Monthly Archives: Czerwiec 2013

Polityka nie(zbyt) kulturalna

Wizerunek i infrastruktura. Wszystko wskazuje na to, że budowanie i umacnianie tych dwóch aspektów to najważniejsze cele prowadzonych przez polskie miasta polityk kulturalnych. Tak w każdym razie wynika z raportu „DNA Miasta: Miejskie polityki kulturalne”, który pod koniec maja opublikowała Res Publica Nowa.

Badacze wzięli po lupę 66 polskich miast. Skupili się przede wszystkim na ośrodkach liczących powyżej 100 tys. mieszkańców, ale ich uwadze nie uszły też miasta mniejsze, uważane za regionalne centra kulturalne. W zasięgu obserwacji znalazło się tym samym 12,5 miliona ludzi, blisko 400 uchwał budżetowych oraz miliardy złotych, które w oparciu o te uchwały wydano. Wnioski płynące z badania przeprowadzonego w 2012 roku – podsumowującego działania podejmowane w oparciu o plany budżetowe z ostatnich sześciu lat (od 2007 do 2012 r.) – pokazują napawający optymizmem trend wzrostowy w miejskich wydatkach na kulturę. Na co poszły budżetowe pieniądze? Aż o 171 proc. wzrosły wydatki inwestycyjne. W ostatnich latach zwiększyły się nakłady, a tym samym poprawiła się miejska infrastruktura – przeprowadzono więcej rewitalizacji starych budynków, remontów, w wielu miastach budowano nowe siedziby dla instytucji kultury. Podjęcie odkładanych przez lata inwestycji ułatwiały, a w wielu przypadkach w ogóle umożliwiały, środki unijne. Znacznie słabiej, ale również „wzrostowo” prezentują się wydatki na bieżącą działalność kulturalną. W badanym okresie zanotowano ich czterdziestoprocentowy wzrost. Co ciekawe, w tym samym czasie miasta dwukrotnie zwiększyły swoje budżety kulturalne. Wprawdzie nieznacznie – o 9 proc. – ale zwiększył się także stosunek wydatków na kulturę do całości miejskich wydatków.

mpk_prt_sc

 

Z drugiej strony badacze zwracają uwagę, że prowadząc swoje „polityki kulturalne” miasta i podlegające im instytucje kultury często działają niczym dzieci we mgle. Kultura jawi się jako obszar, w którym wciąż można działać bez skrystalizowanego planu, nie wdrażając bądź tylko częściowo trzymając się opracowanych strategii i nie dysponując narzędziami, które pomogłyby ocenić skuteczność i zasadność prowadzonych na tym polu działań. Kultura polskich miast jest więc raczej kulturą „od budżetu do budżetu” niż zjawiskiem świadomie budowanym w oparciu o strategię wypracowaną przy udziale przedstawicieli różnych środowisk i instytucji. To kultura będąca barometrem dla kapryśnej sytuacji rynkowej, gospodarczych kryzysów, dla charyzmy, zdolności organizacyjnych i zaangażowania osób działających na rzecz zaspokajania kulturalnych potrzeb mieszkańców.

Mimo postulatów (chciałoby tego 50 proc. badanych miast) wciąż zbyt rzadko polityka kulturalna traktowana jest jako szansa na wprowadzenie społecznej zmiany. A przecież miejskie imprezy i aktywna animacyjna działalność instytucji kulturalnych to – jak zauważają badacze – okazja do integracji mieszkańców, niwelowania różnic społecznych, tworzenia wspólnej tożsamości. Tymczasem miasta nie wykorzystują możliwości docierania z kulturą do środowisk niemających z nią kontaktu na co dzień. Nie myślą też o też uczynieniu z niej ważnego elementu gospodarki dzięki ścisłej współpracy kultury i biznesu. Na tę sytuację bez wątpienia wpływa brak pomysłów na integrację tych dwóch dziedzin, a także skłonność do marginalizowania kultury jako mniej istotnej dla funkcjonowania i wizerunku miasta niż biznes czy turystyka.

Szczęśliwie znacznie częściej miasta patrzą dziś na wydarzenia kulturalne jako okazję do promocji i prezentowania swoich walorów „na zewnątrz”. I choć zdawać by się mogło, że takie postrzeganie miejskiej oferty kulturalnej to dowód na pewną krótkowzroczność władz, to wcale nie musi tak być. Optymizmem napawa fakt, że wiele polskich miast korzysta z dobrych zagranicznych wzorców i przez lata buduje kulturalne wydarzenia, które stają się prężnie funkcjonującymi i doskonale rozpoznawalnymi markami. Tak jak nie wyobrażamy sobie Berlina i czeskich Karlovych Varów bez filmowych festiwali, tak trudno wyobrazić sobie, że Wrocław czy Kazimierz Dolny mogłyby nie mieć własnych. Dzięki miejskiemu wsparciu mogą swobodnie funkcjonować takie festiwale-marki, jak płocki Reggaeland i Audioriver. To one silnie napędzają turystyczny biznes. I siłą rzeczy stają się – zarówno w przekazach medialnych, jak i w świadomości Polaków – wizytówką miasta. Co więcej, miasta same walczą o status „kulturalnych stolic” i o trwałe identyfikowanie ich w odniesieniu do bogatej i różnorodnej kulturalnej oferty.

