Tag Archives: sponsoring kultury

Liban – między wojną, sztuką i biznesem

Pogrążony w wojnie domowej do początku lat 90., okupowany przez syryjskie wojska jeszcze dekadę temu, cały czas pozostający miejscem, gdzie ścierają się sunniccy i szyiccy radykałowie. Liban mimo swojej burzliwej historii, skomplikowanej teraźniejszości i niepewnej przyszłości jest dziś najciekawszym miejscem na kulturalnej mapie Bliskiego Wschodu. W dużej mierze dzięki współpracy biznesu z sektorem kultury. Państwo, przed którym cały czas stoi wyzwanie modernizacji kraju i jego obrony, nie traktuje kultury priorytetowo. Liban nie ma petrodolarów jak Katar czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, które może inwestować w szybki rozwój nowych instytucji, czy edukacji kulturalnej. Posiada za to odpowiedzialnych milionerów.

beirutExhibition

Beirut Exhibition Center, fot. Business & Culture

Sztandarowym przykładem może być sposób, w jaki zrealizowano odbudowę zniszczonego podczas wojny domowej, a także późniejszego konfliktu z Izraelem, centrum Bejrutu. Odpowiedzialną za odbudowę uczyniono spółkę Solidere. Została założona w 1994 roku przez ówczesnego premiera, a zarazem głowę jednej z najbogatszych rodzin Libanu, Rafika Haririego (rok później zginął w zamachu bombowym). Solidere planując budowę nowego centrum miasta postawiło nie tylko na budynki biurowe, handlowe i mieszkalne, ale także na sztukę. Z inicjatywy Solidere powstało Beirut Exhibition Center. Pierwsza duża przestrzeń wystawiennicza w centrum miasta, która w dalszym ciągu jest utrzymywana ze środków spółki oraz innych komercyjnych sponsorów. Aktualnie w BEC trwa wystawa włoskiego malarza, rzeźbiarza i akcjonisty Michelangelo Pistoletto. Prywatni donatorzy wyłożyli na nią 150 tys. dolarów. Beirut Exhibition Center chętnie współpracuje z mniejszymi, lokalnymi galeriami. Jest nie tylko przestrzenią, lecz także prężnie działającą instytucją. Niejako konkurencją dla BEC jest Beirut Art Center. Prywatna, lecz misyjna galeria sztuki. Także BAC utrzymuje się dzięki środkom od libańskich przedsiębiorców. Od kilku lat nie było w BAC wystawy, która nie miałaby kilku prywatnych, lokalnych sponsorów. To m.in. ubezpieczyciel Libano-Suisse, sieć centrów handlowych ABC, Bank Audi i firma Aïshti.

aisti

Makieta muzeum Aïshti Foundation, fot. Aïshti Foundation

Ta ostatnia jest zresztą bodaj najciekawszym przykładem rozwoju kultury przez biznes w Libanie. Nie tylko w zakresie sponsoringu wydarzeń związanych z kulturą i sztuką. Aïshti to istniejące od 1989 roku dom handlowy i sieć butików oferujące produkty ekskluzywnych marek, takich jak Miu Miu, Prada, Yves Saint Laurent, Dior czy Burberry. Aïshti posiada również SPA, salon fryzjerski, restauracje, własny magazyn o modzie „A” oraz fundację. I to właśnie ta ostatnia związana jest ze sztuką. The Aïshti Foundation została powołana do życia przez właściciela brandu, Tony’ego Salame w 2005 roku. Jej celem od samego początku istnienia było definiowanie sztuki współczesnej, od designu poprzez performance do architektury. Za zadanie stawia sobie też wspieranie kultury libańskiej i prezentowanie jej nie tylko w kraju, ale na całym świecie. The Aïshti Foundation posiada stale powiększającą się kolekcję, którą tworzy osobiście Tony Salame. To około 1200 prac – obrazów, grafik, rysunków, rzeźb, sztuki video i nowych mediów artystów lokalnych oraz zagranicznych, m.in. Pawła Althamera czy Marii Lassnig. O wartości kolekcji Aïshti Foundation świadczą nie tylko nazwiska czy jej rozmiar, ale również lista muzeów i galerii, które wypożyczały jej obiekty. Znajdziemy na niej nowojorskie MoMA, Muzeum Guggenheima, wiedeński MUMOK, a także Luwr czy Ermitaż. Aïshti Foundation buduje właśnie miejsce dla swojej kolekcji. Będzie to największe muzeum sztuki współczesnej w Libanie i zapewne jedno z ciekawszych na całym Bliskim Wschodzie. Autorem projektu muzeum Fundacji Aïshti w Bejrucie jest utytułowany brytyjski architekt David Adjaye.

AUB Byblos Bank art gallery opening-20052013 (11)_015504

Otwarcie  AUB Byblos Bank Art Gallery, fot. Byblos Bank

W Libanie istnieje również silny trend angażowania się w sztukę lokalnych banków. Co nietypowe konkurencyjne instytucje finansowe potrafią wspierać to samo wydarzenie. Najlepiej widać to na Beirut Art Fair, targach sztuki, które istnieją wyłącznie dzięki prywatnemu sponsoringowi. Od pierwszej edycji targi sponsoruje BankMed. Diala Choucair, dyrektor sprzedaży banku, podkreśla: „To coś więcej niż sponsoring, to narodowe działanie”. Z kolei BLC Bank we współpracy z Beirut Art Fair stworzył platformę do promocji libańskiego dizajnu. Byblos Bank wraz z Beirut Art Fair powołał do życia Byblos Bank Award Photography. Nagroda jest tylko jednym z elementów misyjnej działalności banku. W 2013 roku powstała AUB Byblos Bank Art Gallery. W galerii położonej na terenie kampusu Uniwersytetu Amerykańskiego w Bejrucie prezentuje się wystawy stałe i czasowe poświęcone przede wszystkim sztuce współczesnej. Byblos Bank był jednym z pierwszych, który wsparł Uniwersytet w realizacji tej wizji angażując się w tworzenie instytucji już na początku, w 2009 roku. Widać zatem, że nie było to spontaniczne, jednorazowe działanie, a długoterminowy proces doskonale wpisujący się w wizję banku. Semaan Bassil, wiceprezes i dyrektor generalny Grupy Byblos Banku podkreślał: „To eksperymentalne działanie ma być wsparciem dla libańskich artystów i wzmocnić sztukę w jej różnych formach. Widzimy, że ludzka kreatywność i innowacyjność jest bardzo niedocenianym zasobem gospodarczym, który tworzy miejsca pracy, przynosi przychody zarówno bezpośrednie i pośrednie, a przede wszystkim zachowuje wyjątkowość naszej kultury dla przyszłych pokoleń”. Podczas Beirut Art Fair można także zauważyć logotyp Banku Audi, największej krajowej instytucji finansowej. Wspiera on wybrane prywatne galerie. Posiada także własną kolekcję dzieł sztuki, którą można oglądać w wybranych oddziałach. To prace m.in. Édouarda Vuillarda, Bernarda Buffeta, Jacquesa Villona, Lucasa Cranacha Starszego, Jana van Goyena i Pietera Brueghela. Targom towarzyszy jeszcze jedno wydarzenie organizowane dzięki lokalnemu biznesowi – Beirut Art Week. To seria wystaw, spotkań, pokazów i debat rozgrywająca się w przestrzeni publicznej i galeriach Bejrutu. Sponsorowane zresztą przez wspomnianą już firmę Solidere i organizowane przy udziale Aïshti Foundation.

