Wideo dla kultury – jakie powinno być?

Nikt dziś chyba nie wątpi w to, że sfera kultury, tak jak każda inna, potrzebuje dobrych treści wideo by móc promować się skutecznie. Większość instytucji posiadanie kanału na You Tube traktuje już jako zrozumiały obowiązek, problemem pozostaje cały czas produkcja materiałów, które zyskają popularność. Trailery książek czy wystaw cały czas nie radzą sobie w polskim internecie zbyt dobrze. Jakie treści zaserwować więc wirtualnej publiczności, by zechciała przyjść na wystawę, zarezerwować bilet czy przeczytać książkę? Dlaczego tak często treści wideo podmiotów kultury są tak słabe i czy zawsze chodzi tylko o niski budżet? Zwróćmy uwagę na kilka często popełnianych błędów i wskażmy na pozytywne przykłady.

1. Film to nie ruchomy plakat czy katalog. Jego zadaniem nie jest informowanie – od tego są inne środki przekazu. Celem twórców powinno być zwrócenie się do emocji odbiorcy. Filmy, które przypominają prezentacje w power-poincie, słabo się klika, nie dają też żadnych powodów, by odbiorcy udostępniali je dalej. Bez ich zaangażowania materiał szybko przepadnie. O książce, festiwalu muzycznym czy nowej wystawie odbiorca dowiedział się już pewnie z innych źródeł. Otwiera film, bo chce zobaczyć więcej, jeśli tego nie dostanie – szybko się od nas odwróci. Patrząc na rzecz z tej perspektywy, trudno dziwić się że film reklamujący finisaż głośnej wystawy „Wywyższeni. Od faraona do Lady Gagi” w Muzeum Narodowym cieszył się tak niskim zainteresowaniem.

2. Film nie jest wyłącznie narzędziem PR-u produktowego mającego na celu przyciągnięcie większej liczby konsumentów. Dla widzów może stać się on okazją do pogłębienia przeżytych już doświadczeń, dla instytucji – budowania długofalowego zaangażowania odbiorców. Jednymi z najbardziej popularnych filmów na kanale You Tube nowojorskiej MoMA są krótkie rozmowy z Mariną Abramovic z okazji jej retrospektywnej wystawy „The Artist is Present”. Czy filmy mają standardowe cechy virala? Nie. To materiały, które dokumentują dzieło artystki i rozjaśniają jej intencje. Co istotne, nie dezaktualizują się w momencie zakończenia wystawy, stanowią jej przedłużenie.

3. Jeśli twórcy chcą przyciągnąć dużą liczbę odbiorców, powinni opowiedzieć im jakąś historię – niekoniecznie prawdziwą. Przykład dać może londyńskie Tate, które zastosowało klasyczny dla twórców reklamowych chwyt polegający na wizualnej metaforze zmysłowego doświadczenia. Tylko że tym razem nie chodziło o aksamitny smak nowego batonika, a doznanie estetyczne. Prace Johna Martina, XIX-wiecznego twórcy romantycznych pejzaży i obrazów o tematyce apokaliptycznej, nadawały się do tego zabiegu doskonale.

4. Odbiorców bardziej niż cokolwiek, interesują sami artyści. Jeśli możemy ich pokazać, zróbmy to. Przygotowanie materiału, w którym pisarz opowiada o swojej książce, a malarz o obrazach, nie wymaga wielkiego budżetu, a zawsze może okazać się dodatkowym impulsem dla odbiorców do sięgnięcia po produkt. Jak w zapowiedzi „Instytutu” Jakuba Żulczyka.

5. Materiały wideo robione bez przekonania, dla samego „bycia”, stają się częścią wielkiego zalewu spamu ignorowanego przez widzów. Słaby odzew na takie treści staje się często dla instytucji, wydawnictw i festiwali dobrym argumentem na to, że szkoda inwestować czas i pieniądze w tego typu komunikację. Ale to błędne koło. Dopóki nie nauczymy się tworzyć atrakcyjnych treści, faktycznie lepiej się za to nie odbierać. Często nie trzeba jednak wiele, by osiągnąć zadowalający efekt.

[MM]

Advertisements

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s