Tag Archives: aplikacje mobilne

Mobile w muzeum przyszłości – kolejny krok

Jeszcze do niedawna wiele muzealnych placówek za punkt honoru stawiało sobie posiadanie własnej aplikacji mobilnej. Na szczęście muzealnicy przekonują się, że aplikacje to nie wszystko. Że solidny pakiet cyfrowych usług, rozbudowana infrastruktura mobilna oraz dobrze zaprojektowane i responsywne strony www przystosowane do wyświetlania na ekranach wszystkich dostępnych urządzeń mobilnych to klucz do sukcesu. W erze mobilnej liczą się też oryginalne pomysły wzbogacające muzealną ofertę i angażujące widzów, dla których tablet czy smartfon to przedłużenie zmysłów – dotyku, słuchu, wzroku. Bo jak mówił przed rokiem w wywiadzie dla muzealnictwo.com Peter Gorgels, Digital Communication Manager w holenderskim Rijksmuseum: „Muzeum powinno zbudować dobrą cyfrową infrastrukturę – na niej można dalej budować, co tylko się chce. Należy pomyśleć o publiczności i o tym, jakie technologiczne trendy – mające sens w kontekście danego muzeum – teraz panują. Nie należy próbować robić wszystkiego naraz, w jednym momencie. Liczy się to, co pokocha 80 procent publiczności”.

Urządzenia mobilne, telefon komórkowy czy tablet, stanowią dziś kombinację wielu wynalazków, które na przestrzeni ostatniego stulecia zrewolucjonizowały takie dziedziny, jak komunikacja, przepływ informacji, rozrywka czy edukacja. Jasper Visser – twórca bloga themuseumofthefuture.com, specjalista od definiowania i wprowadzania zmian oraz innowacji w kulturze, sztuce i muzealnictwie ery cyfrowej – twierdzi, że te instytucje, które w obliczu społecznych i technologicznych zmian ostatnich dziesięcioleci nie poniosły porażki i dostosowały się nowych realiów, w kolejnych dziesięcioleciach będą stały przed szeregiem wyzwań, warunkujących ich „być albo nie być”. Ci, którzy nie dostosują się do dynamiki zmian z pewnością wkrótce zmuszeni będą zakończyć działalność. Muzea, które wciąż kojarzą się z instytucjami „z innej epoki” stają więc przez zadaniem, które polega nie na tym, by utrzymać bezpieczne status quo, ale na budowaniu nowoczesnego wizerunku i oferty w oparciu o permanentny kontakt i interakcję z publicznością. Muzeum musi stać się instytucją social, zarówno w sensie społecznym, jak i technologicznym.

Prześledziliśmy dokonania trzech instytucji, które w tej dziedzinie są w swojej branży pionierami. I doskonale opanowały trudną sztukę traktowania mobilnej usługi nie w kategoriach jednorazowego produktu, ale narzędzia służącego do budowania szerokiego, kompletnego i komplementarnego zestawu usług. Opartego na solidnym researchu i badaniach dotyczących zachowań oraz preferencji publiczności, dostosowanego do jej potrzeb. Instytucje te bezustannie poszukują innowacyjnych dróg do poprawienia jakości komunikacji i interakcji między muzeum, jego ofertą, zbiorami i zasobami, a publicznością.

RIJKSMUSEUM i RIJKSSTUDIO

Od czasu hucznego otwarcia (w kwietniu 2013) po 10-letniej remontowej przerwie, Rijksmuseum bije rekordy popularności. Pod koniec 2013 roku miało na koncie już 2,5 miliona zwiedzających i mogło się poszczycić jedną z najznakomitszych oraz najmocniej angażujących publiczność stron internetowych w muzealnym świecie. „Wierzymy w siłę arcydzieł zebranych w naszej kolekcji. Wierzymy też, że należą do naszego wspólnego dziedzictwa i że w każdym z nas drzemie artysta”. Taka myśl przyświecała szefowi kolekcji Rijksmuseum Taco Dibbitsowi, który wprowadzał na muzealny rynek rewolucyjny produkt – Rijksstudio. Rijksstudio wystartowało dokładnie dwa lata temu, pod koniec października 2012 roku. To innowacyjna strona www (responsywna i działająca na urządzeniach mobilnych dokładnie tak jak aplikacja), za pośrednictwem której muzeum bezpłatnie udostępnia przeglądającym www ogromną część swojej kolekcji. Łącznie ponad 150 tysięcy zdjęć wysokiej rozdzielczości, które można oglądać „na zoomie” z dokładnością do najdrobniejszego szczegółu. Każdy z użytkowników Rijksstudio może założyć na stronie własny profil – przypominający profile na Pinterest. Przeglądane zdjęcia kolekcji – obrazów, przedmiotów codziennego użytki, rycin i grafik – można poddawać przeróżnym zabiegom. Wycinać ulubione elementy, robić kolaże i pobierać na dysk, drukować i produkować w dowolnej formie – samodzielnie robić pocztówki, nadruki na koszulkach, etui na telefon czy tablet. W trakcie zwiedzania muzeum można zaś za pomocą specjalnej aplikacji oznaczać wybrane dzieła i zapamiętywać je jako „ulubione” na własnym profilu.

