Festiwalomania – szkodzi czy pomaga promocji miast?

„Jak zrobić krzywdę idei promocji miasta za pomocą kultury”* – tak powinien brzmieć tytuł panelu zorganizowanego przez Stanisława Trzcińskiego, szefa STX podczas – skądinąd bardzo ciekawych i potrzebnych – Europejskich Targów Muzycznych Co Jest Grane. Przez czterdzieści minut Trzciński powtarzał jak dobrą promocję robi festiwal Pozytywne Wibracje miastu Białystok. Potem podarował raptem kwadrans organizatorom innych – dużo lepszych, ciekawszych, tańszych i skuteczniej promujących miasta – wydarzeń. Ale zanim dojdziemy do ich wypowiedzi warto przyjrzeć się Pozytywnym Wibracjom i tezom zawartym w wystąpieniu Trzcińskiego. Wiele mogą się z nich nauczyć samorządowcy chcący inwestować w promocję za pomocą kultury. Choć może nie do końca tego, co chciał przekazać im Trzciński.

Pozytywne Wibracje zostały przedstawione jako wielki (jeśli nie największy) sukces promocji miasta za pomocą kultury w Polsce. Wiadomo: poprawiło się postrzeganie miasta, zjechali się turyści, a Białystok zyskał – i tu cytat – światowej klasy festiwal. Ciekawe jaki odsetek czytających ten wpis pojechało na imprezę, z jej powodu odwiedziło Białystok w innym terminie lub chociaż potrafi wymienić połowę tegorocznego line-upu. Idę o zakład, że grupa nie będzie liczna. No to zacznijmy od programu: Angie Stone, Dimitri From Paris, Ewa Bem, !Deladap, Ewa Szlachcic i Way No Way, Omar, Ania Rusowicz. Jedna gwiazdka średniej wielkości, zagraniczny DJ i polscy wykonawcy wcale nie z najwyższej półki.

Trzciński twierdzi, że taka obsada musi kosztować. I to dużo. Dokładnie 2 miliony złotych. 2 miliony z budżetu Białegostoku. Jak przekłada się to na liczbę widzów? Tu mamy największą zagadkę. Podczas Targów CJG organizator Pozytywnych Wibracji mówił co innego niż na jesiennym spotkaniu z władzami miasta. Deklarował 10 tysięcy widzów każdego dnia. „W trakcie dyskusji padło pytanie o liczbę sprzedanych biletów. Trzciński nie podał ich liczby, wyliczał tylko, ile biletów wydrukowano – co nie znaczy, że tyle sprzedano; część osób bilety wygrała czy otrzymała za darmo. – W piątek na dziedziniec wstępny były to 683 bilety, do Golden Circle przed sceną 2503 bilety i do strefy VIP 770 biletów. W sobotę odpowiednio 911 biletów, 3947 oraz 940” – pisała z kolei białostocka „Gazeta Wyborcza”. Czyli 10 tys. biletów w trakcie obu dni, a nie każdego dnia. Co więcej zazwyczaj na takich festiwalach co najmniej 70 procent publiczności pokrywa się podczas obu dni. Gdyby i tak było podczas Pozytywnych Wibracji musiałoby się na nich bawić raptem 7 tysięcy osób. I to wliczając posiadaczy darmowych wejściówek.

Pochodząca z XVI wieku rycina przedstawiająca festiwal

Jeśli byłaby to prywatna impreza, sponsorowana przez komercyjne firmy, nie byłoby o czym mówić. Gdy Pozytywne Wibracje stawia się jako przykład idealnej promocji miasta finansowanej z jego budżetu, mamy problem braku przejrzystości. Białystok do jednego widza dokłada więc 200-300 zł. Sporo. Dla porównania Płock do Audioriver, którego przedstawiciel też był obecny podczas panelu dokłada 67 zł (1 milion dotacji, 15 tys. widzów), a Kraków za jednego widza Coke Live Music Festival płaci 34 zł (1 milion dotacji, 30 tys. widzów). Pozytywne Wibracje wychodzą więc na jedną z najdroższych dla samorządu imprez w Polsce. O tym Trzciński nie wspomniał. Pochwalił się za to, że miasto zyskuje 7,5 miliona w ekwiwalencie promocyjnym.