fot.Jim_Linwood_FLICKR

Festiwal filmowy w Karlovych Varach to nie jedyna choć na pewno najważniejsza kulturalna wizytówka czeskiego miasta fot. Jim Linwood/Flickr.com

Autorzy raportu „Miejskie polityki kulturalne” rozmawiali z przedstawicielami instytucji kulturalnych, urzędów miejskich oraz instytucji pozarządowych. Ich poglądy na to kto i w jakim stopniu kształtuje politykę kulturalną miast były zbliżone. Burmistrzowie czy też prezydenci miast, pracujący w urzędach specjaliści oraz działacze kulturalni i artyści są postrzegani jako kluczowi gracze na kulturalnej scenie miast. Niewielką rolę w tej materii przyznaje się mieszkańcom, którzy w opinii badanych rzadko bywają twórcami, najczęściej wyłącznie odbiorcami kulturalnej polityki i wynikających z niej działań. Przedstawiciele instytucji kultury przychylniej oceniają realizację polityki miasta niż przedstawiciele NGOsów, którzy stawiają instytucjom większe wymagania i oczekują od nich pełniejszego wykorzystania potencjału tkwiącego w miejskiej kulturze. Przeprowadzone badania nie pozostawiają wątpliwości, że w opinii respondentów największą przeszkodą w rozwoju kultury w mieście jest jej niedofinansowanie. Jednak równie istotnymi problemami są źle działające urzędy, kiepska infrastruktura a także złe prawo czy małe zainteresowanie kulturą wśród mieszkańców.

Pozostaje nam mieć nadzieję, że wraz ze wzrostem wydatków na kulturę będzie rosła świadomość znaczenia prowadzenia przemyślanej polityki kulturalnej. I że widmo kolejnych gospodarczych kryzysów nie będą dla miejskich decydentów i ich elektoratu wymówką oraz powodem do koncentrowania się na doraźnych działaniach i „nie kulturalnej” sferze rozwoju.

[K.Sz.]

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Getty Museum – czyli jak być skutecznym w social media

Nie przez przypadek co jakiś czas piszemy o funkcjonowaniu instytucji kultury w mediach społecznościowych. Polskie przykłady to wciąż głównie przypadki beznadziejne. Instytucje boją się mediów społecznościowych lub utożsamiają je z Facebookiem. Ich aktywność na najpopularniejszym portalu społecznościowym sprowadza się do publikacji suchych informacji lub wręcz przeciwnie tzw. „LOL kontentu”. Potem wystarczy włączyć promocję postu, pojawia się kilkanaście lajków i kilkudziesięciu nowych fanów. Problem w tym, że nie osiąga się dzięki takiej aktywności niemal żadnego przełożenia na liczbę realnych odbiorców. Nie tylko brak inicjowanych przez instytucje kultury kampanii w mediach społecznościowych, ale też solidnej codziennej aktywności. Jak prowadzić ją dobrze najpełniej pokazuje chyba przykład J. Paul Getty Museum oraz powiązanych z nim fundacji i instytutu badawczego powołanych dzięki zmarłemu przed ponad trzema dekadami amerykańskiemu miliarderowi i filantropowi.

gett
Profil Getty Museum na artbabble.com

Wchodząc na stronę internetową instytucji nie zobaczymy odnośników do Facebooka, czy Twittera. Nie, na pierwszy rzut oka. Trzeba rozejrzeć się po stronie, by w górnym rogu odnaleźć dyskretnie zachęcający napis: „Connect with Us”. Jeśli wystarczająco zachęcony internauta kliknie nań przed jego oczyma pojawią się linki odsyłające do prawie wszystkich wpływowych mediów społecznościowych. Jest Facebook i Twitter, Flickr i Pinterest. Jest nawet Tumbler i blog pod tytułem „The Iris” oraz link do branżowego portalu artbabble.com. Dzieci mogą zajrzeć do muzeum za pomocą whyville.net. Jest to edukacyjna platforma, która oferuje swoim użytkownikom m.in. dostęp do wirtualnego świata, kreowanie własnych postaci i czatowanie. Pod logotypem YouTube widnieją linki do prowadzonych przez muzeum kanałów, a zwolennicy tradycyjnej komunikacji mogą dopisać się do listy mailingowej. Cały ten wysyp możliwości na pierwszy rzut oka może wydawać się chaotyczny. Bywa, że instytucje zakładają profile na wielu platformach społecznościowych, ale nie wszystkie prowadzone są odpowiednio i nie wszystkie daję wymierne rezultaty. W przypadku muzeum Gettyego pracownicy zadbali, by wykorzystywane przez nich media należycie spełniały swoje role. Przykładem tego może być Twitter i ponad 435 000 jego użytkowników obserwujących muzeum, albo strona na Facebooku z ponad 155 000 fanów. W końcu rekordowy Pinterest, dzięki któremu Muzeum zgromadziło ponad 1 127 000 obserwatorów.

