założycielskiej tezy o kojącym wpływie sztuki. Wypowiedzi artystów, rodziców, specjalistów i w końcu materiały z samymi dziećmi podziałały bardzo mocno na potencjalnych fundatorów. Początkowo założono zebranie 20 tys. dolarów potrzebnych do przeprowadzenia 1000 godzin zajęć z dziećmi chorymi na raka. Bardzo szybo udało się osiągnąć ten pułap. Nie to jednak było celem finalnym. Organizatorom chodziło rzecz jasna o rozszerzenie działalności – propagowanie podobnych inicjatyw na całym świecie, nie tylko wśród chorych dzieci. Fundacja Kids&Art stała się czymś o dużo większym zasięgu – projektem promującym sztukę i zajęcia artystyczne dla najmłodszych. Zaangażował się w niego nawet taki gigant jak Pixar. Czy to jeszcze crowdfunding? Tak, ale w nieco innym rozumieniu. Inicjatorom „Cancer sucks, Art Heals!” udało się przejść od zwykłej, jednorazowej zbiórki pieniędzy do stałej aktywności charytatywnej. W tym wypadku platforma crowdfundingowa podziałała jak katalizator – pozwoliła na wypromowanie samej idei przez chwilowe skupienie się na pojedynczym działaniu.

cancersucks

Podobnie przedstawia się historia irlandzkiej firmy zajmującej się projektowaniem stron internetowych – Little Thunder Co, której właściciele postanowili wydać książkę dla dzieci. Historia kota Chalky, przepiękne ilustracje i typografia podbiły serce użytkowników platformy Kickstarter. Little Thunder Co zebrała ponad 10 tys. funtów na dokończenie projektu, wydanie w możliwie najlepszej jakości i dystrybucję. Oczywiście nie chodziło tylko o to, żeby książka o sympatycznym kocie trafiła do dzieciaków. A jeśli już, to wyłącznie na początku. Crowdfundingowy sukces stał się po raz kolejny dźwignią promocji – dla samej publikacji, która miała doskonałą reklamę na długo przed publikacją, ale również dla firmy, która nagle przestała być jedną z wielu podobnych w branży, a zyskała status wyjątkowej ze względu na zaangażowanie pracowników w działalność kulturalną. Kampania crowdfundingowa może zatem realizować również cele wizerunkowe, których efekty będą widoczne jeszcze długo po zakończeniu samej zbiórki.

chalky

W przypadku projektów lokalnych ważną kwestią jest trafienie od razu do swojej grupy odbiorców – czyli obok zdobycia pieniędzy, celem staje się również o przyciągnięcie uwagi danej grupy i przyzwyczajenie jej do korzystania z danego projektu. Dobrym przykładem jest zbiórka zorganizowana przez Rouge Theatre – grupę aktorów i performerów, którzy swoje przedstawienia organizują w otwartej przestrzeni, głównie w lesie. Projekt niszowy, więc w grę nie wchodziło wzmocnienie wizerunku czy pozyskanie followersów na całym świecie, ale prosta kampania promocyjna skierowana do lokalnej grupy zainteresowanych. Zostało to przeprowadzone z dużą świadomością celu – początkowo opisano i przestawiono dokładnie, na czym polega działalność teatru, potem określono, co jest potrzebne i w jaki sposób te elementy mogą posłużyć uatrakcyjnieniu przedstawień (namiot z płótna chroniący publiczność przed deszczem, ale nie ingerujący przesadnie w naturalną przestrzeń). Cel może wydawać się mały – chodziło zaledwie o 3 tys. funtów na zakup namiotu. Zdecydowanie większym osiągnięciem było zawiadomienie o inicjatywie całej lokalnej społeczności, pozyskanie zainteresowania grupy docelowej oraz zapewnienie jej obecności na przedstawianiach w trakcie, ale także po zakończeniu zbiórki.

rouge-theatre

Artystka Shauna McGowan zajmująca się wykonywaniem finezyjnych nadruków marzyła o wystawieniu swoich prac w Nowej Zelandii. Cel został zrealizowany, ale, jak przyznaje sama artystka, chodziło jej głównie o PR. Dzięki odpowiedniej promocji za pomocą samej platformy, ale także social media, bardziej tradycyjnych środków oraz oczywiście marketingu szeptanego udało się nagłośnić jej działalność jako taką, do czego wystawa w Nowej Zelandii była jedynie pretekstem. Shauna zyskała wsparcie fundacji, nowych fanów oraz zainteresowanie marki odzieżowej Warehouse, która wykorzystała jej projekty w swojej kolekcji. Dzięki kampanii crowdfundingowej nieznani artyści tacy jak Shauna mogą opuścić swoją niszę i zaistnieć szerzej, co może przynieść im nie tylko większą popularność, ale również długofalowe korzyści materialne.

shauna_mcgowan_zrodlo_FB

Podobne przykłady można mnożyć i choć nie są tak spektakularne jak dobrze znana akcja związana z Marina Abramović Insitute, to jednak przynoszą swoim twórcom realne korzyści wykraczające poza materialny zysk. Przy okazji kampanii crowfundingowych można realizować cele wizerunkowe, frekwencyjne, sprzedażowe, pozwalające na zwiększenie rozpoznawalności czy też pozyskanie partnerów lub stałego wsparcia. Określenie ich na samym początku pozwoli z pewnością na dokładniejsze i lepsze rozplanowanie samej zbiórki oraz jej promocji. Potraktowanie platform crowdfundingowych jako dźwigni promocyjnej sprawdzi się z pewnością w przypadku tylko niektórych projektów, ale kultura może tu wiele zdziałać głównie dlatego, że często są to projekty angażujące mocno odbiorców przez emocjonalny przekaz, przynoszą pożytek większej społeczności, natomiast dla swojego twórcy rzadko stanowią wyłącznie źródło dochodu. To, co jest tu niewątpliwie niezbędne to wizualizacja efektu – we wszystkich opisanych powyżej przykładach tak właśnie było – odbiorca mógł zobaczyć, co otrzyma, gdy dofinansuje projekt, jaką będzie miał z tego korzyść on i cała społeczność.

[DB]

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Kultura w słusznej sprawie

Skuteczne i ciekawe kampanie społeczne nie muszą epatować przemocą i drastycznymi scenami, aby wzbudzać emocje. Mogą wykorzystywać kulturę jako nośnik ważnych treści. Albo jako narzędzie dotarcia do konkretnej grupy docelowej. Co ciekawe jedne z bardziej interesujących kampanii tego typu powstawały w ostatnim czasie także w Polsce. Prezentujemy ich wybór.

Zapomniane piosenki dla Syrii

W aplikacji muzycznej Spotify do dyspozycji słuchaczy jest kilkadziesiąt milionów utworów i każdego dnia ilość ta wzrasta. Ile z nich nigdy nie zostało odtworzonych? O ilu z nich nikt nie wie i nie przejmuje się ich losem? Polska Akcja Humanitarna dostrzegła w nich potencjał i postanowiła dać im drugie życie. Życie, które przy okazji pomoże ocalić inne życia. Wystarczyło skojarzyć miliony zapomnianych przez świat piosenek z milionami zapomnianych przez świat istnieniami ludzkimi. Proste.

Kampania społeczna o nazwie Listen for Syria ruszyła w marcu tego roku i trwała do końca kwietnia. Jej celem było zwiększenie dostaw pieczywa dla cywilów w ogarniętej wojną domową Syrii. Akcja polegała na stworzeniu serwisu listenforsyria.com, gdzie trafiały wszystkie piosenki z zerową liczbą odsłuchań w serwisie Spotify. Portal, który, dzięki słuchaniu zapomnianych piosenek (należało wykupić za dowolną kwotę dostęp do losowo wybranego utworu), pozwalał pomagać regionom zagrożonym klęską żywnościową. Za zebrane fundusze PAH dostarczy mąkę do syryjskich piekarń. Listen for Syria dość szeroko zaistniało w mediach. W akcję włączyli się artyści, liderzy opinii oraz blogerzy.

