Nienazwany i niewidzialny. Kryzys w kulturze

Skuteczne działania PR-owe często mogą uratować dobre imię marki. Tak było w przypadku operatora telefonów komórkowych – Play. Jeden z popularnych blogerów zbyt długo czekał na przeniesienie swojego numeru do tej właśnie sieci. Nie pomogły telefony, ani zażalenia jakie składał na Facebooku. Zadziałało dopiero zdjęcie przedstawiające blogera z kawałkiem kartonu, na którym widniał napis: „Nie przenoś numeru do Play. Czekam już 4 dni”. Na Facebooku rozpoczął się prawdziwy seans nienawiści skierowany przeciw firmie. Wtedy do akcji wkroczył rzecznik operatora, który skontaktował się z blogerem i tą samą metodą („kartonową”, nazwaną humorystycznie przez komentatorów  „karton-mesydż”) przekazał mu przeprosiny od firmy: „Jakubie, Twój numer jest już w Play. Przepraszamy, że musiałeś czekać”. Reakcje operatora komentowano bardzo pozytywnie. Dziś nikt nie pamięta już o tym, że pracownicy Play’a popełnili błędy. Wszyscy za to kojarzą uśmiechniętą twarz rzecznika i doceniają jego poczucie humoru. Kryzys został obrócony w żart. Dlaczego piszemy o telefonach? Bo w kulturze trudno znaleźć przykłady szybkiej reakcji w sytuacji kryzysowej. Wszystkie problematyczne wizerunkowo sytuacje zazwyczaj kończą się w kulturze źle.

Afera sprzed ośmiu lat. TVN wraz z „Rzeczpospolitą” postanowiły przeprowadzić dziennikarską prowokację w znanym domu aukcyjnym Polswiss Art i udowodnić, że jego pracownicy sprzedają falsyfikaty. Dziennikarze poprosili nieznanego artystę, żeby na podstawie reprodukcji kilku pasteli Franciszka Starowieyskiego stworzył podróbkę obrazu malarza pt. „Zjawa”. Starowieyski zgodził się, żeby wystawić ją na aukcji. Dziennikarz TVN, udając prawnika, przekazał falsyfikat do Polswiss Art. Cena wywoławcza, jaką mu zaproponowano wynosiła 3200 złotych. Domniemany obraz Franciszka Starowieyskiego sprzedany został jako autentyk. Cała operacja została nagrana. Nie można wyobrazić sobie gorszej sytuacji dla domu aukcyjnego. Nikt nie chce wydać majątku na dzieło sztuki, które potem okaże się sfałszowane. Był to ewidentnie kryzys dużo poważniejszy, niż problemy korporacji telekomunikacyjnej przedstawione powyżej.

Potem było jeszcze gorzej. Janusz Miliszkiewicz w felietonie opublikowanym przez  „Art & Business” wyśmiewał brak kompetencji i niechlujstwo eksperta antykwarycznego Polswiss Art, który dopuścił falsyfikat na aukcję. Miliszkiewicz zauważył też, że pracując w domu aukcyjnym ekspert był jednocześnie pracownikiem Muzeum Literatury w Warszawie, a Kodeks etyki Międzynarodowej Rady Muzeów zabrania muzealnikom wydawania ekspertyz. Tekst w „Art&Business” przyniósł autorowi proces sądowy. Przez siedem lat, bo tyle toczyła się sprawa, pracownik Polswiss Art twierdził, że obraz, który przyjął na aukcję był prawdziwy. Proces trwający tak długo budził wiele emocji, a ekspert za całą aferę otrzymał tytuł „chały roku” od tygodnika “Wprost”. Dlaczego dom aukcyjny nie przyznał się do porażki tuż po tym, kiedy cała sprawa wyciekła? Wtedy można było jeszcze ugasić pożar. Brak jakiejkolwiek reakcji, a potem chowanie głowy w piasek i „pójście w zaparte”, to klasyczne błędy z podręczników do zarządzania sytuacjami kryzysowymi.