To tylko kilka z wielu obszarów, na których w Libanie spotyka się biznes z kulturą. W końcu także koncerty muzyczne, multidyscyplinarne festiwale oraz przedstawienia teatralne odbywają się dzięki wielkiej skali zaangażowania prywatnych sponsorów i filantropów. Najważniejsze jest jednak, że libański model znacząco różni się od zachodniego. Tu nie chodzi o korzyści promocyjne – zbyt mało osób uczestniczy nadal w kulturze w Libanie. Banki, firmy ubezpieczeniowe, właściciele ekskluzywnych marek wydają się zdawać sobie sprawę, że inwestując w rozwój kultury, inwestują w rozwój społeczeństwa. I wiedzą, że jeśli oni tego nie zrobią, to nie znajdzie się nikt, kto ich zastąpi.

[AM]

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Książka + Prada + Costa + Baileys czyli dlaczego markom literatura się opłaca

Jedna z największych sieci kawiarnianych, jeden z największych producentów towarów luksusowych, fundusz inwestycyjny, wytwórca soczewek kontaktowych i producent popularnego likieru – łączy ich traktowanie literatury, jako dobra, które warto wspierać, ale też z którego można mieć konkretne korzyści promocyjne. Niemal każda ważniejsza nagroda literacka na świecie posiada komercyjnego sponsora, często tytularnego. W Polsce nie ma go żadna. To o tyle dziwne, że – jak pokazują badania Biblioteki Narodowej – czytają konsumenci idealni: osoby dobrze sytuowane, najczęściej z wyższym wykształceniem, mieszkańcy wielkich miast, specjaliści i kierownicy, prywatni przedsiębiorcy, a także uczniowie i studenci. Eksperci powtarzają, że Polacy mało czytają, ale cały czas czyta kilkanaście milionów, regularnie (ponad sześć książek w roku) niemal pięć milionów. To potężna grupa, do której marki komercyjne mogłyby dotrzeć. Dlaczego nie chcą? Dlaczego nie spojrzą na zagraniczne przykłady?

W 1996 roku powstała Women’s Prize for Fiction. To jedna z najważniejszych (jeśli nie najważniejsza) nagroda literacka przyznawana kobietom, niezależnie od ich obywatelstwa, za powieść opublikowaną w języku angielskim w Wielkiej Brytanii. Do 2012 związany z nią był koncern telekomunikacyjny Orange, firma najlepiej znana z zaangażowania w sponsoring związany z filmem. Zresztą właśnie chęcią skupienia się na branży filmowej francuski koncern tłumaczył rozstanie z Women’s Prize for Fiction. Trudno się temu ruchowi dziwić. Masowe usługi telekomunikacyjne i ściśle sprofilowana nagroda literacka nie do końca szły w parze. Women’s Prize for Fiction tylko rok pozostawała bez sponsora. W tym roku jej tytularnym sponsorem został producent likieru Baileys.

akcjaThisBook

Akcja #ThisBook na Twitterze

To mariaż idealny. Baileys to alkohol kierowany do kobiet. Kate Mosse pisarka i jedna z założycielek nagrody wskazuje na idealne dopasowanie, ponieważ obie marki – Baileys i Women’s Prize for Fiction doceniają kobiety. Pisarka Jenny Colgan podkreślała, że Baileys zmiękcza wizerunek nagrody. Baileys współpracę z nagrodą rozpoczął mocnym wejściem w media społecznościowe uruchamiając akcję #ThisBook w maju tego roku. Kampania miała wskazać, która z książek napisanych przez kobietę ma największy wpływ na czytelników. Tysiące czytelników wzięło udział w akcji na Twitterze wskazując ważne dla nich książki i autorki hasztagiem #ThisBook. Profil nagrody śledzi dziś aż 25 tys. osób. Dwadzieścia zwyciężczyń ogłoszono 29 lipca. Wśród nich znalazły się m.in. Doris Lessing, J.K Rowling, Jane Austen czy Sylvia Plath. Baileys Women’s Prize for Fiction, to zresztą kontynuacja przemyślanej strategii sponsoringowej grupy Diageo, do której należy marka likieru. Diageo wśród swoich produktów posiada m.in. Gin Gordon, który współsponsorował Nagrodę Turnera czy szampana Moët, sponsora Moët British Independent Film Awards.

Diageo w swoich działaniach sponsoringowych nie stawia na wizerunek grupy, lecz na promocję konkretnych produktów. Tym samym tropem poszła też spółka Withbread. W latach 1971-2006 przyznawano Whitbread Book Awards (do roku 1983 jako Whitbread Literary Awards). Nagroda miała charakter bardziej masowy, popularny niż elitarna Man Booker Prize (wspieranej zresztą przez firmę inwestycyjną Man Group). Przyznawana była zarówno za wysoką wartość literacką, jak i za przyjemność czytania, książkom, które są skierowane do szerokiego odbiorcy. Ale mało kto kojarzył nagrodę z zarządzanym przez firmę, znanym na całym świecie, sieciowym biznesem.

Costa Book Awards 2013

Tym biznesem jest sprzedaż kawy pod marką Costa (druga największa sieć kawiarni na świecie). „Istnieje naturalny związek pomiędzy książkami i czytelnictwem a rosnącą w Wielkiej Brytanii kulturą picia kawy” – tłumaczył John Derkach, dyrektor zarządzający Costa Coffee. „Trudno byłoby nie odnaleźć związku między kawą i czytaniem. Wystarczy się rozejrzeć” – dodawał Bud McLintock, dyrektor nagrody. I tak w 2006 roku Whitbread Book Awards stała się Costa Coffee Awards. Od tego momentu nazwa sieci pojawia się corocznie w tysiącach medialnych doniesień (nie tylko w Wielkiej Brytanii, bo nagroda jest dobrze rozpoznawalna na świecie) i na okładkach nominowanych książek. Costa chwali się nią także w swoich kawiarniach.