Agresywny mim

W środę 8 kwietnia internet obiegł niesamowity film. Urugwaj, miejscowość turystyczna, rynek, a na nim uliczny mim, tzw. „ludzka rzeźba”. Niby nic specjalnego. Prawie w każdym zakątku świata turysta spotka takiego ulicznego artystę. Jednak, tym razem po chwili do przedstawienia dołącza dziecko i przestaje już być tak wesoło. Przechodnie przystają, z ich twarzy znika uśmiech, w oczach pojawia się smutek i przerażenie, dzieci przytulają się do matek, w powietrzu unosi się niepokój. Idylla, jaką powinno być dzieciństwo, zamienia się w mały niemy koszmar.

Zrzut ekranu 2015-04-29 o 17.50.48

Film jest częścią kampanii Unicefu przeciwko przemocy wobec dzieci #EndViolenceAgainstChlidren. Wykorzystanie ulicznych mimów uświadamia, że przemoc wobec dzieci zdarza się tuż obok nas, że możemy minąć się z nią na ulicy i często jej nie zauważyć, traktując jak stały element krajobrazu. Akcja przekazuje ogromny ładunek emocjonalny bez użycia słów, bo wołanie dziecka o pomoc jest nieme, jak również, często nieme jest społeczeństwo na przytrafiającą się innym krzywdę. Film Campaña #FinAlMaltaro opublikowany przez UNICEF Uruguay na Facebooku zobaczyło ponad 3,5 miliona osób, z czego niemal 30 tysięcy polubiło go, a aż 104 tysiące udostępniły.

Torturujące wi-fi na festiwalu

Jak zwrócić uwagę młodych ludzi na problemy społeczne i przekonać do podpisania petycji, mimo braku wolontariuszy? Amnesty International Polska wraz z agencją Artegence znalazło na to rozwiązanie. Idea polegała na podarowaniu młodzieży na jednym z największych letnich festiwali muzycznych w Polsce tego, bez czego nie wyobrażają sobie życia – wolnego dostępu do internetu. Aby połączyć się z darmową siecią wi-fi o nazwie WeFree, udostępnionej z mobilnego routera, wystarczyło jedynie zaakceptować warunki regulaminu. Pomysłodawcy akcji wykorzystali fakt, że prawie 90% internautów nie czyta regulaminów, które akceptuje. W ten sposób, po zalogowaniu się do sieci WeFree okazywało się, że regulamin zawierał fałszywe oświadczenie. Akceptując go, uczestnicy festiwalu jednocześnie przyznawali się do zbrodni, której nie popełnili. Zabieg ten nawiązywał do historii jednej z faktycznych ofiar tortur. Użytkownicy WeFree zostali poproszeni o podpisanie petycji w sprawie uwolnienia torturowanej osoby, bezpośrednio w swoich urządzeniach mobilnych. Akcja została zrealizowana w ramach kampanii „Stop torturom”, a jej organizatorzy w sprytny sposób, nie tylko zaskoczyli odbiorców niestandardową formą komunikacji, ale także osiągnęli sukces dzięki bezpośredniości i indywidualności przekazu. Petycję podpisało niemal 9 tysięcy festiwalowiczów, a sama akcja została uznana za najciekawszą kampanię interaktywną roku w kategorii „Mobile/Tablets” konkursu MIXX Awards 2014 oraz zdobyła statuetkę w Ogólnopolskim Konkursie Reklamy Kreatura 2014.

Organizatorzy akcji podkreślają, że udało im się rozwiązać problem, z którym coraz częściej mają do czynienia organizacje pozarządowe podczas imprez masowych –  organizatorzy wydarzeń ograniczają udostępnianie powierzchni dla działań organizacji pozarządowych na rzecz działań czysto komercyjnych. – Dlatego stworzyliśmy rozwiązanie, dzięki któremu Amnesty International mogła zbierać podpisy bez oficjalnego stoiska na festiwalu. Jednocześnie chcieliśmy pokazać inne podejście do tematu tortur – zamiast epatowania drastycznymi obrazami przemocy, skupiliśmy się na jej konsekwencjach – komentował Mateusz Felsmann, Dyrektor Kreatywny Artegence. Nie jest to zresztą jedyny przypadek, w którym Amnesty International czerpie z dobrodziejstw kultury. Warto również wspomnieć o spocie w ramach kampanii „Stop torturom”, w którym został wykorzystany fragment wiersza „Tortury” Wisławy Szymborskiej.

Nietypowy skok na muzeum

Fundacja Marka Kamińskiego wraz z firmą St-Majewski, producentem kredek Bambino, zorganizowała akcję Małe Dzieła Sztuki, której głównym celem było spełnienie marzenia cierpiącej na nowotwór mózgu szesnastoletniej Patrycji i zebranie środków na ufundowanie jej podróży do Japonii. Przez aplikację na Facebooku dzieci mogły zgłaszać swoje rysunki w konkursie, w którym 11 wyłonionych prac oprawiono w złote ramy i sprzedawano na aukcjach charytatywnych w serwisie Allegro. Cały dochód z aukcji „małych dzieł sztuki” został przeznaczony na Wielką Podróż Patrycji. Jednak projekt nie zyskałby popularności, gdyby nie pewien mężczyzna, który 8 lipca 2014 roku na tzw. „nielegalu” powiesił (wraz z tabliczką muzealną) jeden z dziecięcych rysunków na ścianie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Incydent był nietypowym zaproszeniem do wzięcia udziału w aukcjach „Małe Dzieła Sztuki”.

Na tabliczce można było przeczytać: „Patrycja ma 16 lat, nieuleczalny nowotwór mózgu i niezłomną wiarę w to, że marzenia się spełniają, jeśli tylko ma się odwagę marzyć. Jej pasją jest Japonia, a największym pragnieniem wyprawa do Kraju Kwitnącej Wiśni. Jednak ze względu na trudną sytuację materialną rodziny Patrycji, podróż ta nie jest możliwa bez pomocy innych ludzi”. Dalej można było przeczytać o szczegółach akcji. Choć samo działanie nie zostało w MSN-ie zauważone przez dużą grupę zwiedzających, to spotkało się z zainteresowaniem mediów. Kolejnego dnia ukazało się kilkadziesiąt notatek prasowych na temat akcji, a Natalia Hatalska określiła ją jako „jedną z najfajniejszych akcji charytatywnych jaką miała przyjemność oglądać”. Projekt zakończył się sukcesem. Nie tylko medialnym, ale również, a może przede wszystkim, sukcesem Patrycji, której marzenie się spełniło.

[IK]

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Jazz + biznes – silny związek

Jazz jest w w Polsce jednym z najmniej masowych gatunków muzycznych, a zarazem jednym z najbardziej lubianych przez firmy. Trudno się dziwić – uczestnicy jazzowych koncertów nie są przypadkowi, to spójna i atrakcyjna grupa. Jazz zyskał więc w Polsce najbardziej wierne chyba wsparcie komercyjnych firm, które wiążą się z konkretnymi wydarzeniami na długie lata. BMW, Deutsche Bank oraz Lotos to bodaj najlepsze przykłady takiej kooperacji.

