Tag Archives: sztuka

Minimum formy, maksimum efektu – Tumblr w promocji sztuki

Zdaniem ekspertów firmy badawczej Millward Brown dominującym trendem medialnym w 2014 roku będzie – zgodnie z postępującą od lat modą – format mikro. Materiał ma być krótki, treściwy, wyrazisty i multiplikowany na wielu platformach. Najbardziej pożądane będą formy wizualne – zdjęcia i mikrowideo. Przeciętny odbiorca decyduje o atrakcyjności danej w treści w przeciągu 1/20 sekundy, a materiał przykuwa jego uwagę na niewiele dłużej. Największą liczbę „klików” zgarną zatem ci, którzy będę w stanie zainteresować użytkownika poświęcającego na przeglądanie strumienia nowości z internetu jednorazowo zaledwie kilka minut, cudem wyjętych z napiętego harmonogramu codziennych działań. Minimalizm, wizualność i dostępność danej treści na wielu ekranach – oto czego oczekuje dzisiejszy odbiorca. Na gruncie tym wzrasta popularność platform mikroblogowych takich jak Twitter czy Tumblr. „Followersów” i chętnych do „szerowania” zyskują teksty nie dłuższe niż SMS, krótkie nagrania i pojedyncze fotografie.

Tumblr (2)

Tumblr

Założony w 2007 roku przed Davida Karpa Tumblr szybko zdobył sobie popularność, w rankingach plasując się na wysokim miejscu, tuż za Pinterestem, a przed Instagramem. W maju ubiegłego roku został wykupiony przez Yahoo!, co spotkało się z krótkim protestem użytkowników. Obecnie na Tumblerze znajduje się ponad 150 milionów blogów (dane z końca 2013 roku). Zdecydowana większość użytkowników tej platformy to ludzie bardzo młodzi (13-24 lat). Na uwagę zasługuje fakt, że osoby korzystające z Tumblera są wyjątkowo do tego medium przywiązane, spędzają na nim dużo więcej czasu niż użytkownicy Facebooka czy Twittera. Najpopularniejsze formy udostępniania treści na Tublerze to zdjęcia oraz mikroanimacje w postaci GIFów.

Sposobów na wykorzystanie Tumblera w sztuce jest kilka, w zależności od oczekiwanego efektu. Zawsze jednak celem będzie stworzenie wizualnej sieci stymulującej do działania i jednoczącej użytkowników. Najsłynniejszym i odnoszącym najbardziej spektakularne sukcesy kanałem w kategorii „sztuka” na Tumblerze jest blog Museum of Modern Art w Nowym Jorku. W celu pozyskania kolejnej grupy odbiorców MoMA zdecydowało się na jednoznaczne dopasowanie bloga do gustu nastoletniej publiczności – tak, aby nie było wątpliwości, że to platforma silnie stargetowana, dedykowana konkretnemu użytkownikowi, nie zaś pośrednia forma, której egzystencja dowodzi jedynie znajomości aktualnych trendów w social media. Celem, jaki przyświecał twórcom kampanii promocyjnej na Tumblerze, było nie tyle przyciągnięcie młodzieży do fizycznie istniejącego budynku muzeum, co raczej stworzenie wirtualnej sieci jednoczącej i angażującej użytkowników. MoMA Teens to nie miejsce, w którym można po prostu zamieszczać zdjęcia, ale społeczność, z którą odbiorca może się identyfikować, dzięki której może aktywnie uczestniczyć w życiu kulturalnym.

MOMATEENS

MoMA Teens

Sposobem na osiągnięcie autentyczności było pozyskanie twórców treści wprost z grupy docelowej. Tylko nastolatek wie, co naprawdę kręci ludzi w jego wieku – to banalne na pozór założenie stało się kluczem do sukcesu. Jednym z aktywnych „content creatorów” jest dziewiętnastolatka, Alya Albert, zaangażowana w pracę dla MoMA już od dwóch lat. Tumblr był medium, w którym czuła się swobodnie, dlatego rozpoczęcie blogowania dla MoMA nie wymagało przygotowania, stanowiło rodzaj naturalnego przejścia od prywatnej strony do strony instytucji kulturalnej. MoMA Teens przykuwa uwagę jaskrawymi kolorami i wyrazistą grafiką. Strona dzieli się na kilka kategorii: blog, na który składają się posty z zabawnymi obrazkami, oryginalnymi grafikami i GIFami oraz ogłoszeniami o wystawach i inicjatywach podejmowanych przez muzeum; galerię, w której zamieszone są zdjęcia dokumentujące udział młodych ludzi w organizowanych przez MoMA akcjach oraz zakładkę „kursy” pozwalającą na zapoznanie się z aktualną ofertą warsztatów dla nastolatków. Kontent jest starannie dobrany – na czasie, zabawny, ale wciąż nawiązujący do sztuki współczesnej. MoMA udało się uniknąć dwóch poważnych zagrożeń: stworzenia kolejnej strony reklamowej oraz przekształcenia strony w przeciętnego bloga z „klikalną”, ale miałką zawartością. Tumblr zyskał sporą liczbę polubień, jednak dla twórców z pewnością ważniejszy jest fakt, że blog stał się medium rzeczywiście angażującym młodych ludzi w działalność związaną ze sztuką, zyskał status wirtualnej przestrzeni szerzącej idee, z którymi można się utożsamiać.