Siedem lat później, na początku 2012 roku, wybucha inny kryzys dotyczący domu aukcyjnego. Tym razem chodziło o Abbey House. To dom aukcyjny, którego właściciele twierdzą, że „ich model biznesowy jest prosty jak drut, dlatego sprawdzi się nie tylko przy proszkach do prania i gumach do żucia, ale też w sztuce”(tak Maciejowi Samcikowi opowiadali o swoim biznesie właściciele firmy). Okazało się, że nie wszyscy chcieli uwierzyć w to, co mówią. Działania Abbey House krytykowali nie tylko ludzie związani ze sztuką, ale również biznesem. Odpowiedź była szybka i zgodna z zasadą – która w kryzysie się raczej nie sprawdza – najlepszą obroną jest atak. Ze strony Abbey House padały stwierdzenia w stylu: „nieinteligentni nie są naszymi klientami”. Kolejny ruch był jeszcze gorszy. Abbey House zaczął wysłać pisma adwokackie zapowiadające sankcje do dziennikarzy i blogerów, a nawet osób prywatnych wypowiadających się krytycznie o domu aukcyjnym na Facebooku. Listy oczywiście szybko wyciekły do sieci, a do żadnego procesu nie doszło. Mniej więcej w tym samym czasie na jednym z forów można było prześledzić dyskusje na temat najlepszego domu aukcyjnego w Polsce. Wyglądały mniej więcej tak: -„Jaki jest najlepszy dom aukcyjny w Polsce? Bo chciałabym kupić obraz” -„Moja żona kupuje tylko w Abbey House”. Czy to przypadek, czy nieudolne działania sztabu antykryzysowego? Właściciele firmy zamiast stawić czoła problemowi, wziąć udział w dyskusji, zaczęli atakować i jeszcze bardziej zrazili do siebie środowisko sztuki i mediów.

Atak w świecie kultury to zresztą często spotykana forma reakcji na krytykę. Przekonał się o tym Tomasz Raczek, który w zeszłym roku krótko zrecenzował na Facebooku pewien film: „Dawno nie byłem w kinie tak głęboko zażenowany. To nie jest po prostu zły film. Ten film jest jak choroba, jak nowotwór złośliwy: zabija wiarę w kino i szacunek do aktorów”. Te bardzo mocne słowa dotyczyły komedii „Kac Wawa”. Producent tego dzieła poza tym, że groził Raczkowi sądem, twierdził, że stracił on wiarygodność, bo przekroczył granice krytyki filmowej. Takim histerycznym zachowaniem Jacek Samojłowicz być może przysporzył filmowi widzów, ale na pewno nie wzmocnił pozytywnego wizerunku swojemu producenckiemu biznesowi. Podobny problem z krytyką miał twórca innego polskiego filmu. Mowa tutaj o Alessandro Leone, który nie mógł znieść złych recenzji, jakie dostała „Bitwa pod Wiedniem”. Zdzisław Pietrasik pisał: „Dzieło nieznanego szerzej Renzo Martinellego nie broni się nawet jako widowisko, za dużo w nim bowiem komputerowych efektów, do złudzenia przypominających grafikę słabych gier komputerowych.” Wtórowało mu wielu innych krytyków i dziennikarzy. Producent postanowił wkroczyć do akcji i zajął bardzo oficjalne stanowisko w tej sprawie. W swoim oświadczeniu przekonywał: „Każdy film, od najmniejszego do największego, jest wynikiem długiej i ciężkiej pracy setek osób, które zapewne bardziej niż ja, jako producent, mogą się poczuć niesprawiedliwe dotknięte i poniżone przez przesadną krytykę. Mam na myśli w szczególności polskich aktorów grających w filmie.” W dalszej części tekstu było coraz gorzej i groźniej: „Wydaje mi się, że taki stosunek mediów stanowi sygnał trudnej chwili dla Polski, która dzisiaj przeżywa nadal sprzeczności przejścia z komunizmu do kapitalizmu, i ta chwila zachęca dziennikarza pozbawionego pokory do poszukiwania własnego sukcesu, próbując stać się bohaterem spektaklu lub autorem  najbardziej skandalicznego artykułu.” Uderzając w podniosły ton producent filmu przysporzył sobie (i filmowi) jeszcze więcej złych recenzji.

To tylko klika z wielu, nawet kilkudziesięciu kryzysów wizerunkowych, które dotknęły polskie przedsięwzięcia, instytucje i firmy kulturalne w ostatnich latach. Pewne prestiżowe muzeum od miesięcy opisywane jest negatywnie przez jednego z pracowników na dość popularnym blogu. Inne ma anty-fanpage na Facebooku regularnie naśmiewający się z tekstów, które kuratorzy umieszczają pod pracami. Anty-fanpage zresztą być może przysporzył instytucji trochę prawdziwych fanów, ale szkoda, że jej władze nie zdecydowały się wykorzystać tej sytuacji, np. organizując debatę na temat języka, jakim opisuje się sztukę współczesną. Mieliśmy też w Polsce kilka odwołanych festiwali, których organizatorzy nie potrafili w kryzysie porozumieć się z publicznością (np. Ultra Music Festival) lub władzami miast finansujących imprezy (np. Festiwal Dialogu Czterech Kultur). Jak widać kryzys wizerunkowy w kulturze wcale nie jest rzadkością.