Czym poparta jest kalkulacja, jaka jest jej metodologia, co wliczono w wymienione 7,5 mln złotych? Tego nie da się dowiedzieć. Dla porównania ekwiwalent dla Dreamlinera LOT-u, który przez tydzień faktycznie brylował we wszystkich mediach wyniósł 15,5 mln. Z kolei marne 300 tys. zł wyniósł ekwiwalent reklamowy ekspozycji marki Red Bull w polskich stacjach telewizyjnych w relacjach z głośnego skoku Feliksa Baumgartnera. Wychodzi na to, że Pozytywne Wibracje czynią dla Białegostoku cuda. I to wszystko przy zaledwie 900 publikacjach medialnych (dane STX).

A teraz poważnie. Uświadamianie samorządowców na temat możliwości promocji miasta za pomocą kultury jest potrzebne. I wcale nie bywa łatwe, bo sport, chęć pokazywania się w serialach i billboardy cały czas dominują w wyobraźni włodarzy miast i województw.  Ale kultura, o której mowa nie może opierać się wyłącznie na festiwalomanii. W Białymstoku identyczna kwota jak na Pozytywne Wibracje jest przeznaczana na całoroczną działalność organizacji pozarządowych i organizację imprez kulturalnych. Jak wyliczyła „Gazeta Wyborcza” mniej otrzymują kluczowe dla miasta Centrum im. Ludwika Zamenhofa i Dom Kultury Śródmieście. Czy miasto nie powinno więc inwestować w rozwój inicjatyw kulturalnych, aby sprostać wizerunkowi, który chce zbudować za pomocą festiwalu? Czy w gruncie rzeczy nie lepiej, wiarygodniej i taniej wspiera wizerunek Białegostoku festiwal Up To Date? Może brakuje mu silnej promocji, ale i tak radzi sobie znakomicie. Jeśli miastu potrzebna jest promocja za pomocą kultury, może warto lepiej wyważyć proporcje między finansowaniem wielkich imprez i tych mniejszych?

Problem nie dotyczy tylko Białegostoku. Nie do każdego miasta pasuje impreza muzyczna, nie do każdego filmowa. Krótko mówił podczas panelu Ireneusz Dudek, muzyk i szef Rawa Blues Festiwal. Ale wypowiedział trafne zdania: „Zanim zabierzemy się za organizację festiwalu najpierw zastanówmy się kim jesteśmy. Zastanówmy się jaki rodzaj muzyki pasuje do danego miasta”. Łukasz Napora, rzecznik Audioriver dodawał: „Najpierw miasto musi mieć kulturę, a potem niech robi wielki festiwal. Ale nie każde musi mieć taki festiwal”. Przypomnę, że na początku tego roku Łódź, miasto zupełnie nie kojarzone z muzyką, otrzymało ofertę przyjęcia gali Fryderyków. Miałoby za branżową, niezbyt dziś popularną imprezę, zapłacić 900 tys. złotych. Celebrytów z Warszawy do Łodzi miałby przywieźć specjalny pociąg. Do transakcji nie doszło. Produkcją gali wręczenie Fryderyków zajmuje się Grupa STX Jamboree.

O promocji miast za pomocą kultury pisaliśmy już tu, tu i tu.

* W rzeczywistości tytuł panelu brzmiał: „Wypromuj swoje miasto festiwalem”.
[MF]

Advertisements

5 komentarzy

Filed under Uncategorized

5 responses to “Festiwalomania – szkodzi czy pomaga promocji miast?

  1. Andrzej Jakimiec

    Boże, gdybym ja miał jedną dziesiątą tego na Międzynarodowy tydzień teatru czy Augustowskie Lato Teatralne trwające za najepszech czasów 2 miesiące…:-(

  2. Autorze tego „wspaniałego” artykułu! Jakże wspaniale byłoby móc poznać Twoje imię i nazwisko. Warto nie tylko odważnie artykułować swoje krytyczne refleksje, ale i odważnie podpisywać się pod nimi.

