Kino niezależne – jak je sfinansować i wypromować

Orson Welles twierdził, że 2 procent trudu to film nakręcić. Pozostałe 98 procent, to sprawić, żeby zaistniał. O tym jak trudno w Polsce film w ogóle zrobić może świadczyć ostatnie zamieszanie wokół filmu „Klątwa faraona”, które doprowadziło nie tylko do zmiany tytułu obrazu na „Last Minute”, ale też odwołania prezesa Giełdy Papierów Wartościowych. Według relacji mediów miał on namawiać drogą mailową akcjonariuszy spółek giełdowych – a więc podmiotów mu pośrednio podległych – do zainwestowania w film reżyserowany przez Patryka Vegę. Skoro wcale niełatwo jest pozyskać w Polsce pieniądze na kino masowe, to niemal niewykonalnym należy nazwać zrealizowanie produkcji niezależnej. A gdy już pieniądze się znajdą, zaczynają się piętrzyć kolejne trudności: wprowadzenie filmu do dystrybucji i jego promocja.

Lista dystrybutorów, którzy wchodzą w kino niezależne jest krótka. A i poza Gutek Film są to raczej niewielkie przedsiębiorstwa wprowadzające na polski rynek kilka produkcji w roku. Przeważnie dystrybutorzy boją się zaryzykować i podjąć rozprowadzania rodzimej produkcji niezależnej. Podobnie jak producenci jej finansowania. Marcin Sobczak, specjalista ds. promocji w BreakThru Films zwraca uwagę na dwa problemy: niski poziom polskiego niezależnego kina, ale też brak biznesowego podejścia twórców kina niezależnego. Jeśli przychodziliby do inwestorów z konkretną wizją oraz planem promocji mogłoby być im łatwiej.

MILA
Plakat do filmu „Made in L.A.”

Co więc pozostaje polskiemu kinu niezależnemu? Częściowo na pewno wciąż raczkujący nad Wisłą crowdfunding. Przykład strony wspieramkulture.pl pokazuje, że i u nas można osiągnąć znaczące wyniki w społecznej zbiórce pieniędzy. Tak jest w przypadku filmu dokumentalnego o zmarłej niedawno Joannie Sałydze, autorce bloga Chustka. W krótkim czasie udało się zebrać 30 tysięcy złotych, co stanowi 114 procent kwoty potrzebnej do realizacji obrazu. Już kilka lat temu, zanim jeszcze ktokolwiek w Polsce usłyszał o crowdfundingu, za pomocą zbiórki pieniędzy przez internet ufundowany został krótkometrażowy film „Wszystko”.

Bariera finansowa czasem staje się pozytywnym przykładem biznesowej kreatywności artystów. Na przykład poprzez imprezy domowe i koncerty udało się pozyskać środki na realizację filmu „Made in L.A.”. Innym pomysłem było przekonanie do współfinansowania tej produkcji społeczności związanej z głównym motywem filmu, czyli imigrantów. Z kolei Todd Rosenberg, autor krótkometrażówek umieścił obok swoich filmów w internecie wirtualny „słoik na  napiwki”. Bardzo szybko zdobył w ten sposób 30 tys. dolarów. Szczególnie hojni donatorzy nagradzani są zaproszeniem na plan zdjęciowy. Wiele pomysłów na finansowanie filmów można znaleźć na stronie independent-magazine.org.

Powstanie filmu to jednak nawet jeszcze nie połowa drogi. Pierwszym krokiem w promocji filmu jest zgłoszenie go na festiwale. Niestety tutaj kończy się egzystencja wielu niezależnych produkcji.  Niektórzy dystrybutorzy decydują się na dołączanie niezależnych krótkometrażówek do innego filmu. Nie ulega wątpliwości, że życie dziełu nadaje przede wszystkim internet. Niestety niezależni twórcy często zapominają o sprawach podstawowych, a zarazem nie wymagających wielkich nakładów finansowych: stronie internetowej, profilach w branżowych i masowych portalach społecznościowych czy akcjach viralowych. Akcja promocyjna skupiona na mediach internetowych wielokrotnie pozwalała wylansować niezależne produkcje. Świetnym przykładem skutecznego działania mogą być filmy z dwóch różnych bajek – z jednej strony „KONY 2012”, z drugiej „Blair Witch Project”.


Trailer filmu Billy Was a Deaf Kid

Kino niezależne powinno też sięgać po działania ściśle sprofilowane. Roman Gutek opowiadał, że „Wielką ciszę” udało mu się wypromować w kraju dzięki pracy ze środowiskami kontemplacyjnymi, z założenia zainteresowanymi filmem. Typowo wąsko ukierunkowane działanie przyciągnęło do kin na prawie trzygodzinny niemy film sto tysięcy widzów. Z kolei pewien amerykański twórca zainwestował czas w stworzenie kina objazdowego pokazując swój film we wszystkich możliwych barach, kawiarniach i prowincjonalnych kinach, stopniowo przebijając się do szerszej świadomości. Świetnym przykładem oryginalnej i skutecznej promocji jest pomysł twórców obrazu „Billy Was a Deaf Kid”. W produkcji znajduje się scena, w której bohaterowie urządzają przejażdżkę sofą po ulicy. Promocja na festiwalach opiera się właśnie na organizacji przejażdżek na kanapie na godzinę przed każdym pokazem filmu. Każda osoba, która decydowała się na przejażdżkę otrzymywała informacje dotyczące produkcji, a jej zdjęcie trafiało na fanpage „Billy Was a Deaf Kid”. Sale na pokazach były pełne.

Choć w Stanach Zjednoczonych za film niezależny uznaje się taki, który kosztował poniżej 2 milionów dolarów, a w Polsce kino za często jedynie kilkadziesiąt tysięcy złotych, to mechanizm pozwalający odnieść sukces jest podobny. Źródeł finansowania i możliwości promocyjnych trzeba szukać tam, gdzie nie sięgają duzi producenci.

[JZ]

Advertisements

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s