Mariaże marek komercyjnych z literaturą nie zawsze są tak naturalne, jak w przypadku Baileysa i Costy. Czasem bywają dość egzotyczne. W 2007 roku trzyletni kontrakt dotyczący sponsoringu tytularnego National Book Awards podpisał producent czekolady Galaxy. Marka mocno wchodziła zresztą w literaturę w ogóle – wspierała też (i nadal wspiera) akcję Quick Read, która ma na celu rozpowszechnianie czytelnictwa. W 2010 roku Galaxy odnowiła kontrakt z National Book Awards na nowych zasadach. Jak się okazało nie służących ani nagrodzie, ani sponsorowi. Od wydawców nominowanych do Galaxy National Book Awards oczekiwano opłaty na cele marketingowe. Postanowiono też wykorzystać celebrytów do nagłośnienia nagrody, podkreślając, że pisarze nie zawsze są osobami medialnymi, a literatura potrzebuje takiego wsparcia. Momentem kulminacyjnym była gala z wręczenia nagród relacjonowana przez telewizję, wzorowana na Oscarach. Próba wpisania w literatury w taki kontekst nie powiodła się, działanie obniżyło rangę nagrody i gdy w 2012 roku kontrakt sponsorski wygasł, Galaxy już go nie przedłużało.

nat

Logo Specsavers National Book Awards

Szybko jednak znalazła się inna, bardziej rozumiejąca literaturę, komercyjna firma. Sponsorem tytularnym National Book Awards została marka Specsavers, która w chwili przejęcia wspierała już inną literacką nagrodę (Specsavers Crime Thriller Awards). Specsaver to oceniana jako godna zaufania i szanowana firma specjalizująca się w optyce, okularach, soczewkach kontaktowych i aparatach słuchowych. To właśnie widzenie stanowiło pomost pomiędzy nagrodą a produktem. Dyrektor marketingu Specsaver podkreśla, że nie chodzi tylko o sponsoring i promocję, ale też popularyzację czytelnictwa w punktach usługowo-handlowych sieci.

Trend promowania przez literaturę nie omija też towarów luksusowych, choć tutaj – z naturalnych przyczyn – nie można mówić o klasycznym sponsoringu. Prada we współpracy z włoskim wydawcą Giangiacomo Feltrinelli Editore powołała do życia własną nagrodę Prada Journal. Dzięki partnerstwu jednego z największych włoskich domów mody i jednego z największych wydawnictw książkowych, stworzono szansę na publikację książki młodym twórcom. Pierwsza edycja Prada Journal odbyła się w ubiegłym roku. Koncentrowała się na otaczającym świecie oraz życiu codziennym. Do konkursu zgłosiło się ponad 1300 osób, przysyłając prace w ponad trzydziestu językach. Książki pięciu osób, finalistów pierwszej edycji Prada Journal, zostały wydane w formie e-booka.

Prada_journal (2)

Prada Journal w mediach społecznościowych

Tegorocznym wyzwaniem jest wrażliwość na zmiany, które nas czekają. Młodzi twórcy muszą zmierzyć się z pytaniami: „Jakie są oznaki zmieniającego się świata? Jakie sytuacje możemy przewidzieć?”. Od uczestników oczekuje się świeżego spojrzenia na otoczenie. I właśnie spojrzenie jest słowem kluczowym. Umiejętność obserwacji, oceny i refleksji ma zasadnicze znaczenie dla każdego pisarza. Punktem wyjścia do książki są okulary z kolekcji Prada Journal, które zaprojektowano specjalnie na potrzeby konkursu.

W końcu także same marki wydawnicze stają się sponsorami nagród literackich. Brytyjska Folio Prize dedykowana jest pisarzom z całego świata, którzy opublikowali książkę w Wielkiej Brytanii w języku angielskim, niezależenie od formy i gatunku. Początkowo nazywała się po prostu Literature Prize. Pod nową nazwą funkcjonuje od 2014 roku. Zwycięzca otrzymuje 40 tys. funtów. Oceny książek dokonuje jury nazywane akademią, w skład którego wchodzi aż sto osób. Wśród nich twórcy wyjątkowo ważni i utytułowani, m.in. Margaret Atwood, Peter Carey, A.S. Byatt oraz J.M. Coetzee. Widać, że organizatorzy chcą, aby Folio Prize stało się drugim literackim Noblem. Jej twórcy tłumaczą, że chcą zastąpić Man Booker Prize, która według nich się skomercjalizowała.

folio

George Saunders odbiera Folio Prize, fot. thefolioprize.com

Ale i ta nagroda (po części) służy sponsorowi. Jest nim wydawca specjalnych, pięknie ilustrowanych wydań literatury klasycznej, Folio Society. Również tutaj współpraca wydaje się być bardzo przemyślana – prestiżowa nagroda, której celem jest uczczenie fikcji literackiej oraz wydawnictwo z długą tradycją w tworzeniu książek dla pokoleń. „Z niczego nie możemy być bardziej zadowoleni niż ze współpracy z Folio Society. Naszą wspólną ambicją jest stworzenie tak wielu wspaniałych książek jak wielu jest czytelników. Czekamy na długą i owocną współpracę” – mówi założyciel Folio Prize, Andrew Kidd. Krótka zapewne nie będzie, bo nagroda szybko zyskała spore uznanie. A zysk dla sponsora jest oczywisty, bowiem – tutaj powtórzymy – czytają konsumenci idealni: osoby dobrze sytuowane, najczęściej z wyższym wykształcenie, mieszkańcy wielkich miast, specjaliści i kierownicy, prywatni przedsiębiorcy, a także uczniowie i studenci.

[AM]

2 komentarze

Filed under Uncategorized

Motor dla kultury

Pisaliśmy już o wykorzystaniu kultury do kreacji wizerunku banków oraz sektora budowlanego. Jednak światowy trend wskazuje, że to marki motoryzacyjne są w stanie tworzyć z kulturą projekty najbardziej zaskakujące, wychodzące daleko poza tradycyjnie postrzegany sponsoring.