BMW

BMW Group to firma, która od lat udowadnia, że zarówno globalnie, jak i lokalnie liczy się z kulturą. Kultura jest jedną z trzech gałęzi działań CSR-owych bawarskiego koncernu. Szczególny nacisk kładzie BMW na sztukę współczesną, jazz, muzykę klasyczną, jak również design oraz architekturę. Od lat firma wspiera festiwale w Europie, m.in. Niemczech, Czechach czy na Węgrzech, jak również w innych częściach świata – w Chinach, Brazylii, Korei Południowej, a nawet Panamie. W swoich działaniach BMW jest bardzo konsekwentne, czego dowodem m.in. BMW Jazz Club. Polski oddział koncernu we współpracy z Marcinem Kydryńskim oraz Anną Marią Jopek w 2006 roku zorganizował po raz pierwszy koncert w ramach BMW Jazz Club. Inicjatywa spotkała się pozytywnym odbiorem, dlatego BMW zdecydowało się na kontynuację projektu. Kolejne doroczne spotkania koncentrowały się wokół bieżącej twórczości Anny Marii Jopek, która zapraszała do współpracy polskich oraz zagranicznych muzyków. Początkowo koncerty miały charakter jednorazowych wydarzeń i odbywały się na kameralnych scenach, m.in. w Collegium Nobilium, Teatrze Polskim czy Klubie Palladium w Warszawie.

2._fot._bmw-welt.de

fot. Bmw-welt.de

W 2009 i 2010 roku formuła BMW Jazz Club została rozszerzona o inne większe miasta Polski: Gdańsk, Poznań, Wrocław oraz Dąbrowę Górniczą. W 2011 roku BMW Polska postanowiło odświeżyć formułę koncertów i nadać im bardziej ekskluzywny wymiar. Od tej pory każdemu z wydarzeń miał patronować inny wybitny twórca jazzowy, zaś koncerty zostały przeniesione na dużą scenę Teatru Wielkiego w Warszawie. Podczas ostatnich edycji wystąpili w stolicy Dianne Reeves, Michał Urbaniak i Tomasz Stańko razem z artystami towarzyszącymi. Każdy z koncertów miał unikatowy i jednorazowy charakter. Zmiany okazały się bardzo trafne. Wydarzenie stało się bardziej rozpoznawalne, a równocześnie zaczęło cieszyć się większym prestiżem oraz uznaniem wśród publiczności oraz ekspertów muzycznych. Trudno opisać wszystkie wydarzenia jazzowe, które swoim wsparciem obejmuje BMW Group. Warto jednak zwrócić uwagę na konkurs jazzowy organizowany w Monachium. 18 kwietnia odbył się finał siódmej edycji konkursu BMW Welt Jazz Award. Od stycznia do marca, podczas sześciu niedzielnych poranków odbyły się koncerty sześciu zespołów zaproszonych do udziału w rywalizacji. Każde wydarzenie było otwarte dla publiczności, która miała za zadanie wyłonić dwóch finalistów konkursu. Koncerty odbywały się w przestrzeni siedziby firmy – BMW Welt Double Cone. Podczas finału jury złożone z niemieckich ekspertów jazzowych wybrało zwycięski zespół. Charakter konkursu jest prestiżowy o czym świadczą opinie krytyków, ale też pula nagród – w sumie 15 000 euro (10 000 za pierwsze oraz 5 000 za drugie miejsce). W konkursie została przewidziana również nagroda publiczności. Od inauguracji BMW Welt Jazz Award w 2009 ponad dziesięć tysięcy fanów jazzu uczestniczyło w darmowych porankach jazzowych. W ramach przedsięwzięcia BMW nawiązało współpracę oraz uzyskało wsparcie od Wydziału Kultury Urzędu Miasta w Monachium, mediów – m.in. „JazzZeitung” oraz „BR-Klassik”, jak również domu towarowego Ludwiga Becka oraz luksusowego hotelu Schloss Elmau. Dynamiczne działania BMW Group w zakresie jazzu, pokazują, że firma chce być nie tylko mecenasem jazzu, lecz również jego aktywnym promotorem.

Deutsche Bank

Inny model zaangażowania w jazz przyjął Deutsche Bank. Firma znana zresztą podobnie jak BMW z wielu innych aktywności na polu kultury, w Polsce m.in. ze „Spojrzeń”, nagrody dla najlepszego młodego artysty. Cykl Deutsche Bank Invites powstaje we współpracy z różnymi agencjami koncertowymi. Koncerty nie mają sztywnej formuły. Z jednej strony często mają wyjątkowy charakter (np. wykonawcy występują po raz pierwszy w Polsce), z drugiej zazwyczaj są skierowane do dość szerokiego grona odbiorców. Pierwszy koncert w ramach Deutsche Bank Invites odbył się w 2008 roku i od tego momentu fani muzyki mogli usłyszeć m.in. Joe Cockera, Cesarię Evorę, Avishai Cohena czy Herbiego Hancocka. Koncerty odbywały m.in. w Sali Kongresowej i Klubie Palladium. Ale w ramach cyklu odbyła się też trasa Chrisa Bottiego w 2014 nie tylko w Warszawie, lecz również we Wrocławiu, Gdyni, Zabrzu, Poznaniu oraz Szczecinie. Warto zwrócić uwagę na szczególną współpracę banku z Agą Zaryan. Artystka nie tylko została zaproszona do wystąpienia w ramach Deutsche Bank Invites, lecz również uzyskała wsparcie banku przy okazji wydania płyty poświęconej poezji Czesława Miłosza. 3._wawcity.pl

fot. koncerty.com

Organizacja Deutsche Bank Invites to nie jedyna forma, w której bank wspiera muzykę jazzową w Polsce. W 2014 minęło jedenaście lat od pierwszego Szczecin Music Fest, z którym Deutsche Bank Polska jest związany od ośmiu edycji. Chociaż wydarzenie nie należy do ścisłej czołówki polskich festiwali jazzowych, to jego pozycja oraz poziom artystyczny sukcesywnie wzrasta.

Lotos

W gronie jazzowych koncertów o silnej marce są także wydarzeń wpierane przez polskie podmioty. Prym wiedzie tu trójmiejski koncern Lotos. Istniejąca od 1999 roku Bielska Zadymka Jazzowa, po trzech latach istnienia pozyskał sponsora głównego – Grupę Paliwową Lotos. Zapadła wtedy decyzja o zmianie nazwy festiwalu na Lotos Jazz Festiwal – Bielska Zadymka Jazzowa. Z punktu widzenia promocji marki było to bardzo logiczne posunięcie, jednak mimo upływu lat, nie udało się przyzwyczaić odbiorców do nowej – być może zbyt długiej – nazwy. Bielski festiwal dla większości miłośników jazzu pozostał po prostu Zadymką i nie jest w szerokich kręgach kojarzy z gdańską firmą.

16

fot. zadymka.pl

Lotos jest dobrym przykładem na to, jak firmy bardzo świadomie wybierają projekty, w których chcą realizować CSR-owe cele. Z założenia firma chce wspierać cykliczne wydarzenia na terenie województw, w których prowadzi swoją działalność. Dlatego w rodzimym Trójmieście nie mogło zabraknąć jazzowego festiwalu ze wsparciem Lotosu. Pierwsza edycja Siesta Festival została zorganizowana w 2011 roku przez Marcina Kydryńskiego z okazji dziesiątej rocznicy urodzin audycji Siesta, nadawanej przez radiową Trójkę. Wydarzenie z roku na rok coraz mocniej zaznacza się na mapie muzycznych imprez w Polsce. Jazz nigdy nie będzie produktem masowym, jednak mocne zaangażowanie dużych firm we wspieranie jazzu pokazuje silny potencjał promocyjny i marketingowy, jaki niesie ten rodzaj muzyki. Promocyjny wymiar współpracy jazzu z biznesem jest skierowany do bardzo określonej grupy docelowej – mieszkańców większych miast, lepiej wykształconych, aktywnych oraz o bardzo dobrej pozycji materialnej. Jazz się po prostu opłaca.

