Potęga twarzy – celebryta w literaturze i jej promocji

Promocja książki tradycyjnymi metodami nie zapewnia już dziś rynkowego sukcesu. Zauważył to niedawno „Tygodnik Powszechny”, na którego łamach Paweł Bravo pisał, że nawet książki autorów wybitnych, wydawane przez uznane oficyny, promowane są bardziej intensywnie i innymi metodami niż dawniej. Nawet dzieło Gombrowicza samo w sobie się dziś nie obroni. Kurczące się grono osób kupujących książki każe wydawcom szukać nowych sposobów dotarcia do grup docelowych, ale też do nowego odbiorcy, którego nie interesują recenzje, ani krytyka literacka. Ta zresztą coraz mniej obecna na łamach prasy, nie odgrywa już takiej roli, jak dekadę czy dwie temu. W tej nowej sytuacji jako promotor literatury pojawia się celebryta.

Niegdyś rekomendacje książek wystawiali ludzie znający się na nich lub autorytety z dziedziny, w której porusza się autor. Dziś w blurbie często można zobaczyć nazwisko celebryty. Zadanie tej krótkiej rekomendacji jest proste – ma zwiększyć zaufania klienta do produktu, który widzi na półce. Dwa słowa podpisane znanym nazwiskiem stanowią zaproszenie – czytelnik ma nadzieję, że zagłębiając się w książkę, na której widniej magiczne „Genialne! (i odpowiednie nazwisko)”, weźmie udział w uczcie dla wtajemniczonych. Kiedy nauczycielka jogi Mandy Ingber postanowiła wydać książkę, wybór osoby odpowiedniej do wsparcia promocji był oczywisty – zaangażowano jej długoletnią uczennicę z mocną pozycją w Hollywood. Na okładce wydanej w kwietniu 2013 roku nakładem Seal Press „Yogalosophy: 28 Days to the Ultimate Mind-Body Makeover” widnieje kilka zdań podpisanych przez Jeniffer Aniston. Frazy niezbyt odkrywcze, ot proste zachwalanie – „niezwykłe”, „ekscytujące” i „zmieni wasze życie”, ale przecież nie o treść tu chodzi, ale o postać.

cover_yogalosophy

Okładka „Yogalosophy”

Szukając informacji o publikacji szybciej można natknąć się na nazwisko Aniston niż samej autorki. Podobnie, gdy przegląda się materiały graficzne – na większości zdjęć widać uśmiechniętą bohaterkę „Przyjaciół” na tle ścianki z tytułem książki. Autorka pojawia się rzadko i raczej w towarzystwie swej sławnej uczennicy. Można zastanawiać się, czy młodym adeptom jogi wystarczy rekomendacja Aniston. Jeśli tytuł adresowany jest dla laików, jogicznych ignorantów – na pewno. Gdyby jednak ambicją Ingber było stworzenie profesjonalnego przewodnika dla maniaków indyjskiej filozofii, nad zatrudnieniem celebrytki można by się głębiej zastanowić. Czy osoba szukająca rzetelnej publikacji zaufa pozycji, w której treść schodzi na dalszy plan, a największym atutem autorki są znani klienci? Raczej nie. Bądźmy jednak szczerzy – ekspertów w dziedzinie jogi jest niewielu, fanów „Przyjaciół” miliony. Sukces książki Ingber pewny, co potwierdzają statystki Amazona – 34. miejsce na liście najlepiej sprzedających się książek o jodze w historii sklepu.

Czasem nazwisko celebryty nawet w przypadku literatury staje się znakiem jakości. Najsłynniejszym przykładem jest Klub Książki Oprah Winfrey. Znana z talk show prezenterka rozpoczęła działalność dyskusyjnego klubu książki w 1996 roku. Co miesiąc prezentowano i czytano w nim nową pozycję oraz zażarcie o niej dyskutowano. Inicjatywa zyskała rzesze fanów, a wiele z wybranych przez Winfrey tytułów stało się bestsellerami. Wpływ Klubu można było zaobserwować na całym świecie. Książki polecane przez Oprah wchodziły na listy bestsellerów nawet w odległej Brazylii. Przez piętnaście lat działalności omówiono ponad siedemdziesiąt publikacji, a w 2012 roku ruszyła druga edycja, tym razem angażująca platformy internetowe i social media.

Oprah zapowiada Oprah’s Book Club 2.0

Pomysł Klubu Książki okazał się tak ogromnym sukcesem przede wszystkim dlatego, że nie chodziło w nim o sprzedanie książki za pomocą znanego nazwiska, ale o samo czytanie, temat podejmowany przez autora, czy dyskusję jaką wywoływał. Oczywiście najczęściej efektem ubocznym była świetna sprzedaż każdej książki, którą Oprah poleciła. Zadziałał prosty mechanizm – gwiazda wykorzystuje całą siłę swojego wizerunku, nazwiska i popularności, nie próbując jednak przyćmić całkowicie autora i jego tytułu. Taka forma popularyzacji książek trafia do czytelników o różnych wymaganiach: od tych, którym wystarczy prosta rekomendacja znanej osoby, po tych pretendujących do miana znawców. Jedno z polskich wydawnictw postanowiło przenieść pomysł na polski grunt i utworzyło Klub Książki Doroty Wellman. Zasada podobna – znana prezenterka poleca książki. W tym wypadku jednak odpada wariant dyskusyjny. Silniejszy jest też aspekt reklamowy – pani Dorota poleca książki tylko jednego wydawcy.

