Sztuka – jak zniszczyć własny wizerunek

Gwiazda domu aukcyjnego Abbey House rozbłysła niespodziewanie. Dziesiątki artykułów obwieszczały nową jakość w handlu młodą polską sztuką. Raporty Abbey House zapowiadały niesłychanie duży zwrot z inwestycji. Aukcje notowały niesamowite rekordy. Po wejściu Abbey House na giełdę jego akcje skoczyły z niecałych pięciu złotych za jednostkę do osiemnastu w zaledwie dwa miesiące.

Dziś bańka pękła. Raz za razem ukazują się niepochlebne artykuły, których wcześniej nie było. Akcje szybują w dół. Miesiąc wystarczył, aby wartość jednostki spadła z osiemnastu złotych do niewiele powyżej dziesięciu. Ostatnia aukcja zanotowała wynik pięciokrotnie gorszy niż listopadowa i niemal dziesięciokrotnie gorszy niż październikowa. Abbey House stawia siebie w roli zaszczutej przez czarny PR firmy. Prawda jest zupełnie inna. Abbey House napompowało balon swojej promocji tak, że musiał pęknąć. A gdy przyszedł wizerunkowy kryzys dom aukcyjny zareagował w najgorszy z możliwych sposobów robiąc sobie jeszcze większą krzywdę.

Nie ma, jak twierdzi Abbey House, nagonki na młodą polską sztukę. Jest reakcja na lukrowane artykuły sponsorowane. Dobry PR i działania wizerunkowe muszą mieć poparcie w rzeczywistości. A jakie poparcie w faktach ma nazywanie jednego z szefów Abbey House „polskim Charlesem Saatchim” w tekście napisanym przez PR-owca firmy na łamach jednego z polskich miesięczników? To co na początku było śmieszne, zaczęło denerwować i w końcu zmusiło dziennikarzy, najpierw „Forbesa” potem „Gazety Wyborczej” i radia Tok Fm do przyjrzenia się Abbey House. A im bardziej się mu przyglądali, tym mniej wszystko się zgadzało.

Prawdziwym dramatem była jednak reakcja Abbey House. Zamiast wdrożyć rozsądną kryzysową strategię dom aukcyjny zaatakował. Wszystkich – dziennikarzy, konkurencję, internautów. A to wywołało drugą falę niepochlebnych doniesień medialnych. Trudno wyjaśnić, co kierowało PR-owcami firmy, którzy najwyraźniej postanowili znaleźć jeszcze większe grono wrogów. W telewizji szef rady nadzorczej Abbey House tłumaczył, że „nieinteligentni nie są naszymi klientami”.

Teksty broniące dom aukcyjny ukazywały się na należącym do Abbey House portalu artibiznes.pl. „Autorką artykułu o niedobrym Abbey House jest  Anna Legierska (…) O jej wykształceniu ani doświadczeniu w dziedzinie sztuki nic nam nie wiadomo. Natomiast jedną z audycji w TOK FM prowadziła Anna Laszuk – zanim trafiła do tego radia, pracowała jako socjoterapeutka, nauczycielka gry na fortepianie i teorii muzyki, instruktorka w pracowni form teatralnych. Jej motto, jak głoszą oficjalne informacje radia, brzmi: Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne dziewczynki idą dokąd chcą!… Jak widać, można zajść bardzo daleko tylko dlatego, że się chce…” – atakowała dziennikarki personalnie Anna Jastrzębska. „Polacy słyną, i to nie tylko w biznesie, z wyjątkowej zawiści. Większość z nas nienawidzi, gdy innym coś się udaje. Zamiast cieszyć się sukcesami innych, zgrzytając zębami myślimy, jak tu zaszkodzić konkurencji” – ogłaszała  prawdy o naszych narodowych wadach z zupełną powagą Aleksandra Binkowska. Z kolei na Facebooku administrator strony Abbey House odpowiadał na krytykę ze strony Jakuba Żulczyka słowami: „Każdy kto zna jego teksty, nie bierze ich na poważnie. W tym ponoć tkwi siła tego felietonisty – żeby każdego krytykować, bo najwidoczniej inaczej nie potrafi zwrócić na siebie uwagi”.