Skuteczność komunikacji w przypadku J. Paul Getty Museum opiera się m.in. na zrozumieniu istoty mediów społecznościowych, polegającej na potrzebie przynależności i interakcji. Nie są one wykorzystywane, jak to się dzieje w przypadku wielu podobnych instytucji, do prezentowania zwyczajnych treści reklamowych. Dzięki interaktywnym kampaniom odbiorcy wnoszą własny wkład w życie Muzeum. Mogą w twórczy sposób zaistnieć i poczuć się częścią grupy. Doskonałym tego przykładem jest przeprowadzona za pośrednictwem Facebooka, Twittera, bloga i na końcu YouTuba akcja skoncentrowana wokół arcydzieła Jana Vermeera „Kobieta w błękitnej sukni”. Odbiorcy zostali poproszeni o napisanie swojej wersji rozpoczęcia tajemniczego listu, który kobieta z obrazu trzyma w dłoniach. Reakcja była natychmiastowa i w odpowiedzi muzeum otrzymało ponad 200 tekstów. Niektóre były śmieszne, inne poważne i głębokie. Wybrane fragmenty, przeczytane przez lektora, zabrzmiały w krótkim filmie wideo zamieszczonym na oficjalnym kanale muzeum na YouTubie. Getty Social, czyli południowo-kalifornijski kulturalny tweetup to kolejna inicjatywa, która powstała za pośrednictwem mediów społecznościowych. Miłośnicy sztuki, którzy poznali się w internecie postanowili spotkać się w realu. Muzeum szybko podchwyciło temat, a oddolna inicjatywa zaowocowała zorganizowaniem całodniowej imprezy. Na miejscu uczestników przywitali pomysłodawcy, którzy stanęli na czele czterech grup. Każda z nich penetrowała Muzeum robiąc zdjęcia, kręcąc i udostępniając wideo oraz tworząc wpisy. Wszystkie materiały zostały odpowiednio otagowane (#GettySocial) trafiły do różnych kanałów social media.

gett2
The Iris

Jedną z najmocniejszych aktywności muzeum Getty Museum jest blog „The Iris”. Jego autorzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że pozbawione ludzkiej twarzy, zimne komunikaty są nieatrakcyjne. Muzeum to nie tylko budynek i eksponaty, ale również ludzie. To oni odpowiadają za treść ekspozycji, organizują kulturalne wydarzenia, nadają kierunek. Stanowią cenny kapitał, który również podlega ekspozycji, tyle że w internecie. Blog muzeum pisany jest bowiem przez jego pracowników. Czytając go, dowiemy się nad czym obecnie pracują, zobaczymy filmy i zdjęcia przedstawiające ich liczne i różnorodne działania. Możemy komentować zamieszczane przez nich teksty i spodziewać się odpowiedzi. To właśnie indywidualne historie pracowników i naukowców, oraz ich zaangażowanie sprawiają, że muzeum Getty’ego staje się żywe i atrakcyjne także w mediach społecznościowych. Ponadto „The Iris” funkcjonuje jak tematyczny portal internetowy. Prawie co drugi dzień pojawia się na nim nowy wpis. Tematyka bloga obejmuje niemal całą działalność związaną z funduszem powierniczym Getty’ego. Pisząc o blogowej aktywności muzeum należy również wspomnieć o thegetty.tumblr.com, czyli jego profilu na mikroblogowej platformie Tumblr. Jest on zdominowany przez zdjęcia eksponatów i ich krótkie opisy. W pewnym sensie to lżejsza wersja „The Iris”. Zupełnie inna treść udostępniana przez Getty Musem na platformie Tumblr świadczy o tym, że aktywność instytucji w sieci jest dokładnie przemyślana. Taka polityka różnorodności sposobów komunikacji pozwala zgromadzić dużo więcej różniących się od siebie preferencjami odbiorców.

Na koniec warto też wspomnieć o tegorocznej akcji „Getty Voices”. Jej celem jest wtajemniczenie internautów w to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami instytucji. Co tydzień inny członek społeczności zawodowo związanej z Muzeum staje się jego głosem w mediach społecznościowych. W ten sposób eksperci dzielą się z internautami swoją wiedzą i doświadczeniem, publikują swoje przemyślenia i odpowiadają na pytania. Muzeum przestaje kojarzyć się z martwymi przedmiotami, a interakcja z autorami wpisów buduje emocjonalne przywiązanie do marki. W ten sposób Getty Museum świetnie definiuje sposób, w jaki instytucje kultury powinny korzystać z mediów społecznościowych.

[MP]

1 komentarz

Filed under Uncategorized