W lutym premierę miał projekt Hello, Again, którego założeniem jest odświeżenie znanych i cenionych dzieł z różnych dziedzin kultury. Pierwszym zaproszonym do współpracy artystą był Beck, jedna z najbardziej pomysłowych i nieprzewidywalnych postaci współczesnego rynku muzycznego. Na potrzeby projektu podjął się reinterpretacji utworu „Sound and Vision” wracającego w tym roku z nową płytą, Davida Bowie. Scenariusz  wydarzenia, w którym wzięło udział ponad 170 muzyków, Beck stworzył razem z Chrisem Milkiem, twórcą teledysków m.in. U2 i Green Day, a prywatnie swoim ojcem. Show odbyło się w Los Angeles w 20th Century Fox Studios, w którym umieszczono okrągłą scenę będącą podczas występu w ciągłym ruchu. Obracające się o 360 stopni kamery i mikrofony umożliwiły takie zarejestrowanie koncertu by oglądający go online widzowie doświadczyli w pełni wszystkich wrażeń mając do wyboru perspektywę Becka, publiczności lub własną (dzięki wykorzystywaniu kamery internetowej). Globalny dyrektor Lincolna, Matt VanDyke stwierdził, że najważniejsze dla nowego wizerunku firmy  jest zaoferowanie unikalnego, luksusowego motoryzacyjnego doświadczenia a program Hello, Again ma być dla klienta zaskakującym i niezapomnianym doznaniem.

beck.blog

Strona Hello, Again w działaniu, fot. lincoln.com

Z kolei marka Lancia od 2010 roku prowadzi magazyn online w o modzie, sztuce, designie i architekturze Lancia TrendVisions. Twórcy strony prowadzą innowacyjne badania pozwalające ustalić przyszłe trendy oraz wyszukują młode talenty branż kreatywnych. A wszystko ze szczególną dbałością o wysoką jakość estetyczną magazynu. Cieszący się ogromnym zainteresowaniem odbiorców, szczególnie tych związanych z sektorem kreatywnym magazyn buduje rozpoznawalność marki wśród potencjalnych nabywców i ludzi niezainteresowanych bezpośrednio rynkiem motoryzacji. Działanie wyjątkowo pasuje do Lanci, która chce być postrzegana jako samochodowa marka, która kładzie duży nacisk na stylistykę swoich produktów. Trochę inaczej sprawa ma się z Mercedesem, który na całym świecie angażuje się w setki wydarzeń kulturalnych. Spaja je niejako internetowy magazyn mb! by Mercedes Benz. Strona promuje młodych twórców, dokumentuje współczesną kulturę oraz pokazuje kreatywną stronę życia. Z zakładki Mixed Tape Music co 8 tygodni można pobierać nowe kompilacje zdolnych muzyków z całego świata. Co ciekawe redaktorzy nie ukrywają, że wcale nie poruszają się pojazdami Mercedes Benz. W tym przypadku marka chce celowo odejść od autopromocji i pokazać swoje zaangażowanie kulturalne nie związane bezpośrednio z reklamą Mercedesa.

lanciamagazine

Strona  Lancia TrendVisions, fot. lanciatrendvisions.com

Dość późno do grona producentów samochodów zaangażowanych w kulturę na dużą skalę dołączył Lexus. W tym roku odbyła się pierwsza edycja międzynarodowego konkursu dla młodych projektantów Lexus Design Award. Znalezienie się pośród dwunastu finalistów to szansa na zaprezentowanie swoich pomysłów podczas Milan Design Week 2013. To nie koniec aktywności Lexusa podczas tej najbardziej cenionej imprezy dla dizajnerów. Lexus we współpracy ze zdobywcami „Złotego Lwa” na ubiegłorocznym Biennale Architektury w Wenecji, japońskimi architektami Toyo Ito i Akihiska Hiratą stworzy instalację „Amazing flow”. Powstanie niezwykła przestrzeń zapewniająca multisensoryczne doznania umożliwiające wyobrażenie sobie, jak będą wyglądały miasta przyszłości. Lexus zainicjował także projekt filmowy. Razem z Weinstein Company zaprosił do współpracy pięciu innowacyjnych reżyserów, którzy stworzą  krótkometrażowe filmy pokazujących życie jako zachwycające doświadczenie. Takie jak każda jazda Lexusem. Na stronie lexusshortfilms.com można śledzić aktualności związane z przedsięwzięciem.

Atsushi Takada z Lexusa o nagrodzie Lexus Design Award

Oczywiście przykłady można mnożyć poczynając od dobrze znanego BMW Art Car. We wszystkich najważniejsze wydaje się być to, że nie mówimy o tanich marketingowych sztuczkach, a działaniach, które nawet w momencie kryzysu szczególnie dotykającego branżę motoryzacyjną i sponsoring kultury, prowadzą do tworzenia nowych, często innowacyjnych (i piekielnie drogich) projektów.

[SP]

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Biznes i kultura – niebezpieczne związki

Mecenat kultury – zjawisko znane od wieków i od wieków też cenione. Zarówno przez instytucje kultury, jak i jej konsumentów. Co jednak powinno się zrobić, gdy mecenas popada w tarapaty, kiedy firma hojnie dotująca kulturę musi zmierzyć się z wizerunkowym kryzysem, medialną nagonką czy faktycznymi przewinami? Czy instytucja kultury powinna odrzucić pieniądze? A może wręcz odwrotnie, wtedy właśnie powinna solidarnie stanąć za donatorem? Ostatnie lata pełne były głośnych spraw, w których kultura musiała dokonywać tego typu wyborów. Przyglądamy się kilku z nich.
BP
Logo BP oblane melasą, która swoim kolorem i konsystencją przypomina ropę, fot. Sophie Molins/Flickr.com

Współpraca londyńskiej Tate Gallery i jego sponsora, koncernu paliwowego BP przez wiele lat układała się wzorcowo. Do czasu. Wszystko zmieniło się, gdy w marcu 2010 roku nastąpił wybuch na platformie Deepwater Horizon. W wyniku zajścia do Zatoki Meksykańskiej wyciekło prawie pięć milionów baryłek ropy. Była to największa katastrofa ekologiczna w Stanach Zjednoczonych. To zdarzenie odbiło się niekorzystnie na giełdowej wartości spółki, ale też na wizerunku firmy. Fala krytyki dosięgnęła w końcu także Tate, które od ponad dwudziestu lat było dofinansowywane przez koncern. Krótko po wycieku ropy w muzeum odbywało się przyjęcie, na którym przedstawiciele galerii mieli podziękować BP za wieloletnie wsparcie. Nietrudno się spodziewać, że wobec wydarzeń z Zatoki Meksykańskiej składanie hołdów BP wzbudziło spore oburzenie. W efekcie impreza została zakłócona przez protestujących, a prawie dwustu przedstawicieli świata sztuki podpisało się pod opublikowanym w dzienniku „Guardian” listem, który wyrażał niechęć wobec sponsora. Zdaniem jego autorów mecenat BP miał tylko odwrócić uwagę od szkód, jakie swoim działaniem wyrządzała firma.