Muzeum zaprosiło w ten sposób swoją publiczność do interakcji. I spotkało się ze znakomitym przyjęciem – zarówno ze strony zwiedzających jego stacjonarną, jak i wirtualną odsłonę. Statystyki mówią same za siebie. Przez pierwsze trzy miesiące funkcjonowania Rijksstudio założono 32 tysiące profili, pobrano ponad 110 tysięcy zdjęć, a liczba odwiedzających stronę wzrosła o 35 procent. Co ciekawe, zwiększył się też czas spędzany przez indywidualnych użytkowników na stronie www – przed uruchomieniem Rijksstudio wizyta na www trwała średnio 3 minuty, po uruchomieniu – już 10 minut. Szczególnie upodobali sobie stronę użytkownicy iPadów – oni spędzali na stronie najwięcej czasu, średnio 19 minut. Łącznie, po uruchomieniu nowej strony www liczba użytkowników przeglądających ją na urządzeniach mobilnych wzrosła o 90 procent. Absolutnym hitem okazało się nawiązanie współpracy między Rijksstudio a platformą Etsy (od lutego 2014). Muzeum zachęcało projektantów skupionych wokół platformy do twórczego przetwarzania motywów z udostępnionych w Rijksstudio dzieł. I tak powstała np. kolekcja bielizny z elementami dekoracyjnymi z XVII-wiecznych obrazów, obuwie, biżuteria i ubrania oraz ceramika wykorzystująca motywy z muzealnych eksponatów. W przedsięwzięciu nie chodziło o to, by muzeum zarabiało na udostępnianiu praw do wykorzystania dzieł, ale o to by poprzez upowszechnianie zbiorów poszerzać grono odbiorców sztuki i zachęcić ich do odwiedzenia placówki.

IMPERIAL WAR MUSEUM I CENTENARY CONNECTIONS

2014 rok to szczególny czas kiedy w całej Europie galerie, muzea i instytucje zajmujące się historią oraz kulturą, na swój sposób upamiętniały wybuch I wojny światowej. Z inicjatywy Imperial War Museum North w Manchesterze (jednego z pięciu oddziałów Imperial War Museum) doszło do zawiązania współpracy między 26 galeriami, muzeami, bibliotekami i instytucjami ulokowanym na terenie hrabstwa Greater Manchester. Współpraca ta miała na celu udostępnienie szerokiej publiczności, zasobów – archiwów, opowieści, artefaktów – dzięki którym współcześni odbiorcy mogli lepiej doświadczyć czym była I wojna światowa oraz przekonać się, w jaki sposób odcisnęła swoje piętno na mieszkańcach i terenach należących do hrabstwa. Taka była idea Centenary Connections – aplikacji i strony www, największego tego rodzaju projektu muzealnego w Wielkiej Brytanii. Jej twórcy zebrali setki tysięcy danych wyciągniętych z archiwów lokalnych instytucji i przekształcili je w cyfrową podróż po hrabstwie Greater Manchester szlakiem wojennych tropów, pamiątek, wspomnień, listów, zdjęć i fragmentów pamiętników.

blogcc

Korzystając ze strony oraz aplikacji i wybierając na nich konkretną zakładkę (np. Zwierzęta, Linia frontu, Medycyna) można poznać np. historie związane z medycyną w służbie wojny – z ludźmi i miejscami, które służyły pomocą rannym żołnierzom i cywilom w poszczególnych regionach hrabstwa. Można również poznać losy lokalnych bohaterów walczących na froncie. Ciekawostką są np. opowieści o kilkudziesięciu z 16 milionów zwierząt – psów przewodników, wielbłądów, koni – które pełniły służbę podczas wojny. Oczywiście poszczególne historie i obiekty pochodzą ze zbiorów różnych instytucji, dzięki czemu odbiorcy mogą – idąc tropem interesujących ich treści – wybrać instytucję, która ma ich zdaniem najciekawszą, najbardziej kompletną ofertę. Mogą też podzielić się swoimi odkryciami i najciekawszymi historiami z gronem przyjaciół oraz followersów w mediach społecznościowych. Wreszcie, mogą korzystać z aplikacji, jak z klasycznego przewodnika, z którym będą zwiedzać Greater Manchester. Zalogowani użytkownicy mogą stworzyć i przechować na swoich profilach zarówno najciekawsze ścieżki, którymi podążali śladem I wojny światowej, jak również rzeczy, które odkryli dzięki aplikacji. Tym sposobem projekt Centenary Connections połączył potencjał oraz zasoby wielu instytucji i pomógł stworzyć wokół nich społeczność użytkowników zafascynowanych historią.