Tumblr może być także wykorzystywany jako miejsce, gdzie można pokazać te fragmenty kolekcji, które nie weszły w skład oficjalnej wystawy. Treść bloga jest czymś dodatkowym, bonusem dedykowanym osobom, dla których sama wystawa czy zbiór to za mało. Keith Haring Foundation wykorzystało ten pomysł przy okazji wystawy poświęconej pamiętnikom Haringa w Brooklyn Museum. Skany stron, których nie pokazano w gablotach, pojawiały się stopniowo na Tumblerze. Rzecz świetna dla fascynatów – dzienniki można było spokojnie przeczytać, poświęcić im więcej uwagi niż podczas zwiedzania muzeum. Funkcją takiego bloga jest raczej zwiększanie i podtrzymywanie zainteresowania u miłośników Haringa niż pozyskiwanie rzeszy „followersów”. To strategia zupełnie inna niż obrana przez MoMA, mniej spektakularna, ale na swój sposób skuteczna. Wystawa zyskuje na wielkości, staje się elementem ogromnej całości, buduje się wokół niej napięcie dzięki stopniowemu prezentowaniu nowych treści. Tumblr Fundacji Haringa to kolejny przykład bardzo przemyślanej strategii doboru kontentu do ściśle określonej grupy odbiorców.

Keith (2)

Keith Haring Foundation

San Francisco Museum of Modern Art obrało sobie jako cel zaktywizowanie odbiorców. Jednak nie zwykłej młodzieży, lecz kreatywnych, młodych artystów, którzy marzą o zaprezentowaniu swojej twórczości. W każdy piątek na Tumblerze SFMoMa pojawia się dzieło początkującego twórcy. Swoje prace może przesłać każdy za pomocą prostego formularza na stronie. Prezentowane są oczywiście tylko wybrane działa, co podnosi rangę tych, którym się udało. Przesłane prace zebrane są w osobnej zakładce, co wyróżnia je spośród innych materiałów zamieszczonych na Tumblerze. Dzięki tej strategii muzeum może w prosty sposób wspierać mniej znanych artystów, dać im szansę na wyjście z cienia, jednocześnie zaś staje się atrakcyjne dla grupy odbiorców, dla której „piątkowe posty” zyskały status stałego punktu tygodnia. Prosty, niewymagający wielkich nakładów finansowych, pomysł na przywiązanie do bloga stałej grupy fanów.

SFMOMA (2)

SFMoMa

Tumblr daje spore możliwości prezentowania obrazu, to z pewnością medium, które ma szansę stać się jednym z istotnych narzędzi promocji sztuki w obszarze social media. Sprawa nie jest jednak oczywista, a sama regularność w zamieszczaniu treści nie skutkuje. Tumblr wymaga wyraźnego pomysłu, precyzyjnie dopasowanego do grupy odbiorców. Liczy się tu wiele aspektów: odpowiedni dobór treści, podział strony, jej projekt graficzny, autentyczność komunikatu itp. Najważniejsze jednak, by Tumblr był pomyślany jako forma dodatkowych działań, coś zupełnie osobnego, co będzie łączyło się z daną instytucją, ale nie ograniczy się do zwykłej prezentacji. Sztuka zmaga się obecnie z problemem „nieklikalności”. Portale internetowe rezygnują z promowania treści związanych ze sztuką. Z kolei eksperckie posty na blogach, opisy na stronach internetowych czy pieczołowicie uszeregowane zdjęcia znikają w otchłani Internetu. Tumblr jest minimalistyczny, dlatego daje szansę przebicia. Ale odpowiednie wykorzystanie jego potencjału wcale nie jest takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. Stworzenie profilu zabiera mniej niż minutę, będzie to jednak czas bezpowrotnie stracony, jeśli potraktuje się go jako wariację na temat Instagrama czy Twittera.