[HM]

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Z PR-em wśród zwierząt – 5 metod na promocję zoo

Od czasu, kiedy w 1906 roku stałą częścią ekspozycji nowojorskiego zoo była klatka z Pigmejem, sporo się zmieniło. Dziś wizerunkowa sytuacja ogrodów zoologicznych jest ambiwalentna. Z jednej strony wysoka świadomość społeczna przekłada się na podejrzliwość szerokiej publiki wobec instytucji, której formuła nie uległa większym zmianom od XIX wieku. Z drugiej – zwierzęta to przecież gwiazdy social media, a zoo zdaje się idealną fabryką społecznościowych treści. Jak skutecznie przekonać do wizyty w zoo dzisiejszą publikę? Jak sprawić, żeby internetowi wyjadacze, którzy wszystko już widzieli, chcieli do zoo wracać?

Opowiadaj historie

Egzotyczne zwierzęta ciągle są wielką atrakcją ogrodów zoologicznych, ale jedynym, co może sprawić, że goście będą zoo odwiedzać regularnie, są emocje. A żeby wywołać w gościach głębsze uczucia, niezbędne są historie. To rolą gospodarzy zoo jest narracja – zwierzęta same o sobie nie opowiedzą, a goście, stojąc maksymalnie po kilka minut przy każdym stanowisku, zarejestrują tylko drobny fragment z życia danego stworzenia. Przeważnie, powiedzmy szczerze, mało istotny.

Poznajcie Palomę. Jej ulubioną przekąską jest hibiskus

Dzięki mediom społecznościowym zoo mogą praktycznie na żywo dzielić się interesującymi wydarzeniami z życia swoich podopiecznych. Przyjrzyjmy się doskonale prowadzonej facebookowej tablicy zoo w San Diego. Mała panda stawia pierwsze kroki – 4141 polubień, 185 komentarzy, 894 udostępnienia. Ruuxa, gepardzi osesek bawi się ze szczeniakiem Rhodesian Ridgeback (afrykański pies na lwy) – 5312 polubień, 261 komentarzy, 1560 udostępnień. Urodził się nowy leniwiec (zdjęcia!) – 6765 polubień, 253 komentarze, 918 udostępnień. Mama panda Bai Yun ma dziś wizytę u dentysty. Słonica azjatycka i słonica afrykańska zakolegowały się przy śniadaniu. Blue, niedźwiadek z problemami kręgosłupa wywołanymi przez kłusowników, na nowo uczy się chodzić.

Urocze, śmieszne, dramatyczne – wszystkie te historie przekazują fakty z życia zwierząt w taki sposób, aby goście mogli się z nimi utożsamiać. Idealna wizyta w zoo powoduje dziś na zmianę ekscytację (wywołaną obcowaniem z groźnymi, dziwnymi, nieznanymi gatunkami) i poczucie bliskości (powodowane wizytą u dobrze znanych nam zwierząt, pupili, do których odczuwamy sympatię).

Angażuj

Nic tak nie mówi «ogarnąłem się» jak olbrzymi, mięciutki karaluch nazwany od imienia twojego byłego/byłej”. Z okazji tegorocznych walentynek zoo w San Francisco wprowadziło możliwość adoptowania karaczana madagaskarskiego (potrafi syczeć) lub włochatego skorpiona. Paskudy dołączyły tym samym m.in. do zebry, czerwonej pandy, lwa, kozy, śnieżnego leoparda i nizinnego goryla – zwierząt, nad którymi można w ogrodzie objąć płatną kuratelę. W ramach wirtualnej adopcji oferowane są specjalne świadczenia: certyfikat, pluszowa replika zwierzęcia, zdjęcie pupila, opaska darczyńcy czy vipowskie wejściówki. W ten pomysłowy sposób zoo zachęca do składania darowizn, a jednocześnie angażuje gości, którzy przestają czuć się w ogrodzie turystami, a zaczynają go współtworzyć. To doskonała metoda, żeby zachęcić do regularnych odwiedzin.

San_Diego_Zoo_entrance_elephant

Wejście do zoo w San Diego, fot. Wikipedia

W styczniu tego roku na swoim blogu zoo w San Diego opublikowało fotoreportaż z badania białej kobry złapanej na przedmieściach. Gdy okazało się, że zwierzę zostanie w ogrodzie na stałe, instytucja ogłosiła za pomocą wszystkich swoich mediów społecznościowych konkurs na miano dla węża. Na zwycięskie imię „Adhira” głosowało 4685 osób, czyli 11 procent uczestniczących. O kolejnych etapach akcji informowała praktycznie cała lokalna prasa.

Wykorzystuj media społecznościowe

Wielkookie lemury, kichające pandy i małe słoniki. Niezdarne pingwiny, tygrysiątka lizane przez tygrysice, leniwce będące leniwcami. Te zwierzęta zbierają tysiące lajków i setki komentarzy w każdych warunkach, nie ma więc powodu, dla którego nie miałoby dziać się to na profilu twojego zoo.

Tymczasem w Polsce: ani jedno nasze zoo nie ma oficjalnego konta na Instagramie. Wśród najważniejszych ogrodów zoologicznych na świecie nacisk na wizualne media społecznościowe jest standardem. Na początku 2014 roku waszyngtońskie zoo Smithsonian wystartowało ze swoim instagramowym kontem prezentując „selfie” autorstwa małej pandy. W tym samym poście instytucja zachęcała do wzięcia w pierwszym na świecie zoologicznym Instameet, specjalnym wydarzeniu zorganizowanym dla użytkowników Instagrama zainteresowanych wspólnym fotografowaniem (sprawdźcie tag #zoomeet). 30 uczestników mogło fotografować zwierzęta z naprawdę bliska.

Zoologiczne Instameet w CNN

Nie tylko najsłodsze ze zwierząt cieszą się społecznościowym powodzeniem. Kobra z zoo na nowojorskim Bronksie została właśnie nominowana do Shorty Awards, czyli Oscarów Twittera rozdawanych od 7 lat. Gadzie konto to prawdziwy majstersztyk. Obserwujący? 169 tys. Lokalizacja? „Jestem w zoo na Bronxie. Póki co”. Wąż twittuje o sprawach bieżących, zaczepia Samuela L. Jacksona, droczy się z Nicki Minaj. Chce zjeść praktycznie wszystko, co się rusza.

Twórz przeżycia

Oferta specjalna nowoczesnego zoo to nie tylko warsztaty edukacyjne i dobrze znane nam z polskich ogrodów karmienia fok oraz pingwinów, ale i wszelkie formy zaglądania za kulisy, wchodzenie do miejsc na co dzień niedostępnych. Interaktywne, angażujące widza przygody uatrakcyjniają ofertę zoo w dobie, gdy świetnej jakości nagranie wideo praktycznie każdego żyjącego stworzenia dostępne jest w sieci. Fajne wydarzenia wspomagają też proces budowania wizerunku ogrodu jako miejsca otwartego, przyjaznego i przejrzystego. Im mocniejsze przeżycie, tym większa szansa na częste wspominanie go przez uczestnika, a tym samym na rekomendację zoo w gronie znajomych, czy to w realu, czy na tablicy jednego z mediów społecznościowych. Jak pomysłowo zaplanowane doświadczenia wyglądają w praktyce?

W zoo w San Diego można powitać dzień śniadaniem z pandami. Korzystający z oferty w spokoju oglądają cały ogród zanim wypełnią go tłumy. Udział w wydarzeniu pozwala obserwować, jak zwierzęta budzą się do życia. Dla wszystkich tych, którzy do rannych ptaszków nie należą, a mimo tego spragnieni są specjalnych wrażeń, powstała oferta nocowania w zoo. W cenie – podawanie zwierzakom kolacji i wieczorna zabawa. A na koniec nocowanie pod własnym śpiworem, w spartańskich warunkach, ale za to w niezwykłym otoczeniu. Ponoć spać można na tyle blisko zwierząt, że do snu kołysze ich chrapanie. Taką opcję zapewnia ogród w Wellington. Australijskie zoo specjalizuje się także w „bliskich spotkaniach”. W trakcie nietypowych oprowadzań widzowie zapoznają się dokładnie z konkretnymi gatunkami zwierząt. Pod bacznym nadzorem wykwalifikowanych opiekunów można podać rękę lemurowi i pogłaskać lwa.