Jednak pismo było dopiero początkiem. Do protestów dołączyli ekolodzy. Zorganizowali akcję, podczas której z puszek z logotypami BP wylewali na schody galerii melasę, czyli ciecz, która swoim kolorem i konsystencją przypomina ropę. Inna ich inicjatywa miała miejsce w Turbine Hall. Zieloni przywiązali wtedy martwe ryby do czarnych balonów z helem. Protesty artystów i ekologów silnie oddziaływały na opinię publiczną. Zebrano osiem tysięcy podpisów od miłośników i stałych bywalców galerii, którzy wyrazili swoją niechęć wobec BP. W tej sytuacji dyrektor instytucji zmuszony był wstrzymać współpracę ze sponsorem. Podobnie zrobiły British Museum National Portrait Galery, Royal Opera House. Instytucje bez większego rozgłosu wznowiły współpracę pod koniec 2011 roku. Od koncernu paliwowego dostały na kolejne pięć lat 10 milionów funtów.
Vodafone
Członkowie UK Uncut protestujący pod sklepem Vodafone, fot. Jonathandeamer/Wikipedia.org

BP to nie jedyna firma, która wspiera działania Tate. Latem 2011 roku instytucja ogłosiła, że będzie współpracować z operatorem telefonii komórkowej Vodafone. Na brytyjskim portalu spoonfed.co.uk pojawił się komentarz, że muzeum samo prosi o się o kłopoty. Krótko przed podpisaniem umowy z Tate wybuchła afera dotycząca operatora. Okazało się, że Vodafone nie płacił podatków i jest winien państwu 6 milionów funtów. Choć ostatecznie Urząd Podatkowy i Celny Jej Królewskiej Mości darował firmie przewinę, nie obyło się bez protestów. Tym razem krytyka pojawiła się głównie w internecie. Organizacja UK Uncut, która działa przeciwko omijaniu przez firmy podatków, dokonała aktu sabotażu i zakłóciła internetową Tate Debate sponsorowaną przez Vodafone.

Tate było więc wierne swoim sponsorom, a nawet wspierało ich w kryzysie. Inaczej niż prywatna, mniejsza londyńska Cynthia Corbett Gallery. Miała ona zorganizować konkurs Trafigura Prize. Sponsorem tytularnym nagrody został międzynarodowy koncern handlujący ropą i metalami. Na krótko przed samym konkursem do mediów wyciekły informacje o tym, że Trafigura wylewała toksyczne odpady u zachodnich wybrzeży Afryki. Władze firmy utrzymywały, że substancja chemiczna zrzucona ze statku była niegroźna. „Guardian” za to donosił, że w wyniku skażenia środowiska siarkowodorem zmarło piętnaście osób, niemal siedemdziesiąt trafiło do szpitala, a ponad sto tysięcy znalazło się pod stałą obserwacją lekarzy. Organizator konkursu, Cynthia Corbett Gallery zdecydował się pozbyć sponsora, a nazwę konkursu zmienić na Young Masters Art Prize. Z kolei słynna kolekcjonerka, Anita Zabludowcz od wielu lat miewa problemy z marszandami. Niektórzy regularnie odmawiają współpracy z nią ze względu na fakt, że finansowo wspiera ją teść, założyciel Soltam System, firmy zbrojeniowej, która zaopatruje w broń i amunicję m.in. izraelskie wojsko.

Wizerunkowe problemy ze swoimi sponsorami mają nie tylko instytucje, ale i twórcy. Poeci Alice Oswald i John Kinsella otrzymali nagrodę im. TS Eliota, jednak postanowili się jej zrzec (mieli dostać po piętnaście tysięcy funtów). Wyróżnienie ufundowała bowiem Aurum Funds, firma zajmująca się funduszami hedgingowymi, kojarzonymi ze spekulacjami i uważanymi za jedno ze źródeł kryzysu finansowego. Oswald stwierdził, że poezja powinna kwestionować taką działalność, a nie się pod nią podpisywać. Kilka lat wcześniej nagrodę literacką im. Johna Llewellyna Rhysa odrzucił Hari Kunzru. Brytyjski pisarz stwierdził, że akceptując to wyróżnienie poparłby sponsora, którym była wtedy konserwatywna (a jego zdaniem wprost ksenofobiczna) gazeta „The Mail on Sunday”.

Wbrew obiegowej opinii umowy sponsorskie w ramach CCR (Corporate Cultural Responsibility) generują problemy i ryzyka nie tylko dla tych, którzy wykładają swoje pieniądze. Równie wiele (a może i więcej) do stracenia mają także ci, którzy marką sponsora firmują swoją kulturalną działalność. W niektórych sytuacjach problemy lub błędy donatora przekładają się także na pogorszenie wizerunku sponsorowanej instytucji. Jak pokazują wymienione przykłady, nie tylko firma musi trafnie dobrać beneficjenta, ale także instytucja kultury powinna dobrze wyselekcjonować sponsora. Na dużych pieniądzach może bowiem czasem całkiem sporo stracić.

P.S.

O niebezpiecznych związkach między kulturą i biznesem pisaliśmy już na naszym blogu relacjonując poświęcone im spotkanie z doktorem Mikołajem Iwańskim.

[KP]

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Więcej biznesu w kulturze – wywiad z Ewą Łabno-Falęcką

O postrzeganiu kultury przez biznes, potrzebie profesjonalizacji branży kulturalnej w Polsce i mediach, które nie lubią dostrzegać sponsorów opowiada doktor Ewa Łabno-Falęcka, dyrektor PR Mercedes Benz Polska.

Na niedawnych Targach Projektów Kulturalnych, które miały łączyć światy kultury i biznesu pojawiło się tylko kilku przedstawicieli drugiego środowiska. Można było odnieść wrażenie, że biznes nie jest zainteresowany kulturą. Do podobnych wniosków dochodzą organizatorzy wydarzenia w opublikowanym ostatnio podsumowaniu.

Myślę, że rzeczywiście kultura nie jest teraz priorytetem w planach sponsoringowych czy CSR firm. Focus przesuwa się w kierunku ekologii, która coraz bardziej przebija się do świadomości Polaków. Inna sprawa, czy kiedykolwiek kultura była priorytetem. Niemniej jednak wydaje mi się, że kilka lat temu istniała większa chęć wspierania kultury zarówno wysokiej jak i popularnej. Tworzyły się np. kolekcje sztuki wielkich banków. Jednak nigdy nie było tak, że istniała nadpodaż chęci biznesu do wspierania kultury. Często mam okazję uczestniczyć w dyskusjach, czy biznes potrzebuje kultury. Odpowiadam wtedy, że po pierwsze biznes tak potrzebuje kultury jak społeczeństwo postrzega jej wartość. No i wygląda na to, że raczej niedoinwestowana kultura potrzebuje biznesu. Oczywiście biznes generalnie wierzy, że poprzez sponsoring czy mecenat dla kultury zyskuje wizerunek firmy. Ale w wielu firmach sponsorowanie sportu i ekologii jest postrzegane jako bardziej efektywna ścieżka do uzyskania przewagi konkurencyjnej. Na zachodzie biznes czuje się nobilitowany przez kulturę, bo kultura ma większą rangę ogólnie w społeczeństwie.
Dwurnik
Fragment obrazu Edwarda Dwurnika „Smart w Warszawie” namalowany dla Mercedes Benz Polska, wiszący w głównej siedzibie firmy w Alejach Jerozolimskich. Fot. Business & Culture.

