Tag Archives: sztuka

Targi sztuki 2.0

Ponad 130 wystawców z 30 krajów, 1200 artystów i 2000 dzieł sztuki. Już za kilka dni rusza druga edycja VIP Art Fair. W odróżnieniu od Art Basel czy Frieze Art Fair nie trzeba jednak kupować biletu lotniczego, ani nawet ruszać się z domu. VIP Art Fair odbywają się online. Co w nich niezwykłego skoro sztukę w internecie możemy kupować od wielu lat? Przede wszystkim fakt, że internet daje im przewagę nad tradycyjnymi targami.


fot. dzięki uprzejmości VIP Art Fair, New York

Na VIP Art Fair pojawiają się nie tylko najbardziej uznane galerie – np. James Cohan Gallery, Gagosian Gallery, Hauser & Wirth, White Cube – ale i takie, które nie mogłyby ze względu na wysokie koszty zaistnieć na tradycyjnej imprezie. Dzięki temu obok sprzedających Antony’ego Gromley’a czy Jeffa Koonsa gigantów, pojawiają się małe galeryjki z Chin, Chile czy Włoch. Co nie jest równoznaczne, że do grona wystawców przyjmowano każdego, selekcja była ostra. Organizatorzy chcieli, aby obok głównego nurtu, który funkcjonuje na każdych targach sztuki zaistniała także alternatywa.

VIP Art Fair posiada szereg innych zalet. Rejestracja jest darmowa i dopóki nie decydujemy się na zakup, prace możemy oglądać za darmo. VIP w nazwie wydarzenia to skrót od „view in private”, co znaczy, że każdy pozostaje na targach anonimowy. Na pytania odpowiadają na czacie konsultanci, a transakcje finalizuje się w wirtualnych „private rooms”. – VIP Art Fair wykorzystując nowe technologie do poszerzenia naszych horyzontów, pozwala objąć zasięgiem więcej osób, na wiele różnych sposobów, przy równoczesnym poszanowaniu dotychczasowych relacji między artystami, kolekcjonerami, kuratorami i dilerami – mówił Frish Brandt, dyrektor Fraenkel Gallery z San Francisco.

fot. dzięki uprzejmości VIP Art Fair, New York

Podczas wydarzenia odbędą się także spotkania – znów darmowe – ze specjalistami rynku sztuki. Wśród ekspertów, którzy przygotowali prezentacje video znaleźli się m.in. Lowell Pettit – profesor Sotheby’s Institute, Michael Plummer – współwłaściciel firmy Artvest zajmującej się doradztwem inwestycyjnym na rynku sztuki oraz Adam Lindeman –  miliarder i kolekcjoner. Będzie można obejrzeć także cykl filmów poświęconych współczesnym artystom. Ich bohaterami są m.in. Catherine Opie, El Anatsui, Ai Weiwei, David Altmejd i Marina Abramoviç.

Mimo krótkiej historii VIP Art Fair dorobiły się już naśladowców. W Bombaju, na jesieni zeszłego roku, odbyły się targi India Art Collective. Pierwsza edycja przyciągnęła ponad 40 wystawców z całego kraju. Podobno wzięło w nich udział wielu kupujących zza granicy. Na VIP Art Fair nie pojawi się żadna galeria z Polski.

Reklamy

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Sztuka dla sztuki (i rozwoju)

„Artysta jako filantrop” – to tytuł artykułu, który kilka dni temu ukazał się na stronie internetowej jednego z najlepszych na świecie magazynów o sztuce „ARTnews”. Podobny materiał dwa dni temu opublikowała „The Art Newspaper”. Oba materiały są o tyle zaskakujące, że pokazują jak w czasach kryzysu sztuka potrafi obronić się dzięki wsparciu finansowemu płynącemu od wewnątrz. Rządy i przedsiębiorstwa obcinają dotacje, tymczasem fundacje odgrywają coraz większą rolę. Warto zaznaczyć, że mowa o fundacjach samofinansujących się, które w zasadzie nie czerpią funduszy z zewnątrz.

Największą z nich jest Andy Warhol Foundation for the Visual Arts dysponująca majątkiem w wysokości 330 milionów dolarów. W ostatnim roku fundacja przeznaczyła na granty dla organizacji związanych ze sztuką 14 milionów dolarów. Największymi dotacjami dla indywidualnych artystów dysponuje za to Pollock-Krasner Foundation, która od 1985 roku rozdała ponad 3 tys. grantów wartych w sumie 54 miliony dolarów.

Joan Mitchell Foundation, której historia opisywana jest w „ARTnews” najszerzej, to w porównaniu z wymienionymi dopiero raczkujący podmiot, jednak jego działalność jest nie mniej ciekawa. Fundacja dostrzegła, że w Nowym Orleanie po przejściu Huraganu Katrina w 2005 roku, niemal zupełnie zamarło życie artystyczne. Fundacja wsparła indywidualnych artystów, a także organizacje kwotą 3 milionów dolarów. Od tamtego czasu sukcesywnie stara się rozwijać życie artystyczne regionu. W 2010 roku na dawnej plantacji zaczął powstawać ośrodek, który ma się stać docelowo kolonią dla artystów, inkubatorem pomysłów, ale też miejscem schronienia.

Image
To tylko kilka z wielu przykładów podobnych, bardzo prężnie rozwijających się instytucji. Pytanie skąd ten rozwój. Odpowiedź jest banalnie prosta – ze sztuki. Raport The Artist as Philanthropist: Strengthening the Next Generation of Artist-Endowed Foundations wskazuje, że na majątek czy zyski fundacji składają się: prace, archiwa, prawa do reprodukcji, a dopiero w dalszej kolejności inwestycje nie związane ze sztuką.

Raport mówi o istnieniu około 300 podobnych instytucji dysponujących w sumie majątkiem 2,5 miliarda dolarów. W latach 1990-2005 liczba instytucji tego typu podwoiła się. Na granty przeznaczyły 639 milionów dolarów. Wśród największych (poza już wymienionymi) warto wymienić jeszcze Robert Mapplethorpe Foundation i Roy Lichtenstein Foundation. Autorzy raportu twierdzą, że coraz większy udział w tworzeniu sztuki mają też fundacje powołane do życia przez żyjących twórców:  Alexa Katza, Ellswortha Kelly’ego, LeRoy’a Neimana czy Helen Frankenthaler.

Warto przeczytać oba artykuły, a także przejrzeć obszerny, podzielony na dwie części raport. To nie tylko opis ciekawego, rozwijającego się ostatnio bardzo szybko zjawiska, ale też przegląd rozwiązań, które dowodzą, że fundacje związane z kulturą nie muszą być beneficjentami dotacji, a wręcz odwrotnie.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Power 100 – rynek sztuki coraz mniej zachodni

Opublikowano dwa najważniejsze podsumowania dotyczące wpływowych ludzi świata sztuki w 2011 roku – Art+Auction’s Power 100 oraz The ArtReview Power 100. Choć wiele nazwisk dobrze znamy, to obie listy pokazują, że na rynku dochodzi do coraz ciekawszych zmian. Pierwsze zestawienie ukazało się w magazynie „Art+Auction” oraz na związanym z nim portalu ArtInfo.com, drugie w miesięczniku „Art Review” oraz na stronie ArtReview100.com. Tradycyjnie „Art+Auction” swoją listę Power 100 konstruował spoglądając przede wszystkim na rynek sztuki. „Art Review” starało się zrównoważyć ranking umieszczając w nim zarówno artystów, galerzystów, kuratorów, jak i dyrektorów instytucji sztuki. Nic więc dziwnego, że wyniki różnią się. Ale tylko jeśli idzie o personalia.

W „Art Review” zwyciężył Ai Weiwei, chiński artysta, o którym sporo mówiło się w mijającym roku. Najpierw przy okazji wystawy w Hali Turbin londyńskiej Tate Gallery, następnie z powodu aresztowania opozycyjnego twórcy przez chińskie władze pod pretekstem nieuregulowanych podatków.

„Art+Auction” swoją listę układa na trochę innej zasadzie. Wybiera stu najbardziej wpływowych ludzi świata sztuki, a poza nimi także Top 10. Na pierwszym miejscu Power 100 znalazł się Nicolas Chow, szef części domu aukcyjnego Sotheby’s zajmującej się chińską sztuką i ceramiką. Jako przykład niezwykłego rozwoju na rynku aukcyjnym związanym z chińską sztuką „Art+Auction” podaje sprzedaż wazy z czasów dynastii Ming za 21,6 mln dolarów. Na liście Power 100 znaleźli się także Li Da i Zhao Xu, szefowie Poly International Auctions, największego dziś domu aukcyjnego w państwie środka (w 2011 roku jego obroty sięgnęły 947,9 milionów dolarów). Również w Top 10 znalazło się miejsce dla przedstawiciela państwa środka, a mówiąc ściślej indonyzejsko-chińskiego biznesmena i kolekcjonera, Budi Teka. Numerem jeden zestawienia Top 10 została Sheikha Al-Mayassa Bint Hamad Bin Khalifa Althani, córka emira Kataru, szefowa Qatar Museums Authority, kolekcjonerka, inicjatorka powstania muzeów sztuki współczesnej w swoim kraju, a także szybkiej budowy systemu edukacji plastycznej.

Po raz pierwszy znalazła się także na liście „Art Review”. Miejsce dziewięćdziesiąte dzieli razem ze swoim krewnym Saudem bin Muhammad bin Ali Althani, szefem National Council for Culture, Arts and Heritage, uznawanym od dwóch lat za największego kolekcjonera sztuki na świecie. Na wyższych miejscach znaleźli się kolejni po Ai Weiweiu Chińczycy: Chang Tsong-zung (kurator, galerzysta i krytyk), Claire Hsu (szefowa Asia Art Archive) i Richard Chang (biznesmen i kolekcjoner).

Choć „Art Review” i „Art+Auction” zastosowały inną metodologię, to diagnoza pozostaje podobna. Coraz mocniejszą pozycję na rynku sztuki zyskują osoby spoza kręgu Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Największy skok notują – jak już pokazaliśmy – Chińczycy, ale pojawiają się też  pierwsze nazwiska ze świata arabsko-muzułmańskiego. Poza przedstawicielami katarskiego klanu Althanich na liście „Art+Auction” zadebiutował Alireza Sami Azar, były dyrektor Muzeum Sztuki Współczesnej w Teheranie, aktualnie doradzający Christie’s w sprawie nowej sztuki z Iranu. Swoją pozycję umacniają także cały czas kolekcjonerzy i galerzyści z dawnego ZSRR.

Po raz pierwszy na liście „Art Review” znalazło się aż dwóch Polaków, szef Kunsthalle Basel Adam Szymczyk i artysta Artur Żmijewski. Odpowiednio na miejscu 49 i 54. Trudno oczywiście z tego powodu zapowiadać zmierzch tytanów takich, jak Hans Ulrich Obrist, Larry Gagosian czy Nicholas Serota, ale oś Nowy Jork-Londyn-Paryż-Berlin zaczyna coraz bardziej trzeszczeć. Symbolem nadchodzących zmian na rynku sztuki może być fakt, że pierwszy raz na liście The ArtReview Power 100 zabrakło Charlesa Saatchiego. Człowieka jeszcze niedawno uznawanego za marszanda wszechmogącego.

14 Komentarzy

Filed under Uncategorized

Trudna sztuka wydawnicza

Wydawca „Art Experts Magazine” obiecywał wiele. Miał powstać magazyn „nowoczesny”, „o wyjątkowym designie”. Przede wszystkim czytelnik zainteresowany rynkiem sztuki w Polsce miał dostać pismo fachowe, aktualne i unikatowe. Niestety skończyło się na zapowiedziach. W „ Art Experts Magazine” trudno szukać treści, jakie znajdujemy w zachodnich magazynach poświęconych sztuce i rynkowi. To raczej bezpłatna broszurka, która pokazuje, że temat istnieje. Jednak nic ponadto.

Broni się w zasadzie wyłącznie wywiad z Wojciechem Fangorem. Cała reszta, to treści dobrze znane każdemu, kto sięga do portali typu artinfo.com, blogów (np. polskiego artbazaar.blogspot.com), czy zachodnich pism, od „The Art Newspaper”, przez poświęcone rynkowi sztuki strony „Financial Timesa”, po „Art Review”. Gdyby „Art Experts Magazine” stał się agregatorem treści, zbierał to, co najciekawsze, można by jeszcze pismo uznać za interesujące. Ale niestety wiadomości w magazynie są raczej zbieraniną niż zbiorem.