    Pozdrawiam
    Adam Marcinkowski (z grupy Way No Way – towarzyszącej Ewie Szlachcic podczas Festiwalu, którego jest Pan „fanem”)

    • Business&Culture

      Szanowny Panie,

      każdy wpis na blogu jest podpisany inicjałami członków naszego zespołu. Naprawdę nie jest tajemnicą kto jest autorem wpisu. Wystarczy wejść w zakładkę „O Business & Culture” aby się tego dowiedzieć. Nie musi się więc Pan denerwować https://businessandculture.wordpress.com/about-2/

      Co do samego wpisu zaś, to oparłem go na danych, które podało STX na opisywanej konferencji. A także na innych ogólnodostępnych informacjach. I nie ma znaczenia czy jestem fanem festiwalu czy też nie. Nie o tym mówi wpis.

      Pozdrawiam,
      Max Fuzowski

  3. Prasa i BIP donoszą, że „pozytywnych wibracji” już w białymstoku nie będzie, czy o tym dyrektor powiedział czy zapomniał?

    http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,35235,13034053,Jest_nam_smutno__jest_nam_zle__Bialostocka_kultura.html

  4. Nie było sensu komentować tego tekstu wcześniej. Niestety nasi „miłośnicy” w Białymstoku zaczęli napawać się i cieszyć wymową wpisu dzieląc się nim w ostatnim czasie (2 miesiące po konferencji) w internecie. A zatem do rzeczy – należy sprostować kilka ważnych faktów.

    Dane podane przez STX Jamboree zostały w niniejszym wpisie oczywiście wybrane stronniczo i odpowiednio zmanipulowane. Nie wszystkie, ale te wystarczająco istotne. Po drugie autor tekstu prowadzi działalność gospodarczą i jest aktywnym promotorem innych festiwali i konkuruje na rynku z naszą agencją. Przykład: https://www.facebook.com/photo.php?pid=1118923&l=18681479e0&id=167010990000621 . Po trzecie organizatorzy targów już po raz drugi zaprosili nas do współpracy oczekując dokładnie tego, co zaprezentowaliśmy w czasie panelu (nie debacie!!!). To był panel STX JAMBOREE w pełni w 100% (oznaczony nazwa i logotypem naszej agencji) z udziałem zaproszonych gości. Każdy powiedział swobodnie to, co zaplanował przed panelem. Nie było na sali ani sponsorów ani samorządów, panel służył pokazaniu jakimi nowoczesnymi instrumentami różni inni organizatorzy MOGĄ posługiwać się przy swoich projektach. Panel nie był promocją festiwalu, chociaż – co podkreśla wiele osób – w pozytywny sposób opowiadał m.in. o Białymstoku. Panel pokazywał innym, najczęściej młodym organizatorom, jak działać. Jak optymalizować działania. Jak promować, jak produkować, na co uważać. Był nawet cały punkt poświęcony naturalnym konfliktom z innymi lokalnymi organizatorami życia kulturalnego będącymi beneficjentami tych samych środków. Temat panelu wybrany przez organizatora oznaczał w sposób oczywisty, że jednym z istotnych elementów naszej prezentacji będzie case – study z Białegostoku.