Skąd biorą się te różnice w postrzeganiu kultury przez biznes w Polsce i na Zachodzie?

Nie wiem, ale pewnie jak zwykle z wielu powodów. „Żyjemy w czasach, w których kulturze grozi, że zginie od środków kultury.” Kiedy Fryderyk Nietzsche snuł te rozważania i zastanawiał się nad fenomenem kultury jako tworzywa kształtującego człowieka w społeczeństwie, my w Polsce marzyliśmy o niepodległości. Po drugie nie mieliśmy mieszczaństwa, a więc tej warstwy, która nobilitowała się przez kulturę. Po trzecie mamy jakiś niedobry talent do oddzielania życia codziennego od kultury i estetyki. Stąd tyle ohydnych pomników w Polsce, brzydkich budynków i nieporadnego naśladownictwa. Żeromski miał rację, że im kultura niższa, tym naśladownictwo bardziej rozwinięte.

Wracając do biznesu: to ludzie z tej samej krwi i kości, część społeczeństwa. Poza tym strasznie dużo pracują i nie chcą przyjąć do wiadomości, że czasem trzeba naładować baterie i pójść na wystawę czy koncert. Nie zostali tego nauczeni ani w domu, ani w szkole. W Niemczech każda szanująca się rodzina klasy średniej idzie w sobotę po południu do muzeum, obojętnie jakiego: sztuki, etnograficznego czy archeologicznego. U nas czas wolny spędza się w galerii, ale handlowej. Po drugiej stronie jest kultura, która uważa, że jest „lepsza” od komercji, bardziej „moralna” – i dlatego się jej coś należy. Otóż tak kultura ma ogromną wagę w rozwoju społecznym, ktoś powiedział, że na dłuższą metę ceny książek są ważniejsze niż ceny aukcji na giełdzie. Ale to nie znaczy, że należy się bez wysiłku. Na Zachodzie nie ma mowy, aby wystawie nie towarzyszył katalog, informacja – bo instytucje kultury mają funkcję edukacji. Ostatnio oglądałam wystawę „Destroy the Picture” w MoCA w Los Angeles. Weszliśmy kilkuosobową grupą i miła pani zapytała, czy chcemy „guided tour”, bo ona jest artystką, pracuje społecznie w MOCA i czasem oprowadza – po prostu lubi kontakt z zainteresowanymi ludźmi… Na zachodzie każdej wystawie towarzyszy darmowy folder lub płatny katalog. U nas zamiast katalogu widz dostaje jedną stronę A4 z zamazanym tekstem, a personel pilnujący łazi za nami nawet w sali, gdzie odbywa się projekcja video. Nie mówiąc o tym, że nie potrafi udzielić żadnych informacji. To z pewnością biznesu nie przyciąga. Managerowie kultury muszą być profesjonalistami – bo artystów mamy dziś świetnych.

Trzecią stroną są oczywiście media, które kulturą nie są zainteresowane. No bo ludzie mediów tak samo nie cenią kultury jak biznes. A jeśli już informują o wydarzeniach kulturalnych,  to skrzętnie chowają sponsorów. Na Zachodzie sponsor nikomu nie przeszkadza. Daje pieniądze, więc naturalne jest, że się go pokazuje. Kultura powinna się czuć nobilitowana przez sponsora. U nas sponsor jest sprawą wstydliwą, jego logo jest niewielkie i najlepiej, jak go w ogóle nie widać. To nie ma nic wspólnego z niezależnością kultury lub mediów. Mam nadzieje, że doczekam czasów, kiedy uda się wykreować modę na kulturę.

Takie inicjatywy jak Targi Projektów Kulturalnych mają sens i coś zmienią?

Myślę że każda rozmowa na ten temat ma sens. Bo, jak mówiliśmy podczas panelu, w tej chwili najważniejsze są relacje między potencjalnymi partnerami. Być może najpierw trzeba się poznać, parę razy zaprosić potencjalnego partnera na jakieś wydarzenie kulturalne, trochę go poznać, rozbudzić w nim sympatię dla kultury i dopiero stawiać go przed jakimiś decyzjami. Zasady Cialdiniego obowiązują tu jak w każdych innych kontaktach. Oczywiście nie mamy gwarancji, że to nam zapewni środki od sponsora, ale bez zbudowania relacji i wzajemnego poszanowania nie będzie sukcesu. Biznes od paru lat wie, że spada wiarygodność reklam a rośnie rola marketingu bezpośredniego, szeptanego, wirusowego. Dawno minęły czasy, kiedy zamówienie ogromnej kampanii reklamowej załatwiało sprawę. W tej chwili staramy się dotrzeć do konkretnego człowieka. Zgodnie z zasadą mediów społecznościowych: nie ma konsumentów, są prosumenci lub po prostu uczestnicy tej wielkiej komunikacji. Tak więc i kultura powinna tak zacząć działać –  zamiast rozsyłać seryjnie oferty do sponsorów, czasem zapominając o zmianie nazwy firmy w tekście. Zanim się do kogoś zwrócę, powinnam wiedzieć jak najwięcej o tej osobie, firmie i jej strategii.

Czy Mercedes ma strategię dotyczącą sponsorowania kultury?

„Największą sztuką jest robienie interesów na sztuce – czyli biznes. Dobry biznes jest najbardziej fascynującą sztuką”. Andy Warhol zrobił dobry biznes, a jego sztuka jest jednym z przełomowych zjawisk XX wieku.  Jak wspomniałam, sztuce w Polsce nie jest łatwo. Szczególnie sztuka nowoczesna, konceptualna, powszechnie uważana za hermetyczną, nie jest kochana przez sponsorów. Ale jest ważna dla rozwoju współczesnego człowieka i dlatego Mercedes-Benz ma ją w swojej strategii sponsoringowej. I często okazuje się, że obcowanie ze sztuką współczesną otwiera nam oczy i wzbogaca. Mogłaby przytoczyć wiele przykładów. Mamy założenia strategiczne, i to pomaga nam przy doborze zjawisk i partnerów, których wspieramy. Wspieranie wszystkich dziewięciu muz nie ma sensu – nie można sponsorować muzyki, teatru, filmu, sztuk plastycznych  i czegoś tam jeszcze. Mercedes-Benz wspiera młody jazz, sztukę nowoczesną i film. Obsługujemy logistycznie sześć festiwali.
Tarasewicz
Mural wykonany przez Leona Tarasewicza znajdujący się w siedzibie Mercedes  Benz Polska w Alejach Jerozolimskich. Fot. Business & Culture.

To wsparcie logistyczne biznesu dla kultury jest wciąż w Polsce mniej popularne niż przekazanie gotówki. Z czego to wynika?