Komentarz ZooGirl101: „Miesiąc temu byłam na Bliskich Spotkaniach z Surykatkami i była to jedna z najwspanialszych rzeczy, jakich kiedykolwiek doświadczyłam”

Tych, którzy nie potrzebują do szczęścia tak mocnych wrażeń przyciągną do ogrodów zoologicznych bardziej klasyczne, edukacyjne wydarzenia. Berlińskie zoo za dodatkową opłatą kontaktuje gości z dozorcą wybranego zwierzęcia, który szczegółowo opowiada o trybie życia pupila. Ogród na nowojorskim Bronksie oferuje uczniom warsztat twórczego pisania, w trakcie którego tworzy się ody do żab i opisuje ptaki. W Bazylei można z kolei posłuchać wykładu o homoseksualizmie w królestwie zwierząt. Właściwie standardem są już organizowane przez ogrody zoologiczne imprezy urodzinowe i firmowe. ZOO w San Diego ma w ofercie nawet wesela i niepowtarzalną bar micwę.

Pokazuj, że wiesz, co robisz

Zoo to miejsce, w którym trzyma się w zamknięciu ulubieńców całej ludzkości. Wystarczy zdarty fragment futra, osowiały niedźwiedź (szczególnie ten, któremu wybrano imię w drodze konkursu) albo brzydko pachnąca klatka i potencjalny kryzys wizerunkowy gotowy. Choćby te przykre sytuacje nie wynikały z niekompetencji personelu, a z tego prostego faktu, że w zoo mieszkają żyjące stworzenia, wina i tak spadnie na ludzkich gospodarzy.

Goście ogrodu muszą wiedzieć 0 tym, że zoo prowadzone jest przez specjalistów, a zwierzaki są w dobrych rękach. Jak im to uzmysłowić? Na przykład publikując eksperckie treści. Akwarium Pacyfiku w kalifornijskim Long Beach od stycznia 2013 roku prowadzi podcast dostępny na ich stronie oraz poprzez iTunes. Zoo z San Diego regularnie aktualizuje swojego bloga, a właściwie kilkanaście blogów: osobny o ptakach, osobny o słoniach, osobny o małpach, itd. Zoo w Edynburgu na swoim youtube’owym kanale prowadzi osobne działy „za kulisami” i „konserwacja i badania”, w których pokazuje pracę personelu. Podobnie Columbus Zoo w amerykańskim Powell – dyrektor tego ogrodu, Tom Stalf, w serii krótkich wideo fascynująco opowiada o mieszkańcach zoo oraz najciekawszych zajęciach pracowników. Co istotne, wszystkie te materiały zrealizowane są w sposób atrakcyjny i nie tylko budują wizerunek profesjonalistów, ale przyciągają na kanały społecznościowe zoo nową publikę.

[SzL]

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Słowo ma siłę – co poezja daje promocji i co promocja może dać poezji

Poeta Robert Graves powiedział kiedyś: „Nie zarabia się pieniędzy na poezji, ale nie ma również żadnej poezji w zarabianiu pieniędzy”. Biorąc pod uwagę współczesny rynek wydawniczy i znikomą rolę, jaką odgrywa w nim poezja, można przyznać mu rację – trudno jest z sukcesem sprzedać poezję, a raczej niemożliwe, aby uczynić z niej bestseller. Problem ten dotyczy zwłaszcza młodych poetów. Na listach najlepiej sprzedających się tomów królują wciąż znane od lat nazwiska poetów-legend – Bestsellerem Empiku 2014 została bezkonkurencyjna Wisława Szymborska, a na amerykańskim Amazonie panuje Mary Oliver. Wydawcy – zarówno polscy, jak i zagraniczni rzadko angażują się w promocję tomików poetyckich, nie dostrzegając w nich sprzedażowego potencjału. A jednak poezja jest ważnym elementem wielu akcji promocyjnych. Jako najbardziej skupiony na formie rodzaj literacki i najtrudniej przyswajalna dla przeciętnego odbiorcy forma sztuki słowa poezja w promocji pełni bardzo ważną funkcję – ma nobilitować. Gdy środkiem przekazu w kampanii promocyjnej ma stać się słowo, co może skuteczniej wzmocnić ten przekaz niż właśnie wiersz, w którym każdy wyraz ma niebagatelne znaczenie? Fakt ten dostrzegli zarówno marketingowcy tworzący reklamy, jak i pomysłodawcy kampanii społecznych.

Philadelphia Streets Department przeprowadził kampanię pod nazwą „Unlittter us”. Akcja miała za zadanie propagować dbanie o przestrzeń publiczną, szczególnie pod względem prawidłowej utylizacji i segregacji odpadów. Prosto mówiąc, chodziło o to, by nie zaśmiecać chodników i ulic. Temat, wydawać by się mogło, mało poetycki. A jednak w kreacji outdoorowej zdecydowano się wykorzystać wiersze. Utwory o dość prostym przesłaniu (metafora miasta jako żywego piękna, ziemi obiecanej, odbicia tego, kim są mieszkańcy) i rytmicznej formie zostały umieszczone na billboardach obok ciemnego zdjęcia człowieka z profilu i widocznego w tle korytarza metra. Zderzenie pospolitej twarzy i dość obskurnego miejsca z przekazem wyrażonym w poezji miało na celu przede wszystkim podkreślenie, że temat w istocie nie jest tak banalny. Miasto, ulice, chodniki i korytarze mogą być postrzegane jako piękne, poetyckie, jeśli tylko bardziej o nie zadbać. Wiersze z plakatów miały ukazywać, jak łatwo można „odczarować” zaniedbaną przestrzeń – podobnie jak łatwym jest „zaczarowanie” języka, jeśli tylko przyda mu się inną, bardziej artystyczną formę.

unlitterus

Z kolei „Poetry on the Move” to kampania promująca brytyjski Juice Festival (festiwal artystyczny przeznaczony dla dzieci i młodzieży, zachęcający uczestników do podejmowania twórczej aktywności w zakresie sztuk plastycznych, ale także tworzenia tekstów, również poezji) z 2011 roku. W projekcie wykorzystano wiersze napisane przez dzieci w wieku od 8 do 14 lat, ich tematyka miała dotyczyć olimpiady i sportu. Dzieci zostały sfotografowane w dynamicznych pozach. Twórcy wykorzystali tu zestawienie sztuki słowa ze sportową dyscypliną. Kampania ta miała nie tylko promować samo wydarzenie, ale przede wszystkim ukazywać aktywność artystyczną (poetycką) jako tak samo naturalną i potrzebną dziecku jak fizyczna.

Kolejnym przykładem wykorzystania poezji w projektach o znaczeniu społecznym jest indyjska kampania na rzecz zapobiegania przemocy wobec kobiet z 2013 roku – „Man Against Rape and Discrimination”. Jedna z przeprowadzonych wtedy akcji wiązała się z wierszem napisanym specjalnie na tę okazję przez poetę Javeda Akhtara. Utwór został przetłumaczony na kilka indyjskich języków. Wersję w marathi recytował słynny indyjski krykiecista, Sachin Tendulkar, a telugu gwiazdor Tollywoodu, Maheś Babu. Głównym symbolem akcji były wąsy, z którymi fotografowali się wszyscy popierający jej postulaty. Wykorzystanie wiersza było dodatkowym elementem. Utwór stanowiący definicję prawdziwego mężczyzny stał się niejako hymnem całej akcji, motywem przewodnim. Forma taka nawiązywała oczywiście mocno do indyjskiej tradycji, w której ściśle sformalizowane teksty odgrywały o wiele większą rolę niż w kulturze europejskiej. Ważny był także fakt, że zaangażowano gwiazdy z dwóch najbardziej uwielbianych przez Hindusów światów: przemysłu filmowego i sportu narodowego – krykieta. Ponownie zatem – nieco paradoksalnie – poezja została wykorzystana jako głos ludu, głos sprzeciwu i wezwanie do zmiany. Analogiczna zależność miała miejsce również w Jemenie, gdzie w 2012 na 63. ścianach Sany pojawiło się graffiti z zacytowanymi słowami znanych postaci świata kultury i nauki, w większości byli to poeci różnych narodowości, których łączyło jedno – humanitaryzm.

