Teatr to także firma

Z publicznej debaty o stanie teatru i jego finansowaniu w Polsce powinniśmy się cieszyć. Trudno jednak o radość, gdy obie strony sporu okopały się na swoich pozycjach i zamiast rozmawiać rzeczowo używają często emocjonalnych argumentów. „Ja się tak wkur…łam, że aż osłabłam. Nawet kawy nie zaproponowali. Ja nie wytrzymam, chodźmy” – powiedziała Monika Strzępka, reżyserka teatralna i wyszła ze studia radia Tok Fm. Rozsierdziły ją pytania Grzegorza Chlasty, który nieco prowokacyjnie sugerował, że teatr nie jest w ogóle Polakom potrzebny.

To tylko jeden z elementów dyskusji rozpoczętej przez problemy z wyborem nowego dyrektora Teatru Dramatycznego oraz wypowiedź urzędnika odpowiedzialnego za kulturę w stolicy, który zasugerował, że Dramatyczny powinien brać przykład z grającego lekkie przedstawienia Teatru Komedia. W odpowiedzi artyści przygotowali apel, który odczytują po spektaklach Warszawskich Spotkań Teatralnych. W debatę od razu włączyły się media, które stają z reguły po stronie twórców.

Razem stawiają zarzuty o upolitycznienie teatru, próbę jego komercjalizacji, obcinanie dotacji z budżetów miejskich (w Warszawie o 12 proc.), niezrozumienie sztuki przez niekulturalnych urzędników. Za zarzutami idą postulaty: odpolitycznić teatr, oddać go ludziom teatru, zrezygnować z menadżerów na stanowiskach dyrektorów i dać więcej pieniędzy z budżetu. „Teatr nie jest firmą/nie jest produktem, widz nie jest klientem. Nie rezygnujmy z artystów, rezygnujmy z niekompetentnych decydentów” – piszą twórcy.

Teatr Dramatyczny w Warszawie, fot. Cezary P/wikipedia.org/CC BY-SA 3.0

Problem w tym, że do jednego worka wrzucono postulaty z różnych bajek. Co innego gdy dyrektorem zostaje radna sejmiku, co innego, gdy człowiek, który ma wszelkie predyspozycje, aby wyprowadzić teatr z zapaści finansowej, a jedyną jego wadą jest fakt, że nie należy do środowiska. Co innego, kiedy awangardowym scenom zostawia się pieniądze na jedną premierę rocznie, co innego, gdy wymaga się od teatru by walczył o widza. Trudno jednoznacznie stanąć po stronie ludzi teatru w sytuacji, gdy protestują nie tylko przeciw urzędniczej ignorancji, ale też namowom, aby walczyli o publiczność i komercyjnych sponsorów. W wielu teatrach cały czas nie dba się o sprzedaż większej ilości biletów, nie inwestuje się w promocję, nie myśli o tym, co będzie, gdy pieniędzy z miasta przestanie starczać na kilka premier w roku, opłacenie etatów i łatanie dziur w dachu.

Obecna debata raczej nie doprowadzi do rozwiązania problemu. Obie strony nie proponują rozwiązań, które można by nazwać reformą teatru i budową jasnych relacji na linii teatr-publiczny mecenat. Co ciekawe niedawno podobna debata wybuchła w Wielkiej Brytanii. Kiedy w zeszłym roku po raz pierwszy opublikowano National Planning Policy Framework, Mhora Samuel dyrektor Theatres Trust zauważył, że w dokumencie zabrakło nie tylko teatru, ale i kultury. Urzędnicy rozpoczęli więc dialog, w wyniku którego do poprawiania dokumentu zaproszono dziewiętnaście organizacji kulturalnych, które nie głowiły się jak zapisać pieniądze dla kultury, ale wyszły od jej miejsca i znaczenia dla społeczności lokalnej.

Magazyn TM wydawany przez Theatres Trust, fot. theatrestrust.org.uk

W kontekście całej afery wart jest wspomnienia także przykład samego Theatres Trust. To rządowa jednostka zajmująca się doradztwem, pomocą w kontakcie z lokalnymi władzami, społeczeństwem, rozwijaniu nowych projektów, dostarczaniem wiedzy, a nawet sprawami renowacji teatralnych obiektów. Jego rola bywa podobna do tej, którą w Polsce sprawuje Instytut Teatralny. Jednak kompetencje, budżet i możliwości są dużo większe.

Druga brytyjska instytucja, której brak w Polsce, to Theatrical Management Association. Podczas, gdy twórcy teatru w Polsce krzyczą, że teatr to nie firma, w Wielkiej Brytanii już od 1894 roku działa teatralne stowarzyszenie mające w statucie zapisane realizowanie biznesowej misji teatru. TMA szkoli, dostarcza narzędzi promocyjnych, łączy z komercyjnymi sponsorami, wydaje branżowy magazyn, przyznaje własne nagrody.

Bez wątpienia podobnych organizacji brakuje w Polsce. Ale aby powstały potrzebna jest nie tylko urzędnicza życzliwość i pieniądze, lecz także zrozumienie przez artystów, że polski teatr działa w warunkach rynkowych czy tego chce czy nie. Jedne sceny mają większą możliwość ich wykorzystania, inne mniejszą. Ale każda powinna z tej możliwości korzystać. Dla własnego dobra.

Advertisements

1 komentarz

Filed under Uncategorized

One response to “Teatr to także firma

  1. Odnoszę wrażenie, że ludzie teatru w dalszym ciągu myślą XIX-wiecznymi schematami, że ludzie/ lud jest dla teatru, a nie odwrotnie. Ich obecny opór pokazuje tylko, jak ignoranckie jest to środowisko. Nawet nie potrafią oni wyjść z poletka, które można ogólnie nazwać „uprawianiem sztuki dla sztuki”. Mnie osobiście bardzo denerwuje takie megalomańskie podejście teatrów. Dla nich, jak widać, nie ma znaczenia, czy na spektakl przyjdzie 10 czy 500 osób. Dla nich najważniejsze jest połechtanie swojego egoistycznego, artystycznego ego, bo to ludzie mają być na teatru a nie odwrotnie. Tym samym pokazują, że teatr nie ma żadnej misji w Polsce. Nawet nie starają się zmienić, może nie wszystkie ale większość, całej sytuacji z postrzeganiem teatru w naszym kraju. O jej wielu zadaniach, jak i funkcjach. Myślę, że poziom ignorancji ze strony ludzi teatru jest podobny do tego, który często jest charakterystyczny dla władzy samorządowej, miejskiej w tej materii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s