Z perspektywy decydentów bez serca dla kultury najłatwiejsze jest przekazanie gotówki i domaganie się większego logo na plakacie.

Jak w takim razie przekonać biznes, żeby zaangażował się bardziej?

Nie wystarczy dobry projekt, to musi być projekt dla konkretnego partnera. I zamiast mega giga prezentacji trzeba umieć o tej propozycji opowiedzieć – w max. 10 zdaniach. Jeżeli piętnaście Mercedesów wozi gości festiwalu filmowego, to jest sytuacja win-win dla obu stron.

Na to poznanie potencjalnego partnera potrzeba czasu, a pieniądze są często potrzebne w przeciągu kilku miesięcy.

Trzeba sobie zdawać sobie sprawę, że to zawsze będzie czasochłonny proces – jak to w relacjach. Mamy około czterdziestu dilerów w całej Polsce i każdy z nich angażuje się w jakieś projekty kulturalne. Ale żeby ich do tego zachęcić, potrzebowałam ponad dziesięciu lat.

W jaki sposób pokazują Państwo swoje zaangażowanie w kulturę?

Piszemy o tym w naszych obu magazynach – łączny nakład to prawie trzydzieści tysięcy egzemplarzy na kwartał. Staramy się angażować naszych pracowników, dla których zawsze mamy  zaproszenia na pokazy i koncerty sponsorowane przez Mercedesa.  Jeśli sponsorujemy wystawę, to nasi pracownicy mają możliwość jej obejrzenia dzień przed wernisażem. Gdy Leon Tarasewicz tworzył murale w naszej siedzibie, pracownicy przychodzili rozmawiać z nim o sztuce.

Dr Ewa Łabno-Falęcka, dyrektor PR w Mercedes-Benz Polska, gdzie pracuje od  2000 roku. Wcześniej przez 6 lat była radczynią ds. kultury Ambasady RP w Bonn, tłumaczyła literaturę piękną i teksty filozoficzne. Kolekcjonuje sztukę nowoczesną. Jest prezeską Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Mama 20-letniej Kasi, studentki historii sztuki w Londynie.

[KG]

2 komentarze

Filed under Uncategorized

Biznes + kultura – nagrodzone najlepsze projekty

Banki, fundusze ubezpieczeniowe i inwestycyjne – to według miesięcznika „Press” wiodące branże wspierające kulturę w Polsce. Na kolejnych pozycjach lokują się koncerny energetyczne i paliwowe. To trend światowy, co pokazują najważniejsze z przyznanych w tym roku nagród za współpracę dla biznesu i kultury. Jednocześnie za granicą można zaobserwować większą różnorodność wśród dużych sponsorów. Wśród nagradzanych pojawiają się też producenci paszy dla zwierząt, firmy budowlane i wielcy audytorzy.

Best Companies Supporting Arts in America to nagrody przyznawane przez istniejącą od 1960 roku organizację America for the Arts (pisaliśmy już o niej). Wyróżnienie mogą otrzymać firmy, które w szczególny sposób angażują się we wspieranie kultury. Znaczenie mają nie tylko kwoty na nią przeznaczane, ale i sposób współpracy z partnerami czy prowadzenie programów wolontariackich. Tegoroczna lista zwycięzców została ogłoszona podczas gali 4 października. Wśród nagrodzonych znaleźli się m.in. Bank of America, First Community Bank i Cheasepeake Energy Corporation. Ale jednym ze zwycięzców była też korporacja Altech. To firma, zajmująca się produkcją pasz i lekarstw dla zwierząt hodowlanych, która weszła we współpracę z wydziałem opery na Uniwersytecie Kentucky. Wspólnie stworzono największy konkurs wokalny w Stanach Zjednoczonych oraz związany z nim program stypendialny. Łączna pula nagród wyniosła pół miliona dolarów. Co istotne, poza wsparciem finansowym Altech dostarcza Uniwersytetowi Kentucky narzędzi marketingowych w postaci obsługi public relations, pomocy w tworzeniu i realizacji projektów graficznych oraz innych elementów niezbędnych do organizacji wydarzenia.

museumsonus
Museums on Us, fot. http://www.museums.bankofamerica.com

Ciekawie przedstawiały się też projekty, za które nagrodzono Bank of America. Nie otrzymał on bowiem nagrody za sponsoring, lecz autorskie programy o charakterze kulturalnym, np. The Museums on Us, Art Conservation Project i Art in Our Communities. Pierwszy z nich to program umożliwiający darmowe wejścia w weekendy do ponad 150 instytucji kultury i sztuki raz w miesiącu, drugi to wystawa czerpiąca z zasobów banku, który tworzy też własną, pokaźnych rozmiarów kolekcję sztuki i fotografii. Trzeci program, wprowadzony już w roku 2010, wspomaga konserwację sztuki w ośrodkach muzealnych na całym świecie, od Afryki przez Bliski Wschód po Australię. Bank of America jest przykładem instytucji, która doceniona została zatem za długotrwałą współpracę z sektorem kultury. Więcej na temat tegorocznych zwycięzców można przeczytać w podsumowaniu przygotowanym przez  America for the Arts.

dublinc
Mapa wydarzeń Dublin Contemporary, fot. http://www.dublincontemporary.com

W Europie kilka organizacji przyznaje swoje nagrody z zakresu współpracy biznesu z kulturą. Allianz Business to Arts Awards jest jedną z najgłośniejszych. Jej pomysłodawca to irlandzka organizacja Business to Arts na co dzień wspierająca kreatywne partnerstwa pomiędzy biznesem i sztuką. Wśród nagrodzonych we wrześniu tego roku znaleźli się: Irish Distillers Pernod Ricard, Shimmer Research, KBC Bank Ireland, KPMG, Accenture, The National Transport Authority and Bord Gáis. Na szczególną uwagę zasługuje projekt współorganizowany przez firmę badawczą KPMG. Dublin Contemporary 2011 to międzynarodowa wystawa, w której wzięło ponad stu współczesnych artystów. W ciągu ośmiu tygodni stolica Irlandii zamieniła się w wielką galerię sztuki. Jednak  KPMG i Dublin Contemporary zostali nagrodzeni nie tylko za samą wystawę, ale i mocne zaangażowanie mieszkańców miasta. Podczas wydarzenia zarejestrowana została obecność ponad 150 tysięcy odwiedzających ekspozycje oraz prawie 2 tysięcy uczestników wykładów i spotkań, co ponoć przełożyło się na wzrost zainteresowania sztuką współczesną w Dublinie. KPMG odpowiadało za dużą część budżetu Dublin Contemporary, ale także zaangażowało się w promocję wydarzenia wśród uczniów szkół. Stało się nie tylko sponsorem, lecz też współtwórcą. W przemowie końcowej przedstawiciele KPMG podkreślali radość z zaangażowania w projekt zmierzający do edukacji poprzez sztukę.