[DB]

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Sztuka i social media – nie tylko Facebook

Instytucje sztuki w Polsce wciąż boją się mediów społecznościowych. Odbierają je jako zło konieczne. Nie chcą lub nie potrafią się w nich odnaleźć. Sukces mierzą wciąż ilością fanów profilu na Facebooku, liczbą kliknięć „lubię to” pod wpisami. I to w najlepszym razie. W najgorszym (i najpopularniejszym) traktują Facebooka jako ścianę ogłoszeniową. Nie dostrzegają innych kanałów mediów społecznościowych, nie widzą w nich szansy na pozyskanie nowego odbiorcy.

Wiele z instytucji gromadzi solidną ilość fanów na Facebooku, lecz nie prowadzi badań nad skutecznością działań. Brakuje refleksji czemu kilkanaście tysięcy lubiących nie przekłada się na sukces w świecie rzeczywistym. Działania w mediach społecznościowych są cały czas bezpośrednim przełożeniem działań w mediach tradycyjnych – służą wyłącznie komunikacji. Brakuje budowania więzi, próby wspólnego tworzenia, debaty, wymiany wiedzy i doświadczeń. W końcu nie wykorzystuje się szansy na współpracę z firmami technologicznymi, które na świecie są dziś ważnym partnerem i mecenasem sztuki dostarczający często za darmo nowoczesne rozwiązania informatyczne.

Google dało się już nie raz poznać jako współtwórca ciekawych projektów związanych ze sztuką. Najnowszy z nich to Exquisite Forest przygotowany razem z londyńską Tate. Sieciowy projekt wykorzystuje wiele programów, aplikacji, rozwiązań (m.in. Chrome, Cloud Storage, Google App Engine) giganta z Mountain View. Exquisite Forest pozwala na samodzielne tworzenie przez użytkowników krótkich animacji, które wraz z poprzednimi i kolejnymi układają się w „drzewa” opowieści. Kilku artystów, których prace znajdują się w kolekcji Tate rozpoczęło ten proces, m.in.  Olafur Eliasson, Mirosław Bałka, Julian Opie. Każdy może dodać do nich nową animację lub zacząć tworzyć nowe „drzewo”. Część wymaga akceptacji kuratorów. Społeczność stworzona Exquisite Forest została przeniesiona bezpośrednio do budynku Tate Modern. Na jej trzecim poziomie można do końca roku oglądać rozprzestrzeniające się animacje. Można je też tworzyć na miejscu.

Metropolitan Museum w Nowym Jorku poszło podobną drogą. Connections Project to uzupełniane na bieżąco pięciominutowe opowieści złożone z slideshow oraz nagrań audio. Każdy z odcinków to subiektywna opowieść snuta przez jednego z pracowników muzeum, od członków dyrekcji, przez kuratorów, po pracowników technicznych. Opowieści są różne, jedne osobiste, inne naukowe. Zostały wykorzystane w różnych kanałach społecznościowych: na Facebooku, Twitterze, YouTube, iTunes, ArtBabble. Connections Project jest skierowany zarówno do stałych widzów Metropolitan Museum, jak i nowych odbiorców. Pierwszym pozwala spojrzeć na zbiory z nowej strony, drugim daje możliwość poznania części z nich w formie przystępnej, ale nie pozbawionej głębi. Projekt jest świetnym dowodem, że media społecznościowe nie muszą spłaszczać narracji, nie muszą bagatelizować sztuki, mogą edukować, a czasem pokazywać szerszy kontekst niż stacjonarne muzeum.

Zupełnie innym rodzajem działania sztuce w mediach społecznościowych była wystawa „Sunflower Seeds” Ai Weiweia  w Hali Turbin londyńskiej Tate Modern. Chiński artysta znany jest z zamiłowania do Twittera, do którego dostęp stale ograniczają mu chińskie władze. Jednocześnie dla wielokrotnie zamykanego w areszcie domowym twórcy Twitter stał się jedyną możliwością komunikacji ze światem. Wykorzystanie mediów społecznościowych przy okazji zaproszenia Weiwei do Hali Turbin naturalnie wpisywał się więc w historię i życie artysty. Projekt one-to-one pozwalał podczas wizyty w Tate nagrać wideo z pytaniem do Weiweia. Wideo było ładowane na stronę galerii. Artysta odpowiadał za pomocą wideo lub tekstowego komentarza do zamieszczonego filmu. Swoje nagrania dodało około piętnaście tysięcy osób. Przy okazji wystawy zorganizowano także spotkanie z twórcą. Podczas transmitowanej na żywo w internecie dyskusji można było zadawać pytania za pomocą Twittera. W jednym z wywiadów artysta stwierdził: „Bez internetu nie byłbym dziś Ai Weiweiem”. Czym będą instytucje sztuki za kilkanaście lat jeśli dziś nie zrozumieją mediów społecznościowych?