    Autor tekstu ma prawo do wyrażenia swoich poglądów na temat tego co usłyszał, jednak za manipulację uznajemy słowa o tym, że nie wiadomo jak obliczono kwotę 7 500 000 PLN jako wartości promocji dla miasta po edycji 2012 (podobnie 5 000 000 po edycji 2011 itd.) – dane te zostały przez nas zaprezentowane podczas panelu wyjątkowo dokładnie i szczegółowo, a dodatkowo każdy uczestnik panelu miał wgląd do tabel z wyliczeniami oraz raportów dotyczących promocji festiwalu. A także do tysięcy stron media – raportów. Były one obecne na miejscu dla każdego. Wielu z tego skorzystało już po zakończeniu panelu na wyraźne zaproszenie z naszej strony. Słowa o 2 mln PLN na koncert Ewy Bem to już czysta złośliwość. Wymienienie tylko części artystów tylko jednej edycji festiwalu jest także zabiegiem mającym potwierdzić z góry zaplanowana tezę. Ponadto wbrew nieprawdziwym informacjom z powyższego tekstu nikt nigdy nie zapewniał o frekwencji 10 000 osób dziennie. Nie jest także prawdą, że głównym celem organizacji festiwalu było pokonywanie progów i rekordów frekwencji. W ostatniej dekadzie w Białymstoku to nasz festiwal jest najliczniej odwiedzaną imprezą biletowaną w regionie. Liczba 10 000 osób co roku to dobry i rzetelny wynik. Frekwencja soboty zawsze była wyższa z wielu powodów i ta tendencja ma miejsce od 3 lat. Bardzo cenimy sobie grupy fanów festiwalu przyjeżdżające z całej Polski na co mamy twarde dane. A cele były inne i zostały one spełnione. Chodziło o zaproszenie turystów z całej Polski, także z Warszawy. Przede wszystkim. Białystok ma wiele cennych inicjatyw lokalnych skierowanych przede wszystkim dla mieszkańców miasta. Teza (jedna z nich – ta zacytowana w tekście) Irka Dudka była ciekawa ale rozmawialiśmy o niej i dyskutowaliśmy ją i Irek Dudek zgodził się z wieloma argumentami przeczącymi jego tezie.

    Znane wszystkim tegoroczne problemy zadłużenia miast i redukowania budżetów na kulturę i promocję w miastach dotknęły także Białystok, nic zatem dziwnego, że nie ma na dzisiaj pieniędzy na edycję 2013. Rozmowy jednak nie są zakończone, jest także kilka innych miast chętnych do organizacji z nami tego przedsięwzięcia. Ranga tej imprezy jest niezaprzeczalna – pracowaliśmy na nią razem z Miastem przez 3 lata. Odpowiednie decyzje zostaną podjęte w ciągu najbliższych 2 miesięcy. Owszem – lokalne środowiska beneficjentów budżetu miasta nie są przychylne imprezie. Zorganizowana przez nas debata z lokalnymi środowiskami twórców kultury nie była dla nas miła. Wiele nas nauczyła. Ale oczywiście walcząc z festiwalem, i dzięki nam także – jednocząc się (ten pozytyw jest podkreślany przez samych uczestników) same zostały ostatecznie na lodzie, albowiem Miasto nie doceniło ich działań w najmniejszym stopniu. Inaczej – doceniło ale nie nagrodziło finansowo. Nie osiągnęły nic poza „uwaleniem” (tymczasowym) naszej imprezy. Nie mamy z tego tytułu satysfakcji, ale ostrzegaliśmy, że taki będzie efekt walki wewnątrz naszego środowiska. Traktowanie nas jako „Warszawy” jest wynaturzeniem mechanizmów działających w całej Polsce i na całym świecie. Podkreślamy, że więcej niż połowa pracowników naszej agencji pochodzi spoza Warszawy (co nie ma w sumie dużego znaczenia, ale jest faktem) i naturalne jest, że silne i dobre agencje działają w stolicach wielu państw. Nie zabieramy publicznie głosu od kilku miesięcy aby nie zaogniać całej sytuacji. Czekamy cierpliwie na rozwój wydarzeń, prosząc jedynie od czasu do czasu fanów naszej imprezy o chwilę cierpliwości. Wiemy, że pojadą za nami wszędzie, jednak my (jak zawsze) nie składamy broni. Za to mniej mówimy.

    Pominięty natomiast został jednak istotny, zauważony i opisany przez media wielki masowy protest z grudnia 2011 roku kiedy to kilka tysięcy osób znanych z imienia i nazwiska broniła w internecie (oraz listach do radnych) festiwalu przed negatywną decyzją radnych (ówcześnie radni ostatecznie przywrócili imprezę w lutym 2012 roku). Znaczna część obrońców mieszka w Białymstoku. Badania mieszkańców pokazują też, że więcej niż połowa mieszkańców popiera ideę naszego festiwalu uważając, że przynosi to wymierna korzyść na arenie ogólnopolskiej. Festiwal doceniany jest także przy okazji wielu sond internetowych ogłaszanych w mediach lokalnych. Nie będę opisywał ile nagród i wyróżnień regionalnych i ogólnopolskich przypadło dla tej imprezy. Ograniczę się do nominacji i short listy podczas prestiżowej najnowszej edycji European Festival Awards w kategorii Best Small Festival.

