Monthly Archives: Styczeń 2012

Targi sztuki 2.0

Ponad 130 wystawców z 30 krajów, 1200 artystów i 2000 dzieł sztuki. Już za kilka dni rusza druga edycja VIP Art Fair. W odróżnieniu od Art Basel czy Frieze Art Fair nie trzeba jednak kupować biletu lotniczego, ani nawet ruszać się z domu. VIP Art Fair odbywają się online. Co w nich niezwykłego skoro sztukę w internecie możemy kupować od wielu lat? Przede wszystkim fakt, że internet daje im przewagę nad tradycyjnymi targami.


fot. dzięki uprzejmości VIP Art Fair, New York

Na VIP Art Fair pojawiają się nie tylko najbardziej uznane galerie – np. James Cohan Gallery, Gagosian Gallery, Hauser & Wirth, White Cube – ale i takie, które nie mogłyby ze względu na wysokie koszty zaistnieć na tradycyjnej imprezie. Dzięki temu obok sprzedających Antony’ego Gromley’a czy Jeffa Koonsa gigantów, pojawiają się małe galeryjki z Chin, Chile czy Włoch. Co nie jest równoznaczne, że do grona wystawców przyjmowano każdego, selekcja była ostra. Organizatorzy chcieli, aby obok głównego nurtu, który funkcjonuje na każdych targach sztuki zaistniała także alternatywa.

VIP Art Fair posiada szereg innych zalet. Rejestracja jest darmowa i dopóki nie decydujemy się na zakup, prace możemy oglądać za darmo. VIP w nazwie wydarzenia to skrót od „view in private”, co znaczy, że każdy pozostaje na targach anonimowy. Na pytania odpowiadają na czacie konsultanci, a transakcje finalizuje się w wirtualnych „private rooms”. – VIP Art Fair wykorzystując nowe technologie do poszerzenia naszych horyzontów, pozwala objąć zasięgiem więcej osób, na wiele różnych sposobów, przy równoczesnym poszanowaniu dotychczasowych relacji między artystami, kolekcjonerami, kuratorami i dilerami – mówił Frish Brandt, dyrektor Fraenkel Gallery z San Francisco.

fot. dzięki uprzejmości VIP Art Fair, New York

Podczas wydarzenia odbędą się także spotkania – znów darmowe – ze specjalistami rynku sztuki. Wśród ekspertów, którzy przygotowali prezentacje video znaleźli się m.in. Lowell Pettit – profesor Sotheby’s Institute, Michael Plummer – współwłaściciel firmy Artvest zajmującej się doradztwem inwestycyjnym na rynku sztuki oraz Adam Lindeman –  miliarder i kolekcjoner. Będzie można obejrzeć także cykl filmów poświęconych współczesnym artystom. Ich bohaterami są m.in. Catherine Opie, El Anatsui, Ai Weiwei, David Altmejd i Marina Abramoviç.

Mimo krótkiej historii VIP Art Fair dorobiły się już naśladowców. W Bombaju, na jesieni zeszłego roku, odbyły się targi India Art Collective. Pierwsza edycja przyciągnęła ponad 40 wystawców z całego kraju. Podobno wzięło w nich udział wielu kupujących zza granicy. Na VIP Art Fair nie pojawi się żadna galeria z Polski.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Pirat – zysk dla kultury

To paradoks, bo ci ludzie w jednej perspektywie są złodziejami, ale jeśli popatrzymy z innej strony, to okazuje się, że są nadzieją na lepsze jutro jeśli chodzi o uczestnictwo Polaków w kulturze – stwierdził medioznawca Mirosław Filiciak w wywiadzie, który ukazał się w weekendowym wydaniu „Gazety Wyborczej”. Publikacja rozmowy zbiega się z dwoma wydarzeniami, głośną debatą na temat ACTA oraz premierą raportu „Obiegi kultury. Społeczna cyrkulacja treści” autorstwa Filiciaka, Justyny Hofmokl i Alka Tarkowskiego. Już dziś pod linkiem www.obiegikultury.centrumcyfrowe.pl można znaleźć jego główne tezy, całość będzie dostępna w środę.