CLEVELAND MUSEUM OF ART i ARTLENS

ArtLens to inicjatywa amerykańskiego Cleveland Museum of Art, która ma na celu zbudowanie za pomocą nowoczesnych technologii swoistego pomostu między publicznością, a ofertą i zasobami instytucji. Zastosowana technologia – choć efektowna i ultranowoczesna – służy przede wszystkim wytworzeniu określonej interakcji między zwiedzającymi, a zgromadzonymi w muzeum zbiorami. Już pierwszy kontakt z muzeum jest nie lada atrakcją dla publiczności. Słynna Gallery One stanowi preludium do zwiedzania całej ekspozycji. To połączenie sztuki i technologii, które ma zainspirować widzów do wybrania własnego indywidualnego sposobu poznawania muzealnej kolekcji i odkrywania jej skarbów – dzieł Picassa, Rodina czy Chucka Close. Służą temu m.in. interaktywne zabawy, poznawanie faktów związanych z powstawaniem dzieł sztuki, ich pochodzeniem i technikami produkcji. Centralnym punktem galerii jest gigantyczny dotykowy ekran z zamontowanymi stacjami dokującymi, do których podłączyć można iPady z zainstalowaną aplikacją ArtLens. Na ekranie Collection Wall wyświetlają się ponad 4 tysiące obiektów należących do muzealnej kolekcji. Każdy ze zwiedzających może na tym ekranie stworzyć i wyświetlić listę dzieł według słów kluczy, haseł i według nich stworzyć swoją prywatną kolekcję ulubionych muzealnych obiektów.

Zapisując tę autorską kolekcję na iPadzie (własnym lub wypożyczonym z muzeum) wyposażonym w ArtLens stworzyć możemy indywidualną ścieżkę zwiedzania śladem ulubionych prac. Możemy ją udostępnić innym zwiedzającym, możemy też skorzystać z gotowych ścieżek kuratorskich lub ścieżek „zszerowanych” przez innych muzealnych gości. Ipadowa aplikacja daje dostęp do ponad 9 godzin materiałów multimedialnych, wideo, treści audioguide’owych i dodatkowych informacji o muzeum oraz kolekcji. Co więcej, stanowi nieocenioną pomoc, źródło wiedzy i rozrywki zarówno przed, w trakcie, jak i po wizycie w muzeum. Na terenie ekspozycji zwiedzający mogą wykorzystać różne użyteczności oferowane przez aplikację – mają możliwość skanowania dzieł sztuki by uzyskać informacje o tym jak powstawały, o czym opowiadają, poznać sekrety sportretowanych osób, przedmiotów, historii. Ponadto, ulokowane na terenie ekspozycji ekrany pozwalają na „zeskanowanie” mimiki twarzy, gestów i póz osób zwiedzających i dopasowanie ich do konkretnych prac z muzealnych zbiorów.

[KSz]

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Kultura na mobajlu. Sześć inspirujących aplikacji, które warto poznać

Według najnowszego badania TNS Polska w 2015 roku ponad 60% Polaków będzie miało smartfony. Do końca 2014 roku 1,76 miliarda ludzi na świecie będzie posiadaczami tychże, a tempo wzrostu jest imponujące: ponad 25% rocznie. Trudno się dziwić, że w mobilnym świecie swoje miejsce próbuje znaleźć również kultura. Mimo, że aplikacje mobilne to już nie nowinka, ich twórcy ciągle zapominają o podstawach: że aplikacja to nie strona internetowa ani wystawowy katalog, że musi mieć jasno wyznaczony cel i sens użytkowania, i co najważniejsze – że powinna mieć coś, co sprawi, iż użytkownik będzie chciał do niej wrócić. Ponad rok temu prezentowaliśmy ranking polskich aplikacji mobilnych dla kultury, tym razem przyglądamy się zagranicznym – tym wzorcowym i najlepszym, tym najbardziej inspirującym, a także tym pokazującym nowe drogi w rozwoju kultury na mobajlu.

ZDJECIE_JEDEN

Magic Tate Ball i inne aplikacje Tate

„Mieliśmy kilka projektów, ale ten miał w sobie idealne połączenie genialnie prostego pomysłu z idiotyczną nazwą. To wybuchowa mieszanka” – powiedział Ben Templeton, twórca Magic Tate Ball czyli magicznej kuli Tate. To już klasyk w świecie mobajlu, najpopularniejsza na świecie aplikacja wypuszczona przez instytucję kultury – w ciągu czterech miesięcy od powstania została pobrana ponad 100 tysięcy razy przez użytkowników iOS’a, a niedawno za namową fanów została udostępniona również na Androidzie. Jak działa? Jedyne, czego wymaga od użytkownika to potrząśnięcie kulą, czyli telefonem. Na podstawie położenia użytkownika, otaczającej pogody, dnia tygodnia i godziny, a także dźwięków, które usłyszy aplikacja, dopasowuje dzieło sztuki, podaje jego krótką historię i tłumaczy skąd wybór. I tak my wylosowaliśmy „Węża” Henri Matisse’a (ze względu na deszczową pogodę za oknem, kiedy to węże lubią pojawiać się w miejscach publicznych), a przy następnym potrząśnięciu – rzeźbę Mirosława Bałki (to akurat z powodu Warszawy, czyli miejsca, gdzie Bałka ukończył studia).