[MF]

2 Komentarze

Filed under Uncategorized

Metro + sztuka

Niezbyt urodziwy pawilon informacyjny powstającej drugiej linii warszawskiego metra stoi w miejscu, gdzie według pierwotnego planu powinna już trwać budowa Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Choć metro też opóźnione jego powstanie jest pewne. Co innego z MSN. Nie wiadomo, czy doczeka się gmachu według projektu Christiana Kereza na Placu Defilad. Także niedawne plany przeniesienia do pawilonu Emilii stanęły pod znakiem zapytania. Ale skoro druga linia metra ruszy na pewno, może warto aby władze Warszawy zajęły się tematem sztuki w jego kontekście.

Choć mieliśmy już w metrze czasowe ekspozycje, murale, performance, nigdy nie stało się miejscem kojarzonym ze sztuką. Warto spojrzeć w stronę Londynu, który temat opracował perfekcyjnie. Okładkę mapy londyńskiego metra aktualnie zdobi praca Yayoi Kusamy. Charakterystyczne kropki zaprojektowane przez jedną z najsłynniejszych japońskich artystek pojawiły się na milionach map, po które codziennie sięgają dziesiątki tysięcy osób. Wcześniej dla londyńskiego metra projektowali Eva Rothschild, Paul Noble, Gary Hume i kilku innych artystów. A to tylko część projektu „Art on the Underground”, który trwa nieprzerwanie od 2000 roku. W zeszłym roku można było obejrzeć wszystkie z zaprojektowanych do tej pory okładek na wystawie zorganizowanej na stacji Piccadilly Circus. Od czerwca tego roku znajdziemy je na wystawie „Mind the Map: Inspiring Art Design and Cartography” w London Transport Museum.

Za to już w maju ruszy projekt przygotowany przez reżysera Tima Newtona oraz współczesnego artystę Patricka Brilla lepiej znanego pod pseudonimem Bob and Roberta Smith. Na stacji metra Stratford będzie można zobaczyć reprodukcje prac Brilla oraz film opowiadający historię fikcyjnego spotkania ojca nowożytnego ruchu olimpijskiego Pierre’a de Coubertina oraz niemieckiej filozof Hanny Arendt. Spotykają się na stacji Loughton i zakochują się w sobie. Awangardowy film to połączenie niemego romansu z opowieścią o dzielnicy Stratford i historią londyńskiej sztuki początków XX wieku.

Z kolei francuski konceptualista Daniel Buren przygotowuje stałą ekspozycję dla stacji Tottenham Court Road. Właśnie trwa przebudowa tej jednej z najruchliwszych stacji londyńskiego metra. Codziennie odwiedza ją 200 tys osób. Buren na zlecenie londyńskiego metra tworzy instalację, która będzie ciągnęła się od wejścia aż na perony. – To bardzo ekscytujące pracować z jednym z najwspanialszych światowych artystów, znanym ze swoich głośnych instalacji. To coś, co poprawi wygląd nowej hali biletowej na tej kluczowej stacji, ale też da zwykle bardzo spieszącym się podróżnym szansę na chwilę zadumy – mówi Tamsin Dillon, szefowa „Art on the Underground”, wcześniej niezależna kuratorka, absolwentka Royal College of Art. Tottenham Court Road to stacja, która ma zresztą szczęście do artystów. W 1984 roku jej część została pokryta mozaikami projektu szkockiego rzeźbiarza Eduardo Paolozzi. Otwarcie nowej części zaplanowano na 2016 rok.

Dwa tygodnie temu instalacja Alice Channer została umieszczona wzdłuż schodów ruchomych stacji Noting Hill Gate, a prace Anny Barham pojawiły się na stacji White City. I nie są to byle jakie wystawy. Często zupełnie na poważnie recenzują je najważniejsze brytyjskie media. Ukazała się także książka poświęcona tematowi „Platform for Art: Art on the Underground”. Może warto ją podrzucić na biurka zarządzających warszawskim metrem.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Zarządzanie oparte na sztuce

„Organizacje potrzebują sztuki. Potrzebują kultury w swoim biznesie. Żyjemy w czasach przemian i ten czas woła o nowe modele, nową ideę zarządzania i nowe narzędzia marketingowe” – to zdania tyleż prawdziwe, co oczywiste. Jednak wciąż pozostające w teorii, a nie praktyce biznesu. Wypowiedział je profesor Giovanni Schiuma, włoski naukowiec i szef Arts for Business Institute na konferencji The Culture Capital Exchange. Część jego wystąpienia zamieścił internetowy serwis Guardian Professional.