    Co do oceny na ile inne imprezy „taniej, skuteczniej i lepiej” służą wizerunkowi Białegostoku nie będziemy się wypowiadali bo lubimy inne imprezy w tym mieście. Nie mamy jednak wątpliwości, że należy zwrócić uwagę na tezę nie zacytowanego (bo nie pasującego do tezy autora – konkurenta) raportu dotyczącego 11 największych miast w Polsce opublikowany w maju 2012 roku przez PwC (PriceWaterhouseCoopers), a podpisanego przez Prof. Witolda Orłowskiego. Wskazuje on jednoznacznie na nasz festiwal jako jedyny rozpoznawalny w skali ogólnopolskiej projekt kulturalny rodem z Białegostoku.

    Festiwalomania to zjawisko, które jest oddolne, związane z uczestnictwem tysięcy publiczności, nie tylko w Polsce ale i na całym świecie. W dobie kryzysu także ulega zmianom i ewolucji. Ponadto festiwale bywaja duże, średnie i małe. Dla każdego znajdzie się miejsce w naszym kraju. Dodam, że nie udziela nam się aż tak „festiwalomania”, albowiem w naszych działaniach każdego roku zajmujemy się wieloma projektami, nie tylko festiwalami, co można sprawdzić na stronie http://www.stx-jamboree.com. Nawet w ramach Europejskich Targów Muzycznych Co Jest Grane braliśmy udział także w panelach dotyczących zupełnie innych zagadnień – tu więcej o tym http://www.stx-jamboree.com/aktualnosci/aktualnosc,99 .

    Na koniec muszę sprostować także ewidentny błąd faktograficzny w tekście nie dotyczący naszego festiwalu. Oczywiście wartość promocyjna dla Red Bulla (tylko w Polsce) skoku w kosmosie nie wynosiła 300 000 PLN ale wielokrotnie więcej o czym wie każdy laik interesujący się rynkiem reklamowym w Polsce.

    Oczywiście żałuję, że nie było okazji do wymienienia poglądów z autorem tekstu w bezpośredniej rozmowie. Dla zainteresowanych rzeczywistym przebiegiem opisywanego spotkania na targach mam informację, że relacja z panelu ma szansę pojawić się wkrótce na stronie targów. Zacytuję jedynie najważniejsze punkty omawiane na spotkaniu po wstępnej prezentacji, która trwała nie 40 ale 20 minut:

    SPÓJNE KAMPANIE PROMOCYJNE
    WSPÓŁPRACA Z MEDIAMI
    WYZWANIA LOGISTYCZNE I ORGANIZACYJNE
    KOSZT POZYSKANIA GWIAZD MIĘDZYNARODOWYCH
    FUNDUSZE – BUDŻET NA FESTIWAL
    KONSTRUKCJA ROCZNYCH UMÓW Z MIASTEM
    LOKALNA SPECYFIKA – KONKUROWANIE MIASTA I REGIONU ETC.
    SPONSORING W OSTATNICH LATACH – KRYZYS
    STOSUNEK LOKALNYCH SPOŁECZNOŚCI ZAJMUJĄCYCH SIĘ DZIAŁALNOŚCIĄ KULTURALNĄ (Z TEGO SAMEGO BUDŻETU!)
    MIESZKAŃCY – KOMUNIKACJA
    WIARYGODNOŚĆ OGÓLNOPOLSKA IMPREZY

    Życzę powodzenia w ramach działań i projektów kulturalnych, w tym także festiwalowych. I wyników. A także mniej złośliwości w głoszonych tezach, za to więcej dialogu. A już na pewno nie jest elegancko wykorzystywać publicystyki i na pozór obiektywnych relacji zmiksowanych z totalną krytyką konkurentów – do popierania swojej własnej i konkurencyjnej do oponenta działalności. Jest to działanie mające mało wspólnego z etyką i de facto – nieskuteczne. To w ramach głównego zarzutu.

    Z wyrazami szacunku,
    Stanisław Trzciński

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s