Dlaczego jednak właśnie w kulturze tak często podejmuje się złe decyzje dotyczące rozwiązywania kryzysów, albo nie robi się zupełnie nic? Częściowo to wynik braku pieniędzy na profesjonalny sztab antykryzysowy lub agencję PR. Jednak to nie jedyna przyczyna. Przedstawiciele instytucji często ignorują problemy, albo reagują na nie nerwowo i bez namysłu. Firmy czy instytucje działające w kulturze nieporadnie zachowuje się w realiach rynkowych. Po części to efekt przekonania, że jeśli coś jest dobre, obroni się samo. Po części przeświadczenia, że PR to coś mało szlachetnego. W końcu pokutuje teza, że jeśli odbiorcy się nie podoba to jego, a nie instytucji czy firmy problem. Przykłady z przeszłości pokazują, że nie do końca. Nie jeden brak reakcji na kryzys zrzucił ze stanowiska dobrego dyrektora czy zniszczył ciekawą inicjatywę.

[KP]

Reklamy

7 komentarzy

Filed under Uncategorized

7 responses to “Nienazwany i niewidzialny. Kryzys w kulturze

  1. w

    No tak, to z tego wynika, iż Abbey jest instytucją kultury???

    • Business&Culture

      Nie, nie jest instytucją kultury. „Polskie przedsięwzięcia, instytucje i firmy kulturalne” – piszemy w tekście. Tu oczywiście firma.

  2. Historyk_sztuki

    >”W końcu pokutuje teza, że jeśli odbiorcy się nie podoba to jego,
    > a nie instytucji czy firmy problem”.

    Tak właśnie jest. I dobrze, że taka teza pokutuje! Na przykład dostosowywanie się do – najczęściej słabych – gustów odbiorcy, czy marudnych facebooków, jest żałosne i bywa końcem wszelkiego artyzmu. Widziałem już wiele instytucji, czy artystów, którzy gonili za tzw. „opinią publiczną” (cokolwiek to znaczy) i rezultaty były opłakane. Nie chcesz, nie bądź moim odbiorcą, są miliony innych, którzy mogą cię zadowolić. Taka zresztą rola rzemieślników, biznesmenów i wszelkich innych handlarzy, którzy uważając, że zajmując się sprzedażą sztuki, są w sumie „artystami”. 😉 Gdzie zaczyna się marketing, PR i inne współczesne bzdury, tam kończy się sztuka!

    • Business&Culture

      Dlaczego w takim razie na trudnych wystawach w zachodnich galeriach pojawiają się tłumy, a w Polsce nie? Dlaczego w Polsce ludzie chodzą do kina, a do galerii nie? Może właśnie dlatego, że w Polsce PR w kulturze wielu ludzi kultury uznaje za bzdurę. Nie dba się o rozmowę z widzem, a często nawet informowanie go. Dlaczego sztuka na zachodzie ma pieniądze, a muzea poważnych sponsorów? Może też dlatego, że potrafi się promować.

      Nikt nie mówi o schlebianiu masowym gustom.

  3. Noble Smile Friends and family together with Makeup Dental care is often
    available almost every other Wednesday, while this program may well be modified pertaining to breaks and
    also exceptional incidents. This workers for Commendable Look Relatives plus
    Dental Dentistry promotes individuals for you to call work in to confirm availableness
    in addition to timetable a scheduled appointment.
    Persons may click the link to obtain aplikacje mobilne a
    scheduled visit.

    Concerning Respectable Grin Spouse and children
    as well as Plastic Treatments
    Respectable czaplicjakk Giggle Relatives and also Makeup Dental treatments stands out as the The state of texas dental practice
    regarding Dr. Doctor and his / her affiliates take great pride in themselves upon offering good dental
    treatments for you to individuals across the Houston region.

    Commendable Giggle Family members together with Aesthetic The field
    of dentistry presents an array of services, together with facial dental
    care, family treatments, general dentistry, implant dentistry, pediatric
    the field of dentistry plus verbal medical procedures.

    In an effort to supply top-level health care for all connected with their sufferers, Medical professional.
    Jahangiri has been qualified substantially inside sedation treatments that
    will help patients which includes a anxiety about dentist
    types of procedures

  4. This blog was… how do you say it? Relevant!! Finally I’ve found something that helped me. Cheers!

  5. 15 Jan 2012 247-poker-playing-blog | webbutveckling | Christmas Parties . management

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s