Schiuma zbudował swoją wypowiedź w formie apelu do biznesu. To coś w stylu wołania: otwórzcie oczy, weszliśmy w XXI wiek, a wasze modele zarządza są jak z lat 50., była rewolucja przemysłowa, technologiczna, czas na rewolucję kulturalną. „Włączenie sztuki w biznes, to coś więcej niż powieszenie obrazów na ścianach” – mówił. Rozwijając myśl można dodać, że kultura traktowana instrumentalnie sprawdza się tylko na krótką metę. Kultura to nie narzędzie marketingowe, to sposób na zarządzanie organizacją.

Oczywiście profesor Schiuma nie odkrywa Ameryki. Mimo to jego apel wydaje się istotny. Potrafi w krótkich zdaniach uzasadnić rolę kultury w biznesie. Tworzy listę pięciu wyzwań, przed którymi stają organizacje w XXI wieku. Nazywa je 5E. Pierwsze E to doświadczenie (experience). Każde nasze zetknięcie z ekonomią jest nowym doświadczeniem, nawet zakup podstawowych produktów. Kolejne to emocje, bo już nie chodzi tylko o techniczne know-how, ale i to z jakimi emocjami podchodzimy do produktów czy rozwiązań proponowanych przez biznes. Z kolei energia ludzi i jej wykorzystanie liczy się w procesie produkcji. Do tego etyka czyli odpowiedzialność społeczna, o której jeszcze niedawno mowy nie było. Środowisko (enviroment) to ostatnie E. Odpowiedzią na wszystkie z wyzwań staje się kultura. A konkretnie Arts-Based-Initiatives (ABIs).

Niestety Guardian Professional nie wspomina o ABIs, których teorię od kilku lat rozwija profesor Schiuma. ABIs to model zarządzania oparty na co najmniej jednej formie sztuki – daje ludziom możliwość doświadczać sztuki w kontekście organizacji, albo pozwala traktować sztukę jako aktywa firmy. Mówiąc krótko chodzi o wykorzystywanie pozytywnego procesu zaangażowania emocjonalnego lub racjonalnego uzyskanego dzięki kulturze. W ABIs nie chodzi o dzieło sztuki, jako takie, ale o doświadczenia związane ze sztuką. Albo sztukę, kulturę jako medium, które katalizuje, napędza, a w efekcie pozwala wywrzeć wpływ na ludzi. Jakie korzyści płyną z ABIs? Zmusza grupy ludzi do budowania i dzielenia się emocjami oraz energią, tworzy społeczność, umacnia więzi, pobudza kreatywność. Pozostaje przy tym zjawiskiem indywidualnym, czyli cenionym. I w końcu różni się od znanych nam modeli zarządzania.

To w dużym skrócie. Do  ABIs jeszcze wrócimy, bo temat jest ciekawy i zasługuje na oddzielny wpis. Tym razem chcieliśmy jedynie przywołać apel Giovanniego Schiuma. Dlatego zakończymy jego słowami: „Jedynie poprzez integrację sztuki w naszym DNA możemy stworzyć, to co uważam za prawdziwą organizację XXI wieku”.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Handel sztuką – nadchodzi rewolucja?

Sztuka w Polsce boi się internetu. Mniejsza o państwowe muzea czy galerie, które nie tylko nie udostępniają swoich zbiorów online, ale nawet nie prowadzą zazwyczaj przyzwoitych stron internetowych. Także komercyjne instytucje obstają cały czas przy tradycyjnym modelu. Sztukę kupuje się w galerii lub domu aukcyjnym. Fizycznie, rzadziej przez telefon. Owszem, zdarza się, że można także przez internet, ale to właściwie incydentalne przypadki.

Pod koniec stycznia opisywaliśmy przypadek VIP Art Fair, targów sztuki, które odbywają się wyłącznie online. Podczas drugiej edycji odwiedziło je 150 tys. zarejestrowanych gości, zanotowano ponad 9 milionów odsłon stron z dziełami sztuki. Nie ujawniono ile prac zostało sprzedanych. Wszystko wskazuje jednak na to, że VIP Art Fair były sporym sukcesem James Cohan Gallery, która zorganizowała wydarzenie. Targi zyskały nowych inwestorów, którzy na ich rozwój wyłożyli milion dolarów. Już w kwietniu VIP Art Fair uruchomią VIP Paper, w lipcu VIP Photo, a we wrześniu VIP Vernissage.


Szybki rozwój nie jest jedynie domeną VIP Art Fair. Paddle8  ruszyło zaledwie rok temu, a już dziś jest traktowane przez prestiżowe galerie jako poważny partner. Pomysł był prosty – stworzyć internetowy odpowiednik stacjonarnej galerii, która będzie nie tylko oferowała katalog prac na sprzedaż, ale także wystawy przygotowane przez uznanych kuratorów.

