Tag Archives: promocja czytelnictwa

Hasło „czytaj” nie wystarczy

Święta Bożego Narodzenia to dla wydawców najlepszy czas w roku. Książki znajdują się wśród najpopularniejszych gwiazdkowych prezentów – badania zlecone przez Deutsche Bank PBC wskazują, że pod choinkę książki planuje kupić ponad 40 procent Polaków. Prędzej czy później powrócą jednak narzekania, że Polacy nie czytają, a książek kupuje się coraz mniej – i słusznie. Mimo tych narzekań, trudno zauważyć realne wysiłki instytucji kultury i wydawców mające na celu zmianę tej sytuacji. Na pomoc przychodzą społeczne kampanie promujące czytelnictwo – w ciągu ostatnich lat szczególnie dwóm udało się zdobyć szerszy zasięg – „Czytaj! Zobacz więcej” oraz „Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka”. Czy jednak za ich popularnością idzie też realny wpływ na poziom czytelnictwa w Polsce?

Obie kampanie skorzystały z przewrotnych pomysłów. W filmie „Czytaj! Zobacz więcej” utworzonym wspólnie przez Bibliocreatio i Bibliotekę Uniwersytetu Warszawskiego znane postaci ze świata kultury i sztuki mówią mówią: „nie czytaj”, podobnie do hollywoodzkich gwiazd, które w kampanii przed  prezydenckimi wyborami w Stanach Zjednoczonych w 2008 roku mówiły „nie głosuj”. Film na YouTube zdobył ponad 200 tysięcy wyświetleń, a kampania wykroczyła daleko poza media kulturalne, trafiając do programów śniadaniowych i ogólnopolskich dzienników. Akcja „Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka” wprowadziła czytanie w kontekst erotyczny, samo hasło weszło do języka, a twórcy otrzymali tytuł najlepszej kampanii społecznej 2011 roku. Rozgłos, który uzyskały, wskazuje nie tylko na ich pomysłowość, ale także na społeczną potrzebę tego typu akcji. Sęk w tym, że tak, jak nie istnieje „czytelnik ogólny”, nie istnieje również ogólna osoba nieczytająca.

czyt

Metro w Montrealu, fot. Canadapost/CC BY-NC-ND 2.0

Powodów na nieczytanie jest wiele – od braku zwyczaju czytania wyniesionego z domu przez przekonanie, że książki są drogie (choć kosztują tyle co wyjście do multipleksu), aż do tego głównego – że czytanie jest nudne. Warto zrozumieć, że dla wielu Polaków, doświadczenia ze szkolnymi lekturami są ich podstawowym, a czasem – jedynym doświadczeniem czytelniczym. To oczywiste, że nie wszystkich zainteresują „Potop” czy nawet „Zbrodnia i kara” – gorzej jednak, że wielu uczniów wychodzi z gimnazjów i liceów z przekonaniem, że w świecie książek nie istnieje nic poza szkolnymi lekturami. A przecież swoje książki mogą znaleźć i fan motoryzacji, i sportowiec i informatyk – nie tylko polonista i kulturoznawca. Kto jednak im to uświadomi? Hasło „czytaj”, jakkolwiek słuszne i jakkolwiek szeroko przekazane, zniknie, jeśli w ostateczności nie znajdzie się konkretna osoba, którą zainteresujemy konkretnym tytułem. Samo „czytanie” to abstrakcja, szczególnie że przydaje się mu – tak jak całej kulturze – aspekt powinnościowy. Ale kogo przekonamy mówiąc, że czytać wypada albo że czytanie jest modne? Gdyby było, nie trzeba by o tym wspominać.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: bibliotekarze, zamiast u siebie w siedzibach, gdzie najczęściej można usłyszeć o promowaniu czytelnictwa, wybierają się na Stadion Narodowy przed meczem lub na Politechnikę Warszawską. Tam biblioteczni konsultanci na podstawie rozmowy o zainteresowaniach próbują dobrać dla każdego chętnego książkę, która powinna go zainteresować: ambitną lub nieambitną, kryminał, romans, romansidło, biografię, może też komiks, książkę popularnonaukową lub zwierzenia celebryty – w końcu nie dla każdego jest „Finneganów tren”. Z pewnością dla wielu byłby to pierwszy pozaszkolny kontakt z książką. Może i nie ostatni.

Oprócz kampanii społecznych, festiwali literackich i t-shirtów z postaciami pisarzy potrzebny jest nam program, który zachęcałby do czytania i wspierał w czytelniczych wyborach nie poprzez idee, ale poprzez konkrety. Kanon lektur szkolnych, choć często obwiniany o złą prasę czytania, nawet po modyfikacjach nie będzie w stanie zaspokoić potrzeb wszystkich.  Chodzi o to, by pokazać konkretnym ludziom co mogliby przeczytać, a tak właściwie – jaka książka mogłaby im przynieść osobistą korzyść. Gdy ją zobaczą – dalej będą już szukać sami.

[MM]

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Spalić książki – wypromować bibliotekę

Niedługo poznamy najnowsze badanie dotyczące czytelnictwa w Polsce. Jednak dane wydawców na temat ilości sprzedanych książek, a także wyniki osiągane przez polskie biblioteki nie pozwalają wierzyć, że coś zmieniło się na lepsze. Przypomnijmy, że w poprzednim badaniu aż 56 procent Polaków przyznało, że nie przeczytało w ciągu roku ani jednej książki. Co na to biblioteki? Zazwyczaj niewiele, bo biblioteka to dziś synonim zakurzonych półek z książkami. A to w nich – jak pokazują zagraniczne przykłady – mogłaby zacząć się wielka akcja skutecznej promocji czytelnictwa.

fot. http://www.facebook.com/BookBurningParty

Na uwagę zasługuje niecodzienna prowokacja zorganizowana przez bibliotekę w Troy, mieście położonym w amerykańskim stanie Michigan. Ze względu na kiepską kondycję finansową bibliotece groziło zamknięcie. Zasugerowano podniesienie podatku, z którego dochody zasiliłyby utrzymanie instytucji. Aby uratować miejsce potrzebne było podniesienie podatków o 0,7 procent. Oczywiście od razu uaktywniła się grupa sprzeciwiająca się podwyżce, która już dwukrotnie udaremniła zwiększenie opłat, co doprowadziło do zamknięcia dwóch oddziałów biblioteki. Tymczasem biblioteka w Troy wraz z agencją Leo Burnett Arc Worldwide zainicjowała działalność grupy zachęcającej do głosowania na rzecz zamknięcia biblioteki. Na mieście pojawiły się ulotki, a w mediach społecznościowych posty z hasłem „vote to close”. Kulminacją zamknięcia miała być wielka impreza z paleniem książek, które nie znajdą już dla siebie miejsca: „Book Burning Party”. Na Facebooku pojawiły się  filmy wideo pokazujące stos płonących książek z podpisem: „Wyobraź sobie to razy dwieście tysięcy. Czy to nie jest cool?”. Na Twitterze zapraszano na wielkie ognisko – widowiskową atrakcję. Działanie zyskało niespotykany odzew wśród społeczności lokalnej, mediów regionalnych, później krajowych, a nawet międzynarodowych. Ludzie ubliżali organizatorom akcji nieświadomi prowokacji. Powstał zbiorowy protest przeciwko „Book Burning Party”. Ostatecznie w wyniku głosowania mieszkańcy masowo opowiedzieli się przeciwko zamknięciu biblioteki, zgadzając się na podniesienie podatku.

fot. Divinemissn/Flickr.com/CC BY-NC 2.0

Mimo licznych pomysłów na przyciągnięcie zainteresowania odbiorców, takich jak organizowanie spotkań z autorami, konkursy czytelnicze, interaktywne strony, które pomagają wybrać książkę do czytania ze względu na preferencje, a nawet osobowość, biblioteki wciąż muszą się mierzyć z problemem niskiego poziomu czytelnictwa. Coraz częściej zdarza się, że to nie czytelnik przychodzi do nich, ale one przychodzą do potencjalnego czytelnika. Kilka lat temu w Madrycie głośno było o akcji Bibliometro, czyli bibliotece umożliwiającej wypożyczenie książek na stacjach metra. Pierwsze tego rodzaju miejsce pojawiło się w Chile już w 1996 roku. Z minibiblioteki w Santiago korzysta ponad 75 tysięcy podróżnych, a liczba ta stale rośnie. Przedsięwzięcie uzmysławia, że czytanie można wpisać w szybkie tempo życia w wielkich miastach. „To odwrócenie tradycyjnej koncepcji wypożyczalni książek. Miejsce instytucji-gmachu zajmuje rodzaj punktu usługowego, który jest szybki i wygodny” – przekonywała dyrektorka metra w Santiago de Chile. Podobnego rodzaju przedsięwzięcie podjęte zostało ostatnio w stolicy Rumunii. W metrze w Bukareszcie pojawiła się cyfrowa biblioteka. Cała ściana pokryta została plakatami z tytułami książek. Za pośrednictwem smartfona każdy może zeskanować kod znajdujący się na ścianie, odwołujący do konkretnego tytułu. Dzięki temu można przeczytać fragmenty książek i odsłuchać części audiobooków. Akcja jest zarazem kampanią reklamową sieci komórkowej Vodafone i wydawnictwa Humanistas. To świetny przykład konieczności zmiany myślenia o książce, którą trzeba przenieść w nowy kontekst.  Książka zamknięta w cichej, wyizolowanej bibliotece zamiast pod strzechy musi trafić  w ręce zabieganych użytkowników metra.

[JZ]

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Książka w miejskiej tkance

Książka to nie martwy twór – chcieli przekonać autorzy akcji Get London Reading. Choć miała charakter czasowy, odbyła się trzy lata temu, to pozostała po niej mapa. Nie zwykła, a literacka. Znajdziemy na niej czterysta książek, które mówią o Londynie lub ich akcja rozgrywa się w brytyjskiej stolicy. Interaktywna mapa to najlepszy dowód, że książka nie jest martwym tworem, nie służy jedynie do czytania. Książka funkcjonuje w wieku kontekstach. Tu akurat w kontekście miejskim.

Organizatorzy akcji  Get London Reading wykorzystali znane i proste narzędzia (jak Google Maps) i razem z firmą 3M stworzyli produkt zachęcający do czytania. Podobna inicjatywa pojawiła się także w Polsce.  Jej autorem nie jest Ministerstwo Kultury co chwila ogłaszające start kolejnego programu czytelnictwa, który zanim zacznie funkcjonować umiera śmiercią naturalną. Entropia Słowa, to inicjatywa grupy aktywistów, którzy chcą wypromować czytanie w Warszawie. Niedługo ruszy nowa strona internetowa. Już dziś Entropia Słowa może pochwalić się kilkoma udanymi akcjami. Kolejne są w planach. Entropia postanowiła skojarzyć miasto z literaturą. Czy raczej te skojarzenia na nowo przywołać. I łatwiej, i mądrzej przywracać Tyrmanda i „Złego” Warszawie, przypominać Krzysztofa Kamila Baczyńskiego w miejscach, z którymi był związany i i czytać Juliana Tuwima na Nowym świecie, niż robić coś – mówiąc kolokwialnie – od czapy.

Entropia Słowa wykorzystuje równolegle kilka działań – portal, happeningi i spotkania edukacyjne. Jej aktywiści podczas akcji zaczepiali przechodniów na ulicach. Tych zabieganych warszawiaków namawiali do przeczytania choć kilku linijek. Potem przyszła zima, akcja przystopowała, ale wiosną ma ruszyć na nowo. Portal ma być nowoczesny i funkcjonalny. Pojawiać się będzie na nim sporo recenzji, wywiadów, a literacka mapa Warszawy ma się rozrastać. Póki co urzędnicy zajmujący się kulturą projektem się nie zainteresowali. Jak widać łatwiej im wydawać pieniądze na ładnie wyglądające w mediach konferencje niż wesprzeć aktywistów, którzy rzeczywiście są w stanie coś zrobić.

Kibicujemy Entropii Słowa. W przyszłym tygodniu napiszemy zaś o zagranicznych akcjach promocji czytelnictwa.

1 komentarz

Filed under Uncategorized