Raport skupia się na „pozarynkowym, społecznym obiegu treści takich jak książki, muzyka i filmy”, ale pokazuje też przy okazji, że piractwo to także forma upowszechniania kultury, a niejednokrotnie także świetna promocja. Autorzy badania w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” sugerują, że większość polskich piratów to osoby, którym treści ściągane z internetu wcale nie zastępują kupienia płyty CD czy wyjścia do kina. Z jednej strony to osoby, które nie mają dostępu do  kultury w formie fizycznej (np. osoby z małych miast czy ze wsi, gdzie nie ma kin) oraz ci, dla których piractwo jest uzupełnieniem oferty dostępnej legalnie (np. fani seriali, które do Polski trafiają z opóźnieniem lub w ogóle).

fot. Centrum Cyfrowe. Projekt: Polska

Chcąc poznać i zrozumieć nowe praktyki nie można ich z góry oceniać, a tym bardziej piętnować jako nielegalne lub złe. Dopiero znając ich skalę, charakter i skutki możemy oceniać wpływ nowych obiegów treści na sferę kultury. Dlatego nie mówimy o „piractwie” – wolimy mówić o społecznej wymianie treści i ich nieformalnym obiegu – zaznaczają na stronie internetowej projektu jego autorzy. – Tylko 13 proc. Polaków kupuje książki, muzykę lub filmy. Aż 33 proc. uzyskuje je w postaci cyfrowej, w sposób nieformalny i za darmo. Jeśli do obiegów nieformalnych włączyć też „fizyczne” formy wymiany, jak pożyczanie sobie płyt, to uczestniczy w nich 39 proc. Polaków. Trzykrotnie więcej, niż w rynkowym obiegu, opartym na kupowaniu – czytamy dalej.

Z badania wynika, że 72 proc. aktywnych internautów deklaruje ściąganie plików. Wraz z tymi, którzy korzystają ze streamingów i wymieniają się plikami ze znajomymi grupa ta rośnie do 92 procent. Jednocześnie te właśnie osoby (w świetle prawa będące piratami) znacznie częściej kupują książki, muzykę i filmy. Statystyki Biblioteki Narodowej dotyczące czytelnictwa wskazują, że w roku 2010 jedną książkę przeczytało 44 procent Polaków. Wśród aktywnych internautów ten odsetek wyniósł aż 89 procent. Rocznie jedną książkę kupuje 5 procent osób, które nie korzystają z internetu i 68 proc. aktywnych internautów. Według danych GUS, minimum raz do roku kino odwiedza 29,8 proc. Polaków. Znów wśród aktywnych internautów odsetek ten jest znacznie wyższy i wynosi 82 procent. Najwięcej kinomanów znajdziemy w grupie ściągającej filmy z sieci.  Raport wskazuje, że muzykę kupuje 1 proc. polskiego społeczeństwa, ale aż 29 proc. internautów. Płyty z filmami lub serialami kupuje 2 proc. osób nie korzystających z internetu i prawie 25 proc. internautów.

Kinomani wśród internautów i osób nie korzystających regularnie z internetu. fot. Centrum Cyfrowe. Projekt: Polska

Badanie „Obiegi kultury. Społeczna cyrkulacja treści” po raz pierwszy daje mocne dowody potwierdzające obiegową opinię, że piracki, czy jak wolą autorzy raportu „nieformalny obieg”, nie tylko generuje straty koncernów i twórców, ale też wpływa na zysk firm najsilniej protestujących przeciwko nielegalnym kopiom w internecie. Interesująca byłaby jeszcze odpowiedź na pytanie w jaki sposób odbiorca pirackiej kopii filmu czy albumu muzycznego przykłada się do jego promocji wśród realnych i wirtualnych znajomych oraz jak wygląda przełożenie takiej promocji na sprzedaż.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Sztuka dla sztuki (i rozwoju)

„Artysta jako filantrop” – to tytuł artykułu, który kilka dni temu ukazał się na stronie internetowej jednego z najlepszych na świecie magazynów o sztuce „ARTnews”. Podobny materiał dwa dni temu opublikowała „The Art Newspaper”. Oba materiały są o tyle zaskakujące, że pokazują jak w czasach kryzysu sztuka potrafi obronić się dzięki wsparciu finansowemu płynącemu od wewnątrz. Rządy i przedsiębiorstwa obcinają dotacje, tymczasem fundacje odgrywają coraz większą rolę. Warto zaznaczyć, że mowa o fundacjach samofinansujących się, które w zasadzie nie czerpią funduszy z zewnątrz.

Największą z nich jest Andy Warhol Foundation for the Visual Arts dysponująca majątkiem w wysokości 330 milionów dolarów. W ostatnim roku fundacja przeznaczyła na granty dla organizacji związanych ze sztuką 14 milionów dolarów. Największymi dotacjami dla indywidualnych artystów dysponuje za to Pollock-Krasner Foundation, która od 1985 roku rozdała ponad 3 tys. grantów wartych w sumie 54 miliony dolarów.

Joan Mitchell Foundation, której historia opisywana jest w „ARTnews” najszerzej, to w porównaniu z wymienionymi dopiero raczkujący podmiot, jednak jego działalność jest nie mniej ciekawa. Fundacja dostrzegła, że w Nowym Orleanie po przejściu Huraganu Katrina w 2005 roku, niemal zupełnie zamarło życie artystyczne. Fundacja wsparła indywidualnych artystów, a także organizacje kwotą 3 milionów dolarów. Od tamtego czasu sukcesywnie stara się rozwijać życie artystyczne regionu. W 2010 roku na dawnej plantacji zaczął powstawać ośrodek, który ma się stać docelowo kolonią dla artystów, inkubatorem pomysłów, ale też miejscem schronienia.

Image
To tylko kilka z wielu przykładów podobnych, bardzo prężnie rozwijających się instytucji. Pytanie skąd ten rozwój. Odpowiedź jest banalnie prosta – ze sztuki. Raport The Artist as Philanthropist: Strengthening the Next Generation of Artist-Endowed Foundations wskazuje, że na majątek czy zyski fundacji składają się: prace, archiwa, prawa do reprodukcji, a dopiero w dalszej kolejności inwestycje nie związane ze sztuką.

Raport mówi o istnieniu około 300 podobnych instytucji dysponujących w sumie majątkiem 2,5 miliarda dolarów. W latach 1990-2005 liczba instytucji tego typu podwoiła się. Na granty przeznaczyły 639 milionów dolarów. Wśród największych (poza już wymienionymi) warto wymienić jeszcze Robert Mapplethorpe Foundation i Roy Lichtenstein Foundation. Autorzy raportu twierdzą, że coraz większy udział w tworzeniu sztuki mają też fundacje powołane do życia przez żyjących twórców:  Alexa Katza, Ellswortha Kelly’ego, LeRoy’a Neimana czy Helen Frankenthaler.

Warto przeczytać oba artykuły, a także przejrzeć obszerny, podzielony na dwie części raport. To nie tylko opis ciekawego, rozwijającego się ostatnio bardzo szybko zjawiska, ale też przegląd rozwiązań, które dowodzą, że fundacje związane z kulturą nie muszą być beneficjentami dotacji, a wręcz odwrotnie.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Ile straci Kraków?

Krakowskie Biuro Festiwalowe niemal od początku istnienia wzbudza skrajne emocje. U jednych, głównie wśród przedstawicieli świata kultury innych miast, zazdrość. U innych, w wielu krakowskich środowiskach, niechęć. Jedno jest pewne – żadne inne miasto nie stworzyło instytucji równie skutecznie wspierającej festiwale, które wzajemnie się uzupełniając tworząc mądrą i kompletną ofertę kulturalną.

Obcięcie dotacji dla KBF było szeroko komentowane w mediach. Mówiono o rozgrywkach politycznych, stracie dla kultury. Za każdym razem wspominano o kilku festiwalach: Selectorze, Coke Live, Off Puls Camerze, Sacrum Profanum. Zapominano o faktach, które stawiają sprawę w jeszcze mniej korzystnym dla Krakowa świetle:

1. Pieniądze. Każdy z festiwali to nie tylko wydatek dla miasta, ale i wymierny zysk. Tylko „kluczowe” według samego KBF festiwale to czternaście imprez generujących z samych biletów co najmniej kilkanaście milionów złotych. Część pieniędzy wraca do kasy miasta w formie podatków (około 40 proc. ogółu podatków). Dalsze wpływy pochodzą od turystów przybywających na festiwale z innych miast, a nocujących w hotelach i stołujących się w restauracjach, kupujących bilety komunikacji miejskiej. Kolejne kilkanaście milionów obrotu. I kolejne podatki w kasie miasta. W sumie co najmniej kilka milionów złotych. O dokładne wyliczenia trudno, bo nikt w Krakowie ich nie prowadzi. A jeśli prowadzi, to pozostają tajne. A szkoda, bo byłyby by mocnym argumentem na korzyść festiwali.

2. Promocja. Tym razem też łatwo byłoby wyliczyć wymierną korzyść, choć znów do ich podstawy trudno dotrzeć. Niektóre polskie miasta przyznając dotacje na wydarzenia kulturalne oczekują ekwiwalentu w postaci odpowiedniej promocji miasta w ramach patronatów medialnych, reklam, działań PR, czy podczas trwania wydarzenia. Duże polskie miasto dla małego festiwalu tego rodzaju ekwiwalent ustala na poziomie 100 tys. złotych. Czternaście średnich i dużych festiwali to przyjmując analogiczne kryteria blisko trzy miliony złotych.

Logo projektu „6 zmysłów”, fot. http://www.biurofestiwalowe.pl

3. „6 zmysłów” czyli znów promocja. Miasto jako jedno z niewielu w Polsce wypracowało strategię promocyjną, która pozwoliła na dotarcie do wszystkich grup wiekowych, a także osób o zróżnicowanych zainteresowaniach. „W 2008 roku, z inicjatywy Urzędu Miasta Krakowa powstał projekt pod wspólną marką 6 zmysłów – strategia nieszablonowej promocji Krakowa poprzez wydarzenia kulturalne, skierowana do turystów i mieszkańców” – czytamy na stronie KBF. Wystarczyło jedno głosowanie radnych, aby ta naprawdę skuteczna, wdrażana konsekwentnie w życie, strategia promocyjna została zniszczona. Przyszłe straty pozostają trudne do oszacowania, ale łatwo będzie wskazać ich część na podstawie danych dotyczących ruchu turystycznego.

4. Praca. Znów brak badań nie pozwala stwierdzić ile miejsc pracy generują krakowskie festiwale. Przy każdym z wydarzeń czasowe zatrudnienie znajduje wielu fachowców z dziedziny kultury, artystów, specjalistów od promocji, podwykonawców.

5. Mniej kultury. Zapewne ucierpią nie tylko wydarzenia opisywane przez media, które skupiają się na tych największych, najbardziej spektakularnych. Tymczasem KBF organizuje, wspiera lub współfinansuje wiele więcej wydarzeń, w większości rzeczywiście atrakcyjnych i wartościowych. Oto bardziej kompletna pełna lista: Misteria Paschalia, Off Plus Camera, Festiwal Muzyki Filmowej, Selector Festival, Miesiąc Fotografii w Krakowie, ArtBoom Festival, Sacrum Profanum, Festiwal Literatury im. Josepha Conrada, Festiwal Muzyki Polskiej, Boska Komedia, Unsound Festival, Festiwal Literacki Czesława Miłosza, Anima & Etiuda, Opera Rara, Jarmark Świętojański, Wianki, Unsound, Wow! Night, Krakowski Festiwal Filmowy.

KBF otrzyma w tym roku 18 mln zł, czyli 14 mln mniej niż w roku 2011.

3 komentarze

Filed under Uncategorized