W tym roku młodziutkie Paddle8 rozpoczęły współpracę z nowojorskimi Armory Show, jednymi z największych i najważniejszych targów sztuki na świecie. Dzięki temu Armory zadebiutuje w sieci. Chęć sprzedaży prac online zadeklarowała setka, czyli połowa z galerii pojawiających się na stacjonarnych targach. Paddle8 dostanie cztery procent z każdej transakcji, czyli dużo mniej niż biorą stacjonarne galerie. Podobna do Paddle8 platforma Artspace zapowiedziała niedawno podjęcie współpracy z nowojorskim AIPAD Photography Show i Texas Contemporary Art Fair.

Targi czy galerie online nie demokratyzują jednak wbrew pozorom rynku sztuki, a jedynie nadają mu wymiar jeszcze bardziej globalny. Pozwalają także zaoszczędzić od kilku do kilkunastu procent przy każdej transakcji. W odróżnieniu od tradycyjnych targów nie pobierają opłat od zwiedzających, a prowizje od sprzedających i kupujących są dużo niższe. Jednocześnie cały czas galerzysta ma prawo odrzucić ofertę, decydować czy chce właśnie nam sprzedać daną pracę. Rejestrując się musimy zostawić nasze dane kontaktowe, a w wypadku, gdy kupimy pracę sprzedawca będzie wiedział, co nas może zainteresować podczas kolejnej wizyty.

Sukcesy VIP Art Fair, Paddle8 czy Artspace pokazują, że inwestycje sztuki w internet opłacają się. Jednocześnie wskazują, że nawet na zachodzie tradycyjne galerie nie do końca radzą sobie samodzielnie w obszarze internetu. I już powstają kolejne projekty chcące wykorzystać oba fakty. Najwięcej mówi się o art.sy. Skromna strona to jedynie zapowiedź tego, co pod adresem znajdziemy już niedługo. Projekt budzi zainteresowanie ze względu na postacie jego twórców. Należą do nich tuzy ze świata sztuki, biznesu i nowych technologii: Dasza Żukowa, szefowa słynnej moskiewskiej galerii Garage CCC i zarazem partnerka miliardera Romana Abramowicza, Jack Dorsey, pomysłodawca Twittera, Petera Thiel, współzałożyciel PayPala oraz Wendi Deng, żona magnata medialnego Ruperta Murdocha. Świat sztuki jeszcze nie wie, co się szykuje. Ale jest pewny, że coś naprawdę wielkiego.

2 Komentarze

Filed under Uncategorized

Sztuka – jak zniszczyć własny wizerunek

Gwiazda domu aukcyjnego Abbey House rozbłysła niespodziewanie. Dziesiątki artykułów obwieszczały nową jakość w handlu młodą polską sztuką. Raporty Abbey House zapowiadały niesłychanie duży zwrot z inwestycji. Aukcje notowały niesamowite rekordy. Po wejściu Abbey House na giełdę jego akcje skoczyły z niecałych pięciu złotych za jednostkę do osiemnastu w zaledwie dwa miesiące.

Dziś bańka pękła. Raz za razem ukazują się niepochlebne artykuły, których wcześniej nie było. Akcje szybują w dół. Miesiąc wystarczył, aby wartość jednostki spadła z osiemnastu złotych do niewiele powyżej dziesięciu. Ostatnia aukcja zanotowała wynik pięciokrotnie gorszy niż listopadowa i niemal dziesięciokrotnie gorszy niż październikowa. Abbey House stawia siebie w roli zaszczutej przez czarny PR firmy. Prawda jest zupełnie inna. Abbey House napompowało balon swojej promocji tak, że musiał pęknąć. A gdy przyszedł wizerunkowy kryzys dom aukcyjny zareagował w najgorszy z możliwych sposobów robiąc sobie jeszcze większą krzywdę.

Nie ma, jak twierdzi Abbey House, nagonki na młodą polską sztukę. Jest reakcja na lukrowane artykuły sponsorowane. Dobry PR i działania wizerunkowe muszą mieć poparcie w rzeczywistości. A jakie poparcie w faktach ma nazywanie jednego z szefów Abbey House „polskim Charlesem Saatchim” w tekście napisanym przez PR-owca firmy na łamach jednego z polskich miesięczników? To co na początku było śmieszne, zaczęło denerwować i w końcu zmusiło dziennikarzy, najpierw „Forbesa” potem „Gazety Wyborczej” i radia Tok Fm do przyjrzenia się Abbey House. A im bardziej się mu przyglądali, tym mniej wszystko się zgadzało.

Prawdziwym dramatem była jednak reakcja Abbey House. Zamiast wdrożyć rozsądną kryzysową strategię dom aukcyjny zaatakował. Wszystkich – dziennikarzy, konkurencję, internautów. A to wywołało drugą falę niepochlebnych doniesień medialnych. Trudno wyjaśnić, co kierowało PR-owcami firmy, którzy najwyraźniej postanowili znaleźć jeszcze większe grono wrogów. W telewizji szef rady nadzorczej Abbey House tłumaczył, że „nieinteligentni nie są naszymi klientami”.