marathi-poem-by-sachin-tendulkar-for-farhan-akhtars-mard

Poezja użyta w kampaniach społecznych ma zatem kilka celów: podnosi rangę wydarzenia, ukazuje jego związek z dorobkiem kulturowym, podkreśla najważniejsze aspekty, nadaje słowom moc, dzięki niej przesłanie silniej zapada w pamięć. Twórcy takich kampanii, choć nie jest to ich nadrzędnym celem, promują również czytanie i tworzenie poezji jako takiej – przez ukazanie jej jako języka zdolnego opisywać rzeczywistość, a nawet jako nieodzowny element codziennego życia. Osiągają w ten sposób pośrednio efekt do jakiego dążą artyści tacy jak Robert Montgomery (jego instalacje miały włączać teksty poetyckie do przestrzeni miejskiej) oraz pomysłodawcy kampanii popularyzujących utwory poetyckie w miejscach publicznych, np. środkach komunikacji (kampania British Council z 2012 roku – „Poems on the Undergroung”).

Poezja była też wielokrotnie wykorzystywana w kampaniach promocyjnych dużych marek. Wiele lat temu zrobili to m.in. McDonald’s i Prudetnial. Spośród nowszych akcji posługujących się takim elementem warto przytoczyć dwie: Apple i Tesco. Doskonale przemyślana kampania promująca najnowszy model iPada Air oparta została na cytacie z filmu „Stowarzyszenie umarłych poetów”: „What your verse will be?”. Główny pomysł zasadzał się na stworzeniu następującego ciągu skojarzeń: poezja jest głosem ludzkości, w niej wyraża się wielość i różnorodność ludzkich osobowości, ich pasja i wkład w istnienie świata – tworzenie „własnego wersu” to uczestniczenie w globalnym święcie ludzkości, kreowanie siebie i czegoś, co sprawia, że warto żyć – to osiągnięcia ludzkiego ducha są najważniejsze, ale choć technologia sama w sobie nie wystarcza, może być pomocna w dążeniu do piękniejszych celów – iPad Air jako narzędzie do tworzenia „własnego wersu”. Kampania jest pochwałą poezji jako sposobu wyrażania się pragnień ludzkości, przy jednoczesnym subtelnym ukazaniu niezbędnej roli technologii w tym podniosłym procesie. Film promujący kampanię ukazuje ludzi z różnych stron świata, tworzących sztukę, podróżujących, odkrywających, poszukujących, do wszystkich swoich zadań wykorzystujących nowy model iPada. Towarzyszy im głos Robina Williamsa i słynna kwestia z filmu o umarłych poetach. Uzupełnieniem jest strona internetowa pokazująca historie konkretnych ludzki (muzyków, choreografów, podróżników, sportowców). Wspaniale opracowane graficznie przykłady prezentują nie tylko dokonania poszczególnych osób – ich wersy wpisane do historii ludzkości – ale przede wszystkim konkretny sposób, w jaki wykorzystują oni iPada do realizowania swoich pasji. Ciężar komunikacyjny został położony na elementy podniosłe – poezja, piękno, marzenia, pasja. Sam produkt pojawia się niejako z boku, ale jednak dobitnie. Poetyckie porównania w tej kampanii nobilitują produkt. Apple sprzedaje swoje urządzenie, sprzedając hołd dla osiągnięć ludzkości. Nawet najbanalniejsze użycie iPada zdaje się aktem poetyckim, czymś wielkim i doniosłym, a wszyscy jego użytkownicy – poetami.

Wcześniejsza kampania Apple’a również nawiązywała do formy poetyckiej. Dość długi slogan prezentujący sposób, w jaki projektowane są urządzenia marki Apple (z myślą o odbiorcach, o tym, jacy są, czego pragną, co podziwiają) został zapisany na podobieństwo wiersza. Twórcom zależało na podkreśleniu artyzmu i indywidualizmu: forma poetycka równa się artystycznemu wyglądowi produktów, a osobistość kreacji poety i subiektywizm odczuwania oznaczać ma produkt zaprojektowany, by sprostać indywidualnym potrzebom.

apple_2-2

Znamienne jest, że zarówno w kampanii Apple’a, jak i Tesco pojawiło się to samo zdanie: „This is this”. W obu przypadkach odnosiło się ono do osiągnięć pracowników firmy, którzy dążą do ciągłych ulepszeń swoich usług. Kampania Tesco opierała się na bilbordach i reklamach, w którzy również użyto sloganów formą przypominających lirykę. Zadaniem kampanii było ratowanie wizerunku firmy, który został mocno nadszarpnięty przez serię „wpadek”. Użycie poezji i oparcie kampanii wyłącznie na słowie miało dobitnie pokazać klientom, że firma traktuje swoją zmianę poważnie. Ucieka się do sztuki słowa, by podkreślić wagę przekazu – „To jest to. Zmieniamy się”.

Poezja użyta pośrednio lub bezpośrednio w reklamie nadaje promowanym produktom czy akcjom charakter zdarzeń o znaczeniu uniwersalnym. Sprzedaż lub zachęta do określonego działania pod płaszczem metafory jest zabiegiem nie tylko skutecznym, ale również pozostawiającym miłe przeświadczenie brania udziału w czymś wyjątkowym. Chyba, że mamy do czynienia z celowo ironiczną promocją w stylu pewnej restauracji z Edynburga, która w zamian za krótki wiersz dotyczący jej menu, oferowała 50 funtów rabatu. Poezja do steka? Czemu nie.

Opinie poetów co do wykorzystywania wierszy w reklamie są podzielone. Część z nich uważa, że to degradacja sztuki, dla innych to po prostu forma jej popularyzacji. -Populizm jest dobry. Im więcej słowo znaczy dla ludzi, tym lepiej – podkreśla Nick Toczek, autor wiersza wykorzystanego w kampanii Prudential. -Wiersz, który napisałem w celach reklamowych, jest najbardziej rozpoznawalnym ze wszystkich moich utworów. Zareklamował również mnie – dodaje. Poezja traktowana bywa jako ogólne dobro ludzkości, synonim sztuki i piękna. Te dość romantyczne wyobrażenia są nadal żywe w opinii publicznej. Wynika z nich fakt, że poezja rzadko bywa postrzegana jako produkt, który należy zareklamować. Funkcjonuje częściej po drugiej stronie – jako wartość sama w sobie, która może swoim zbawiennym wpływem podzielić się z produktem. Ma to z pewnością swoje dobre strony – efektem ubocznym takich akcji jest również promocja sztuki pisania wierszy. Jednak jest to działanie zbyt pośrednie, aby można było je uznać za wystarczające. Rynek gotowy na przyjęcie tomów wierszy jest mały, ale szanse na jego zwiększenie istnieją, a raczej istniałyby, gdy spróbować zaryzykować potraktowanie dzieł młodych poetów tak, jak traktuje się powieści – jako produkt. Może czas spróbować odwrócić zależność i spróbować wzmocnić chęć sięgnięcia po wiersze przy pomocy atrakcyjnej promocji i eventów.

