Nabijanie w sztukę

„Po pierwsze to sztuka może być biznesem i jest biznesem. Ludzie lokują pieniądze, kupując dzieła sztuki” – zapewnia prezenter Maciej Orłoś w wywiadzie na łamach pisma „Art & Business”. W styczniowym wydaniu magazynu znajdziemy zresztą także kilka innych artykułów zachęcających do tego typu inwestycji. Z kolei powołany niedawno do życia ekskluzywny klub będzie w lutym nauczać „sztuki inwestowania w sztukę”. Piękne hasło. Niestety kryją się pod nim głównie złudne obietnice.

Przeżywamy w Polsce boom na przekonywanie, że na sztuce stracić nie można, a zarobić się da i to niemało. Trudno powiedzieć, czy wśród ekspertów faktycznie dominuje przekonanie o nieomylności tej tezy, czy może chodzi
o nabicie w butelkę osób z aspiracjami. Prawda jest zupełnie inna. Na sztuce zarobić można. Ale można sporo stracić. Rynek sztuki pełen jest spekulantów, przed którymi nie chroni jak w przypadku giełdy żadna instytucja nadzorcza. Specjaliści, którzy twierdzą, że kupowanie sztuki da się porównać z rynkiem papierów wartościowych najwyraźniej sami nie wiedzą, co mówią.

„Rynek sztuki współczesnej można porównać do holenderskiej „tulipanowej gorączki” z XVII wieku. Nowa, bogata klasa średnia rzuciła się wtedy na tulipany. Ceny poszły w górę, inwestorzy i spekulanci weszli na rynek. Ceny znów zaczęły szybować. Aż cebulka tulipana kosztowała tyle, co dom. I wtedy nastąpił proces odwrotny. Inwestorzy zauważyli, że rynek został przeszacowany i wszystko się załamało” – stwierdził brytyjski krytyk, znawca rynku sztuki Ben Lewis. I miał 100 procent racji.

Weźmy takiego Damiena Hirsta. Jego prace były kupowane właśnie nie przez kolekcjonerów, a inwestorów. Kupowali po kilkanaście lub kilkadziesiąt milionów dolarów. Dziś prace Hirsta osiągają maksymalne ceny w wysokości kilkuset tysięcy. Co na to eksperci, którzy twierdzili, że brytyjski artysta jest pewniakiem, na którym się nie straci? Z drugiej strony żaden z nich nie przewidział sprzedaży pracy „Walking Man” Alberto Giacomettiego za ponad 104 miliony dolarów i nagłego skoku cen szwajcarskiego rzeźbiarza. Eksperci cenę dzieła Giacomettiego wyceniali na maksimum 50 mln.

Dodajmy do tego postać Jose Mugrabiego. To największy na świecie kolekcjoner prac Warhola, który przyznaje się otwarcie do manipulowania cenami dzieł mistrza pop-artu. Zbierając swoją kolekcję niejednokrotnie celowo przepłacał. Wszystko po to, aby podnosić wartość posiadanych przez siebie prac i w przyszłości sprzedać je ze sporym zyskiem. Co na to eksperci? Co doradzą swojemu klientowi, gdy któryś z kolekcjonerów ogłosi wyprzedaż grając na spadek cen danego artysty? Takie przypadki świat sztuki zna. Wystarczy spojrzeć na działania Charlesa Saatchiego, który wiele sław wypromował i kilka doprowadził do upadku.

Rynek sztuki charakteryzuje się bardzo słabą przejrzystością. Wycena dzieł zależy od wielu subiektywnych czynników. Ta na aukcja nie jest zupełnie miarodajna. Czy w takim wypadku można sztukę traktować jako inwestycję? Tak, ale tylko gdy jest to nasza druga motywacja. Pierwszą musi być chęć kolekcjonowania.

Reklamy

5 komentarzy

Filed under Uncategorized

5 responses to “Nabijanie w sztukę

  1. Moim zdaniem relacje na linii sztuka – biznes od wielu lat nie posunęły się zbytnio do przodu. Dalej jest to samo bicie piany, dalej jest używanie tego samego ogólnikowego języka. Bez konkretów, bez kejsów. Mówienie o tych relacjach w kategoriach wyłącznie wartości danego dzieła sztuki (i tym samym braku poszukiwania nowych rozwiązań oraz nowych firm synergii sztuki i biznesu) jest niezwykle wsteczne. Chociaż zdarzają się od czasu do czasu jakieś przebłyski. Na przykład ostatnio powstała spółka Abbey House (związana zresztą z „Art & Business”), która chce połączyć funkcję domu aukcyjnego wraz bycia managerem – promotorem 30 młodych, rodzimych artystów (których pracę będzie on sprzedawał i wspierał ich na poziomie oferowania stypendiów czy promowania ich twórczości).

  2. Business&Culture

    W kraju, w którym nie ma podstawowej edukacji artystycznej próba działania na granicy sztuki i biznesu jest niezwykle trudna. Ale świetnym przykładem czerpania wzajemnych korzyści jest Fundacja ING. Tam widać odpowiednio rozłożone akcenty między wartościami i działalnością wizerunkową firmy. Dziwi mnie tylko, że ING nie wykorzystuje tego szerzej. Trudno mi dziś mówić o Abbey House. Nie wiem, czy to nie czysto biznesowe zagranie: wypromujemy grupę tanich artystów i sprzedamy drogo. Jeśli tak, to nikt w Polsce czegoś takiego jeszcze nie próbował na taką skalę. Warto obserwować.

  3. Z pewnością edukacja artystyczna zniwelowała by po części tą wielką przepaść pomiędzy kulturą w biznesem. Mam tylko duże wątpliwości co do tego, czy to by wpłynęło w ogóle na stosunek biznesu do kultury; żeby kultura była traktowana nie tyle co dobre/ snobistyczne miejsce do inwestycji, ale także jako coś przyczyniające się do usprawnienia firmy: rozwoju know-how i tym samym unowocześniania oraz zwiększania konkurencyjności samej firmy. Może być to np. w formie poszukiwania wspólnych wartości, które są bliskie obu stronom, tworząc synergiczny kod. Tak np. działa Steve Stoute kojarzący gwiazdy pop z największymi na świecie korporacjami. Zresztą polecam zapoznanie się z pierwszym odcinkiem ciekawego filmu „Influencers”, który został właśnie dedykowany działalności CEO Translation:

  4. A co do samych fundacji korpo, to mam mieszane odczucia. Mam wrażenie, iż są one tworzone na siłę, aby pokazać tylko, że firma wie, na czym polega „modny” CSR. I nie idzie za tym konkretna wartość, działanie oraz policy.

  5. Business&Culture

    Może niektóre są tworzone na siłę. Ale właśnie wspomniane ING, Samsung, Deutsche Bank, to przykłady pokazujące, że się da to zrobić mądrze i tak, aby obie strony zyskały. Oczywiście to cały czas działanie podstawowe, sponsoring. Ale tu akurat mądry i dobrze wykorzystany. A skoro w Polce nawet ta działka leży, to trudno marzyć o czymś więcej. Choć oczywiście marzymy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s