Teksty broniące dom aukcyjny ukazywały się na należącym do Abbey House portalu artibiznes.pl. „Autorką artykułu o niedobrym Abbey House jest  Anna Legierska (…) O jej wykształceniu ani doświadczeniu w dziedzinie sztuki nic nam nie wiadomo. Natomiast jedną z audycji w TOK FM prowadziła Anna Laszuk – zanim trafiła do tego radia, pracowała jako socjoterapeutka, nauczycielka gry na fortepianie i teorii muzyki, instruktorka w pracowni form teatralnych. Jej motto, jak głoszą oficjalne informacje radia, brzmi: Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne dziewczynki idą dokąd chcą!… Jak widać, można zajść bardzo daleko tylko dlatego, że się chce…” – atakowała dziennikarki personalnie Anna Jastrzębska. „Polacy słyną, i to nie tylko w biznesie, z wyjątkowej zawiści. Większość z nas nienawidzi, gdy innym coś się udaje. Zamiast cieszyć się sukcesami innych, zgrzytając zębami myślimy, jak tu zaszkodzić konkurencji” – ogłaszała  prawdy o naszych narodowych wadach z zupełną powagą Aleksandra Binkowska. Z kolei na Facebooku administrator strony Abbey House odpowiadał na krytykę ze strony Jakuba Żulczyka słowami: „Każdy kto zna jego teksty, nie bierze ich na poważnie. W tym ponoć tkwi siła tego felietonisty – żeby każdego krytykować, bo najwidoczniej inaczej nie potrafi zwrócić na siebie uwagi”.

Żeby nie wyłamywać się z konwencji zastosowanej przez Abbey House pozostaje nam skomentować sprawę słowami: na takie działania wizerunkowe w kryzysie to normalnie ręce opadają.  A mówiąc serio Abbey House mógł zrobić wiele, aby walczyć o swój dobry wizerunek. Mógł przedstawić wyłącznie merytoryczne argumenty, zwerbować ekspertów i postawić ich na linii frontu, związać się szybko z lepszymi, bardziej uznanymi artystami, którzy uwiarygodniliby przedsięwzięcie. Nawiasem mówiąc takie działania przydałyby się od samego początku istnienia Abbey House. Wydaje się, że lepszym rozwiązaniem byłoby nawet przeczekanie burzy, wydanie oficjalnego oświadczenia i milczenie. Chyba wszystko byłoby lepsze niż prowadzenie wojny, w której nie da się wygrać facebookową stroną zatytułowaną „Wspieraj Sztukę Nie Wojnę”. Do grupy dołączają młodzi ludzie, a Abbey House zależy na świecie biznesu. Straszny, podręcznikowy błąd. Czyżby PR-owcy zapomnieli określić grupę docelową kryzysowej komunikacji?

Przedstawiciele domu aukcyjnego próbują przekonywać, że chciała ich zniszczyć bliżej nie określona konkurencja. Ale Abbey House nie ma na tyle silnej konkurencji. Polskie galerie nie troszczą się o PR, nie są w stanie przeprowadzić takiej akcji. Co więcej, choć wiele osób związanych ze sztuką nie ceni sobie samego Abbey House, to przyglądało się działalności domu aukcyjnego z ciekawością, a nawet nadzieją. Nie od jednego galerzysty słyszeliśmy słowa w stylu: „Może uda im się rozkręcić modę na kolekcjonowanie młodej polskiej sztuki, wtedy wszyscy na tym zyskamy”.

Na całym zamieszaniu traci nie tylko Abbey House. Jak słusznie zauważono w jednym z artykułów ucierpi także ogólne zaufanie do inwestowania w młodą polską sztukę i wizerunek firm zajmujących się nią. Szkoda też artystów, którzy związali się z Abbey House. Owszem, w większości to przeciętniacy, ale nie o to chodzi. Wreszcie ktoś na polskim rynku zaproponował młodym twórcom stałe wsparcie i promocję ich twórczości. W pakiecie dostali razy, które spadają na nich za każdym razem, gdy media krytykują Abbey House.

4 Komentarze

Filed under Uncategorized

Budownictwo + kultura

Dodać szczyptę kultury, nagłośnić, sprzedać, zarobić. To cały czas najpopularniejszy w Polsce sposób wykorzystania kultury w działalności promocyjnej. Piwo, napój energetyczny, napój gazowany. Wystarczy umieścić nazwę marki w tytule festiwalu i zaangażowanie we wspieranie kultury skończone. Albo sytuacja odwrotna – wzniosłe wydarzenie, duże pieniądze i brak pomysłu na promocję. Oczywiście ważne, że biznes kulturą się interesuje. Cały czas jednak postrzega ją jako doraźne narzędzie zwiększenia sprzedaży produktu lub biedną kuzynkę, którą można wspierać, ale nigdy się nie odwdzięczy.

Tym – być może zbyt długim – wstępem chcemy usprawiedliwić temat wpisu, którym będzie branża budowlano-deweloperska. Trudno sobie wyobrazić inne równie odległe od kultury przedsięwzięcia biznesowe. To skrajny przykład, ale chcemy pokazać, że kultura jako narzędzie budowy wizerunku oraz promocji w tej branży także się sprawdza.

Nie będziemy pisać jednak o Soho Factory. Miejsce ciekawe, pomysł na zwiększenie atrakcyjności lokalizacji w starej, nieatrakcyjnej dla biznesu części Warszawy także interesujący. Mimo wszystko jednak łatwy w realizacji. Nie interesują nas jednostkowe inwestycje, w które kultura jest wpisana od początku istnienia, a firmy i przedsięwzięcia, które postanowiły ją wpleść w trakcie funkcjonowania. Nie interesują nas też mecenasi, a wzajemne korzyści.

Ian Davenport, „Poured Lines”, fot. Stephen Coles

Eco Classic i apartamentowce TRIO w Warszawie. Eco postanowiło zaprezentować swoją inwestycję jako miejsce narodzin artystycznych projektów. W tym celu zorganizowało „cykl spotkań ze sztuką TRIO Inspiracje”, który odbywał się w parterowej sali apartamentowca. Prezentowano prace designerskie, fotografię, modę. Na koncertach w TRIO występowali m.in. Tomasz Stańko i Urszula Dudziak. Informacje o wydarzeniach ukazywały się na łamach mediów poświęconych zarówno kulturze, jak i biznesowi. Na każdym spotkaniu w TRIO pojawiało się około trzystu gości. Zapewne projekt podziałał jako całkiem dobra promocja sprzedażowa. Jednocześnie był tradycyjnym eventem, który zaledwie w niewielkim stopniu wykorzystał potencjał jaki biznesowi daje kultura. Pretensjonalny tytuł, pompatyczne informacje prasowe, dobór artystów, którzy zbyt często grywają do kotleta, w końcu brak spójnego pomysłu na cały cykl, sprawiły, że posiadający duży budżet projekt nie wybił się zbyt mocno. Eco Classic mogło zdobyć dużo więcej niż wsparcie sprzedaży –  zbudować stałe skojarzenie z pozytywnymi wartościami, z jakimi kojarzona jest sztuka.

Jak? Tak, jak to robi Land Securities jeden z wiodących na brytyjskim rynku deweloperów. Stopień jego zaangażowania we wspieranie sztuki jest większy niż jakiejkolwiek polskiej firmy. Gdy wchodzimy do biur Land Securites na ścianach możemy podziwiać bogatą kolekcję dzieł sztuki. Gdy spacerujemy po Londynie możemy spotkać prace powstałe z inicjatywy firmy, m.in. „Poured Lines” Iana Davenporta i „Monument to the Unknown Artist” grupy Greyworld.  Kiedy Land Securites buduje centrum handlowe wyposaża je w dzieła sztuki. Stale wspiera finansowo National Gallery, Southbank Centre i Young Vic Theatre.  Mało tego, deweloper uruchomił w Londynie także własną galerię SW1 Gallery.

Grupa Greyworld, „Monument to the Unknown Artist”, fot. Andrew Shoben

Różnicy między działaniami Eco Classic i Land Securities nie trzeba pokazywać. Ale co z tego ma firma? Wbrew pozorom to także bardzo proste. Poza nietypową promocją sprzedażową zwiększa rozpoznawalność marki w jednoznacznie pozytywnym kontekście, podnosi wartości inwestycji deweloperskich poprzez tzw. wartość dodaną, tworzy pozytywną atmosferę wewnątrz firmy, dociera do mediów opiniotwórczych nie zainteresowanych inwestycjami budowlanymi. A przede wszystkim buduje stałe skojarzenie ze sztuką, co dla firmy budowlanej czy deweloperskiej jest wyjątkowo ważne. W końcu zarówno dom, jak i rzeźba czy obraz to wytwór ludzkich rąk. Gdy dom skojarzymy skutecznie ze sztuką sprawimy, że nie będzie jawił się nam tylko jako zbiór cegieł, ale coś dobrego jakościowo, prestiżowego, wykonanego ze starannością. Jak się okazuje kultura i budownictwo to wcale nie tak bardzo odległe światy.

1 komentarz

Filed under Uncategorized