[DB]

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Kultura reaguje czyli real time marketing

Żyjemy w czasach instant. Wszystko jest natychmiastowe – wiedza, którą czerpiemy z Google, kontakt ze znajomymi i wszelkie informacje, które do nas docierają. Na tę natychmiastowość musi reagować bardzo szybko również rynek. Real time marketing jest działaniem tak powszechnym, że trudno sobie wyobrazić, że narodził się dopiero w latach 90. Z dnia na dzień odgrywa coraz większą rolę w działaniach marketerów. Jak w wyścigu na najlepszą kreację real time marketingową wypada kultura? Z jednej strony mocno inspiruje, szczególnie popkultura – filmy, seriale, widowiska. Z drugiej – instytucje czy firmy zajmujące się kulturą nieśmiało dają znać o sobie odbiorcom, starając się reagować na bieżące wydarzenia. Kultura nie tworzy na tyle spektakularnych akcji, by były one chętnie odnotowywane w analizach i rankingach najlepszych akcji real time marketingowych. Ale dzieje się coraz więcej.

Oscars

Ubiegły rok zdecydowanie należał do koncernów Samsung i Apple. Wszystko to za sprawą najważniejszego wydarzenia w świecie filmu – Oscarów. Pierwsza z firm sponsorowała oskarową galę. Samsung wydał około 20 milionów dolarów, by to jego logo było widoczne podczas nocy, którą oglądają ludzie na całym świecie, a Samsung Galaxy został zręcznie wpisany w scenariusz gali. Spektakularną kulminacją tej współpracy było selfie zrobione przez prowadzącą Oscary Ellen Degeneres, na którym znalazły się największe gwiazdy kina. Zostało ono udostępnione ponad 5 milionów razy, a później wykorzystane dosłownie przez wszystkich. Setki memów, przeróbek, od Lego przez Simpsonów po świat polityki. Dla większości osób nie ma większego znaczenia jakim telefonem zostało zrobione zdjęcie, jednak branża i uważni obserwatorzy nie mogli nie zauważyć, że prawdziwym zwycięzcą Oscarów 2014 został Apple. Gdy Ellen Degeneres tylko zeszła ze sceny, na backstage’u chętnie fotografowała się swoim iPhonem. I gdy coraz więcej osób pokazywało sobie „najlepsze zdjęcie wszech czasów”, w ślad za nim zawsze podążała „wpadka” Samsunga i prowadzącej. 2015-02-24_11_40_33-hanna_zdanowska_hannazdanowska_twitter

Tegoroczna gala Oscarów przyniosła całkiem ciekawe kreacje na rodzimym rynku. A wszystko to za sprawą „Idy”. Gdy polski film otrzymał Oscara, internet oszalał. Wiele marek w swoich postach na Facebooku, gratulując i dziękując twórcom, próbowało nawiązać do swoich produktów, m.in. Tomasz Ossoliński czy Horror!Horror, których kreacje pojawiły się na czerwonym dywanie. Jednym wystarczyły subtelne odwołania, inni poszli o krok dalej tworząc mocne kreacje, czego najlepszym przykładem jest miasto Łódź, gdzie kręcony był film. Miasto współfinansowało również jego produkcję. Już kolejnego dnia po gali w Gazecie Wyborczej zamieszczona została reklama wpisująca się w kampanię „Łódź pozdrawia”. Akcja była na tyle mocna, że szybko została zauważona przez całą branżę, jako doskonały przykład real time marketingu. tesco

Real time marketing to nie tylko duże akcje, ale przede wszystkim codzienna interakcja z odbiorcą. To właśnie wtedy widać czy marka śledzi bieżące wydarzenia i czy jest tam, gdzie jej klient. Może być to np. komentarz pod postem na Facebooku czy obrazek nawiązujący do trendów. Takie nowinki wykorzystuje doskonale Tesco. Kilka lat temu był to popularny viral z ks. Natankiem. Nieemitowaną w telewizji reklamę obejrzało kilka milionów użytkowników. W ubiegłym roku była to piosenka „Chleb” muzycznego projektu Doroty Masłowskiej – Mister D. W teledysku wystąpiła Anja Rubik, a zarówno projekt, jak i teledysk wywołały spore zamieszanie. Na drugi dzień po premierze teledysku Masłowskiej, na fanpage’u Ekspertów Tesco pojawiało się zdjęcie Krysji idącej po chleb (tekst oryginału – „ja idę, on patrzy”). I choć akcja ta nie wywołała szumu, to jednak Tesco pokazało, że wie, które wydarzenia (także kulturalne) można dopasować do jego oferty i wizerunku. House_of_card_zrodlo_social360

Innym przykładem wydarzenia, na które marka musiała szybko zareagować był wyciek serialu „House of Cards”. Na dwa tygodnie przed oficjalnym rozpoczęciem trzeciego sezonu, na platformie Netflix pojawił się jego pierwszy odcinek. Pół godziny później serial został usunięty, a na Twitterze House of Cards napisało: „Tu Waszyngton. Tutaj zawsze są przecieki. Wszystkie 13 odcinków zostanie udostępnionych 27 lutego”. Zresztą wielu ekspertów podejrzewa, że ta real time marketingowa odpowiedź była efektem celowego wycieku zaplanowanego przez Netflix. Wyciek miał spowodować zainteresowanie serialem, a wtedy wystarczyło poinformować o dacie premiery. Informację udostępniło 25 tysięcy osób. Metropolitan_Museum

Wyraźnie widać, że najwięcej ruchu – inspiracji i akcji – generuje popkultura. Nie jest jednak tak, że kultura nie zabiera głosu. Nie jest po prostu na dyle donośny, by mógł zostać zauważona przez branżę. Choć i tu zdarzają się wyjątki. Portal mdgadvertising.com wśród najlepszych tweetów real time marketingowych 2014 roku wymienia ten umieszczony przez Metropolitan Museum. W minionym roku było naprawdę głośno o Kim Kardashian, a w świecie mediów zaczęło wrzeć, gdy znalazła się na okładce magazynu „Paper”. Internauci prześcigali się w pomysłach na memy i virale, a Metropolitan Museum zamieściło mocny wpis: „W Met również mamy sztukę, która może podbić internet” oraz zdjęcie rzeźby nawiązujące do sesji Kim Kardashian. Real time marketing to obszar, w którym może się jeszcze wiele wydarzyć. Tu nie da się przewidzieć sukcesu – internauci albo coś podchwycą, albo kreacja przeminie bez żadnej reakcji. Takie same szanse mają Samsung, jak i muzea. Skuteczne działanie to często nie kwestia pieniędzy, ale dobrego pomysłu i umiejętności dopasowania go do oferty marki.

[AM]

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Hasztag książka – najciekawsze akcje promocji literatury w social media

W grudniu pisaliśmy o najciekawszych kampaniach w mediach społecznościowych dla popkultury. Tym razem postanowiliśmy przyjrzeć się najskuteczniejszym działaniom w mediach społecznościowych dla literatury w roku 2014.

Napisz książkę razem z Pharrellem

Bez wątpienia najciekawszą kampanią ostatnich dwunastu miesięcy była promocja książki Inspiration popularnego muzyka Pharrella Williamsa. Nawiązano współpracę z wiodącym na rynku europejskim producentem korektorów biurowych i przywrócono do życia Myśliwego i Niedźwiedzia, czyli bohaterów popularnych virali reklamujących kilka lat temu korektory Tippex, w których to internauci decydowali o tym, jakie zakończenie będzie miał filmik-reklama na YouTube. W tym wypadku było podobnie. Wideo The Hunter and the Bear in Pharrell Williams’ book opublikowane w serwisie YouTube w kwietniu 2014 roku w zabawny sposób zachęcało ludzi do wzięcia udziału w społecznym eksperymencie ocalania książki autora hitu Happy i napisaniu jej od nowa, po tym jak ktoś wymazał z niej korektorem Tippex wszystkie słowa. Interaktywny film przekierowywał widzów na stronę www.tippexsocialbook.com, gdzie należało zgadnąć i wpisać brakujące słowa. Początkowo dostępne były tylko cztery pierwsze strony. Kolejne odblokowywano wraz z postępem zabawy, którą nazwano Social Book i udostępniono w pięciu językach: angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim i włoskim. Uczestnicy eksperymentu otrzymywali wskazówki odnośnie brakujących słówek w kanałach społecznościowych: Facebook, Twitter, YouTube i Snapchat. Pharrell_Bic_Tipp-ex_Social_Book