Żeby nie wyłamywać się z konwencji zastosowanej przez Abbey House pozostaje nam skomentować sprawę słowami: na takie działania wizerunkowe w kryzysie to normalnie ręce opadają.  A mówiąc serio Abbey House mógł zrobić wiele, aby walczyć o swój dobry wizerunek. Mógł przedstawić wyłącznie merytoryczne argumenty, zwerbować ekspertów i postawić ich na linii frontu, związać się szybko z lepszymi, bardziej uznanymi artystami, którzy uwiarygodniliby przedsięwzięcie. Nawiasem mówiąc takie działania przydałyby się od samego początku istnienia Abbey House. Wydaje się, że lepszym rozwiązaniem byłoby nawet przeczekanie burzy, wydanie oficjalnego oświadczenia i milczenie. Chyba wszystko byłoby lepsze niż prowadzenie wojny, w której nie da się wygrać facebookową stroną zatytułowaną „Wspieraj Sztukę Nie Wojnę”. Do grupy dołączają młodzi ludzie, a Abbey House zależy na świecie biznesu. Straszny, podręcznikowy błąd. Czyżby PR-owcy zapomnieli określić grupę docelową kryzysowej komunikacji?

Przedstawiciele domu aukcyjnego próbują przekonywać, że chciała ich zniszczyć bliżej nie określona konkurencja. Ale Abbey House nie ma na tyle silnej konkurencji. Polskie galerie nie troszczą się o PR, nie są w stanie przeprowadzić takiej akcji. Co więcej, choć wiele osób związanych ze sztuką nie ceni sobie samego Abbey House, to przyglądało się działalności domu aukcyjnego z ciekawością, a nawet nadzieją. Nie od jednego galerzysty słyszeliśmy słowa w stylu: „Może uda im się rozkręcić modę na kolekcjonowanie młodej polskiej sztuki, wtedy wszyscy na tym zyskamy”.

Na całym zamieszaniu traci nie tylko Abbey House. Jak słusznie zauważono w jednym z artykułów ucierpi także ogólne zaufanie do inwestowania w młodą polską sztukę i wizerunek firm zajmujących się nią. Szkoda też artystów, którzy związali się z Abbey House. Owszem, w większości to przeciętniacy, ale nie o to chodzi. Wreszcie ktoś na polskim rynku zaproponował młodym twórcom stałe wsparcie i promocję ich twórczości. W pakiecie dostali razy, które spadają na nich za każdym razem, gdy media krytykują Abbey House.

Reklamy

4 Komentarze

Filed under Uncategorized

4 responses to “Sztuka – jak zniszczyć własny wizerunek

  1. Owa „bliżej nie określona konkurencja” brzmi niczym hasła PiSu i działania tej partii, która chce uchronić Polaków przed niewiadomo kim. Po za tym wątpie, aby w Abbey House pracowali PRowcy z krwi i kości. To raczej zwykli, przeciętni marketerzy, którym wypudrowaano nos i nazwano ich PRowcami. W PR fundamentem jest komunikacja i to ta dwustronna. A tutaj widzę, że Abbey House prowadzi zwykłą marketingową propagandówkę.

  2. Coś mi to przypomina.. Dobry artykuł, bo punktuje zagrania bezczelne (ale jednak czasem właśnie skuteczne).

  3. Business&Culture

    Swoją droga polecamy bardzo ciekawy tekst z „Obiegu” o Abbey House i polskim rynku sztuki. http://obieg.pl/teksty/23928

  4. Business&Culture

    Marcin, no tak, ale nie chcieliśmy po prostu pokazać podstawowe błędy, bez oceniania kompetencji. Druga strona to sama biznesowa działalność DAAH opisana w „Obiegu”. Choć nie ze wszystkim można się zgodzić. Nie znajdujemy w tekście uzasadnienia dla tezy, że na rynku nie ma miejsca na działania promocyjne i podmioty, które chcą rozszerzać grono odbiorców sztuki o osoby średnio się nią interesujące, a traktujące ją jako źródło prestiżu.
    Marat, dzięki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s