Celebryta może skutecznie promować nie tylko produkt, ale też samą literaturę lub czytelnictwo. Przykładem jest jedna z najbardziej spektakularnych (i najdłuższych – trwa nieprzerwanie od 1999 roku) kampanii: Get Caught Reading promująca czytanie jako świetny sposób spędzania wolnego czasu. Do akcji wspieranej przez Association of American Publishers przyłączyło się mnóstwo znanych osób, które pozwoliły sfotografować się z książką w ręku. Celebryci, ludzie polityki, sportowcy, a nawet postaci z kreskówek zostały przyłapane na czytaniu. Plakaty ze zdjęciami czytających sław co roku rozwieszane są w całym kraju, może je także zamówić na stronie akcji.

keiraknightly

Keira Knightley i Get Caught Reading, fot. getcaughtreading.org

Po ogromnym sukcesie w USA kampania przeniosła się do Europy, a w 2005 roku miała także swoją polską odsłonę podczas warszawskich Targów Książki (na czytaniu pozwolił się złapać m.in. Lech Wałęsa). Każdej kolejnej kampanii towarzyszy wiele dodatkowych działań, także tych lokalnych, przeprowadzanych w szkołach czy bibliotekach. Kilka miesięcy temu w Polsce wystartowała bliźniacza akcja Fundacji Wisławy Szymborskiej „Niektórzy lubią poezję”. Jej celem jest promowanie czytania poezji, a jej twórcy przekonują, że wiersze są dla każdego, a nie tylko dla polonistów czy krytyków literackich. Inicjatywę wspiera m.in. Tomasz Majewski, Magdalena Cielecka i Anna Komorowska.

W końcu celebryta w literaturze może być nie tylko motorem napędowym promocji, ale też (zazwyczaj wykreowanym przez wydawnictwo) twórcą. Bez znaczenie jest tu fakt, czy dana osoba samodzielnie pisze tekst czy też korzysta z ghostwritera, liczy się nazwisko na okładce i zaangażowanie czytelnika, który przywiązuje się do postaci i jej książkowej serii. Jednym z ciekawszych (i zarazem najbardziej kuriozalnych) przykładów może być historia brytyjskiej celebrytki Katie Price, znanej jako Jordan. Od 2004 roku na jej koncie pojawiło się dziesięć powieści, dwie serie książek dla dzieci oraz pięć autobiografii. Najnowsza „Love, Lipstick and Lies” ukazała się w październiku. Trudno przypuszczać, że życie 35-letniej kobiety jest tak bogate i ciekawe, że potrzeba aż pięciu książek, aby je opisać. Tym, co przyciąga czytelników są oczywiście kontrowersje wokół postaci samej Jordan oraz akcji promujących jej książki, jak ta, podczas której Price pozowała z gigantyczną szminką, ubrana w kostium z własną podobizną. Przypuszczać można, że pod nazwiskiem Price sprzeda się każda pozycja, pod warunkiem, że choć trochę będzie nawiązywała do cukierkowych, kiczowatych i prowokacyjnych stylizacji gwiazdy. Ostatnia książka zajmuje obecnie 24. miejsce w kategorii biografii na Amazonie.

800px-Katie_Price_Jordan

Jordan i jej bestsellery, fot. flickr.com/photos/philip-rosie/

Zupełnie inną postacią, wplecioną w podobny mechanizm, jest rodzima gwiazda-podróżniczka, Beata Pawlikowska. Jej pisarska kariera zaczęła się od książek podróżniczych, czyli słynnej serii „Blondynka w…”. Od 2001 roku ukazało się blisko trzydzieści tytułów z tego cyklu. Po przygodach Blondynki w różnych zakamarkach świata, przyszła kolej na Blondynkę uczącą języków obcych. Wydawcy poszli za ciosem – ktoś, kto jest autorytetem w dziedzinie podróży, musi znać języki, można zatem śmiało wykorzystać jego nazwisko do stworzenia książek językowych.

Równolegle powstawała także seria poradników i książek coachingowych. Ubrana w indyjskie stroje Pawlikowska uśmiecha się z okładki, przekonując czytelnika, że oto nauczy go egzotycznych filozofii, ułatwi jego życie, pozwoli zrozumieć siebie itp. Do tego dochodzą także kalendarze, seria kolekcjonerska z kamieniami energetycznymi, a także książka o prezentach, fotografii i bajki dla dzieci. Głowa może rozboleć od tej różnorodności, a Pawlikowska zdaje się być pisarką płodniejszą od samego Kraszewskiego. W tym wypadku promowanie poszczególnych tytułów nazwiskiem podróżniczki niebezpiecznie zbliża się do absurdu, co zagrozić może autorytetowi Pawlikowskiej i uczynić z niej księgarnianą zmorę, bardziej natarczywą od reklam na YouTube. A nie o taki efekt raczej chodziło specjalistom od marketingu. Podobnie bywa zresztą z wieloma przypadkami korzystania z pomocy celebrytów w promocji książek. Bowiem literatura, nawet ta kiepska, wciąż zachowuje prawo do bycia elementem kultury, a jej odbiorcami kierują bodźce nieco inne, niż te decydujące o wyborze kosmetyków.

[DB]

Advertisements

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s