Każda osoba, która jako pierwsza odgadła którekolwiek ze słów trafiała na okładkę (i pierwsze strony) papierowego wydania książki, jako współautor. Po wypełnieniu wszystkich luk, w czerwcu 2014 Inspiration została udostępniona na stronie akcji w formacie pdf, natomiast we wrześniu miała swoją premierę w druku. Markingowcy Tippex we współpracy z agencją Buzzman w świetny sposób wykorzystali istniejącą już popularność Myśliwego i Niedźwiedzia, aby przyciągnąć uwagę odbiorców. Dodatkowo zbudowali wokół książki zaangażowaną społeczność, dając uczestnikom eksperymentu poczucie współtworzenia oraz wpływu na przebieg akcji, poprzez odniesienie się do ludzkiej potrzeby pomagania. Cały dochód ze sprzedaży Inspiration został przekazany na rzecz założonej przez Pharrella Williamsa fundacji From One Hand To AnOTHER, która pomaga dzieciom wywodzącym się z trudnych środowisk. W eksperymencie wzięły udział miliony uczestników z 161 krajów. O akcji donosiły media na całym świecie, między innymi The New York Times, The Independent, Huffington Post, MTV, The Rolling Stone. Muzyk zapowiedział już napisanie kolejnej książki. Tym razem będzie to opowieść dla najmłodszych czytelników inspirowana jego hitem Happy.

Gdzie jest James Patterson?

Kolejną spektakularną akcją promocyjną, która w wysokim stopniu zaangażowała użytkowników mediów społecznościowych (w tym wypadku Facebooka) było porwanie Jamesa Pattersona, autora bestsellerowych thrillerów i powieści kryminalnych, który w 2014 roku sprzedał więcej książek niż J.J.K. Rowling. Celem akcji przeprowadzonej przez wydawnictwo Cornerstone Publishing, należące do grupy Random House, było wypromowanie wszystkich serii kryminalnych Pattersona (o detektywach: Crossie, Bennecie, Boxer i Morganie), na które składało się prawie pięćdziesiąt tytułów. Wymagało to kompleksowej strategii, która w prosty sposób przypominałaby o wcześniejszych dziełach autora i zachęcała do zapoznania się z jego twórczością. Aby to osiągnąć postanowiono… porwać pisarza i zjednoczyć w jego poszukiwaniach czterech stworzonych przez niego detektywów. Operacji nadano kryptonim Missing i komunikowano jako globalną interaktywną przygodę online dla fanów Jamesa Pattersona. Wykreowano fikcyjną postać – Jane Doe, która włamała się na fanpage pisarza na Facebooku i ogłosiła, że uprowadziła Pattersona.

Wiadomość od porywaczki ukazała się także na popularnym portalu poświęconemu kryminałom, deadgoodbooks.co.uk. W artykule czytamy, że jeden z twórców portalu otrzymał tajemniczą przesyłkę, a w niej zdjęcia porwanego autora, jedną z jego bestsellerowych powieści oraz list od Jane Doe. W liście Jane pisze: „Pragnę wyzwania. Wyeliminowanie jednego z detektywów Pattersona mnie nie zadowala. Zanim tydzień się skończy pozbędę się Crossa, Benetta, Boxera i Morgana. Nie dorównują mi ani inteligencją ani władzą i siłą. A czy wy dorównujecie? Jesteście w stanie go odnaleźć? Lepiej się pośpieszcie…” Poszukiwania zaczęły się w piątek 21 lutego 2014 roku i trwały przez cały tydzień. Jane Doe codziennie publikowała na Facebooku wskazówki odnośnie miejsca pobytu Pattersona. Prawie czteromilionowa społeczność fanów pisarza próbowała rozwiązać zagadkę i dopaść porywacza. Czwórka detektywów ze wczesnych powieści Pattersona, specjalnie w tym celu „przywrócona do życia”, pomagała uczestnikom zabawy udzielając fachowych porad i podpowiedzi. Każdy dzień akcji był oznaczany unikalnym hasztagiem, składającym się ze słów MissingPattersonDay i numeru dnia poszukiwań.

James_Patterson_clue

Fani, którzy odgadli miejsce uwięzienia Jamesa Pattersona mieli szansę zdobycia nagród, a główną z nich było umieszczenie zwycięzcy, jako kluczowej postaci w nowej powieści pisarza. – Wierzymy, że ten pomysł przyczyni się do ugruntowania statusu Jamesa Pattersona, jako autora światowych bestsellerów oraz twórcy jednych z najbardziej lubianych detektywów na świecie – mówili reprezentanci Cornerstone Publishing. – To również kreatywny i zabawny sposób na zaoferowanie czegoś nowego wiernym fanom Pattersona oraz dotarcie z jego twórczością do nowej publiczności. Kampanię James Patterson is missing można określić mianem „social media thrilleru w czasie rzeczywistym” i jak przystało na dobry thriller gwarantowała mocne przeżycia. Jak wiadomo, w świecie mediów emocje wzbudzają zainteresowanie, a zainteresowanie zaangażowanie. Dowodem tego jest 27 proc. wzrost sprzedaży książek Pattersona.

Podróżuj z Pingwinem

Latem ubiegłego roku Penguin Books UK stworzyło multiplatformową grę, w której użytkownicy Twittera i Pinteresta mogli wybrać się w literacką wyprawę dookoła świata. Cel był bardzo prosty: w ciekawy sposób polecać czytelnikom lektury na wakacje i dłuższe lub krótsze podróże. Wychodząc z założenia, że każda książka jest podróżą, na profilu wydawnictwa na Pintereście stworzono specjalną mapę, na której każdemu zaznaczonemu miastu odpowiadał jedna książka, której akcja toczyła się właśnie w tym miejscu. Co więcej, audiobook trwa dokładnie tyle czasu, ile zajmuje podróż w wybrane miejsce. penguinjourneys_map

Mapę Penguin Journeys zaczęło obserwować blisko 150 tys. użytkowników. W pomysłowy sposób został w nią wpleciony także element promujący książkę Walking Home Clare Balding, która ukazywała się dopiero we wrześniu. Trzem miejscom na mapie zamiast audiobooka przypisane były ciekawostki z nowej książki wraz z informacją o premierze oraz odnośnikiem do wysłuchania fragmentu na kanale wydawnictwa w serwisie Soundcloud. Na zakończenie akcji stworzono specjalną graficzną grę, która umożliwiała czytelnikom dopasowanie najbardziej odpowiedniej książki i wysłuchanie jej fragmentu na Soundcloud: penguinblog.co.uk

Pingwinie literackie podróże nie ograniczały się jedynie do Pinteresta. Specjalna załoga od wakacyjnych rekomendacji była dostępna także w każdy piątek w porze lunchu na Twitterze. Jeśli ktoś miał kłopot z wybraniem lektury na wakacje wystarczyło, że zatweetował do ekipy z Penguin Books UK używając hasztagów #asapenguin i #penguinjourneys. Każdy piątek miał też swój temat przewodni, np. piętnasty sierpnia był dniem kryminału, a dwudziesty drugi dniem gotowania. Penguin journey

Penguin Journeys to ciekawy przykład długotrwałej kampanii real marketingowej. Wykorzystującej to, co w social media liczy się najbardziej, czyli dialog i zabawę. Mapa pozwala odkrywać internautom nieznane miejsca, a piątkowe pogotowie książkowe na Twitterze dowodzi tego, o czym wszyscy wiedzą, ale nieliczni wcielają w życie, że nasi fani w social media nie są z nami po to, żebyśmy im sprzedawali, a po to, żebyśmy im doradzali.

[IK]

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized