Pisarz, komercja i autokreacja

Gdy Dorota Masłowska, pisarka, laureatka Nagrody Literackiej Nike, rozpoczęła karierę muzyczną (projekt Mister D. i płyta „Społeczeństwo jest niemiłe”), a Michał Witkowski ponownie postanowił wbić się na salony (pisarz pojawia się na nich w wymyślnych, celowo kontrowersyjnych, kreacjach) w internecie rozpoczęła się dyskusja. Komentarze i fora w sieci chyba pierwszy raz tak pełne są wypowiedzi dotyczących pisarzy. Obrońcy inteligencji i tradycji, kulturowi konserwatyści, byli zrozpaczeni: oto wybitni przedstawiciele współczesnej literatury polskiej stali się gwiazdami plebejskich „pudelków”.

witkowski

Michał Witkowski w nowej roli

Obrońcy słusznie zauważali, że nowe pozy pisarzy całkiem pasują do ich twórczości literackiej, do niej nawiązują, a nawet z niej się wywodzą. W końcu Masłowska stworzyła – jak pisała krytyka – „pierwszą powieść dresiarską”. A i później dała się poznać jako uważna obserwatorka tej zwykłej Polski. Czasem robiła to z humorem, podobnie jak na płycie „Społeczeństwo jest niemiłe”. Zresztą cały Mister D. to przecież projekt artystyczny towarzyszący wystawie w Rastrze i przez Rastra wydany. Z Witkowskim sprawa ma się nieco inaczej. Pisarz we flirt z popkulturą wchodzi wtedy, gdy ukazuje się jego nowa książka. Czasem wciela się trochę w swoich bohaterów próbując sztukę przenieść do życia. Ale sednem jest raczej promocja książki i samego pisarza. Dlatego łatwiej krytykować Witkowskiego niż Masłowską. Ale oboje – mniej czy bardziej – świadomie pracują nad swoją marką. Nie oni pierwsi.

Kilka lat temu „New York Times” przywoływał historię z 1927 roku. Wtedy to Georges Simenon, autor serii o komisarzu Maigrecie za 100 000 franków zgodził się napisać powieść w szklanej klatce zawieszonej przed Moulin Rouge. Cała akcja miała trwać raptem trzy doby. Długo jak na bycie zamkniętym w klatce, krótko jak na napisanie powieści. Publiczność zgromadzona wokół pisarza miała mieć wpływ na treść powieści, jej bohaterów. Do akcji jednak nie doszło. Nie przez brak zainteresowania, bo ponoć w Paryżu nie mówiło się wtedy o niczym innym, a przez plajtę sponsora przedsięwzięcia. „Być może był to najbardziej zadziwiający wyczyn PR-owy, taki, który musi inspirować autorów książek i dziś” – napisał o akcji „New York Times” w 2011 roku. W roku 1927 pisało się o akcji w podobnym tonie.

Hemingway_alle

Ernest Hemingway w reklamie Ballantine Ale

Ćwierć wieku później Ernest Hemingway, już pisarz uznany, ale jeszcze nie noblista, połączył swoją markę z marką alkoholu. W reklamie prasowej odpowiadał listem na pytanie: „Jak opiszesz smak Ballantine Ale?”. Jedna z najstarszych marek amerykańskiego piwa pasowała do wizerunku pisarza, który ten świadomie budował przez lata. Na reklamie pojawia się pisarz w ogrodzie. Siedzi na leżaku, na udach trzyma książkę, może zeszyt. Przymrużonymi oczami, ale silnym wzrokiem spogląda wprost w obiektyw aparatu. Pod zdjęciem znajduje się podpis, który obwieszcza, że Hemingway to jeden z największych żyjących amerykańskich pisarzy. „I would rather have a bottle of Ballantine Ale than any other drink after fighting a real big fish” – to jedno ze zdań podpisanych odręcznie przez autora, które pojawiają się w reklamie. Ten komercyjny chwyt przynosił markom Hemingway i Ballatine Ale obopólne korzyści. Zresztą pisarz był zawsze świadomy jak duże znaczenie dla jego kariery ma PR. Systematycznie budował swoją legendę, znany był również z miłości do fotografii, z samym sobą. Hemingway z wielką rybą, Hemingway z karabinem, Hemingway z Fidelem Castro, Hemingway z kotem, Hemingway na leżaku, itd. Dziś autor „Komu bije dzwon” byłby zapewne królem Instagrama wśród pisarzy.

William S. Burroughs w reklamie firmy Nike

Ale na Hemingway’u historia łączenia literatury, komercji i autopromocji się nie kończy. Ona dosięga nawet tych, którzy komercję kontestowali. W połowie lat 60. William S. Burroughs, amerykański pisarz i poeta, bitnik w wywiadzie dla „Paris Review” stwierdził, że autorzy literatury w swych dziełach reklamują siebie i innych, stosują lokowanie produktu. „Nie widzę powodu, dla którego sztuka nie może współdziałać z Madison Avenue. Kultura masowa jest krokiem w tym kierunku. Dlaczego nie możemy mieć reklam z pięknymi słowami, pięknymi obrazami?” – mówił Burroughs. Sam w 1994 roku wziął udział w reklamie Nike. Zachwala w niej wspaniałe Air Maxy, mówi o tym, jak Nike dogania przyszłość.

Na lokalnym podwórku mariaż literatury, komercji i promocji cały czas budzi kontrowersje. Szczepan Twardoch zaistniał na portalu Pudelek.pl, pisząc: „Na pudelku nie wyląduję!”. Być może dlatego, że faktycznie chciał na nim zaistnieć. W kolorowej prasie zupełnie świadomie pojawił się Wojciech Kuczok ze swoją (już byłą) żoną, Agatą Passent. W jednym z niedawnych artykułów w „Polityce” Justyna Sobolewska mocno ubolewa nad popularyzacją literatury i jej autorów. Postuluje powrót do dyskusji na tematy poważne, gdzie nie stylizacja Witkowskiego czy seks Kuczoka stoją na pierwszym miejscu, a ich twórczość. Ale jakby trochę zapomina, że brak autokreacji i promocji to także promocja. Tacy J.D. Salinger czy Thomas Pynchon stworzyli swoją markę w oparciu o totalne odcięcie się od mediów. Na ile szczere, na ile przemyślane – tego się nie dowiemy. Bez wątpienia o powrocie do oceny twórczości literackiej w oderwaniu od postaci autora, o sprzedaży w księgarniach na podstawie ocen krytyków, nie ma już co marzyć. Tym bardziej, że nie tylko w XXI, ale i w XX, a nawet XIX wieku kupowało się książki z powodu marki stworzonej przez pisarza. Na ile ten pisarz będzie jednak przerysowany, zabawny i kontrowersyjny zależy od samych Witkowskiego czy Masłowskiej.

[AD]

 

 

Reklamy

1 komentarz

Filed under Uncategorized

One response to “Pisarz, komercja i autokreacja

  1. Królik

    Tak, oczywiście, bo jeżeli chodzi o literaturę, najważniejsza jest sprzedaż. Dzięki temu czytelnicy mogą sięgnąć po liczne twarze Greya, po Harrego Pottera i dziesiątki intrygujących kryminałów Bondy. Dziękuję autorom i autorkom o tak przemyślany PR. Moje życie bez tych książek byłoby płytkie jak woda w łyżce. Dziękuję Wam serdecznie, że nie muszę nawet wychylać się za bardzo w poszukiwaniu książek, które mnie mogą zainteresować, nie słucham przyjaciół, którzy polecają mi rewelacyjne dzieła nieznanych mi dotąd autorów, nie przechadzam się nawet w pobliżu antykwariatów, gdzie prócz Hemingwaey’a tylko jakieś nikomu nieznane stare książki szczurki 🙂 Wchodzę do księgarni i mam! 10 najlepiej sprzedających się tytułów. Kupuję i zapełniam bibliotekę do następnego roku. Dziękuję Wam artyści, że łączycie sztukę z autopromocją, samorozwojem, couchingiem i Pudelkiem. Szanuję Was za to i jestem wprost przekonana, że za kilkadziesiąt lat Wasze książki wciąż znane, zapisane w kanonie światowej literatury, będą swoim blaskiem rozpalać mroki naszego wesołego świata.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s