Magic Tate Ball app

Oprócz prostoty, to, co w Magic Tate Ball imponuje, to ogromne portfolio prac i możliwych kombinacji. Dzieła sztuki zostały oznaczone przez ponad dwa i pół tysiąca tagów, tak by móc wielokrotnie zaskakiwać odbiorców. Aplikacja doskonale pełni funkcję „party trick”, czyli fajnego gadżetu, którym możemy się pochwalić znajomym. Co ciekawe, prace nad aplikacją wcale nie szły gładko. Po sześciu miesiącach pracy twórcy dodali Magic Tate Ball do AppStore’a i spotkali się z odrzuceniem programu przez Apple. Wszystko przez skojarzenie z Magic 8 Ball, czyli popularną zabawką Matella, którą się inspirowali. Apple ze względu na ryzyko naruszenia praw autorskich postanowiło nie wpuszczać kuli do sklepu. Tate zaryzykowało i zagrało wysoko: z oficjalną prośbą o akceptację udało się wprost do zarządu Matella. Kilka miesięcy później święciło już triumfy.

Brytyjskie Tate śmiało można nazwać jednym z najlepszych twórców aplikacji w świecie kultury instytucjonalnej. Oprócz merytorycznych programów pozwalających na pogłębienie znajomości konkretnych artystów czy wystaw, potrafi stworzyć aplikacje dla miłośników lol-contentu.

Dostępność: iOS, Android, Ovi (Nokia)

Zobacz też: Tym, którzy szukają zabawy, polecamy Tate Trumps (bardzo wciągająca gra karciana Tate), Magritte It (prosta aplikacja nakłada na zdjęcia charakterystycznych panów w melonikach surrealistycznego twórcy) i Race Against Time (platformówka, w której przemierzamy świat sztuki kameleonem). Wszystkie firmowane marką Tate.

MOMA czyli idealna apka muzealna

Wielu pracowników instytucji kultury zadaje sobie pewnie pytanie jak powinna wyglądać idealna aplikacja „ogólna”, będąca wizytówką marki. Bardzo dobry przykład może dać aplikacja nowojorskiego MOMA. Program ma wszystko to, czego potrzeba: wyjątkowo czytelną mapę muzeum, katalog prac, przegląd wszystkich wydarzeń odbywających się w danym momencie w instytucji, praktyczne informacje dotyczące cen biletów i godzin otwarcia, opcję udostępniania dzieł sztuki w mediach społecznościowych. Wszystko to okraszone przyjemną i czytelną grafiką oraz intuicyjnym interfacem. Do tego – co rzadkie – otrzymujemy darmowy audioprzewodnik po najważniejszych pracach w kolekcji MOMA, a jest ich naprawdę sporo. To powoduje, że aplikacja jest idealna nie tylko dla tych, którzy wybierają się do muzeum, ale też dla tych, którzy chcieliby pozostać przy kontakcie z samą aplikacją.

ZDJECIE_TRZY

Jeśli uda nam się już przejrzeć i wysłuchać opowieści o wszystkich dziełach sztuki, zawsze są powody by wrócić. Aplikacja jest stale aktualizowana o nowe akwizycje i opisy wystaw czasowych wraz z eksponatami. Co najbardziej imponuje w wykonaniu MOMA, to dbałość o szczegóły: wchodząc do nowej sekcji, użytkowników otrzymuje szybką instrukcję obsługi, prace można powiększać tak by dojrzeć najmniejsze szczegóły, a audioprzewodnik działa także wtedy, gdy przeglądamy akurat inne sekcje aplikacji. Ulubione obrazy i rzeźby możemy zachować w naszej osobistej kolekcji. To wszystko powoduje, że program warto polecić każdemu miłośnikowi sztuki współczesnej.

Dostępność: iOS, Android

Zobacz też: Le Louvre (aplikacja w dwóch wersjach – darmowej i płatnej z pracami w rozdzielczości HD dostosowanej do tabletów), Uffizi (imponujący katalog prac z florenckiej galerii, niestety ze słabą nawigacją), Yours, Vincent The Letters of Vincent Van Gogh (nagrania listów Vincenta Van Gogha – ciekawe i pouczające).

Somebody, czyli aplikacja jako eksperyment społeczny

Miranda July, charyzmatyczna artysta, pisarka i reżyserka kultowego „Ty, ja i wszyscy których znamy” wydaje rewolucyjny komunikator – ta informacja kilka tygodni temu zatrząsnęła światem technologicznych geeków. Somebody opiera się na dość osobliwym pomyśle. W zamierzeniu wiadomość wysyłaną od A do B nie dostarcza aplikacja, ale C, czyli żywa osoba, która znajduje się najbliżej B. Oprócz tekstu do wiadomości możemy dołożyć instrukcję dotyczącą ekspresji naszego komunikatu – wybieramy m.in. między przytuleniem i pocałunkiem, możemy także zaznaczyć czy wiadomość ma być wypowiedziana w formie krzyku lub szeptu. Jeśli zdecydujemy się przekazać komuś wiadomość, otrzymamy ją razem ze zdjęciem adresata i informacją w jakiej odległości od nas się znajduje.

ZDJECIE_CZTERY

Oryginalne? Tak jak autorka aplikacji. Czy się przyjmie? Trudno powiedzieć. W ciągu kilku dni od upublicznienia aplikacja została pobrana 100 tysięcy razy, a na Somebody zarejestrowało się dwadzieścia tysięcy użytkowników. W zamierzeniu ma się sprawdzać w zintegrowanych grupach na określonych przestrzeniach – w liceach, na uniwersytetach i korporacjach. Autorka nie ukrywa, że praktyczność nie była jej głównym celem. „Tak właściwie nie sądzę żeby Somebody miało zastąpić smsy, e-maile lub rozmowy telefoniczne. Chciałabym, żeby zachęciło nas do refleksji nad tym jakie emocje przynoszą nam telefony. Wiem, że nie mogę pozbyć się mojego, ale czy przynosi mi on radość? Radość przynoszą mi przypadkowe spotkania z nieznajomymi – jak pomaganie kobiecie, której wypadły z torby gruszki – to powoduje, że mogę wyjść poza siebie i krzyknąć: ludzkość!” – mówiła w jednym z wywiadów. Jak pokazuje oficjalne twitterowe konto aplikacji użytkownicy faktycznie z niej korzystają. I działa, choć nie idealnie.

Media technologiczne przyznają, że aplikacja jest ciekawa, jednak zamiast komunikatora, pełni raczej funkcję anty-komunikatora. „Zamiast coś ułatwiać, ta aplikacja ci to utrudnia i zachęca cię, byś to ty dawał – swój czas, poświęcenie, baterię w iPhonie, a nawet – pocałunek” – komentuje „San Fransisco Weekly”. Eksperyment trwa.

Dostępność: iOS

Zobacz też: Performr (aplikacja utworzona na wzór gejowskiego Grindra czy powszechnego Tindera, ale pozwala łączyć użytkowników z artystami, którzy wykonują przed nimi jednoosobowy performance).

Capture the museum – gra w muzeum

Grywalizacja to termin, który nie schodzi ostatnio z ust wszystkich, których interesuje zwiększenie zaangażowania odbiorców. Właśnie w stronę grywalizacji poszło National Museum of Scotland, przygotowując aplikację Capture the museum. „Szukaliśmy nowego i innowacyjnego sposobu, który pozwalałby odkrywać muzeum naszym odbiorcom. Mamy wspaniały budynek, ale jego architektura powoduje, że poruszanie się nie należy do intuicyjnych. Tak narodził się pomysł na Capture the museum” – mówią. Na czym polega aplikacja? Odwiedzający muzeum dzielą się na dwie drużyny. Od momentu zalogowania się w aplikacji rozpoczyna się walka o to, która z drużyn zdobędzie muzeum. Użytkownicy skanują obiekty, odpowiadają na serie pytań, otrzymują konkretne zadania, takie jak znalezienie konkretnego eksponatu i zrobienie mu zdjęcia. Drużyna, która wygra najwięcej zadań w danej sali, zdobywa ją. I tak aż do zdobycia całego muzeum.

ZDJECIE_PIEC

Museum of Scotland jest zadowolone z reakcji odbiorców na aplikację. Współtwórcy zapowiadali wdrożenie aplikacji dostosowanych do innych instytucji kultury. Rok temu. Jak na razie nic o nich nie słychać. A wydawało się, że grywalizacja – również kultury – postępuje, a prosty pomysł aplikacji świetnie sprawdził się w praktyce. Chętnie zobaczylibyśmy ludzi biegających z telefonami w jednym z polskich muzeów.

Dostępność: iOS

Biophilia – zdania są podzielone 

Kolejny wyjątkowy projekt islandzkiej artystki Björk. Pierwsza w historii aplikacja, która trafiła do kolekcji MOMA. To również pierwsza aplikacja – „dzieło sztuki”, a także pierwszy album muzyczny będący aplikacją. Użytkownika jednak bardziej niż historyczne rekordy, interesuje to, czy warto wydać na nią ponad 10 dolarów. Zdania do tej pory są podzielone. Biophilia składa się z 10 mini-aplikacji – każda prezentuje osobny ekosystem, pozwala na badanie motywów piosenek, a nawet ich modyfikację. Po całości oprowadza David Attenborough, znany brytyjski popularyzator wiedzy przyrodniczej.

ZDJECIE_SZESC

Biophilia to nie tylko album, nie tylko aplikacja, ale też multimedialny projekt artystyczny. Wielu zarzuciło artystce gadżeciarstwo i tani marketing, inni (i nie tylko fani) zachwycili się możliwościami aplikacjami. „Kiedy pierwszy raz usłyszałem o aplikacji, zacząłem się obawiać, że wizualizacje odwrócą uwagę od muzyki, ale prawda jest taka, że aplikacja przywróciła mi należytą uwagę muzyce – nie można jej po prostu wyłączyć i zajrzeć na Twittera. Przesuwanie palcem po tablecie przypomniało mi dawne czasy, kiedy jako nastolatek dotykałem dopiero co zakupionego albumu. Biophilia przywróciła mi intymność, której brakowało mi ostatnio w kontakcie z muzyką” – pisał Alex Needham w „The Guardian”.

Zanim będziemy w stanie ocenić czy Biophilia stała się „milowym krokiem w dziedzinie przemysłu muzycznego” czy też „desperacką próbą przebicia samej siebie w konkurencji, którą w dodatku samemu się utworzyło”, miną pewnie lata. Jak na razie Biophilia doczekała się swojej wersji na Androida. Kto zastanawia się nad zakupem, warto by pobrał Solstice, czyli darmową aplikację pozwalającą na spotkanie z jedną piosenką z płyty.

Dostępność: iOS, Android

Zobacz też: How It Is, czyli multimedialną wersję instalacji Mirosława Bałki, którą wykonał dla Unieliever Tate Series. Aktualnie jedyna możliwość, by doświadczyć tej instalacji. Warto.

TED i Paris Review, czyli treść przede wszystkim

Jedno z wyświechtanych już haseł marketingowców brzmi „content is the king”. W przypadku niektórych aplikacji sprawdza się idealnie. Z tego też powodu każdy użytkownik kultury mobilnej powinien zapoznać się z co najmniej dwoma aplikacjami: TED i Paris Review. Pierwsza umożliwia dostęp do ponad 1700 wykładów TED w wysokiej rozdzielczości podzielonych na poruszane zagadnienia: od nowych technologii przez relacje erotyczne aż po sztuki wizualne.

ZDJECIE_SIEDEM

Druga aplikacja – Paris Review, oprócz płatnego dostępu do aktualnych i archiwalnych numerów uznanego kwartalnika, oferuje wszystkie wywiady przeprowadzone z pisarzami w znakomitym cyklu „Art of Fiction”. Dodajmy, że są wśród nich pogłębione rozmowy z pisarzami takimi jak William Faulkner, Ernest Hemingway, Nadżib Mahfuz czy Haruki Murakami. Doskonała lektura na wiele godzin. Dlaczego nie mówimy nic o interfejsie aplikacji czy ich dodatkowych możliwościach? Właśnie dlatego, że czasem liczy się po prostu treść. I o tym, twórcy aplikacji – nawet tych najbardziej oryginalnych – powinni pamiętać.

Dostępność: iOS (TED, Paris Review), Android (TED)

Zobacz też: Shakaspeare, czyli dzieła zebrane Williama Szekspira w jednym miejscu.

[MM]

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Kultura mobilna – ranking aplikacji dla kultury

Znaleźć dziesięć polskich aplikacji mobilnych poświęconych kulturze to nie lada wyzwanie. Wirtualna rzeczywistość na tym rynku dopiero raczkuje, jednak z AppStore’a, czy Google Play’a można pobrać już kilka ciekawych programów. Najlepsze rozwiązania zarówno pod względem funkcjonalności jak i estetyki zaproponowali twórcy aplikacji dużych festiwali muzycznych. Te dla instytucji kultury czasem trudno nawet nazwać prawdziwymi aplikacjami. Bywają ciekawymi przewodnikami, ale najczęściej nie wykorzystują połowy możliwości jakie dają dziś mobilne technologie.

10. Muzea Warszawy
Windows

MuzeaWarszawy

Twórcy aplikacji już na poziomie tytułu trochę nas zmanipulowali. „Muzea Warszawy” nie prezentują wcale wszystkich instytucji muzealnych stolicy, jak można by się spodziewać. Aplikacja obejmuje jedynie historyczne, biograficzne oraz martyrologiczne muzea. Ale przyznać trzeba, że też nie wszystkie – dziwi brak informacji o Muzeum Wojska Polskiego i Muzeum Narodowym. Aplikacja zawiera informacje dotyczące lokalizacji (wraz z mapą), cen biletów i godzin otwarcia instytucji, z tym, że nie przy każdym muzeum znajdziemy wszystkie dane. Wizualna strona aplikacji jest prosta, czarno-biała, wręcz nudna. Brak aktualizacji sprawia, że aplikacja może okazać się mało wiarygodna.  Zanim wybierzemy się do instytucji, która istnieje w spisie, dla pewności powinniśmy odwiedzić jej stronę internetową, żeby sprawdzić, czy nie zmieniły się np. godziny otwarcia, nie ma remontu itd. „Muzea Warszawy” to po prostu niepełny informator, który równie dobrze mógłby być stroną internetową lub książką. Aplikacji brakuje też wersji w języku angielskim, z której na pewno chętnie skorzystaliby zagraniczni turyści.

9. FN – Filharmonia Narodowa
Android, iOS
FN
Niestety to kolejna mało pomysłowa i mało dynamiczna aplikacja, wyposażona tylko w trzy funkcje. Zapewnia dostęp do programu Filharmonii Narodowej na najbliższe pół roku.  Kalendarium jest opatrzone legendą, która niestety jest dość nieczytelna. Na poziomie graficznym przypomina tabelkę Excela. Kolejna opcja w menu aplikacji to dostęp do podstawowych informacji dotyczących instytucji, takich jak bilety, godziny, adres, czyli wszystko to, co możemy znaleźć na stronie internetowej. Jest jeszcze jedna funkcja – wirtualny spacer po wnętrzach Filharmonii Narodowej. Wędrówka odbywa się przy dźwiękach uwertury do opery „Holender Tułacz” Richarda Wagnera. Wszystko dzięki technologii rozszerzonej rzeczywistości (Augmented Reality), czyli możliwości łączenia świata rzeczywistego z generowanym komputerowo. Jednak żeby odbyć taki spacer, trzeba posiadać – uwaga – wydrukowaną książkę programową. Smartphone’a nakierowujemy na jej okładkę i pobieramy film. Aby zdobyć książkę programową musimy udać się do Filharmonii (lub w najlepszym razie jakiejś warszawskiej kawiarni), a więc cała wędrówka okazuje się mało wirtualna.

8. Off Festival
Android, iOS
OFF
Aplikacja Off Festival to mobilny przewodnik dla festiwalowiczów. Zawiera mapę, informacje o programie, artystach i aktualnościach. Znajdziemy tam też podstawowe fakty o Katowicach, czyli mieście, w którym odbywa się impreza. Brakuje praktycznych rad o tym, co można robić przed koncertami, np. co zjeść, gdzie spać. Korzystając z rozkładu koncertów, użytkownik może zaznaczać te, na które się wybiera i w ten sposób stworzyć swój plan dnia. Aplikacja jest przydatna tylko w trakcie trwania festiwalu, nie służy do utrzymywania kontaktu z publicznością po jego zakończeniu. Nie jest dopracowana technicznie – np. przy opisach artystów nie wyświetlają się polskie znaki. Niestety aplikacja nie jest aktualizowana na bieżąco, nie ma jeszcze informacji o kolejnej edycji OFF’a.

7. My Warsaw-Warszawa jest moja
Android, iOS

Aplikacja powstała w związku z obchodami Roku Korczaka. To wirtualny przewodnik po Warszawie Starego Doktora: dwie trasy (dzieciństwo i młodość oraz czasy wojenne), 49 punktów, sześć godzin spaceru. Użytkownik poznaje opis miejsca, zdjęcia, nagrania cytatów z pism Korczaka. Dodatkową funkcją jest gra miejska. Odpowiedzi na pytania uaktywniają dodatkowe punkty trasy. Rozszerzona rzeczywistość pozwala przybliżyć użytkownikowi stolicę z lat 30. i 40. ubiegłego wieku. Zastosowano nową technologię, ale grafika wygląda jakby została wykonana w latach 90. Za to duży plus należy się twórcom za integrację aplikacji z serwisami społecznościowymi. Użytkownik może logować się na Foursquare w miejscach, które zwiedza, albo publikować informacje o nich na Facebooku lub Twitterze. Szkoda, że nie jest to po prostu uniwersalny przewodnik po całej Warszawie. Rok Korczaka się kończy, a wraz z nim  popularność aplikacji. Zaletą jest dwujęzyczność programu, użytkownik ma do dyspozycji wersję polską i angielską.

6. Warszawa 44’ – Śladami Powstania Warszawskiego
niedostępna

Kolejna aplikacja dla kultury bazująca na technologii rozszerzonej rzeczywistości. Była jedną z pierwszych tego typu dla w Polsce (po PZU Sukiennice), a zarazem jedną z najlepszych. Powstała na 67. rocznicę Powstania Warszawskiego, czyli w 2011. Prezentuje archiwalne fotografie i opisy 73 miejsc związanych z powstaniem. Wśród nich są m.in. siedziba PAST-y, budynek Prudentialu, wejście do kanału przy pl. Krasińskich, Szpital w Kasie Chorych na ul. Mariańskiej i Kościół Wszystkich Świętych na Pl. Grzybowskim. Szkoda, że aplikacja już nie jest dostępna w wirtualnych sklepach.

5. Chopin – audioprzewodnik po Parku i Domu Urodzenia Fryderyka Chopina w Żelazowej Woli
Android, iOS
Chopin
Aplikacja ta to po prostu audioprzewodnik z 29 stacjami. Połączony jest z mapą, na której zaznaczono najciekawsze punkty. Warto odnotować, że pomyślano też o osobach poruszających się na wózkach inwalidzkich i wytyczono dla nich trasę na mapie. Opisy i zdjęcia domu oraz parku wzbogacone są o utwory Chopina, których można posłuchać podczas spaceru. W aplikacji znajdziemy też podstawowe informacje dotyczące muzeum, adres, ceny biletów, godziny otwarcia. Konsternację pomieszaną z rozbawieniem budzić może natomiast trwający ponad minutę „artystyczny” film, na którym oglądamy np.  kadry ze zbliżeniami liści.

4. Muzeum Pałac w Wilanowie
Android
unnamed
Kolejny raz rozszerzona rzeczywistość. Ta aplikacja mobilna na smartfony i tablety to interaktywna mapa z funkcją nawigacji. Wyposażona jest w opisy obiektów i zdjęcia oraz skaner fotokodów. Dzięki niemu możemy pobierać informacje zamieszczone na 50 tablicach, umieszczonych w różnych miejscach pałacu. Dodatkową funkcją jest możliwość posłuchania muzyki barokowej. Ciekawe jest Imaginarium Wilanowskie, w którym dzięki dźwiękom przenosimy się do czasów świetności pałacu, słyszymy huk armat, podkuwanie koni, itd. To rozwiązanie sprawia, że rzeczywistość zostaje jeszcze bardziej „poszerzona”. Niestety znowu słaba, nieświeża grafika.

3. T-mobile Nowe Horyzonty
Android, Windows
TMobile
Aplikacja przydatna przed samym festiwalem oraz w trakcie jego trwania. Program posiada opisy wszystkich wyświetlanych produkcji, dane techniczne, informacje o obsadzie oraz ewentualnych nagrodach. Do niektórych filmów dołączono trailery. Informacje możemy wyszukiwać ze względu na różne kategorie: reżyser, tytuł, sekcja, data. Najważniejsza funkcja aplikacji to możliwość rezerwacji biletów na seanse po uprzednim zalogowaniu się. Każdy z użytkowników, które założy sobie konto, może też oceniać filmy, które już obejrzał. Program zawiera również aktualności o tym, co dzieje się na festiwalu oraz podstawowe informacje organizacyjne. Zwraca uwagę ładna grafika, spójna z identyfikacją wizualną całego festiwalu. Twórcy wykorzystali  popularny ostatnio interfejs w stylu metro (znany z telefonów Nokia). Menu aplikacji to nie standardowe ikony, ale kafelki. Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku będzie też wersja dla właścicieli iPhone’ów.

2.Woodstock – Najpiękniejszy Festiwal Świata
Android, iOS
woodstock
Przewodnik po festiwalu w Kostrzynie nad Odrą. W aplikacji znajdziemy informacje dotyczące rozkładu koncertów z podziałem na sceny. Każde wydarzenie jest dokładnie opisane. Dzięki wykorzystaniu mechanizmu „push”, użytkownik dostaje powiadomienia z aktualnymi informacjami. Aplikacja jest zintegrowana z Facebookiem. W sekcji „info” można znaleźć podstawowe informacje dotyczące np. dojazdów i pierwszej pomocy. Inna funkcja to mapa obszaru festiwalowego, na której oznaczono najważniejsze miejsca. Logując się w nich zdobywamy odznaki, które potem można wymieniać na nagrody w strefie Play. Strona wizualna aplikacji jest ładna, chociaż za dużo w niej logotypów Playa i kojarzącego się z operatorem koloru fioletowego. Dla porównania w opisywanej wyżej aplikacji Nowych Horyzontów, sponsorowanej przez T-Mobile, nie jest to tak ostentacyjne. Festiwalowi Woodstock zawsze towarzyszyła aura młodzieżowego buntu i antykonsumpcjonizmu. Taka nachalna reklama pewnie nie przypadła do gustu fanom.

1. Open’er Festival
iOS
Opener
Najlepsza z testowanych aplikacji. Jest nie tylko podstawowym przewodnikiem po imprezie z informacjami o rozkładzie koncertów i gwiazdach. Funkcja „Twoje miejsca” umożliwia dodawanie na mapie istotnych dla nas punktów, np. położenie namiotu, miejsca zaparkowania samochodu. Poza tym, przewodnik festiwalowy jest wzbogacony o multimedia, gdzie można posłuchać utworów zespołów występujących na Openerze. Z poziomu programu istnieje opcja dzielenia się wrażeniami z koncertów i zdjęciami na fanpage’ach wykonawców. Co ciekawe, aplikacja jest stale aktualizowana. Już teraz znajdują się tam informacje dotyczące pierwszych gwiazd, które potwierdziły swoje występy w 2013 roku, m.in. Blur i Arctic Monkeys.

[KP]

25 Komentarzy

Filed under Uncategorized