Nadzieja obudziła się, gdy trafiliśmy na artykuł zatytułowany: „Co z tym rynkiem?”. To pytanie, na które faktycznie nikt nie ma ochoty w Polsce odpowiadać. Niestety autorka tekstu także. Zauważa, że brak rzeczowej dyskusji nad rynkiem sztuki w Polsce. Później jeszcze raczy nas uwagami, że rynek w Polsce może być postrzegany z różnych perspektyw, a handel obrazami z punktu prawnego w zasadzie nie różni się od sprzedawania pietruszki. I to na tyle. Strony „Art Experts Magazine” zapełniają też zdjęcia, kalendaria i porady.

Do redaktorów magazynu można wysłać nurtujące nas pytania związane z rynkiem sztuki. Na łamach pisma otrzymamy odpowiedzi. Oto próbka pytań na jakie postanowił odpowiedzieć chcący uchodzić za ekspercki magazyn poświęcony sztuce:

„Mamy w rodzinie serwis porcelanowy do kawy, składający się z dzbanka, cukiernicy, pięciu filiżanek i sześciu talerzyków – jedna filiżanka się stłukła. Jest na nim napis Rosenthal Selb Bavaria. Skąd mogę się dowiedzieć, ile jest on obecnie warty?”.

„Planuję przeprowadzkę, która obejmie także dzieła sztuki – obrazy, grafiki, srebra, porcelanę, szkło. Jak je przetransportować, żeby nic im się nie stało?”. 

„W moim mieszkaniu od dawna wiszą rodzinne zdjęcia, w tym także przedwojenne, które przez te wszystkie lata znacznie wyblakły. Trochę zdjęć mam też w albumach. Co zrobić, żeby fotografie te zachowały się w jak najlepszym stanie?”

„Art Experts Magazine” życzymy jak najlepiej. Potrzeba w Polsce pisma w stylu choćby wspomnianej już „The Art Newspaper”. Jak na razie dostajemy jednak robiony niskim nakładem kosztów kolejny produkt przypominający, że polski rynek wydawniczy nie ma się najlepiej. Żadną osłodą jest fakt, że pismo można mieć za darmo.

2 Komentarze

Filed under Uncategorized

Prywatne muzea? Tak, ale nie w Polsce.

Dotarła do nas informacja, że w australijskim mieście Hobart otwarto Museum of Old and New Art. Informację podajemy z kilkumiesięcznym opóźnieniem, ale też nie o samym muzeum chcemy pisać. Bo, gdy tylko usłyszeliśmy, że Tasmańczycy dorobili się pierwszej poważnej prywatnej instytucji sztuki, zaczęliśmy się zastanawiać ile podobnych obiektów jest w Polsce. Z obliczeń wyszło nam, że nie ma ani jednego.

Oczywiście mamy sporo prywatnych galerii, ale prywatnego muzuem sztuki z prawdziwego zdarzenia już nie. Brak też galerii, które choć prywatne mogą udanie konkurować programem z największymi państwowymi jednostkami. Od razu zaczęliśmy liczyć w ilu prywatnych muzeach i znaczących niesprzedażowych galeriach na świecie byliśmy. I wyszło nam, że w wielu. W Berlinie jest choćby Hamburger Bahnhof, w Stambule Istanbul Modern, w Kijowie Pinchuk Art Centre.

Problemem nie jest fakt, że ktoś ma, a my nie. Ważniejsze wydaje się pytanie, czemu tak wielka przepaść dzieli nas od – często bliskich – sąsiadów. W samej czeskiej Pradze mieszczą się trzy prywatne muzea. Najsłynniejsze z nich, to Mucha Museum poświęcone Alfonsowi Musze. Część zbiorów placówki mogliśmy zresztą oglądać w warszawskim Muzeum Narodowym kilka lat temu. Jest także DOX (na zdjęciu) w starej fabryce w Holeszowicach. Ogromna przestrzeń poświęcona sztuce współczesnej, ale też designowi, gdzie gościły m.in. prace braci Chapman i pierwsza retrospektywna wystawa Josefa Kaplickiego. W końcu w Pradze mieści się też Museum Kampa posiadające niezłe zbiory środkowoeuropejskiej sztuki XX wieku. Oczywiście każda z wymienionych placówek ma swoją historię, donatorów, czasem ich kolekcje zbierane były przez kilkadziesiąt lat.

