Muzeum tyłem do widza

Niedawno pisaliśmy o ponownym otwarciu Muzeum Narodowego w Warszawie widzianym oczami jego konstruktorów. MNW miało stać się instytucją otwartą na odbiorcę, nowoczesną, przyjazną. W gmachu przy Alejach Jerozolimskich faktycznie zapanowała nowa estetyka, nowa myśl dotycząca ekspozycji prac. Niestety spora część zapowiedzi pozostała jedynie w planach. Udała się akcja promocji nowego otwarcia z Dodą w roli głównej. Po nim do Muzeum powrócił stary duch.

Na całym świecie panuje niepisana zasada wpuszczania dziennikarzy do muzeów za darmo. W końcu nie tylko odwiedzają oni wystawy z zawodowego obowiązku, ale też przyczyniają się znacznie do ich promocji. Muzeum Narodowe postanowiło ten porządek zmienić i odwrócić się plecami do mediów. Ten pozorny drobiazg, w końcu dziennikarza stać na wydanie 20 zł, stał się jedną z głośno dyskutowanych w środowisku spraw. Jeśli MNW boi się rzesz dziennikarzy, którzy pracują w pismach komputerowych i będą chcieli korzystać z przywileju może wprowadzić zasadę: wpuszczamy za darmo tylko piszących o sztuce. Albo jak londyńska Tate Gallery może wprowadzić wymóg wysłania zapytania e-mailem. I nie musi sobie wcale strzelać w kolano.

Zastanawia też realizację polityki otwarcia się na szerokie rzesze odbiorców przez podniesienie cen biletów. I nie tylko biletów. Jednorazowa wizyta w MNW może kosztować całkiem sporo. Policzmy. Bilet na wystawę czasową kosztuje aktualnie 20 złotych, wejście na ekspozycję stałą jest 5 złotych tańsze (bezpłatne, gdy kupimy wejściówkę na pierwszą z wymienionych). Broszura poświęcona wystawie czasowej w Zachęcie kosztuje 5 złotych, w wielu zagranicznych muzeach jest bezpłatna. Jednak w MNW taki przewodnik kosztuje 18 zł. Podobne broszury dotyczące galerii stałych można kupić po 9 zł. Katalog wystawy czasowej „Wywyższeni” to koszt 120 złotych. Wstęp na wystawę, trzy broszury (bez których trudno wystawy oglądać) to 56 złotych. Jeśli zdecydujemy się na zakup katalogu, to ubywa nam z portfela 176 zł. Sporo.


„Hamlet polski” Jacka Malczewskiego przed Cafe Lorentz, nową kawiarnią w gmachu MNW.
Ceny wydawnictw w sklepiku MNW zdają się być tak skonstruowane, aby przede wszystkim odstraszać. Wspomniany katalog „Wywyższonych” jest o 20 zł droższy niż katalog wystawy Damiena Hirsta w londyńskiej Tate. Ceny pozostałych, niemuzealnych wydawnictw albumowych (np. Phaidona) są ok. 20 proc wyższe niż w warszawskich księgarniach. Muzeum mogłoby uczynić ze swojego sklepiku źródło dodatkowego dochodu, czołowe w Warszawie miejsce, do którego przychodzi się po wydawnictwa specjalistyczne, ale jak widać samo tego nie chce.

Choć na terenie MNW można już korzystać z darmowego WiFi, cały czas brakuje możliwości kupienia biletów za pomocą strony internetowej. Podobnie nie da się za jej pośrednictwem zarezerwować przewodnika. Opcja niekoniecznie potrzebna pojedynczym zwiedzającym, jednak bardzo przydatna dla zorganizowanych grup, m.in. szkolnych wycieczek. Zresztą mimo nowego otwarcia Muzeum Narodowe nie doczekało się uruchomienia nowoczesnej strony internetowej. Na aktualnej informuje, że właściwa znajduje się cały czas w budowie.

Funkcjonowanie Muzeum Narodowego w Warszawie wiąże się ze sporymi kosztami. Jednak ani podnoszenie cen, ani zniechęcanie dziennikarzy nie zwiększy zysku. Wręcz odwrotnie. Wielki i godny podziwu projekt unowocześnienia MNW nie będzie mógł odnieść sukcesu bez widza. A o niego trzeba zacząć walczyć nie tylko akcjami z Dodą.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s