Darwin Symphony Orchestra

Nagrody AbaF istnieją od 12 lat i są przyznawane w Australii przez Australian Business Arts Foundation, której celem jest łączenie biznesu, kultury i donatorów. Zwycięzcy opisywani są w wydawanej co roku Gold Book. Organizacja prowadzona jest przez przedstawicieli obu stron: artystycznej i biznesowej. Szczególnie interesujący wydaje się przykład tegorocznej nagrody za partnerstwo, którą otrzymały Darwin Symphony Orchestra oraz firma budowlana Sitzler. DSO składa się z sześćdziesięciu wolontariuszy, którzy razem nie tylko tworzą, ale i żyją. Orkiestra współpracuje z firmą Sitzler od dwudziestu lat. I razem działają na rzecz rozwoju lokalnej społeczności australijskiego Terytorium Północnego. W zeszłym roku postanowiono uczcić współpracę serią darmowych koncertów. Zapraszając lokalnych kompozytorów  i muzyków udało się przyciągnąć do grupy muzycznej nowych członków. Nagroda AbaF nie trafiła więc do DSO i Sitzler za wprowadzenie nowego, spektakularnego projektu, lecz za serię działań na przestrzeni dwóch dekad. Za pokazanie, jak współpraca kultury i biznesu powinna przebiegać, jak dzięki konsekwencji obu stron można zbudować ważną dla całego regionu kulturalną markę.

[JZ]

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

USA: biznes + kultura

Raz na jakiś czas pada w Polsce pomysł, aby wprowadzić amerykański model finansowania kultury oparty na prywatnym sponsoringu. Ostatnio także w Wielkiej Brytanii, której rząd drastycznie obciął wydatki na kulturę, pojawiają się podobne głosy. Problem w tym, że choć w obu wypadkach partnerstwo biznesu i kultury należy rozwijać, to próba przeniesienia na europejski grunt systemu amerykańskiego jest z gruntu skazana na porażkę.

Według oficjalnych danych kultura w Stanach Zjednoczonych jest finansowana tylko w 40 procentach z pieniędzy poszczególnych stanów i rządu federalnego. Reszta pochodzi od prywatnych bądź korporacyjnych sponsorów. Dla większości Amerykanów to nie dowód na niedostateczne zaangażowanie państwa w kulturę, lecz potwierdzenie siły wolnego rynku także w obrębie kultury. Słynny ekonomista Milton Friedman opisał w książce „Wolny wybór” przypadek Chicago końca XIX wieku. Wtedy w mieście powstały Instytut Sztuki, Biblioteka Newberry, Chicagowska Orkiestra Symfoniczna, Uniwersytet Chicagowski, Muzeum Historii Naturalnej, Biblioteka Crerara. Większość z nich została stworzona, a później także prowadzona za prywatne pieniądze.


Fundacja Solomona R. Guggenheima działa od 1937 roku. Na zdjęciu nowojorskie Guggenheim Museum powstałe w 1959 roku, fot. wikipedia.org.

Jednak już na początku XIX wieku budowano kulturalne instytucje w podobny sposób. Amerykańskim elitom zależało na dogonieniu Europy we wszystkich możliwych sferach, stąd ich szczodrość dla muzeów, bibliotek czy uniwersytetów. Kolejna fala prywatnych środków dla kultury w Stanach Zjednoczonych trafiła po II wojnie światowej. András Szántó w opublikowanym dwa lata temu na łamach „The Art Newspaper” artykule zauważa, że inwestycje miały związek rywalizacją ze Związkiem Radzieckim na wszystkich polach, od przestrzeni kosmicznej, przez sport, po kulturę właśnie. „Skoro sowieci mieli Balet Bolszoj, to Fundacja Forda musiała założyć City Ballet” – pisze Szántó.

To nie jedynie powody tak dużego zainteresowania kulturą w Stanach Zjednoczonych przez prywatnych sponsorów. Kultura jest tam (czego cały czas nie można powiedzieć o Polsce) silnie związana z rozwojem społeczności lokalnej. Dlatego większość pieniędzy trafia bezpośrednio do regionu, w którym fundator prowadzi swoją działalność. Mało prawdopodobne, aby przedsiębiorca ze wschodniego wybrzeża wspierał muzeum z Los Angeles. Lokalni przedsiębiorcy traktują kulturę jako rodzaj współzawodnictwa, tak samo jak właściciele klubów baseballowych swoje drużyny. Programy sponsoringowe mają więc giganci jak Chase czy American Express, ale aż 69 proc. prywatnych pieniędzy pochodzi od firm z zyskiem poniżej 1 miliona dolarów rocznie.


fot. partnershipmovement.org

Wszystko to sprawia, że amerykański model sponsoringu kultury nie mógłby się przyjąć w Polsce, ani nawet Wielkiej Brytanii. To system wynikający z konkretnych historycznych uwarunkowań. Co nie znaczy, że nie powinniśmy bliżej przyjrzeć się niektórym rozwiązaniom ze Stanów Zjednoczonych. Choćby organizacji Americans for the Arts założonej już w 1960 roku (wtedy nazywała się Community Arts Councils). Przez ponad pół wieku działalności zamiast konkurować z podobnymi podmiotami łączyła się z nimi tworząc w efekcie najsilniejszą w Stanach Zjednoczonych, jeśli nawet nie na świecie, grupę prywatnych sponsorów kultury, fundacji i instytucji kulturalnych. W 1967 roku przyłączył się do niej nawet Business Committee for the Arts miliardera i filantropa Davida Rockefellera.

Dziś Americans for the Art mają 150 tys. członków i prowadzą kilkanaście programów związanych z kulturą, poczynając od doradztwa, przez edukację, lobbing na rzecz kultury, po zdobywanie prywatnych środków. Jednym ze stałych programów jest The pARTnership Movement  pozwalający na łatwą i szybką budowę więzi między biznesem i kulturą. The pARTnership Movement zajmuje się indywidualnym pozyskiwaniem prywatnych środków na konkretne przedsięwzięcia, ale też pozwala dzięki platformie internetowej na szybkie i łatwe znalezienie inicjatyw, które poszukują sponsora. Jednak nie wszędzie i za wszelką cenę. Tak, jak całe  Americans for the Art, tak i ta inicjatywa jest powołana dla łączenia konkretnych, pasujących do siebie przedsięwzięć. Zgodnie z przekonaniem, że przedsiębiorca powinien nie tylko wkładać w kulturę pieniądze, ale i się w nią angażować, czuć projekt, który sponsoruje, mieć świadomość współtworzenia go. I akurat ten element amerykańskiego systemu sponsoringu kultury przydałoby się faktycznie przenieść do Polski.

4 komentarze

Filed under Uncategorized