W krajach rozwijających się, których państwowe instytucje sztuki kuleją, prywatne muzea czy niesprzedażowe galerie potrafią odgrywać znaczącą, misyjną i edukacyjną rolę. Muzeum Muchy prezentuje największy na świecie zbiór prac tego secesyjnego artysty, ale też na nowo odkryło go dla Czechów. DOX i Kampa organizują wystawy, których mogłaby im pozazdrościć praska Galeria Narodowa. Pinchuk Art Centre w Kijowie rozpoczęło poważną debatę o sztuce współczesnej na Ukrainie, a Garage CCC w Moskwie sprowadza artystów, których prace do tej pory były Rosjanom nieznane. Wymieniać można by jeszcze długo.

Czemu podobnych zjawisk nie ma w Polsce? Powodów jest wiele od uwarunkowań historycznych po brak tradycji kolekcjonowania. Co jednak z nową klasą kolekcjonerów, o których trąbią co i rusz media. Poznamy wreszcie ich mitycznie wielkie kolekcje? Mamy nadzieję, że faktycznie będzie co pokazywać.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Kultura w inkubatorze

Bielawa to zaledwie 30 tysięczne miasto. Jego władze nie mają jednak problemu by wydać 5 milionów złotych na stworzenie przestrzeni, w której kreatywni twórcy będą mogli realizować swoje pomysły. Włodarze Bielawy wiedzą bowiem, że to inwestycja dla kilku pokoleń mieszkańców miasta. Wiedzą też, że taki projekt świetne wpłynie na wizerunek miasta. Pulę pieniędzy przeznaczonych na renowację zabytkowego budynku przeznaczonego na tę działalność oraz wyposażenie go w odpowiedni sprzęt podwoiła Unia Europejska. W ten sposób za 10 mln złotych powstanie przestrzeń z komputerowymi laboratoriami do obróbki dźwięku, fotografii i montażu filmów, salą prób muzycznych, pracownią ceramiczną i klubem poetyckim. Wymarzone zaplecze dla wszelkich działań artystycznych. Wszystko w ramach art inkubatorów, których głównym celem jest wspieranie artystów i przyszłych przedsiębiorców w ich debiucie zawodowym.


Bielawa jest drugim obok Łodzi miastem, które w taki sposób chce angażować w działalność artystyczną swoich mieszkańców. Art inkubatory są coraz popularniejszym rozwiązaniem wykorzystywanym na polu kultury. Daje twórcom zaplecze techniczne i wszelkie narzędzia potrzebne do aktywnego włączenia się w proces tworzenia kultury. To co z nimi zrobią zależy od kreatywności samych artystów. Łódź na swój art inkubator dostała od Urzędu Marszałkowskiego 16 mln złotych. Urząd miasta dorzucił kolejne 18. Za tę kwotę na terenie dawnej fabryki Karola Scheiblera powstanie przestrzeń, w której organizowane będą wystawy, spektakle teatralne, koncerty i konferencje. Swoją siedzibę mogłyby mieć firmy związane z przemysłami kreatywnymi oraz te, które łączą  biznes z kulturą.  Pomysł jest ciekawy, ale jego realizacja się opóźnia. Co można uznać za typowe dla Łodzi, która z kulturą radzi sobie coraz gorzej i ma problem z wywiązywaniem się ze swoich deklaracji.

Projekty podobne do art inkubatorów, choć realizowane na mniejszą skalę można zauważyć również w innych miejscach. pojawiają się co jakiś czas i w innych miastach. Na zbliżonej zasadzie działa warszawskie Centrum Cybernetyki 2.2.2., które skupia się na modzie. Z zagranicznych projektów warto wspomnieć kultowe londyńskie Village Underground i gruzińską Art Villa Garikula. Wygląda na to, że działalność tego typu chodzi również po głowie Tomkowi Placie. W kupionej przez siebie willi na Saskiej Kępie zamierza prowadzić „szeroko pojętą działalność kulturalną”.  W nowo powstającym „domu kultury” swoje  miejsce znajdą galeria, sala wykładowa, klubokawiarnia, winiarnia. Przestrzeń będzie dostępna dla różnych fundacji, lista planowanych działań jest długa. Jak to będzie wyglądało w praktyce przekonamy się już w maju.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Jak (nie) zostać znawcą sztuki

Ostatni rok wiele zmienił na polskim rynku sztuki. Nie było rewolucji, ale małe trzęsienie ziemi już tak. Mieliśmy przejęcie jednego z największym magazynów, pojawiły się nowe, ostro walczące o kolekcjonera instytucje. Mówiąc krótko rynek sztuki staje się powoli prawdziwym rynkiem, a grono firm, instytucji i osób prywatnych nim zainteresowanych zwiększa się. Inna sprawa, to jakościowa ocena tych symptomów.

Jedynym z nich jest wysyp kursów dla kolekcjonerów. Jak twierdzą ich organizatorzy za każdym razem wyprzedanych do ostatniego miejsca. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda świetnie, ale profesjonalnym podejściem do tematu mało kto może się pochwalić. Istniejąca niecały miesiąc Fundacja Sztuk Pięknych organizująca szkolenia pod szyldem Art Experts przygotowała ofertę przeważnie jednodniowych kursów. Zazwyczaj występuje też zależność: jeden kurs-jeden szkoleniowiec. Czy ktokolwiek zainteresowany biznesem potraktowałby jednodniowy kurs z inwestowania na giełdzie poważnie? Zdecydowanie nie. Czy takie kursy dotyczące sztuki są więc wiarygodne? Mamy wątpliwości.

W ramach prestiżowego, jak tytułują go organizatorzy, klubu Malemen Thinktank Society w lutym odbyła się dyskusja o inwestowaniu w sztukę. Ale tam nikt nie obiecywał, że nauczą nas wiele o rynku sztuki. Dyskusja miała raczej rozbudzić zainteresowanie uczestników spotkania. Miesiąc wcześniej ze swoimi kursami dla kolekcjonerów sztuki ruszyła Akademia Serenissima. Tu widać profesjonalne podejście do tematu. Kurs składa się z dziewięciu spotkań, na których pojawia się szerokie grono ekspertów, m.in. Piotr Bazylko, Andrzej Starmach i Klima Bocheńska. Jeszcze wcześniej działalność rozpoczął dom aukcyjny, który wcale domem aukcyjnym nie jest, czyli Abbey House. Też ma uczyć kolekcjonowania. Oczywiście tylko prac artystów z własnego portfolio. Nie brzmi to najlepiej.

Większość z nowych projektów podpiera się autorytetem Christie’s czy Sotheby’s. Ale te wielkie domy aukcyjne nie są miejscami, które na Zachodzie budują podstawową świadomość kolekcjonerów. Są raczej dostarczycielami dóbr luksusowych dla tych, którzy sami już wiedzą czego chcą lub tych, którzy chcą po prostu mieć w domu coś drogiego, Hirsta, Koonsa czy inną gwiazdę sztuki.

Powoływanie się na brytyjskie czy amerykańskie instytucje jest też o tyle niezrozumiałe, że przepaść, jaka dzieli rynki zachodnie i polski, jest ogromna. Podstawową różnicą jest fakt, że – mówiąc w uproszczeniu – kres polskiemu kolekcjonerstwu, szerokiej edukacji społeczeństwa w dziedzinie sztuki, położyła II wojna światowa. W Wielkiej Brytanii nie było tego typu sytuacji, dlatego nie można w prosty sposób przekładać na nasze realia mechanizmów tam funkcjonujących. W Polsce tradycję tworzenia prywatnych kolekcji sztuki trzeba zbudować od zera. Ale nie da się tego zrobić na kursie. Szczególnie takim, na którym zamiast wskazywania ścieżek mówi się jaki gadżet należy posiadać, żeby zakomunikować otoczeniu swoje obycie. Prawdziwego rynku sztuki nie zbudujemy także próbując z artystów zrobić rzemieślników pracujących na akord, tak jak chcą ostatnio zrobić niektórzy. Nie lekceważmy rynku, ale nie zapominajmy też, że sztuka to nie to samo, co luksusowy zegarek.

8 Komentarzy

Filed under Uncategorized